czwartek, 9 maja 2013

4.04.2013

Czwartek traktuję jak dzień wolny, bo wykład z ekonomii się dla mnie nie liczy. Myślę, że 2 obecności w tym semestrze na tym przedmiocie są wystarczające.

Na ten weekend dużo planów. Praca, angielski do zrobienia, a jutro mój wielki dzień! Ciekawe jak to zniosę i czy jestem odporna na ból :)

M.

3.04.2013

Powroty są ciężkie, trudne i bolesne. I to jest czystą prawdą. Zimno, śniegu w święta nasypało po kolana, mróz, szaliki i puchowe kurtki. Jak tu włączyć pozytywne myślenie? Wiosno! Potrzebujemy cię!

Na ćwiczenia o 8.00 ledwo się podniosłam. Później do domciu, bo okienko. Na wykład z systemu politycznego nie chciało już mi się iść. I tak zawsze jest gadanie o niczym. Uzupełnię notatki:) Więc miałam te 2h więcej w ciepłym domu.

1 monograf odwołany. Grrr! Podobno studenci ustalili na ostatnich zajęciach, tak na tych na których akurat mnie nie było, że przydałby się dzień wolnego po świętach i po prostu odwołali wykład! Fajnie, tylko szkoda, że się o tym nie dowiedziałam (nie tylko ja, bo byli też jacyś inni zabłąkani studenci). No cóż, bywa i tak. Zapytałam czy kolejny wykład odbędzie się bez zmian - usłyszałam potwierdzającą odpowiedź. Dobrze, że miałam ze sobą książkę, to usiadłam gdzieś na korytarzu cierpliwie czekając na następny monograf.

Po 1,5h zeszłam znów do sali. I co się okazało? Wykład odwołany! Aaaa! W normalnych warunkach bardzo bym się cieszyła z tego faktu, ale nie teraz gdy czekałam 1,5h z zamiarem czekania drugie tyle na kolejny wykład z kwestii! Gdyby to powiedział wcześniej bez zastanowienia pojechałabym do domu, już nie martwiąc się kwestiami, bo i tak nie jest sprawdzana lista. Ale skoro tyle już wyczekałam, to doszłam do wniosku, że bez sensu jest jechanie do domu, więc poczekam na te nieszczęsne kwestie.

Na nieszczęsnych kwestiach jakieś pierdoły. Rzutnik się zepsuł i profesor nie mógł nam wyświetlić prezentacji. I tym sposobem będę musiała sama większość uzupełnić.

Co za przygnębiający dzień!

M.

28.03.2013

Minął wykład z ekonomii, nie żebym się na nim pojawiła. O nie! Wszystkim, którym miałam złożyć życzenia wielkanocne, już złożyłam. Chwila przerwy od uczelni i od pracy dobrze mi zrobi. Już od dawna nie byłam w domu, dni tak szybko mijają.

M.

27.03.2013

Ćwiczenia z ekonomii. Nowością już chyba nie będzie jak powiem, że nie ogarniam tego przedmiotu. Trudności zaczęły się jakieś kilka tygodni temu i tak trwają, i tak nawarstwiają się, i łatwiej nie będzie. Ehh!

Szybka kawa o 10.00 w centrum z koleżanką z liceum i do pracy. Wzięłam zmianę Ali i dlatego też nie pojawię się na reszcie zajęć. Uzupełnię notatki (taki mam zamiar).

M.

26.03.2013

Kwestie społeczne. Psychologia. Zebranie w pracy. Informatyka. Dom.

M.

25.03.2013

Przez weekend nie było czasu na odpoczynek. Praca do późna, 2 wypracowania i test z angielskiego. Urodziny koleżanki. Urodziny taty.
Kolejny tydzień, kolejne wyzwania, a śniegu na drogach nie ubywa.

M.

21.03.2013

Przecież nie będę mówić, że byłam na wykładzie z ekonomii, bo nie byłam. I chyba prędko się nie pojawię.

M.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

20.03.2013

T. nie było. Znowu. A ja siedzę na monografach i czytam książkę, już nawet nie starając się, aby wykładowca nie zauważył. I tak nikt nie słucha, a książka wydaje się lepsza, niby stwarza pozory, że to być może coś związane z przedmiotem, nie to co wyciąganie telefonu lub rozmowy. Z resztą czego się spodziewać, skoro zaliczenie przedmiotu jest tylko na podstawie obecności - nikt nie słucha profesora.

M.

19.03.2013

Tragedia i koszmar na ćwiczeniach z kwestii i psychologii. To za każdym walka z samym sobą, aby nie zasnąć, aby nie zasnąć, aby tylko nie zasnąć. Ale to takie trudne i wręcz nierealne.

M.

18.03.2013

Z bardzo ważnych osobistych powodów, nie zawitałam na uczelnię. Prawo nam odwołali, ale niestety angielski był.

M.

14.03.2013

Na wykład z ekonomii nie poszłam, ten przedmiot już dawno spisałam na straty. Ani mi się śni tracić tyle czasu na jakieś pierdoły. 1h szykowanie się do wyjścia, 1h dojazd, 1,3h wykład, 1h powrót. A i tak śpię na tych zajęciach, więc celu w tym nie ma najmniejszego.

Szkolenie w nowej pracy!

M.

13.03.2013

Powiem szczerze, że dzisiaj dla mnie to mało intensywny dzień. Wybrałam się na ekonomię na 8.00 i na tym zakończyłam swój pobyt na uczelni. Śnieg, śnieg, zima. Tragedia.

M.

niedziela, 24 marca 2013

12.03.2013

Pomalowałam usta intensywną bordową szminką pożyczoną od mamy i poszłam na ćwiczenia. Nie liczyłam już nawet, że zobaczę T., bo skoro do tej pory się nie pojawił to wątpiłam czy pojawi się kiedykolwiek.
Jakież było moje zdziwienie, gdy znudzona czekaniem, zauważyłam T. wbiegającego po schodach. Mała radość we mnie, której nie mogłam po sobie okazać. Siedziałam jak gdyby nigdy nic, machając nogą w rytm muzyki płynącej z moich słuchawek. Doris zaspała i nie dotarła na zajęcia. Alek siedział zajęty swoim telefonem. Gburowaty, hejtujący wszystkich Łukasz plątał się w jedną i w drugą stronę, a ja siedziała obok zakochanych, choć dzisiaj kłócących się Jacka i Marty. T. zajął samotną ławkę w drugim końcu korytarza.
Jacy wszyscy jesteśmy niezintegrowani, każdy zajmuje się swoimi sprawami i tak naprawdę nie ma do kogo się odezwać, bo wszyscy są tacy mało towarzyscy. Fakt, stworzyło się może kilka grupek, ale to wszystko jest takie puste. Nie wiem co o tym sądzić, czy wszędzie tak jest?

Zajęcia, niezbyt owocujące, bo nikt nie wybrał tego tematu prezentacji, profesor o tym nie wiedziała i nic nie przygotowała zastępczego, musiała jakoś improwizować. Spóźniło się kilka osób. Nic nadzwyczajnego. Z wyjątkiem tego zadowalającego widoku, który siedział przed mną ;) Już wiem, jak wymawia się jego skomplikowane litewskie nazwisko, i że tak naprawdę to pochodzi z Litwy, ale ma korzenie rosyjskie i polskie. Och, chciałabym się dowiedzieć o nim więcej! Ale jak?

Skończyliśmy 15 min wcześniej, do następnych ćwiczeń zostało jeszcze 30 minut. Zastanawiałam się co będę robiła tyle czasu, ale Ala zaproponowała mi i Dorocie G., abyśmy przeszły się do naszego wydziałowego baru. I tak 30 min przy kawie upłynęło błyskawicznie, przez co nawet nie zorientowałyśmy się, że już zaczęła się psychologia i spóźnione wbiegłyśmy do klasy. T. zajął moje ulubione miejsce w ostatnim rzędzie. Cóż, jemu wybaczę ;) Oczywiście nie obyło się bez ćwiczenia w grupach. Znów trafił mi się Alek i tym razem gburowaty Łukasz. Wymyśliliśmy jakieś doświadczenie i jakoś te 1,3h minęło.

Dzisiaj zajęcia z informatyki zostały odwołane, z czego oczywiście bardzo się cieszę, bo dzięki temu miałam czas pojechać podpisać moją umowę o pracę!

M.

sobota, 16 marca 2013

11.03.2013

Wielki powrót zimy! A miało być tak pięknie.

Po koszykówce razem z Piotrem wracałam autobusem. Dowiedziałam się, że niewiele mnie ominęło na zeszłotygodniowej ekonomii. Nigdy nie ma tam nic ciekawego.

Na socjologii oczywiście T. nie było. Za to w końcu po raz pierwszy pojawiła się Dorota, siedziałyśmy razem, trochę gadałyśmy i szybko upłynęło to 1,3h.

Ćwiczenia. Istna męka. O religijności i kościołach. Na szczęście miałam inne zajęcie. Odrabiałam pracę domową na prawo, której nie zrobiłam w domu.

Przed prawem wszyscy panikowali, bo część w ogóle nie zrobiła pracy domowej, a część bała się, że zrobi kolokwium. Mimo wszystko ja poszłam. Po doświadczeniach z ostatnich zajęć, przednie ławki były już zajęte. Na szczęście Doris zajęła mi ostatnie wolne miejsce.
Prawo przeżyliśmy. Jako że niby niektórzy prace domowe mieli na swoich komputerach, ulitowała się nad nami i zbierze je na kolejnych zajęciach. Kolokwium nie zrobiła, ale powiedziała abyśmy byli czujni, bo może je zrobić w każdej chwili. Straszna kobieta!

M.

7.03.2013

Nie byłam na wykładzie z ekonomii, ale na imprezę do Parku z dziewczynami oczywiście idę.

M.

