Elegancko zaliczyłam kolokwium z ekonomii. Wynik mnie usatysfakcjonował i naprawdę się cieszę, zważywszy, że naukę zaczęłam kilka godzin przed egzaminem.
Prawo skończyliśmy 30 minut wcześniej.
Umówiłam się z Dorotą, że nie pójdziemy na wykład z ekonomii, a będziemy się solidnie uczyły do administracji. Wczoraj nie przeczytałam nawet wszystkich jego prezentacji, ona też nie.
Świąteczna, duża kawa w CH była dobra, choć słodka.
-Ciekawe czy ten stolik jest drewniany, czy tylko obklejony imitacją drewna
-Zobacz jakie mam brudne buty, to wszystko od tej soli na chodnikach!
-A ostatnio na ochronie przyrody miałam akurat o soli i jej wpływie na rośliny...Zajmowałyśmy się miliardem niepotrzebnych rzeczy, ale nie tym co trzeba.
W ramach dalszej nauki, postanowiłyśmy też nie iść na wps. 3,5 godziny na szybkie przejrzenie notatek? Wystarczy!
-Musimy się uwijać, ale to już! Nie zaliczymy tego!
-Tak dokładnie. Oni mają takie ładne świąteczne kubki w tej kawiarni.
-A mój kolega ma zestaw małych filiżaneczek..."
Nie nauczyłyśmy się nic.
T. wszedł do sali w ostatnim momencie przed zamknięciem drzwi. Czerwona bluza, czarna koszulka, już nie skóra, tylko cieplejsza kurtka, włosy ma już nieco dłuższe. Tak dawno go nie widziałam. Dlaczego on nie chodzi na te nieszczęsne wykłady? Wczoraj na facebooku też ogłaszał, czy ktoś ma zamiar nie iść na owy test. Jednak inni go przekonali, że lepiej by było gdyby przyszedł. Podejrzewam, że też niewiele umiał. Co on robi całymi dniami, jak nie chodzi na zajęcia?
Zostaliśmy porozsadzani po klasie. Siedziałam w ostatnim rządzie, ale Szarfi wciąż kontrolował.30 pytań, 30 minut. Nawet nie zdążyłam napisać do Ady, żeby mi sprawdziła odpowiedzi w internecie. Tylko szczęście i dobre strzelanie mnie ratują. Nic więcej. Moja wiedza jest szczątkowa.
Stałam na przystanku z Dorotą, Martą, Mateuszem i Alkiem, komentowaliśmy nasz fenomenalny test. Doszliśmy do wniosku, że już trzeba zbierać pieniądze na warunkowe zaliczenie przedmiotu. Kątem oka dostrzegłam T. jak rozmawiał z kolegą o tym oryginalnym imieniu H. Podjechało 175. Wszyscy ruszyliśmy do ostatnich drzwi, bo w nich było chyba najwięcej miejsca, choć ogólnie i tak tłok. Ja i T. weszliśmy jako ostatni, ściśnięci obok siebie. Gdyby kto inny stał tak blisko mnie bardzo by mi to przeszkadzało, ale koło niego... jak mogę narzekać? Oczywiście chciałam nacieszyć się tą chwilą, patrzyć na niego i zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Ach, jest po prostu niesamowity! I to jak odgarnia co chwilę włosy...
Wysiadłam w centrum razem z Doris i Matem. On pojechał dalej.
Kiedy znów go zobaczę?
Na uczelnię wracam 7.01.2013!
EDIT: 2 dni przed świętami dowiedziałam się, że zaliczyłam administrację na 3,5! Niemożliwe, staje się możliwym. Nie wiem jak, ale się udało, aż tata musiał mnie uspokajać, gdy zaczęłam skakać z radości! Uwielbiam cię Szarfi!
M.
czwartek, 20 grudnia 2012
19.12.2012
-To może pani M., powie jaka jest definicja zdrowia w ujęciu negatywnym biomedycznym.
