Miałam 30 min. spokojnego spacerku po Nowym Świecie. Zaglądałam we wszystkie witryny księgarń. Niektóre miały naprawdę piękne ekspozycje, pełne ciekawych, kolorowych albumów. Od razu pomyślałam jak pięknie wyglądałyby w mojej biblioteczce. Szłam naprawdę wolno (odcisk na stopie nie dawał spokoju), przyglądałam się pędzącym ludziom i ze smutkiem stwierdziłam, że za parę dni też będę musiała tak biegać na swoje wykłady, skończyły się moje najdłuższe wakacje.
Weszłam do budynku i oczywiście nie wiedziałam gdzie mam iść, nikogo czekającego w pobliżu mnie nie było. Rozglądam się na boki: po prawo rząd drzwi, jakieś przejście, kilka schodów; po lewo rząd drzwi, przejście, kilka schodów, przede mną krzątający się budowlańcy. Szukam jakiś informacji, wskazówki, tablicy z ogłoszeniem o miejscu dzisiejszego szkolenia bibliotecznego. Widzę panią w portierni, pytam gdzie mam iść. Pani trochę zszokowana, że dzisiaj jest jakieś szkolenie, pyta pana X. czy coś wie na ten temat. Wie. Mówi pani, że dziś cały dzień będą zajęcia w bibliotece. Więc pani, z uprzejmością pokazuje gdzie mam pójść. - Wyjdziesz drzwiami na dziedziniec koło robotników, wejdziesz w drugie drzwi, z napisem blok 2, klatką schodową na pierwsze piętro, miniesz portiernię i jesteś na korytarzu i tam jedne z kolejnego rzędu drzwi prowadzą do biblioteki. Pff...
Myślałam, że będę pierwsza, po tym jak pani nic nie słyszała o szkoleniu, doszłam do wniosku, że pewnie nikt przede mną jej nie pytał o drogę, a do spotkania zostało niecałe 15 minut. Jakie było moje zdziwienie, jak zobaczyłam czekającą dziewczynę. Zapoznałyśmy się i pogadałyśmy chwilkę. Jak się okazało D. jest bardzo miła, uśmiechnięta, nosi okulary i studiuje już prawo na UW, a polityka społeczna jest jej drugim kierunkiem, a prócz tego jest spoza Warszawy.
Nie upłynęło 5 minut, jak zaproszono nas do czytelni biblioteki. Siedziałyśmy tylko we dwie, jak dołączyła się do nas K. studiująca bezpieczeństwo narodowe na 3 roku, na AON-ie. Tak sobie gadamy i dowiaduję się, że indeksy nie są obowiązkowe. Trochę szkoda, bo teraz nie wiem czy pójść z duchem czasu i mieć wszystko w internecie, czy może trochę zachować sentymentalizmu? Poza tym indeksy są fajne. Muszę pomyśleć. Przyszedł jakiś chłopak, usiadł koło nas, nie przedstawił się, a za nim kolejna grupka ludzi i kolejna.. i tak się schodzili. Nie było wszystkich 40 osób, na pewno.
Czy dowiedziałam się czegoś na szkoleniu, czego wcześniej nie wiedziałam lub nie przeczytałabym sama w internecie: nie.
Czy osoba prowadząca zajęcia była niekompetentna: tak
Czy szkolenie było stratą czasu: tak.
Gdy wychodziłam znów wpadłam na E. pogadałyśmy chwilę, zapisała się na ogun (antyczne coś tam), po którym na zakończenie zajęć jest wyjazd do Berlinu. Wciąż utrzymuje kontakt z M., W. i Ś., która poszła na resocjalizację czegoś tam. Ogólnie pracowała jako kelnerka i odpoczywała nad morzem.
Pochodziłam trochę po sklepach, zjadłam b-smarta, wróciłam z olbrzymim bólem pięty i już całej łydki, od napinania mięśni. Uratowała mnie Z., która skończyła lekcje i wyszła po mnie na stację, i pożyczyła swoje buty.