6.03.2013

Promienie słońca skutecznie przedzierały się przez żaluzję i wpadały do pokoju. Ja cudownie uśmiechnięta, chcę korzystać z tego stanu jak najdłużej, jednak mimo wszystko spoglądam na zegarek. O cholera zaspałam! Na ćwiczenia już nie zdążę, więc obracam się na drugi bok i śpię dalej.

Dorota wysłała mi wiadomość, że dzisiaj po ekonomii widziała T. Dlaczego ciągle się z nim gdzieś mijam, wtedy kiedy mnie nie ma on jest, i kiedy ja jestem jego nie ma? Jak pech to pech. Doris napisała mi także, że był 
super ubrany - skórzana kurtka, bluza z kapturem, okulary. Zachęcona tym, także założyłam moją skórę i trampki, i poleciałam na zajęcia. 

Na systemie politycznym nie widziałam go. Cholera, naprawdę się mijamy.

Usiadłam obok Marii, po chwili przyszła Ewa z Olką, dosiadł się Krzysiek, do sali wpadła, jak zwykle spóźniona Aga. Tym razem nie nudziłam się. Śmieliśmy się z jakiś głupot i opychaliśmy mambami i mentosami. Nie mam pojęcia o czym był wykład, zapisałam tylko jedno słowo: "UZUPEŁNIĆ"

Na strukturze socjopolitycznej patrzyłam na ludzi. Jacy oni wszyscy są zabawni, kiedy myślą, że nikt na nich nie patrzy. Najbardziej moją uwagę przyciągał nasz prowadzący. Chyba niedawno schudł, bo marynarka zdecydowanie za duża, spodnie też mocno ścisnął paskiem, okulary na nosie, postępująca łysina. Nie podnosi nóg, tylko nimi szura, przemieszcza się takim dziwnych krokiem od tablicy do pulpitu. A poza tym to naprawdę miły człowiek, ma wiedzę, ale daje także możliwość wypowiedzenia się studentom i nie krytykuje tego co powiedzą, jak np. Szarfi i jego zadufane ego, które obraża studentów, mówiąc jacy to studenci są głupi i niedojrzali.
Jeden mały minus, mówi głosem tak monotonnym i prowadzi tak nudny przedmiot, że nie ma sposobu, żeby nie zasnąć.

Później 15 min przerwy i kolejny wykład z tym samym profesorem. Stany nadzwyczajne. Mówiliśmy o wydarzeniach towarzyszących śmierci naszego papieża. Statystyki, jak to później wpłynęło na naszą religijność i ilość osób w kościołach, na ilość odprawianych mszy i sposób integracji państwa po tym wydarzeniu. Generalnie to nie było tak odległe zdarzenie, może dlatego nie chciało mi się tego słuchać. Piotr obok mnie też próbował powstrzymać opadającą głowę.

Na kwestie społeczne nie chciałam już iść, zważywszy na to, że zostało jeszcze pół godziny, a ja już byłam głodna i śpiąca. Jednak za namową Ewy i Oli, poszłam, ale z wieeelkim bólem. Piotr powiedział, że już nie da rady i wyłamuje się, zobaczymy się na koszykówce.

O dziwo, na kwestiach wytrzymałam. Notowałam wszystko, uważnie słuchałam. Konkretny facet, który nie gada o wszystkim i o niczym. Mówi, to co jest potrzebne i zna się na tym. Oby więcej takich.

T. dzisiaj nie widziałam.

M.


5.03.2013

Wiosna, wiosna! Pożyczyłam od Ady płaszczyk, do tego założyłam obcasy, nowa bluzka. Liczyłam, że może dzisiaj T. w końcu pojawi się na ćwiczeniach. I po co to wszystko? Nie było go!

Na psychologii kolejne ćwiczenie w grupach. Byłam z Piotrem i H(G)lebem. Zabawnie, bo Piotr chyba był "wczorajszy" i miał niezłe odchyły. Mieliśmy zaprezentować heurystykę dostępności na wybranym przykładzie. Żadne z nas nie miało zielonego pojęcia co to jest. Google też nie za bardzo chciało nam pomóc. Piotr wymyślił jakieś eksperyment z mlekiem i jego dostępnością. Myślałam, że spalę się ze wstydu. To było takie głupie. Piotr prezentuje swoją "złotą myśl", a ja z Glebem staramy się powstrzymać przed wybuchem śmiechu. Pani profesor wielkie oczy, po czy mówi "aha, zapewne chodziło wam o to, że..." po czym zaczyna to tłumaczyć własnymi słowami. Piotr siada z uśmiechem na twarzy, mówiąc "kurw*, i tak nie wiem o co w tym chodzi".

Na informatykę poszłam z uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałam, że pogoda aż tak na mnie oddziałuje. Zachodzące słońce, okulary przeciwsłoneczne na nosie. Bajecznie, do tego wracałam z rozmowy kwalifikacyjnej i mam pracę! Cieszyłam się już do końca dnia, mimo, że zadanie na informatyce mi nie za bardzo wychodziło.

M.

4.03.2013

Wraz z marcem, przyszła piękna pogoda, słońce, już tylko niewielkie pozostałości po śniegu. Od razu przyjemniej się robi i aby tak zostało.

Na koszykówce dzisiaj to ja prowadziłam rozgrzewkę! Wymęczyłam ich, a co! Przy okazji sama się nieźle nabiegałam, co wciąż nie zmienia faktu, że mi się podobają te zajęcia.

Socjologia. "Cudowny" temat o kulturze. Aby nie zanudzić się na śmierć, wypisuję słowo "wiosna" w różnych językach na marginesie, po czym pięknie to ozdabiam kwiatuszkami. Kreatywność na wykładach dosłownie kwitnie.

Ćwiczenia z socjologii. Jak zwykle nic ciekawego. Prócz jednego małego ale... Moją uwagę przyciąga pewien niegrzeczny Ł. :) Wiem, że na pewno nie ma żadnej dziewczyny, na wykłady chodzi jeszcze rzadziej niż T., ba w ogóle nigdy go nie widziałam! Dzięki facebookowi, dowiedziałam się jeszcze kilku innych ciekawych rzeczy, ma 3-letnią siostrę, co mnie strasznie rozczula. Nic tak na mnie nie działa, jak młody chłopak z małym dzieckiem na rękach, a on właśnie ma kilka takich zdjęć, gdzie całuje swoją małą siostrę. I wytatuował sobie datę jej urodzenia na nadgarstku. Czyż to nie jest słodkie?
Ale on chyba jest jeszcze bardziej nieosiągalny niż T., chociaż na pewno bardziej otwarty i towarzyski.

Prawa rodzinnego dzisiaj nie było.
A na angielski nie chciało mi się już jechać. Za to intensywnie wyszłam korzystać z tych pierwszych wiosennych promieni słońca - biegałam.

M.

28.02.2013

Magiczna siła łóżka wciąż działa, śpię dalej, nie przejmując się wykładem z ekonomii.

M.

27.02.2013

Na ćwiczeniach z ekonomii nie mogłam wytrzymać i po prostu zamykałam oczy ze nudzenia i z nie wyspania się. Bardzo późno chodzę spać i oto są efekty. Poza tym na ekonomii mamy teraz takie dziwne i niezrozumiałe zagadnienia, że nawet jak słucham uważnie to i tak nic nie rozumiem.

Pojechałam na 1,3h do domu. Jednak moje łóżko ma niesamowicie dużą siłę przyciągania i jak zasnęłam tak zaspałam na wykład z systemu politycznego. Ups.

Na następne wykłady dojechałam, bo dostałam sygnał od Doroty, że widziała T. przed salą. Więc czym prędzej poprawiłam włosy i pognałem na tramwaj, modląc się, aby pojawił się także na kwestiach społecznych.
Złudne nadzieje, nie było go.

M.

wtorek, 12 marca 2013

26.02.2013

Pięknie się dzisiaj ubrałam. Chyba jednak za pięknie, bo stojąc na przystanku och-teatr podeszła do mnie pewna kobieta, mówiąc, że z tyłu poszło mi oczko w rajstopach. Oh! Niewiele myśląc wróciłam do domu zmienić ubranie, bo pęknięcie było za bardzo widoczne. Nie mogłam się narazić na taką gafę na uczelni. Na kwestie społeczne już nie zdążyłam.

Psychologia. Niezwykle poprawna kobieta włączyła prezentację, której slajdy przewijała zdecydowanie za szybko i tym sposobem muszę sama wszystko opracować w domu. Robiliśmy też ćwiczenie w grupach, siedziałam koło Alka, więc z przydziału trafiła mi się z nim współpraca.
Nie rozumiem go w ogóle. Niby wszystko skrupulatnie zapisuje, nawet zerka co chwilę do moich notatek, a jak przychodzi kolej wypowiedzenia się na jakiś temat, nic nie ogarnia, wszystko miesza, przekręca i mówi o tym samym: "o wartościach jakimi się kierujemy w życiu; jaki kontakt mamy z innymi ludźmi..." . Mówiąc dosadnie, jak słyszę te bzdury na każdych zajęciach, aż skręca mnie w środku i w tym momencie mam ochotę wyłączyć opcję słuchania jakimś cudownym przyciskiem.
A wracając do zadania, do którego byliśmy przydzieleni, to należało wymyślić eksperyment, w którym ustalimy zmienną niezależną, zależną, grupę kontrolną i eksperymentalną. Niby nic skomplikowanego, a Alek już zaczął wymyślać coś o podatkach, składkach emerytalnych. Chyba trochę mu się przedmioty pomyliły. Więc wszystko musiałam wymyślić ja (zrobiłam to na przykładzie kolorów pokoju, w którym przebywamy). Zaprezentować przed całą grupą, także musiałam ja. I jak się okazało, wymyśliłam dobry eksperyment.

Później kilkugodzinna przerwa i na informatykę. Byłyśmy we trzy - ja, Asia i Ada. Super blondynki za komputerami, które nawet LibreOffice nie potrafiły uruchomić.