-Nie przeczytałam tego tekstu...
-Pani M....!! (z wyraźnym rozczarowaniem w głosie)
Późnij mnie już nie pytała:) Dobrze, że nie kazała przyjść na dyżur zaliczać dzisiejszych zajęć. Było nas dziewięcioro na ćwiczeniach z WPS, naprawdę tłumy, ale była wyrozumiała dla nas. Wiedziała, że tylko niektórzy zajrzeli do tekstów, nikt nie przeczytał całości.
Spotkałam się z Alkiem i Dorotą w KFC. To spotkanie było całkowicie bez sensu, nic dodatkowego nie zrobiliśmy w naszej pracy. Tylko lanie wody, lanie wody i znów lanie wody Aleksandara. Już nawet nie miałam sił tego komentować. On chce to zrobić na odczepnego, żeby było, ale jak to już nieistotne. Ja chcę żeby to było porządne, nie chcę się skompromitować słownictwem na poziomie dzieci z podstawówki. Oj, nie zgraliśmy się w tej kwestii.
Administracja, administracja, administracja... zzzz...zz.. Jak przy tym nie zasnąć?
Nie zgodził się na przełożenie testu. Wszyscy w rozpaczy. Są takie przedmioty, których po prostu nie da się nauczyć - administracja publiczna jest jednym z nich.
M.
-Nie przeczytałam tego tekstu...
-Pani M....!! (z wyraźnym rozczarowaniem w głosie)
Późnij mnie już nie pytała:) Dobrze, że nie kazała przyjść na dyżur zaliczać dzisiejszych zajęć. Było nas dziewięcioro na ćwiczeniach z WPS, naprawdę tłumy, ale była wyrozumiała dla nas. Wiedziała, że tylko niektórzy zajrzeli do tekstów, nikt nie przeczytał całości.
Spotkałam się z Alkiem i Dorotą w KFC. To spotkanie było całkowicie bez sensu, nic dodatkowego nie zrobiliśmy w naszej pracy. Tylko lanie wody, lanie wody i znów lanie wody Aleksandara. Już nawet nie miałam sił tego komentować. On chce to zrobić na odczepnego, żeby było, ale jak to już nieistotne. Ja chcę żeby to było porządne, nie chcę się skompromitować słownictwem na poziomie dzieci z podstawówki. Oj, nie zgraliśmy się w tej kwestii.
Administracja, administracja, administracja... zzzz...zz.. Jak przy tym nie zasnąć?
Nie zgodził się na przełożenie testu. Wszyscy w rozpaczy. Są takie przedmioty, których po prostu nie da się nauczyć - administracja publiczna jest jednym z nich.
M.
18.12.2012
Na pilatesie było nas niewiele. Pani była taka miła i skończyliśmy 30 minut wcześniej.
Na przyrodzie ochrona ex situ. 15 minut w gratisie z okazji świąt.
Powinnam uczyć się administracji albo czytać o kwestii zdrowia, ale maluję paznokcie.
Mam trochę złudną nadzieję, że na WPS mnie nie zapyta - nie jestem w stanie przeczytać tych dwustu stron.
M.
Na przyrodzie ochrona ex situ. 15 minut w gratisie z okazji świąt.
Powinnam uczyć się administracji albo czytać o kwestii zdrowia, ale maluję paznokcie.
Mam trochę złudną nadzieję, że na WPS mnie nie zapyta - nie jestem w stanie przeczytać tych dwustu stron.
M.