Oby T. jutro pojawił się na zajęciach, bo tęskno mi.

M.

poniedziałek, 11 marca 2013

25.02.2013

Dziś uzbrojona w puder do twarzy i wodę poszłam na koszykówkę. Ledwo żyję, ale daję radę i cieszę się, że mogę się wyżyć fizycznie, tak na samym początku tygodnia. Choć lepiej by było gdybym nie miała później wykładu; spokojnie pojechać do domu, wziąć prysznic i chwilkę odpocząć, a niestety tym sposobem pozostaje szybki bieg na przystanek.

Na socjologii nie słuchałam, bo mówiliśmy o jakichś teoriach rozwoju biologicznego, wcześniej o historii socjologii. Oj nie, nie mam na to siły. Uzupełnię notatki w domu, a teraz zapiszę tylko zagadnienia.
Wbiegając szybko do sali zauważyłam T. siedzącego 3 ławki za mną. Nie zdążyłam mu się przyjrzeć, ale słyszałam jego głos. Ma taki męski, niski, piękny głos. Już w samym tym dźwięku można się zakochać! Dodając do tego jeszcze osobowość i oszałamiający wygląd... brak słów.

Na ćwiczeniach niemiłosiernie nudno i przygnębiająco. Dziewczyny na początku wygłosiły swoje referaty, a później był dłuuugi monolog naszego profesora. Powinniśmy także uczestniczyć w dyskusji, zadawać pytania, współpracować, ale ewidentnie nikt (poza Alkiem, który jak zawsze ma do dorzucenia swoje niepotrzebne i kompletnie oderwane od kontekstu zdania) nie miał na to ochoty. Dlatego też wszyscy wpatrzeni byli tylko w zegarki odmierzające dłużące się minuty.
Dałam do podpisu moje podanie o przyjęcie na monograf - zgodził się bez problemu.

T. na prawo cywilne wszedł zaraz przed zamknięciem drzwi. Pewnym krokiem, z kubkiem kawy z COSTY w ręku, usiał w tym samym rzędzie co ja. Zauważyłam, że chyba skrócił włosy, założył okulary. W ciągu całego konwersatorium zajęty był swoim telefonem. Mam nadzieję, że nie pisał smsów do swojej dziewczyny;)
A na zajęciach nie mogłam się skupić. Z resztą nie tylko ja, bo kilkoro osób z tyłu rozmawiało i chyba niezbyt uważało. Cudowna pani profesor brała ich do odpowiedzi każąc cytować kodeks cywilny. Ci, którzy nic nie wiedzieli, skreślała z listy obecności. 
Niezły pogrom. Dobrze, że siedziałam w trzecim rzędzie i udawałam, że słucham prezentacji Justyny i Kasi, bo dla mnie także mogło się to źle skończyć.
Aha, za tydzień powiedziała, że może zrobić krótki sprawdzian z dzisiejszego tematu o osobach fizycznych. Marzyłam o tym!

Czekałam 2 godziny na wykład z prawa rodzinnego. Słuchawki na uszach, gazeta w jednej dłoni, kanapka w drugiej i samotne siedzenie na kanapach w starym BUWie, jakoś upłynęło. Niestety Dorota w tym samym czasie ma coś na swoim kierunku i nie możemy nawet razem pójść na kawę.
Profesor zgodził się, abym dopisała się do tego monografu. Dzięki temu mam 2 podania, które jutro zaniosę do dziekanatu i wszystko będzie już unormowane (przynajmniej na to liczę).

M.

sobota, 2 marca 2013

21.02.2013

Wykład z ekonomii o 9.45 w czwartek. Moje marzenie. Pół dnia stracone na jedne, jedyne zajęcia. Standardowo - nic ciekawego się nie działo. Jakieś wykresy, nic nie wykazujące rysunki. Czy będą kiedyś takie wykłady, na których będę słuchała z zaciekawieniem prowadzącego, a nie odmierzała czas do końca?

T. nie było. Może jeszcze nie wrócił z Litwy po feriach? Chyba nie zrezygnował?

Właściwie powinnam być na zajęciach ze źródeł prawnych zjednoczonej Europy, w ramach ogunu, na który się zapisałam, ale nie chce mi się na to chodzić, bo budynek jest na Dobrej, jestem w domu około godzinę, a historia i prawo to niemiłe połączenie jak dla mnie. Zapisałam się, bo Dorota mnie o to prosiła i miałyśmy wcześniej chodzić na jeszcze jeden ciekawszy wykład, na który mi się nie udało zarejestrować, a jej tak. Więc niestety będę musiała z tego zrezygnować, a zapisać się na prawo rodzinne w praktyce w poniedziałki (czekam na to 2h na Krakowskim). Jak będę zanosiła podanie o dopisanie mnie do socjologii stanów nadzwyczajnych, to zaniosę też podanie o dopisanie do tego wykładu. Mam nadzieję, że się uda. Chociaż to niezłe kombinowanie, bo co 2 tygodnie w poniedziałki mam angielski i godziny się nakładają. Więc czasem będę na prawie, czasem na angielskim. I tu, i tu lista obecności jest sprawdzana. 2 nieobecności są dopuszczalne, muszę to dobrze rozplanować, a będzie dobrze. Wolę takie rozwiązanie niż te źródła prawne w czwartki, które zaburzają mi plan i marnują cały dzień.

W ten sposób będę miała od rana do wieczora zapełniony poniedziałek, wtorek i środę, do połowy wolny czwartek i całkowicie wolny piątek. Nie wiem czy to dobre połączenie, ale lepiej nie umiałam tego rozplanować.

M.

20.02.2013

Ekonomia o 8.00 rano. Zdecydowanie za wcześnie. Mało się nie spóźniłam. Właściwie to nie nowość, prawie zawsze wbiegam do sali w ostatnim momencie. Tak ciężko mi porzucić ciepłe mieszkano i wyjść na tę pluchę, która obecnie zagościła w Warszawie. Kiedy wiosna? Kiedy słońce? Kiedy założę słomiany kapelusz?

Na ćwiczeniach zasnęłam. Profesor nie zrobiła przerwy w połowie, dzięki czemu wypuściła nas 20 min wcześniej. Kierunek dom, ale tylko na 1,5h. Bez sensu jest wracać na 1,5h. do domu, ale bez sensu też jest zostawać na Krakowskim, bo nie wiem co mogłabym robić przez 3,5h. Okienka, tak kocham je. Ale inaczej nie miałam jak ułożyć sobie planu, bo chciałam być w tej grupie na ekonomii. Wiem jaka jest ta pani, znam ją, tu zaliczyłam pierwszy semestr, tu zaliczę i drugi.

Na wykładzie z systemu politycznego RP, prawie zasypiałam. Zajęcia prowadzi ten sam profesor co prowadzi socjologię. Wydaje się sympatyczny, ale i tak usypiam na wykładach, poza tym nie było Doroty i nie miałam z kim rozmawiać.

Później wykład monograficzny ze struktury socjopolitycznej Polski, znów z tym samym profesorem. To moje zajęcia w ramach ogunu, są za 4 ECTS, więc opłaca się chodzić. Zaliczenie będzie na zasadzie obecności. Masz ocenę 3 lub 4 jeżeli pojawisz się na większości zajęć, jeśli chcesz 5 należy się zgłosić do niego po temat na esej do napisania. 4 mi jak najbardziej odpowiada. Wystarczy przychodzić.

Mój kolejny monograf ze wskaźników w polityce społecznej usunęli, bo za mała grupa, a jak czegoś nie znajdę to nie będę miała obowiązkowych ECTSów. Dowiedziałam się, że znów ten sam profesor prowadzi kolejny wykład z socjologii stanów nadzwyczajnych. Cokolwiek to jest, muszę na to chodzić. Tak samo zrobiła Ewa i Ola, które także były zarejestrowane na wskaźniki. Należy jeszcze złożyć podanie do dziekanatu, podpisane wcześniej przez prowadzącego zajęcia, że wyraża zgodę na dołączenie mnie do grupy. Będę musiała tak zrobić, ale już w przyszłym tygodniu się tym zajmę.
Zajęcia oczywiście usypiające, ale trzeba chodzić, bo zaliczenie odbywa się w ten sam sposób co na wcześniejszym wykładzie. Bardzo dużo ludzi chce jeszcze dopisać się do listy, nie było już miejsc w sali. Ludzie siedzieli na podłodze, a ja ze spóźnioną dziewczyną na jednym krześle. Cudownie duszno, ciasno, sennie. Profesor ma załatwić jakąś inną salę. Oby mu się udało, bo nie wiem jak będę wytrzymywała w ten sposób każdą środę.

Wykład z kwestii społecznych odwołany, bo profesor chory. Dzięki bogu. Jest godzina 18.30, nie wiem jak co tydzień będę sobie radziła na kolejnym półtoragodzinnym wykładzie.

M.

19.02.2013

Dzisiejszy mój piękny wygląd "poszedł na marne", bo T. nie było na zajęciach. A kiedy wiem, że jest prawdopodobieństwo zobaczenia go, staram się wyglądać jeszcze lepiej. Eh, myślałam, że chociaż na ćwiczeniach się pojawi. Nic z tego.

Na pierwszych ćwiczeniach z kwestii społecznych mieliśmy zastępstwo, czyli tak naprawdę nie dowiedziałam się niczego, bo mimo że program mamy zrealizować taki sam, to każdy z profesorów inaczej prowadzi zajęcia i inaczej ocenia. Dowiedziałam się kilku ogólników, będą obowiązkowe prezentacje, który każdy musi przygotować i sporo literatury do czytania.

Psychologia społeczna z panią bardzo poprawną. Chyba tak bym ją określiła. Poprawnie wygląda, poprawnie się wypowiada, poprawnie akcentuje sylaby. Jest taka spokojna i taka nudna. Oczywiście prezentacje dla chętnych.