17.12.2012
W sobotę Dorota nas wystawiła i nie przyszła na spotkanie. 3 godziny wcześniej napisała do nas sms, że jest chora. Właściwie to nie jestem pewna czy to prawda czy delikatne zrzucenie winy na chorobę, a w rzeczywistości nie wykonanie swojej pracy dotyczącej budżetu na Ursynowie. Widziałam ją dzień wcześniej - nic nie zapowiadało się nawet na katar. Specjalnie przekładałam swoje plany, miałam nie jechać do Żyrardowa, po czym Dorota (w podtekście), zwaliła winę na mnie i na Alka, że nie spotkaliśmy się we dwójkę! Moim zdaniem byłoby to kompletnie bez sensu - nie mieliśmy laptopa, nie mieliśmy jej rozdziału o budżecie, sami książki Kuleszy nie opiszemy, zakończenia też nie ma jak skleić, mając tylko wstęp, a poza tym sam na sam z Alkiem i jego przechwałkami doprowadziłby mnie do furii. Żałosne to wszystko. Zaproponowałam, abyśmy nie poszli na filozofię i usiedli do tego solidnie, napisali to. Nie wiem, naprawdę nie wiem co z tego wyjdzie. Na pewno nie chcę się tym zajmować w święta.
Na angielskim, tradycyjnie, nic szczególnego. Podobno jest możliwość wysłania prezentacji, tyle, że za każdy tydzień zwłoki jest -5 punktów. Dokończę to i wyślę.
Szybkie zakupy świąteczne w Złotych z Adą i pojechałam na Rembertów do Magdy zarejestrować się na oguny. Ma internet 20mb, więc nie powinno być problemów. Zważywszy na to, że muszę w tym samym czasie zapisać się na 2 przedmioty. Refleks i szczęście. Tylko tyle jest potrzebne podczas rejestracji na usosie.
Oczywiście nie obyło się bez przygód. Jadąc do niej kolejką, był wypadek gdzieś w Wesołej i pociąg stał dobre 30 minut między Wschodnią i Rembertowem. Taki strach, za 20 minut rejestracja, a ja nawet nie wysiadłam z pociągu. Ady nie było jeszcze w domu, więc też nie dałaby rady. Prawie płakałam. Dzięki temu, że biegłyśmy szybko, udało mi się zalogować 5 minut przed 21.00. Jednak z samym zapisaniem się nie było już tak ładnie. Na źródła kultury prawnej zjednoczonej Europy udało się, ale na ustrój wybranych państw współczesnych już nie, a zielony koszyczek się pojawiał! Cóż będę musiała wymyślić inny sposób na zdobycie tych nieszczęsnych 11 punktów ECTS. Brakuje teraz mi dwóch, zakładając, że monografy są za 2 punkty (nie napisali ile punktów jest do zdobycia, ale profilaktycznie zapisałam się w piątek na 2 monografy).
Powrót o 23.00 z drugiego krańca Warszawy nie wyszedł mi najlepiej. Powiedzmy, w ogóle nie wyszedł. Warszawa zaśnieżona po kolana, zimno, wiatr, brak 3 pociągów, które powinny przyjechać w trakcie 50 minut czekania na peronie. Skończyło się noclegiem u Magdy i Kingi. Przynajmniej wesoło było. Na logikę nie dałam rady dojechać :D
M.
Na angielskim, tradycyjnie, nic szczególnego. Podobno jest możliwość wysłania prezentacji, tyle, że za każdy tydzień zwłoki jest -5 punktów. Dokończę to i wyślę.
Szybkie zakupy świąteczne w Złotych z Adą i pojechałam na Rembertów do Magdy zarejestrować się na oguny. Ma internet 20mb, więc nie powinno być problemów. Zważywszy na to, że muszę w tym samym czasie zapisać się na 2 przedmioty. Refleks i szczęście. Tylko tyle jest potrzebne podczas rejestracji na usosie.
Oczywiście nie obyło się bez przygód. Jadąc do niej kolejką, był wypadek gdzieś w Wesołej i pociąg stał dobre 30 minut między Wschodnią i Rembertowem. Taki strach, za 20 minut rejestracja, a ja nawet nie wysiadłam z pociągu. Ady nie było jeszcze w domu, więc też nie dałaby rady. Prawie płakałam. Dzięki temu, że biegłyśmy szybko, udało mi się zalogować 5 minut przed 21.00. Jednak z samym zapisaniem się nie było już tak ładnie. Na źródła kultury prawnej zjednoczonej Europy udało się, ale na ustrój wybranych państw współczesnych już nie, a zielony koszyczek się pojawiał! Cóż będę musiała wymyślić inny sposób na zdobycie tych nieszczęsnych 11 punktów ECTS. Brakuje teraz mi dwóch, zakładając, że monografy są za 2 punkty (nie napisali ile punktów jest do zdobycia, ale profilaktycznie zapisałam się w piątek na 2 monografy).
Powrót o 23.00 z drugiego krańca Warszawy nie wyszedł mi najlepiej. Powiedzmy, w ogóle nie wyszedł. Warszawa zaśnieżona po kolana, zimno, wiatr, brak 3 pociągów, które powinny przyjechać w trakcie 50 minut czekania na peronie. Skończyło się noclegiem u Magdy i Kingi. Przynajmniej wesoło było. Na logikę nie dałam rady dojechać :D
M.
piątek, 14 grudnia 2012
13.12.2012
Jak nie zaliczę kolokwium, zawsze mogę zwalić winę na pechową datę. Wystarczy 50% i ekonomię na ten semestr mam z głowy. Nie było bardzo, bardzo trudne. Zadania matematyczne stosunkowo łatwe, w definicjach i ćwiczeniach opisowych też coś wymyśliłam, najgorsze były pytania testowe. Mam mieszane uczucia, zrobiłam wszystko, skończyłam przed czasem, nie wiem, nie wiem, oby było tak dobrze jak z logiką.
Po konserwatorium z prawa poszłam do domu. Pani od ekonomii chora, więc wykład odwołany, a mi nie chciało się czekać ponad 2,5 godziny na kolejne zajęcia. Na WPS może i bym poszła, ale administracji i tak bym nie przeżyła, więc bez sensu było czekanie. Dodatkowo Dorota też poszła do domu, uczyć się prawa konstytucyjnego, T. nie było (!), Ewa miała robić swój projekt na administrację razem z Olą i Agą, z Alkiem nie chciałam siedzieć, Marysia poszła na obiad, a ja nie miałam pieniędzy. Nie pozostało mi nic innego jak zwolnić się z zajęć. Poza tym musiałam się przygotować na dzisiejszą rejestrację na oguny i wybrać te ostateczne, które dopasowałyby się o mojego planu. I angielski do zrobienia!
Z rejestracją mi nie wyszło, a tak czekałam i odświeżałam. Eh! Dorota też nie dała rady, a miałyśmy chodzić razem. Ostatnia szansa w poniedziałek, gdy będziemy się rejestrowały na inne oguny. Jak mi nie wyjdzie będę w kropce, bo nic więcej nie ma co miałoby dużo punktów ECTS i co byłoby choć troszeczkę ciekawe. Nie wiem co zrobię, już teraz muszę szukać czegoś na zastępstwo "literatury i kultury popularnej", na którą miałam chodzić.
Nie wyszło mi też z angielskim. Prezentację (!) związaną o ochroną środowiska trzeba było przesłać do 23.00, nie tak jak zawsze do 24.00. To moja wina. Zawsze wszystko robię na ostatnią chwilę, a później krzyczę, płaczę, że nie zdążyłam, nie wyrobiłam się gdzieś i autobus odjechał. Zawsze tak jest, a mimo to, mam miliard "ważniejszych" rzeczy do zrobienia. To musi być moje postanowienie noworoczne: "Robić od razu, nie odkładać na później!"