Pojechałam do domu na 3 godziny. Beznadziejne okienka.
Gdyby nie Dorota, nie wiedziałabym jak dojść do Wydziału Informatyki. Spotkałam ją na Banacha, ona właśnie skończyła swoje zajęcia, a ja dopiero na nie szłam. Mniej więcej mnie pokierowała jak dojść do budynku, ale później jak dojść do sali, to będę musiała się kogoś zapytać, bo dużo skrętów, schodów, przejść i ludzi. Na szczęście, gdy weszłam zobaczyłam Ewę, która kupowała kawę, także poszłyśmy razem.

Zajęcia - nic specjalnego. Było 7 osób. Ze starszym panem, który ma swój świat. Czy każdy informatyk taki musi być? Swój świat, gdzie komputer jest bogiem. Gadałam, niezbyt uważałam, a z rzutnika nic nie widziałam, Ewa też nie, więc nawet nie wiedziałyśmy co mamy robić. Obok siedziała Ola, byłyśmy zdane na nią. Właściwie, to nawet nie pamiętam co robiliśmy. Wiem, że trzeba było spakować plik i wysłać go do profesora na maila. Później wspomniał o jakiś prezentacjach na temat króli polskich (?), które mamy mu przesłać, ale naprawdę nie wiem do kiedy i jak mają one wyglądać. Powiedziałam, że przygotuję o Janie III Sobieskim, ale co dalej mam z tym uczynić, to zielonego pojęcia nie mam. Nie pracujemy na Microsofcie Office, tylko na Libre Office. Pierwszy raz coś takiego słyszę.

Wracałam z Ewą, Olą i Asią na przystanek. Ewa zaliczyła swój czwarty upadek w ciągu ostatnich kilku godzin, a nas to niesamowicie bawiło.

M.

poniedziałek, 25 lutego 2013

18.02.2013

Cudownie jest odpoczywać w domu, kłaść się spać o 3.00, wstawać o 13.00 i niczym się nie przejmować. Podczas ferii nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego i szalonego. Cisza, spokój i oczekiwanie na sprawdzenie poprawionej pracy z administracji. Podobno były też jakieś problemy z naszymi egzaminami z filozofii, że niby ktoś okradł szaloną profesor w autobusie, nasze testy przepadły, wyniki też. Później jak się okazało, ona tylko gdzieś te egzaminy zostawiła, nie wiedziała gdzie, część odnalazła, część nie. Pisałam już, że jest roztrzepana? W każdym razie w usosie mam 4 i to najważniejsze.

Jednak błogiego lenistwa nadszedł kres. Czas zacząć II semestr. Mam mnóstwo nowych przedmiotów o niezbyt zachęcających nazwach. Ale oczywiście jestem pełna optymizmu i nadziei, że jakoś to będzie.

Poniedziałek. 7.00 rano. Śnieg nasypuje się do butów, a ja pędzę na koszykówkę! Usos mnie pokonał i nie udało mi się zapisać ani na body art, ani na pilates, nawet na siłownie nie było miejsc, a siłownia o wiele bardziej by mi pasowała godzinowo. Jednak nic z tego, cud, że zostało ostatnie miejsce na koszykówce. I tym sposobem mam 15 minut na przedostanie się spod Banacha, na wykład z socjologii na Krakowskim. Co w godzinach szczytu, przez centrum Warszawy jest wręcz niemożliwe.
Jednak myślę, że koszykówka nie jest takim złym pomysłem. Pobiegam, poprawię kondycję, ukrwienie i wydolność. Ruch to samo zdrowie, poza tym dawno nie grałam w kosza, mimo, że lubię ten sport.
Na zajęciach było nas pięcioro (zapisało się 14 osób). Byłam ja, 3 naprawdę miłe dziewczyny i Piotrek ode mnie z roku, właściwie nigdy z nim nie rozmawiałam, nie wydaje się zbyt towarzyski, ale może uda mi się z nim zamienić kiedyś słowo. Graliśmy 2 na 2, biegaliśmy, dużo rzucaliśmy do kosza, porządna rozgrzewka. Super powrócić do tego po latach. Nawet zostałam pochwalona, i to kilka razy, a trener zapamiętał już nasze imiona! Oby było tak za każdym razem, a będą to chyba najlepsze zajęcia.

Na wykład spóźniłam się 10 minut, a więc mieszczę się w kwadransie akademickim ;) Zasypiałam, nie chciało mi się słuchać, chociaż wykładowca jest miły i ma wiedzę, to mimo wszystko zmęczenie po wf i niewyspanie dawało się we znaki. Zaliczenie wykładu odbędzie się w formie USTNEJ! Oj niedobrze!

Później ćwiczenia z socjologii z tym samych profesorem. Trzeba będzie robić jakieś prezentacje, referaty, będziemy też organizować debaty i dyskusje, poza tym na każde zajęcia będzie obowiązkowa lektura do przeczytania. Ustne zaliczenie. Niezbyt ciekawie się zapowiada. Prócz tego mamy zajęcia w małej sali, jesteśmy pościskani i jest niewygodnie, bo ławki tez są ustawione jakoś cudacznie. Gorąco, duszno, ledwo oddycham.

Wybrane zagadnienia z prawa cywilnego i rodzinnego to następne zajęcia, w ukochanej sali filozoficznej w filarami i niedziałającym mikrofonem. Pani profesor ubrana w krótką, rudą, marynarkę z ciężkiej tafty i spódnicę do kostek w brązowym kolorze, także ze świecącego ciężkiego materiału i dwunastocentymetrowych, szarych botkach zupełnie nie pasującymi do całości, a nie przepraszam - nic do siebie nie pasowało, bo do tego miała czerwoną dużą torbę i rudo-brązowe grube futro lub coś co powinno je przypominać, na pierwszy rzut oka wydaje się być niezwykle surowa, wymagająca, bez poczucia humoru, bez jakiegokolwiek uśmiechu. Kodeks cywilny trzeba "bezwzględnie znać na pamięć". Nie ma zmiłuj - artykuł po artykule, przypis po przypisie, wyjaśniające komentarze z czterech opasłych podręczników - mieć w jednym paluszku. Do tego wszystkiego, mamy robić prezentacje i aktywnie się udzielać, bo to przecież konwersatorium.

Dodam, T. nie było na zajęciach!

M.

piątek, 1 lutego 2013

1.02.2013

Cieszę się, że prowadzę tego bloga. Wczoraj wieczorem miałam bardzo ciekawe zajęcie - czytałam moje pierwsze wpisy (musiałam znaleźć sobie jakieś niesamowicie ważne zajęcie, żeby tylko nie uczyć się filozofii). Właściwie przeczytałam wszystko od września. To miał być taki blog informacyjny, opisujący tylko życie na uczelni, być może wskazówka dla innych, jednak teraz przybrał on formę pamiętnika. Stał się bardziej intymny, bardziej mój. Dobrze, dzięki temu przypominam sobie każdy dzień. Wygodniej mi pisać na klawiaturze niż na kartce papieru. Może nie powinnam tego publikować? Właściwie to i tak wszystko jedno.

Dzisiaj ten nieszczęsny egzamin z filozofii. Wczoraj, jak już wspomniałam, nie uczyłam się wcale. Nic kompletnie. Stek bzdur i głupot ta filozofia. Po raz kolejny liczyłam na cud, jak najwięcej pytań testowych i działający internet. A i pomoc Doroty, z którą bardzo intensywnie współpracowałam. Właściwie, to ja jej więcej pomagałam niż ona mi, ale mimo wszystko wspólnymi siłami coś napisałyśmy. Były 4 grupy, ale my mądrzy studenci, szybko między sobą się pozamienialiśmy i tym samym para przed nami miała taką sama grupę, ja z Doris, siedzącą ze mną w ławce tą samą, a Maciej z tyłu też tę sama grupę z jakąś dziewczyną.
Było 25 zadań w tym kilka testowych. W pozostałych trzeba było przyporządkować jakąś teorię, skomentować jakąś historyjkę (co mnie najbardziej rozśmieszyło) w podejściu chrześcijańskim, kantowskim i utylitarnym. Historyjka dotyczyła tego, że jest jedno miejsce w łodzi, kogo na nią zabierzesz i dlaczego, czy wykształconego lekarza czy bezrobotnego urzędnika? A nawymyślałam w tym zadaniu, aż głowa mała. Tak samo jak w ostatnim zadaniu, gdzie trzeba było coś napisać na 100-150 słów, na jeden z 4 możliwych tematów do wyboru. Opisałam etyczne granice tolerancji. Na pewno na więcej słów, starałam się to zrobić w sposób jak najbardziej filozoficzny i refleksyjny, jakobym była niezwykle oczytanym i wykształconym człowiekiem, choć tak naprawdę moja wypowiedź to jakieś głupoty o "wartościach moralnych, bycie i poznawaniu otoczenia". Głupie jak cała ta filozofia. Ale coś napisałam.
Były też 2 zadania z wypowiedzią jakiegoś filozofa. Trzeba było samemu wpisać, kto to powiedział lub kto mógł to powiedzieć. Phiii.. bez internetu nie dałoby rady. Chociaż i internet w pewnych kwestiach nie dawał mi jednoznacznej odpowiedzi - musiałam strzelać lub coś sama wymyślać.

Ot, taki egzamin z filozofii. Wyszłam jako jedna z ostatnich. T. znów siedział 2 ławki przede mną, ale teraz ewidentnie to On patrzył gdzie usiądę i poszedł za mną ;) Tak mi się przynajmniej wydaje lub mam taka nadzieję. A swój test oddał po 15, może 20 minutach. Pewnie znowu się nie nauczył i będzie musiał poprawiać! Słyszałam, że WPSu też nie zaliczył, tak samo jak ekonomii w swojej grupie (nie było go na drugim kolokwium). Cholera, niech on się weźmie do pracy, a nie tak olewa wszystko. Jak taka sytuacja pojawi się i w drugim semestrze, i nie będzie chodził na zajęcia, chyba się załamię. Dla kogo ja będę  chodziła na te ćwiczenia? Wczoraj też poprosiłam Dorotę, aby się ze mną przepisała do tej drugiej grupy z kwestii i psychologii. Zrobiła to trochę niechętnie, wolała abyśmy zostały w pierwszej. Nie chciała być w 10-osobowej grupie razem z Alkiem, ale jak ja powiedziałam, że nie dam rady i muszę się przepisać do tej drugiej, ze względu na T. - ona zrobiła to samo, ze względu na mnie.

Ufff... i już po sesji. Nie znam jeszcze wszystkich ocen, a z filozofii mamy iść osobiście do niej za tydzień dowiedzieć się czy zaliczyliśmy. Jak nie, to od razu u niej ustnie odpowiadasz, jak tak, to wracasz do domu. To jakiś absurd, bo ocena powinna być w usosie, takie są przepisy. Ona jest taka roztrzepana. Nie da się z nią dogadać, ma swój mały, dziwny, filozoficzny świat.

Teraz powinnam ogarnąć cały nieład jaki zrobił się w mieszkaniu przez ten intensywny tydzień. Sterta brudnych naczyń wychodzi ze zlewu, śmieci już nie są w kosztu, tylko obok, a w lodówce tylko światło. Wszystko tak odkładałam. Pranie - po sesji, poskładanie ubrań do szafy - po sesji, odkurzenie - po sesji. A po sesji mi się już nic nie chce, położyłabym się spać może obejrzałabym w końcu jakiś film. Ewentualnie poszłabym gdzieś poszaleć. Tylko niestety wszyscy już mi się porozjeżdżali do swoich rodzinnych miast w całej Polsce, albo mają jeszcze egzaminy, i tak sobie samotnie siedzę wokół pustych kubków po kawie i opakowań po ciastkach.

Wracam 18.02. Przeżyłam I semestr całkiem nieźle.

M.

czwartek, 31 stycznia 2013

31.01.2013

Wprowadzenie do polityki społecznej, ocena końcowa: 4.
Jestem naprawdę bardzo zadowolona z siebie, do tego stopnia, że aż nie chce mi się uczyć na jutrzejszą filozofię. Wiem, wiem - nie można spocząć na laurach, ale po raz kolejny nawet nie wiem z czego i co dokładnie jest wymagane na test. Filozofia, to największa porażka na tych studniach, przedmiot kompletnie nie uczący niczego. Po co mam wiedzieć o jakiś cnotach czy badaniach transcendentalnych? Nie potrzebne kompletnie. Może gdyby byłoby to dostosowane do naszego kierunku studiów, miałoby to jakiś sens. Ale w przypadku uczenia się o metodach formowania się bytu (?), przedmiot ten, mija się z celem.

Już miałam siadać do czytania tego czegoś, ale zrobiłam się głodna. Przyrządziłam pysznego łososia z dużą ilością sałaty i grzankami. Pyszności. Najadłam się tak bardzo, że teraz przydałaby się odpoczynek, bo nie jestem w stanie wykonać żadnego innego ruchu ;)
Może zadzwonię jeszcze do Doroty, sprawdzić jak jej idzie. Jutro mamy siedzieć koło siebie, więc muszę się zorientować jaki jest jej stan wiedzy (choć przypuszczam, że niewiele lepszy od mojego).

Przepiszę się do grupy w której jest T. Ada i Magda powiedziały żebym tego nie robiła, ale jak powszechnie wiadomo - jestem nienormalna. Co z tego, że narażam się na ciągłe odpytywanie, małą grupę (choć dzisiaj jak sprawdzałam jest w niej 10 osób) i ewentualnie brak pożyczenia od kogokolwiek notatek, w razie jakiejś nieobecności? Co ja poradzę, że On mnie tak fascynuje i zwyczajnie pociąga? Nic. Zostaje mi tylko przepisać się do II grupy.
A niech spróbuje nie chodzić, to nie wiem co mu zrobię...

M.

środa, 30 stycznia 2013

30.01.2013

Uczyłam się i uczyłam, i uczyłam tak do 4.30. Oczywiście nie nauczyłam się wszystkiego, bo to sama pamięciówka, a u mnie wkuwanie na pamięć o godzinie 2.00 w nocy nie wychodzi najlepiej. Ba, w ogóle nie wychodzi. Co ja robię na takim "pamięciowym" kierunku?! Mówię uczciwie - tęsknię za matematyką! Tu jest pełno wskaźników, definicji, norm, modeli, klasyfikacji, instrumentów, nurtów, teorii, uwarunkowań czegoś tam, nazwisk cudownych uczonych, których nie umiem nawet bezbłędnie zapisać, co dopiero wymówić? Sporo tego i wszystko takie podobne, a jednak inne, bo różni się tylko jednym znaczącym słowem (którego i tak nie jestem w stanie zapamiętać).

Egzamin o 10.00, więc zostały mi 3 godziny snu. Bardzo, ale to bardzo nie chciało mi się podnieść, rozważałam nawet konsekwencje pozostania w ten szary, deszczowy dzień w łóżku. Jednak zdrowy rozsądek wygrał! Wszystkie czynności wykonywałam sprawnie - jedzenie, 
mycie zębów, piękny strój wybrałam już wczoraj (czarne krótkie spodenki, czarne rajstopy, beżowa jedwabna koszula, marynarka Ady, płaszczyk Ady, buty Ady - nie ma jej, więc ja korzystam) i wreszcie makijaż. Niechcący włożyłam sobie pędzelek eyelinera do oka, zaczęły mi lecieć łzy, idealna kreska się rozmazała i musiałam wszystko poprawiać i później znowu poprawiać, bo nie wychodziło już tak ładnie... Jaki problem!
Godzina 9.05 a ja jeszcze w domu. Na złość tramwaj jechał bardzoooo wolno, coś w nim trzeszczało, gruchotało i przy palmie byłam o 9.47. Może nie stresowałabym się tak bardzo, że nie zdążę, gdyby nie to, że dzisiaj ten nieszczęsny egzamin. Chciałam sobie wcześniej pogadać z ludźmi, pochwalić się moim "idealnie dopasowanym ubiorem", jednak dziś nie było mi to dane. Wbiegłam do sali w ostatniej chwili. Usiadłam w pierwszym rzędzie. Zauważyłam T. siedzącego 2 ławki ode mnie. Miejsc w audytorium jest ok. 200, piszących około 80, a my znów siedzimy blisko siebie. Czyż to nie wspaniałe?

Zadanie 1. to opis definicji, należało wpisać tę definicję. 2/3
Zadanie 2. to skróty jakiś instytucji, należało rozszyfrować skrót i go wpisać. (PIP - sądziłam, że wymyśliłam rozwinięcie tego skrótu, ale jak się okazało, to jest dobrze) 4/4
Zadanie 3. to napisać definicję 3 pojęć (naturalny przyrost ludności, zabezpieczenie społeczne, minimum egzystencji). 3/3
Zadanie 4. w jaki sposób są wyznaczane wskaźniki HDI i liczba reprodukcji ludności. W HDI się pomyliłam o jedną kwestię, a reprodukcję napisałam źle 0,5/2
Zadanie 5. Pytania, na które trzeba było odpowiedzieć tak/nie. Myślę, że tutaj większość zrobiłam dobrze.
Zadanie 6. Scharakteryzować jeden z modeli polityki społecznej i podać jego autora. Nazwisko autora napisałam oczywiście z błędem, a samo zadanie ciekawe jak mi oceni, bo nie wyczerpałam tematu i nie jestem pewna czy w ogóle dobrze to napisałam.

Szybko się z tym uwinęłam. Czekałam aż T. odda swoją pracę, żebym mogła zaraz po nim wyjść i aby mógł zobaczyć mój "idealnie dopasowany ubiór". Jednak tak czekałam aż czekanie mi się znudziło, więc oddałam swój egzamin i wyszłam, ostatni raz spoglądając na Niego. Marynarka, koszula i okulary. Seksownie. I ten czarny tunel w uchu. Mmmm.
Dobrze, że wyszłam, bo spotkałam Ewę i Olę, więc jeszcze porozmawiałyśmy. Gadamy, gadamy, po czym widzę, że T. skończył pisać i właśnie idzie na autobus. Więc co robię ja? Jakżeby inaczej, też wychodzę z dziewczynami.
Pada i pada, a ja mam tylko płaszczyk bez kaptura i zamszowe buty (ale to nie moje, więc nie rozpaczam tak bardzo). Jechaliśmy oczywiście 175. Mogę jeździć każdym innym autobusem, ale akurat, ta linia podoba mi się najbardziej ;)

Ewa wspomniała o jakiejś imprezie z okazji zakończenia sesji, oczywiście w Parku, w środę. Ma być sporo ludzi z mojej licealnej klasy, trochę ludzi z roku i znajomi, znajomych. Miałam zamiar pojechać w niedzielę do Żyrardowa, ale w tym wypadku chyba zostanę do czwartku. Poza tym Szarfi wczoraj odpisał na naszą pracę zaliczeniową. Dobre są wywiady (akurat to ja je redagowałam), nudny budżet (Dorota) i jakże by inaczej, kultura Alka jest cała do poprawki. Tak czy inaczej w Warszawie muszę jeszcze posiedzieć, bo w Żyrardowie laptopy nie działają i nie miałbym jak pracować.

Jutro rzekomo obowiązkowy wykład z ochrony własności intelektualnej. Nie wiem czy mam na to iść, nikt nie wie. Skoro byliśmy na tym we wrześniu, pisaliśmy później z tego "test" to czy teraz znów musimy tracić na to 3 godziny? Przez pół roku nie dowiedziałam się też czy ten egzamin zaliczyłam. Wpis w usosie miał się pojawić już dawno, jednak nic nie ma na ten temat. Nie chce mi się na to iść. Przecież przez ten czas mogę pouczyć się filozofii (sarkazm). Nikt nic nie wie...