Na sobotę umówiłam się z Alkiem i Dorotą w BUWie na kolejne spotkanie w sprawie naszego projektu. Już jak o tym myślę dostaję szału. Spotykamy się już chyba 7 raz, a wciąż w naszej pracy mamy bałagan i wszystko co tam jest, jest od czapy. Alek twierdzi, że prawie skończyliśmy, wystarczy jeszcze odnieść się do książki Kuleszy i Izdebskiego, i zakończenie. Dla niego wszystko jest pięknie i nawet zmieścimy się w wymaganej ilości słów. To jest tragiczne, nie chcę podpisać się po czymś co wygląda jak kupa. Dosłownie. Nie ma ładu i składu. Omawiamy wychowanie i oświatę, a Alek dodał do tego jeszcze opis kultury na 7 stron. Pomijam, że to jest już zupełnie inny wydział na Ursynowie, ale to zostało napisane takim infantylnym językiem, że nie jestem nawet w stanie przeczytać tych siedmiu stron. Dorocie też się nie podoba, ale nie wiemy jak mamy to poprawić, żeby nie urazić Alka. Wiemy, że włożył pracę w napisanie tych kilku stron, ale to jest bardzo kiepskie i co najgorsze - nie na temat. Dlatego nie lubię robić pracy w grupach, wole poświęcić dwa razy więcej czasu i napisać po swojemu. A w tym przypadku ciężko mi współpracować z kimś kogo tak naprawdę nie znam i z kimś kto ma zupełnie inną koncepcję niż ja.
A jutro w usosie rejestracje na nasze przedmioty i chyba na wykłady. Tym razem się nie dam. Muszę zapisać się tak jak ja chcę, a nie jak zostanie miejsce. Mam już ułożony plan, choć bardzo mi się nie podoba, kilkugodzinne okienka nie zbyt mnie zadowalają, to mimo wszystko jest to najlepsza opcja. Oby się udało.
W tym tygodniu pierwszy raz od rozpoczęcia studiów nie idę na imprezę! Na razie wszystko zapowiada się na to, że siedzę w domu cały weekend. Ale i tak pewnie nie zajrzę do administracji (kolokwium z tego cudownego przedmiotu już w czwartek!).
M.
Po konserwatorium z prawa poszłam do domu. Pani od ekonomii chora, więc wykład odwołany, a mi nie chciało się czekać ponad 2,5 godziny na kolejne zajęcia. Na WPS może i bym poszła, ale administracji i tak bym nie przeżyła, więc bez sensu było czekanie. Dodatkowo Dorota też poszła do domu, uczyć się prawa konstytucyjnego, T. nie było (!), Ewa miała robić swój projekt na administrację razem z Olą i Agą, z Alkiem nie chciałam siedzieć, Marysia poszła na obiad, a ja nie miałam pieniędzy. Nie pozostało mi nic innego jak zwolnić się z zajęć. Poza tym musiałam się przygotować na dzisiejszą rejestrację na oguny i wybrać te ostateczne, które dopasowałyby się o mojego planu. I angielski do zrobienia!
Z rejestracją mi nie wyszło, a tak czekałam i odświeżałam. Eh! Dorota też nie dała rady, a miałyśmy chodzić razem. Ostatnia szansa w poniedziałek, gdy będziemy się rejestrowały na inne oguny. Jak mi nie wyjdzie będę w kropce, bo nic więcej nie ma co miałoby dużo punktów ECTS i co byłoby choć troszeczkę ciekawe. Nie wiem co zrobię, już teraz muszę szukać czegoś na zastępstwo "literatury i kultury popularnej", na którą miałam chodzić.
Nie wyszło mi też z angielskim. Prezentację (!) związaną o ochroną środowiska trzeba było przesłać do 23.00, nie tak jak zawsze do 24.00. To moja wina. Zawsze wszystko robię na ostatnią chwilę, a później krzyczę, płaczę, że nie zdążyłam, nie wyrobiłam się gdzieś i autobus odjechał. Zawsze tak jest, a mimo to, mam miliard "ważniejszych" rzeczy do zrobienia. To musi być moje postanowienie noworoczne: "Robić od razu, nie odkładać na później!"