Do dzisiaj także muszę się zastanowić czy przepisać się do grupy, w której jest T. i niestety tylko 7 innych osób, w tym Alek. Grupa do której jestem obecnie zapisana liczy 26 osób! Boję się, że będę tego później żałowała, że ciągle by nas brali do odpowiedzi lub coś podobnego, a T. będzie chodził tak jak chodzi na wykłady, czyli prawie wcale. Więcej go nie ma niż jest i nie zaliczył logiki, i ma zaliczyć także administrację z powodu nieobecności. Co robić? Teraz i tak go nie wyrzucą (chyba, że sam zrezygnuje), bo rozliczenie jest roczne, a nie semestralne. Więc to może być ostatnia okazja do zapoznania się z nim, bo na II rok mogę go już nie zobaczyć. Przepisać się? Na pewno jest większe prawdopodobieństwo*, że pojawi się na ćwiczeniach niż na wykładzie. Więc przepisać się czy nie?



* "prawdopodobieństwo" jak to ładnie matematycznie brzmi. Aż policzyłabym prawdopodobieństwo dwukrotnego wyrzucenia liczby 3 w sześciennej kostce do gry, wiedząc, że rzucający rzuca kostką 4 razy. To były zadania...

M.

29.01.2013

Wczoraj do 2:00 siedziałam nad przyrodą. W międzyczasie oczywiście krótka drzemka. Miałam w planach szybko się tego nauczyć (przeczytać 2 razy) i zabrać się za wps, którego też jest bardzo dużo, a na który nie umiem kompletnie nic, a teoretycznie jest ważniejszym przedmiotem. Po raz kolejny mi nie wyszło i tak męczyłam tę przyrodę do późna.

Martynie też przesłałam odpowiedzi, te które otrzymałam od nieznajomej mi dziewczyny dzień wcześniej. Obie zastanawiałyśmy się nad tym, czy faktycznie będą te pytania i czy będzie ich tak dużo.

Zaraz na wejściu wykładowczyni poinformowała nas o ścisłych zasadach tego egzaminu. Do sali wchodzimy pojedynczo, torby i plecaki mamy zostawić w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu, w ręku tylko długopis, żadnych rozmów. Test był już rozłożony na stanowiskach, a miejsca mamy zajmować po kolei, a nie te ostatnie rzędy. Zaczynamy, gdy powie magiczne słowo: start. Śmieszna forma, zważywszy na to, że wczoraj, gdy pisałam prawo, każdy siedział jak chciał, nawet bez odstępów między osobami.

Pytań (łatwiusieńkich według profesor) było 25. Zaliczenie jest od 60%. Część zadań pokrywała się z tym co dostałam od dziewczyny, część była inna. Dla mnie to nie było takie banalne. W którym roku (!) odbył się pierwszy wykład z ochrony przyrody na Uniwersytecie Jagiellońskim i kto go poprowadził; jaki akt prawny tworzy rezerwaty przyrody i kto może tego dokonać; jakie formy ochrony może powołać Rada Gminy; kto powołuje Dyrektora PK położonego na obszarze kilku województw? Aby to wszystko wiedzieć Ustawę o Ochronie Środowiska trzeba mieć w małym paluszku. Więc musiałam trochę pokombinować i domyślać się czy RDOŚ jest na tyle odpowiedzialnym stanowiskiem, że powołuje PK? A może wojewoda? Zdecydowanie zbyt szczegółowe pytania.

W domu byłam już o 11.00. Postanowiłam, że szybko coś zjem i zacznę się czytać miliard stron notatek z polityki. Jednak wcześniej weszłam na facebooka, później zobaczyłam, co robią pandy, żubry, pingwiny i jak rośnie trawa i w końcu zajrzałam do notatek o godzinie 17.30!!! Oooj bardzo ciężko idzie mi nauka, a jeszcze naprawdę nic nie umiem!

M.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

28.01.2013

Sesja, sesja, sesja...
Na pierwszy ogień poszło prawo. Całe szczęście był 
to tylko test a,b,c,d, więc mogłam strzelać. A strzelałam w większości odpowiedzi. Około 70 naprawdę szczegółowych pytań, do których odpowiedzi były sformułowane w niemal identyczny sposób i różniły się tylko jednym słowem (synonimem). Nie sposób było się tego wszystkiego wykuć na pamięć. A jeśli nawet, to nie wiedziałam czego dokładnie miałam się nauczyć. Na wykładach mówiliśmy o czym innym - tak ogólnie o wszystkim i o niczym, chaotycznie, a na ostatnich zajęciach wykładowca podał nam 6 rozdziałów, które musimy umieć z podręcznika. Nie liczę też tego, że każdy musiał wybrać sobie jedną gałąź prawa, z której miał dodatkowe 30 pytań. Wybrałam prawo rodzinne i opiekuńcze, bo większość ludzi to wybierała i wydawało mi się to na pewno łatwiejsze niż prawo cywilne czy administracyjne. Ale zagadnień do tego nam nie podał. Żadnych. Więc tak naprawdę nie wiedziałam czego mam się uczyć. Przeczytałam tylko moje notatki, vademecum z liceum i skrypt podręcznika, który ktoś wrzucił na facebooka. Maciej dodał także taki link do ogólnych zagadnień z prawa rodzinnego. Nie wiedziałam oczywiście ile z tego będzie wymagane, czego dokładnie się nauczyć. Więc tylko przeczytałam te 50 stron (dzisiaj w drodze na egzamin skończyłam :)) i modliłam się o nagły przypływ wiedzy. Liczę na szczęście takie jak na administracji.

Po raz kolejny siedziałam obok T. Razem weszliśmy do sali, jednak ja go wyminęłam i zajęłam miejsce (żeby nie było, że tak za nim chodzę :), po czym patrzę On stoi nade mną i chce usiąść obok mnie. Ubrany był w białą koszulę i marynarkę. Wyglądał tak jak zawsze, czyli idealnie! Co ja mam z tym zrobić, że On tak mi się podoba?
Razem wracaliśmy 175, ale już nie staliśmy obok siebie. A szkoda, bo już nawet skłonna byłabym coś do Niego zagadać, egzamin byłby idealnym pretekstem, widziałam, że też się głowił z pytaniami. Jednak nic z tego. Weszliśmy innymi drzwiami do autobusu...

Za chwilę czeka mnie nauka do ochrony przyrody. Od samego patrzenia na notatki chce mi się spać. Pewnie przeczytam wszystko raz i na tym się zakończy moje wielkie uczenie się, bo tu też miliardy szczegółów, których nie da się przyswoić.
Mam ściągę od jakiejś dziewczyny, która wysłała maila do wszystkich ludzi z ochrony, że posiada gotowca i odpowiedzi do niego z ubiegłego roku i w razie potrzeby może go wysłać. Nie jest pewne, że w tym roku będzie to samo, zważywszy na to, że na wykłady chodzą ci co muszą (z kierunku biologia) i ci co chcą (w ramach ogunu). Więc nie wiem czy akurat ten gotowiec jest dla ogunu czy dla biologii. To co mi ta dziewczyna przesłała, to 150 
najróżniejszych pytań, np. o to kto może wydawać zgodę na sypanie soli w czasie zimy na chodniki na drogach powiatowych albo na mocy jakiego aktu prawnego cis w XV wieku został objęty ochroną. Poważnie, mam to wszystko wiedzieć? Ogólnie to czuję, że nie obędzie się bez strzelania.

M.

sobota, 26 stycznia 2013

24.01.2013

Nie byłam w stanie podnieść się o godzinie 6.00 i wyjść na ten mróź, więc nie poszłam na ćwiczenia z ekonomii. Zła studentka! Później mieliśmy mieć okienko, to tym bardziej nie chciało mi się iść, a następnie wykład z ekonomii, na którym i tak nic się nie dzieje. Więc pojechałam dopiero na 13.15 na wykład z WPS. Jednak jak się dowiedziałam na ekonomii po raz pierwszy zrobiła listę obecności, było 15 osób. Upsss...

Na WPS profesor przedstawił nam zagadnienia na egzamin. Oby tylko tego wymagał co podał, a będzie dobrze. Chociaż wiem, że ten przedmiot będzie ciężko zaliczyć, same definicje, skróty, jakieś wskaźniki. Dużo tego.

Wczorajsze kolokwium zaliczone ;) Nie była to jakaś olbrzymia ilość punktów, ale udało się, a to najważniejsze. Ponad połowa grupy kolokwium oblała, w tym Alek. Jak smutno... A on uczył się podobno od tygodnia, ale razem z Małgosią uważamy, że jego nie zaliczenie wynika z braku logicznego myślenia i wnioskowania. Wyuczył s
ię wszystkiego na pamięć, wszystkiego co było na zajęciach, ale studnia polegają tez na samodzielnym myśleniu, którego u niego definitywnie brak.

A dzisiaj znowu za namową Magdy i Ali, wybieram się do klubu z całą ekipą z AONu. Jeżeli chodzi o kwestię imprezowania, to chyba nie nauczę się mówić nie. Ale z drugiej strony co mam robić w ten czwartkowy wieczór, wszystko co miałam zaliczyć, zaliczyłam w pierwszym terminie, a do sesji jeszcze kilka dni.

M.

23.01.2013

Logikę napisałam bardzo dobrze. Tak jak przypuszczałam, za zadanie pierwsze dostałam tylko 2 na 10, ale za pozostałe zadania uzyskałam maksymalną ilość punktów. Tym samym ocena końcowa z logiki: 5. Jestem zadowolona, bo wiem, że wiele osób ma trudności ze zrozumieniem tego przedmiotu.

Wczoraj do kolokwium z polityki społecznej uczyłam się do 3:00 (jednocześnie siedząc na facebooku, więc nauka nie była aż tak efektywna). Nie stresowałam się, przed egzaminami w ogóle nie czuję stresu. Choć powinnam. Spałam 2 godziny, na końcowe tematy tylko rzuciłam okiem, pierwsze 3 (o potrzebach, wartościach i kwestiach) były dla mnie i tak nie zrozumiałe. Nie wiedziałam co z tego będzie, a mimo wszystko byłam dobrej myśli.

Kolokwium nie było ani łatwe ani trudne. Pierwsze zadanko opisać współczesną kwestię mieszkaniową, później narzędzia rozwiązywania problemów tejże kwestii, i jednego z tych narzędzi plusy i minusy. Tutaj rozpisałam się, choć po wyjściu z sali przypomniało mi się jeszcze wiele podpunktów, które mogłam uwzględnić. Zadanko 2. omówić czym jest kwestia społeczna według J. Danieckiego. To było jedno z tych pierwszych trzech tematów, ale napisałam o tym też sporo. Zadanie 3 to podać przykład potrzeby obiektywno-niesubiektywnej i wyjaśnić dlaczego akurat tę potrzebę się wybrało. Głowiłam się o co w tym zadaniu chodzi, ale nic nie wymyśliłam. NIC. Zadanie 4. Wyjaśnić pojęcia NEET i stopa ubóstwa. Zadanie 5. scharakteryzować model indywidualny niepełnosprawności, podać wady i zalety takiego ujęcia. Tutaj musiałam sama coś wywnioskować, zanalizować, bo na lekcji tylko o tym wspomnieliśmy. Napisałam wszystko (z wyjątkiem tej potrzeby), myślę, że zaliczę.

Z testu z angielskiego uzyskałam 76,67%. Ocena końcowa 81,65%, czyli 4. Nie jest źle, ale postaram się o więcej.

M.

wtorek, 22 stycznia 2013

22.01.2013

Wczoraj robiłam zadania z logiki i prawie przy tym zasypiałam. Nie znalazłam żadnego trudnego ćwiczenia dla siebie, każde rozwiązałam bez problemu! Taki ze mnie mistrz!
Dzisiejsze kolokwium oddałam jako jedna z pierwszych, po 30 minutach z dwukrotnym sprawdzeniem. Może za zadanie pierwsze odejmie mi kilka punktów, bo nie umiałam rozpisać poprawności wnioskowania dedukcyjnego. Gdyby były 3 przesłanki, można by było sprawdzić czy zdania są tautologią, ale przesłanki były 2, więc tylko napisałam relacje zdań i to wywnioskowałam. Reszta wydaje mi się, że jest dobrze i kolokwium zaliczę.

Na ochronę nie poszłam. Postanowiłam, że jak tylko przyjadę po logice (11.15 byłam w domu), wezmę się za naukę do jutrzejszego kolokwium z polityki społecznej. Jest godzina 16.10 i dotychczas położyłam zeszyt na biurku. Nie mogę się przemóc. Tego jest bardzo dużo i niestety trudne. Na egzaminie nie będę mogła wymyślać albo czegoś koloryzować, ma być czysta wiedza. Co prawda przeczytałam prawie wszystkie obowiązkowe teksty, uważnie robiłam notatki, ale muszę to sobie wszystko przypomnieć. I tu zaczynają się trudności, bo moje lenistwo dzisiaj jest ogromne, a kawa się kończy i czekoladowych ciastek w domu brak!

A śniegu po kolana. I wciąż pada i pada. Ja chcę założyć już baleriny i skórzaną kurtkę!

M.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

21.01.2013

'Final test' z angielskiego. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Czy będzie słuchanie, jakieś wypracowanie do napisania? Przezornie wczoraj wieczorem uczyłam się jakiś dwustu słówek. I dobrze! Na egzaminie były 2 zadania ze słownictwa i gdyby nie wczorajsze wkuwanie, musiałabym dzisiaj strzelać. Test ogólnie nie był zbyt trudny. Szkoda, że nie powtórzyłam dokładnie używania czasów, bo w zadaniu ze wstawieniem odpowiedniego czasownika, w odpowiedniej formie, miałam wątpliwości.

Dzisiaj weszłam na usosa i zobaczyłam, że T. wreszcie się zarejestrował na przedmioty. Bylibyśmy w jednej grupie na kwestiach społecznych i na psychologii społecznej, ale 2 dni wcześniej to ja przepisałam się do innej grupy. I teraz właśnie nie wiem - czy zostać w grupie 1. z Dorotą, czy powrócić do grupy 2. z T. (i z Alkiem!)?

Nauka do jutrzejszego kolokwium z logiki wre!

Nie wierzę w to co ludzie wygadują i co robią po alkoholu... czasem to boli, choć wiem, że kompletnie nie mam się czym przejmować.

M.

17.01.2013

Myślałam, że spóźnię się na ekonomię. Znowu. Nie wiem czemu, ale ZAWSZE w czwartki wychodzę zdecydowanie za późno z domu, co zawsze kończy się sprintem przez zaśnieżony Nowy Świat. Ale i tym razem zdążyłam! Przez to, że nie byłam w zeszłym tygodniu na ćwiczeniach i nie uzupełniłam notatek, dzisiaj nie wiedziałam co robimy. Dosłownie. Mechanicznie przepisywałam tylko niezrozumiałe wykresy z tablicy. Do tego mam katar i załzawione oczy.

Profesor na prawie powiedział, że właściwie zrobiliśmy cały materiał (i więcej), więc dzisiaj są tylko konsultacje. Świetnie, szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej! Wpisałam tylko na kartce, jakie prawo wybieram na egzaminie i wyszłam. Ku mojemu zaskoczeniu dzisiaj pojawił się T.! Też wpisał swoje nazwisko (dosyć dziwny ma charakter pisma - ściśnięte i małe litery) po czym wyszedł.

Siedziałam pod salą do ekonomii więcej niż 1,3h! Nie miałam co ze sobą zrobić. Doroty miało dzisiaj nie być, Maria gdzieś mi zniknęła, Alek został na tych konsultacjach, Małgosia na ten wykład nie chodzi, Ewa ma egzamin z angielskiego. W drugim końcu korytarza zobaczyłam, że siedzieli inni ludzie z mojego roku, w tym T., ale nie było koło nich już miejsca, więc zostały mi schody i samotne siedzenie, z widokiem na T. Pewnie pomyślał, ze jestem jakimś odludkiem, ale gdyby nie zajęli całej ławki, to bym siedziała koło niego! Dobrze, że chociaż dzisiaj wzięłam ze sobą Cobena i słuchawki. Jednak po 20 minutach zaczęło mnie to nużyć i zostałam zmuszona do tego, żeby napisać sms do Alka, żeby przyszedł, bo tak samej głupio mi siedzieć. I przyszedł, usiadł obok mnie na schodach, 
trochę z nim rozmawiałam, oczywiście opowiadał o tych swoich "melanżach" i jak to super będzie po sesji. Nie wiem co gorsze siedzenie samej czy słuchanie Alka? Na szczęście niedługo potem przyszła Maria, to chociaż z nią normalnie porozmawiałam.

A wykład, taki jak zawsze. Nudny i nie słuchałam.

Później wps. Ciąg dalszy kwestii ubóstwa. W ławce przed mną siedział T. Idealny widok jak dla mnie. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nie przeszkadzał mi katar...

Miałam nie iść na administrację, ale ostatecznie zdecydowałam, że pójdę. Pomyślałam, że może będzie coś mówił o naszych pracach, a nawet jeśli nie, to poczytam książkę. Siedziałam obok Małgosi i Alka. Nie jestem w stanie go słuchać. Cały czas powtarza to samo albo pieprzy od rzeczy. Małgosia tez już chyba wytrzymać nie mogła, bo bez przerwy patrzyła na zegarek. T. już nie było na administracji.

Nudny i ciężki dzień. Cały czas pada śnieg, zimno i nieprzyjemnie. A w sobotę Skierniewice! Przed intensywną nauką należy się wybawić dużą ekipą!

M.

środa, 16 stycznia 2013

16.01.2013

Jak miło obudzić się o 14.00 w ten środowy poranek, mając na telefonie 7 nieprzeczytanych smsów, w tym 3 od nieznanych numerów. Jak nie lubić klubów, przypadkowych spotkań znajomych z liceum, powrotów całą ekipą na centralny i tej radości, gdy nie przegapisz przystanku i wysiądziesz na właściwym, nie dojeżdżając na samą pętlę!?

Zaliczyłam wszystko, co miałam do zaliczenia na wps, także nie musiałam dzisiaj jechać na zajęcia, które były tylko dla jakiś niedobitków, którzy mają jakieś zaległości. A filozofia to i tak strata czasu, więc cały mroźny dzień spędzam w domu i się cieszę!

M.

15.01.2013

Logika - stawianie 0 lub 1 w odpowiednich kolumnach, nic nadzwyczajnego.

Wypożyczyłam z biblioteki "wstęp do prawoznawstwa". Chyba będę musiała się trochę pouczyć.

Ostatnie jak dla mnie zajęcia pilatesu. Przedmiot zaliczony. Gdybym jeszcze raz miała możliwość chodzenia na te zajęcia, z wielką przyjemnością bym to robiła. Może na drugim roku ponownie się skuszę. A na drugi semestr wybrałam body art. Też ćwiczenia maja być w podobnym typie. Trochę jogi, trochę rozciągana, relaksacyjna muzyka. Mam nadzieję, że uda mi się zarejestrować na ten przedmiot w usosie już 2.02.2013!

Jako, że śnieg i plucha, i impreza w Parku, na ochronę przyrody nie poszłam.