Na sobotę umówiłam się z Alkiem i Dorotą w BUWie na kolejne spotkanie w sprawie naszego projektu. Już jak o tym myślę dostaję szału. Spotykamy się już chyba 7 raz, a wciąż w naszej pracy mamy bałagan i wszystko co tam jest, jest od czapy. Alek twierdzi, że prawie skończyliśmy, wystarczy jeszcze odnieść się do książki Kuleszy i Izdebskiego, i zakończenie. Dla niego wszystko jest pięknie i nawet zmieścimy się w wymaganej ilości słów. To jest tragiczne, nie chcę podpisać się po czymś co wygląda jak kupa. Dosłownie. Nie ma ładu i składu. Omawiamy wychowanie i oświatę, a Alek dodał do tego jeszcze opis kultury na 7 stron. Pomijam, że to jest już zupełnie inny wydział na Ursynowie, ale to zostało napisane takim infantylnym językiem, że nie jestem nawet w stanie przeczytać tych siedmiu stron. Dorocie też się nie podoba, ale nie wiemy jak mamy to poprawić, żeby nie urazić Alka. Wiemy, że włożył pracę w napisanie tych kilku stron, ale to jest bardzo kiepskie i co najgorsze - nie na temat. Dlatego nie lubię robić pracy w grupach, wole poświęcić dwa razy więcej czasu i napisać po swojemu. A w tym przypadku ciężko mi współpracować z kimś kogo tak naprawdę nie znam i z kimś kto ma zupełnie inną koncepcję niż ja.
A jutro w usosie rejestracje na nasze przedmioty i chyba na wykłady. Tym razem się nie dam. Muszę zapisać się tak jak ja chcę, a nie jak zostanie miejsce. Mam już ułożony plan, choć bardzo mi się nie podoba, kilkugodzinne okienka nie zbyt mnie zadowalają, to mimo wszystko jest to najlepsza opcja. Oby się udało.
W tym tygodniu pierwszy raz od rozpoczęcia studiów nie idę na imprezę! Na razie wszystko zapowiada się na to, że siedzę w domu cały weekend. Ale i tak pewnie nie zajrzę do administracji (kolokwium z tego cudownego przedmiotu już w czwartek!).
M.
12.12.2012
Zabłysnęłam na WPS. Chyba tylko ja przeczytałam "Migrację ostatnią?" bo nikt nie był w stanie wymienić województw z których najwięcej osób wyrusza za granicę. Boję się, że na następnych zajęciach zrobi nam karną kartkóweczkę z tego powodu, że ludzie nie czytają obowiązkowej lektury. Mi się zdarzyło to tylko raz: na pierwszych zajęciach i nie przeczytałam tych nieszczęsnych bezrobotnych z Marienthalu, ale inni wydaje się, że notorycznie przychodzą nieprzygotowani.
Przed filozofią umówiłam się z Olą. Chciałyśmy kupić zaległy prezent urodzinowy dla Ewy. Wybrałyśmy ładną i ciepłą beżową czapkę z pomponem. Mam nadzieję, że jej się spodoba.
A na samej filozofii oczywiście T. nie było. Wielka szkoda, bo naprawę ładnie wyglądałam, świeżo po farbowaniu włosów, z ładnym makijażem, nawet spódnicę założyłam, ale jego i tak nie było.
Czekaliśmy przepisowe 15 minut na panią profesor. Po tym czasie uradowani kierowaliśmy się do wyjścia. Niestety, po drodze spotkaliśmy wykładowczynię, która wróciła nas na zajęcia. Powinno się wcześniej wychodzić z domu, pani profesor! Standardowo i tak nie słuchałam, tym razem uczyłam się na ekonomię, ale i tak nie mogłam się skupić. Nic, nic kompletnie nie umiem. A tak dużo definicji, wzorów, sposobów obliczania dochodowej elastyczności, wszystko jest takie podobne, skomplikowane i nie lubię uczyć się formułek na pamięć.
Ostatecznie zaczęłam się uczyć o 20.00 (po otworzeniu zeszytu momentalnie oczy mi się zamykały i nie mogłam się powstrzymać od ziewania - krótka drzemka obowiązkowa), skończyłam o 2.30 w nocy, o 6.00 muszę wstać wypoczęta. Ciężko będzie..