M.

niedziela, 13 stycznia 2013

10.01.2013

Wczoraj podczas godzinnej rozmowy o 24.00 z Dorotą ustaliłyśmy, że nie opuściłyśmy ani jednych ćwiczeń z ekonomii, teraz musimy je poświęcić, aby poprawiać to co schrzanił Alek. Wczoraj także miał wysłać podsumowanie swojego cudownego rozdziału o kulturze, bo my nawet nie wiedziałyśmy jakie wnioski mamy z tego wyciągnąć. Nie dość, że wysłał to o 2.00 w nocy (czekałam do tej godziny!) to jeszcze zamiast podsumowania jego wątku, przysłał mi 4 zdania o planach budżetowych na 2013 rok! To nic, że cały projekt był o latach 2011/12, to nic, że po raz kolejny dostaję pracę nie na temat, to nic, że znowu trzeba to poprawić. Co więcej, jeszcze wmawiał mi, że to jest dobre, pokazuje plany przyszłościowe, jest to po prostu genialne i niezbędne. Niech do jasnej cholery zajmie się tym o co go prosiłyśmy i nie wtrąca do niczego innego!

Frustracja, złość, 
byłam bliska płaczu. Nie poszłam z Dorotą ani na ćwiczenia, ani na wykład z ekonomii. Dlaczego ja przez tego człowieka mam tracić cenne zajęcia, bo on nie jest w stanie skleić do kupy dwóch zdań?! 
Przed prawem znowu mnie męczył, nie bacząc na to, że w tym samym czasie rozmawiałam z dziewczynami. Podszedł i zaczął wyrzucać z siebie wszystkie aluzje i uwagi, przy nich, dotknął mojego ramienia po raz kolejny, uspokajając ("Okej, wszystko naprawdę jest dobrze") jeszcze raz to zrobi, a go uderzę. Nie widzi, że jestem na niego zła i go celowo unikam?

Tyle ile się dało przerobiłyśmy. A było tego naprawdę sporo, bo Alek zrobił coś czego nie powinien, coś co należało do mnie i do Doroty. Zajął się redagowaniem wywiadów (jego wcale z nami nie było podczas przeprowadzania nich, nie wiedział jakie otrzymałyśmy odpowiedzi, a uzupełnił pytania, oczywiście wpisując nieprawdę). Jedna wielka paranoja! Na administracji też się wykłócał o swoje, chciał swoje podsumowanie.

Z Doris byłyśmy bardziej sprytne. Zrobiłyśmy 2 ostateczne wersje. 1 wysłana dla Alka - zawierała jego podsumowanie. 2 wersję otrzymał Szarfi - bez końcówki o budżecie i, jako że trzeba było umieścić w podsumowaniu podział pracy, sobie przypisałyśmy więcej zasług (co akurat jest prawdą), a kulturę, którą zajmował się Aleksander podkreśliłyśmy na czerwono. Nie wiem jak zareaguje Szarfi otrzymując taki chłam, jakim jest kultura, więc ubezpieczyłyśmy się zwalając to na Alka (co akurat też jest prawdą).
Profesor ma tydzień na sprawdzenie tego. Po tym czasie ma albo ocenić pracę, albo wskazać co jest do poprawienia. W naszym przypadku poprawki będą sprawą oczywistą, bo ta praca w dalszym ciągu nie wygląda perfekcyjnie i tak naprawdę niczego nie analizuje.

Okropny dzień: śnieg, deszcz, niewyspanie, zmęczenie, ból głowy. Jedyny pozytyw - T. pojawił się na administracji. Daleko od niego siedziałam, ale i tak podpatrywałam co robi. Prawie całe zajęcia zajmował się swoim telefonem. Ambitnie. Niestety dzisiaj nie wracaliśmy tym samym autobusem.

M.

czwartek, 10 stycznia 2013

9.01.2013

Skończyliśmy już ćwiczenia z WPS, teraz tylko zaliczyć kolokwium za 2 tygodnie i koniec. Nie były to najgorsze zajęcia, choć za każdym razem przed wejściem do sali ogarniał mnie stres i panika, że weźmie do odpowiedzi albo zrobi kartkówkę. Nieprzyjemne uczucie. Podsumowała też naszą aktywność - dostałam 1 pkt na 4 możliwe i uważam, że całkowicie sprawiedliwie.

Tak okręciłyśmy Alka, że dzięki bogu, spotkałam się tylko z Dorotą i naszą administracją w starbucks. Praca jest nie do oddania. Starałyśmy się znowu cokolwiek poprawiać, ale miałyśmy tylko 1.30h. Tak się wstydzę naszej pracy, tak bardzo nie podoba mi się rozdział wzięty z kosmosu o kulturze, ale jednocześnie nie damy rady teraz wszystkiego zmieniać, tym bardziej, że to nie należało w naszej gestii. Najgorsze jest chyba to, że Alek kompletnie nie widzi swoich błędów, nie czyta tego co napisał. U niego kolejne zdanie, nie wynika z poprzedniego, jest pełno literówek, zupełny brak spacji lub 2 spacje jednocześnie, nie używa wielkich liter kiedy to konieczne, brak przecinków, a za dużo myślników, źle oznaczone przypisy i za dużo tych przypisów. W jego pracy jest coś albo zerżnięte z Wikipedii lub z innego niezbyt wiarygodnego źródła, albo napisane językiem, tak banalnym i tak fleksyjnie niepoprawnym, że aż razi i nie wiadomo co autor miał na myśli. Dla niego wszystko jest dobrze, według niego powinniśmy już to tydzień temu przesłać, bo jest świetne. Załamuję ręce i płaczę. Nie wiem co z tym zrobić. Nigdy, żadna moja praca, pod którą się odpisuję nie wyglądała w ten sposób. A co by było, gdybyśmy z Dorotą oddały tak jak jest, nie sprawdzając tego co napisał? Naprawdę nie można mieć zaufania do ludzi? Wszystko trzeba sprawdzić po kimś, poprawiać jego błędy. Zero odpowiedzialności.
I ten jego wyraz twarzy... Nie mogę na niego patrzeć, nie chcę go słuchać. Niech mnie zostawi w spokoju, nie odzywa się, nie przebywa w moim towarzystwie, nie rusza (zauważyłam, że co jakiś czas mnie dotyka po ramieniu, ja się odsuwam, a on: "spoko, będzie dobrze". O co mu chodzi?). Doprowadza mnie to do szaleństwa, w negatywnym znaczeniu tego słowa.

Na szczęście mogłam odreagować stres dzisiejszego dnia na Imielinie. Pyszne krokiety będę wspominać jeszcze długo, tak jak rozlane piwo w torbie, mecz, Zbigniewa Hajzera (!), słodkiego Nemanja. Miło się spotkać i porozmawiać o czymś normalnym.
Powrót do domu i znów administracja:(

M.

środa, 9 stycznia 2013

8.01.2013

Wszystko układa mi się jakoś dobrze. Taki mały uśmiech pojawia się na moich ustach, kiedy Rafał napisze. Pięknie jest i żaden Alek nie ma prawa mi tego zepsuć - coraz bardziej mnie denerwuje. Jak tylko otworzy buzię, żeby coś powiedzieć, mam ochotę zamknąć go raz na zawsze. Nie mogę go słuchać, a on jak na złość, cały czas przebywa w moim towarzystwie. Gada, żeby gadać. Nie ważne, że ciągle się powtarza i ciągle się emocjonuje jakimiś "melanżami" (tak naprawdę wspomina tylko 3 osobowy sylwester, spędzonym z parą zakochanych i nim - żałosne). Podśmiewuje się z moich rozmów z Rafałem, ale tak naprawdę wiem, że jest zazdrosny. Dziwny z niego człowiek, którego serdecznie mam dość.

Jeszcze jeden pilates w następnym tygodniu i zaliczę
 wf w tym semestrze na całe 0,5 pkt ECTS!

Na ochronie przyrody cudownie się wynudziłam. Wykład o lasach, z czego 3/4 to statystyki, dane, jakieś procenty wypalonych gleb w poszczególnych województwach, na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Mam nadzieję, że nie będzie to aż tak wymagane na egzaminie, bo nie zapisałam z tego ani słowa.
A tak poza tym, to szkoda mi Martyny. Prawie się przy mnie popłakała. Żałuje decyzji, że poszła na chemię, że straciła tyle czasu i energii. A studnia na kierunkach ścisłych są naprawdę ciężkie. Mówiła, że nie było tygodnia bez żadnej kartkówki, kolokwium, sprawozdań, trzygodzinnych laboratoriów. Ale to nie jest dla niej najgorsze, bo przede wszystkim ona nie odnalazła się na tych studiach, nie interesuje ją chemia na tyle, żeby przetrwać 3 lata, a później kolejne 3. Będzie poprawiać maturę i idzie na farmację albo fizykę. Dobrze, życzę jej tego, bo miła dziewczyna.

Love is in the air! (niestety dzisiejszy śnieg też)

M.

wtorek, 8 stycznia 2013

7.01.2013

Nowy rok, nowe postanowienia, nowe nadzieje. 2012 zakończył się dla mnie wyjątkowo uroczo; pewną odmianą. Oby ten pozytyw przeniósł się na resztę miesięcy, a może w końcu odnajdę szczęście.

Na razie wszystko układa się dobrze, prócz tego, że niestety muszę od nowa napisać 4 wypracowania na angielski. To wszystko przez cudowną technologię i psujące się laptopy.

Do Warszawy musiałam wrócić dzisiaj. Kochany projekt na administrację. Ile było z tym komplikacji, 
konspiracji, niedomówień - chcę to jak najszybciej zapomnieć. Zrobić to wszystko jak najszybciej, poprawić błędy i literówki, które w niemożliwych ilościach robi Dorota i Alek, i oddać to. Nawet na 3. I tak na więcej nie liczę. Gdzie tam... nie ma mowy, żeby było i 3. Czuję, że będziemy musieli to poprawiać miliard razy. Sama nie jestem w stanie tego ogarnąć, Dorota chyba ma to gdzieś, a z Alkiem w tej kwestii mogłabym się tylko kłócić.
Mówiłam już, że nienawidzę pracy w grupach? Z całego serca nienawidzę!

A na angielski dzisiaj nie poszłam. Upss...

M.