M.
Przed filozofią umówiłam się z Olą. Chciałyśmy kupić zaległy prezent urodzinowy dla Ewy. Wybrałyśmy ładną i ciepłą beżową czapkę z pomponem. Mam nadzieję, że jej się spodoba.
A na samej filozofii oczywiście T. nie było. Wielka szkoda, bo naprawę ładnie wyglądałam, świeżo po farbowaniu włosów, z ładnym makijażem, nawet spódnicę założyłam, ale jego i tak nie było.
Czekaliśmy przepisowe 15 minut na panią profesor. Po tym czasie uradowani kierowaliśmy się do wyjścia. Niestety, po drodze spotkaliśmy wykładowczynię, która wróciła nas na zajęcia. Powinno się wcześniej wychodzić z domu, pani profesor! Standardowo i tak nie słuchałam, tym razem uczyłam się na ekonomię, ale i tak nie mogłam się skupić. Nic, nic kompletnie nie umiem. A tak dużo definicji, wzorów, sposobów obliczania dochodowej elastyczności, wszystko jest takie podobne, skomplikowane i nie lubię uczyć się formułek na pamięć.
Ostatecznie zaczęłam się uczyć o 20.00 (po otworzeniu zeszytu momentalnie oczy mi się zamykały i nie mogłam się powstrzymać od ziewania - krótka drzemka obowiązkowa), skończyłam o 2.30 w nocy, o 6.00 muszę wstać wypoczęta. Ciężko będzie..
M.
11.12.2012
Jakże się cieszę! Zaliczyłam logikę i to nawet z niezłym wynikiem 31/40. Tylko jedno zadanie miałam źle. Jestem z siebie naprawdę zadowolona.
Czekałam ponad 30 minut na 105. Zmarzłam, przemokły mi buty i bałam się, że nie zdążę na pilates. Czekał ze mną Alek Nie wiem czy tylko dlatego, że mnie lubi i chciał mi dotrzymać towarzystwa czy może chodzi mu o coś więcej... Oby nie. Ostatnio też odprowadza mnie na przystanki, a później musi się spory kawałek wracać, np. na swoje zajęcia lub na swój autobus, którym jeździ w przeciwną stronę. Mniejsza z tym, oby to było tylko koleżeństwo i nic więcej.
Postanowiłam, że dzisiaj nie pójdę na ochronę przyrody, tylko będę się uczyła do czwartkowego kolokwium z ekonomii i przeczytam teksty na WPS (około 100 stron). Chciałam tylko chwilkę się zdrzemnąć, ale wiadomo, w moim przypadku chwilka oznacza prawie 2 godziny. Później facebook, obiad i nim się spostrzegłam była już 20.00
Teksty skończyłam czytać o 1.00, do ekonomii nawet nie zajrzałam.
M.
Czekałam ponad 30 minut na 105. Zmarzłam, przemokły mi buty i bałam się, że nie zdążę na pilates. Czekał ze mną Alek Nie wiem czy tylko dlatego, że mnie lubi i chciał mi dotrzymać towarzystwa czy może chodzi mu o coś więcej... Oby nie. Ostatnio też odprowadza mnie na przystanki, a później musi się spory kawałek wracać, np. na swoje zajęcia lub na swój autobus, którym jeździ w przeciwną stronę. Mniejsza z tym, oby to było tylko koleżeństwo i nic więcej.
Postanowiłam, że dzisiaj nie pójdę na ochronę przyrody, tylko będę się uczyła do czwartkowego kolokwium z ekonomii i przeczytam teksty na WPS (około 100 stron). Chciałam tylko chwilkę się zdrzemnąć, ale wiadomo, w moim przypadku chwilka oznacza prawie 2 godziny. Później facebook, obiad i nim się spostrzegłam była już 20.00
Teksty skończyłam czytać o 1.00, do ekonomii nawet nie zajrzałam.
M.
czwartek, 6 grudnia 2012
6.12.12
Zadania na ekonomię nie tknięte. Wiem, że większość ludzi też nie potrafiła ich zrobić. Pani profesor powiedziała, że na pewno nie rozwiążemy wszystkich teraz na zajęciach, bo to była nasza praca domowa, a ewentualnie możemy zrobić najtrudniejsze ćwiczenia na tablicy. Wszystkie były trudne! Ciekawie zapowiada się kolokwium.
Nie mamy dzisiaj konserwatorium z prawa, na resztę wykładów ogólnie nie ma sensu chodzić, bo i tak nie ma na nich nic ciekawego. Więc o godzinie 10.30 byłam w domu ;) Alek ma mnie wpisać na listę na administracji, Dorota pożyczyć notatki z WPS., Ewa z ekonomii. Podoba mi się na tych studiach! ;)
Nowy Świat ładnie oświetlony. Choinki w donicach przy ulicy. Wielka fioletowa bombka stoi obok Mikołaja Kopernika. Duży, kolorowy, cały w lampeczkach prezent przed Bristolem. Dzisiaj słonecznie choć zimno i mroźnie. Święta się zbliżają. A ja tradycyjnie, jak w czwartki szykuję się do klubu z Magdą i całą resztą dziewczyn.
EDIT: Wykładu z ekonomii nie było. Dobry dzień na wagary wybrałam! :)
http://www.youtube.com/watch?v=rkHipttXepo
Eliza Doolittle - Skiny Genes
M.
Nie mamy dzisiaj konserwatorium z prawa, na resztę wykładów ogólnie nie ma sensu chodzić, bo i tak nie ma na nich nic ciekawego. Więc o godzinie 10.30 byłam w domu ;) Alek ma mnie wpisać na listę na administracji, Dorota pożyczyć notatki z WPS., Ewa z ekonomii. Podoba mi się na tych studiach! ;)
Nowy Świat ładnie oświetlony. Choinki w donicach przy ulicy. Wielka fioletowa bombka stoi obok Mikołaja Kopernika. Duży, kolorowy, cały w lampeczkach prezent przed Bristolem. Dzisiaj słonecznie choć zimno i mroźnie. Święta się zbliżają. A ja tradycyjnie, jak w czwartki szykuję się do klubu z Magdą i całą resztą dziewczyn.
EDIT: Wykładu z ekonomii nie było. Dobry dzień na wagary wybrałam! :)
http://www.youtube.com/watch?v=rkHipttXepo
Eliza Doolittle - Skiny Genes
M.
5.12.2012
Udało mi się poprawić wcześniejszą kartkówkę z WPS. A tak się stresowałam, indywidualne, ustne odpowiadanie, sam na sam w jej małym gabinecie, przy małym biureczku. Co prawda Aga powiedziała, że nie ma się czego bać i pomaga jeśli czegoś nie wiesz. To mnie tylko trochę uspokoiło. Wczoraj do 1:30 czytałam te 100 stron "Pamiętników bezrobotnych", do drugiego tekstu "Bezrobotni z Marienthalu" już nie zajrzałam. Miałam tylko w skrócie opracowanie tego tekstu, wrzucone przez kogoś na nasze facebookowe forum i musiałam zaufać temu opracowaniu, że nie ma błędów. Nauczyłam się na pamięć definicji bezrobocia wg BAEL i wg ustawy, i poszłam.
Marysia weszła pierwsza, wyszła z uśmiechem na twarzy. Okej, pomyślałam - ja też to zaliczę. Zaliczyłam, ale akurat pytała mnie o Marienthal, trochę improwizowałam, coś tam zmyśliłam, w czymś się pomyliłam, ale najważniejsze, że nie mam już tej kartkówki na sumieniu. Szkoda, że nie pytała o Gabi z "Pamiętników bezrobotnych", wiedziałabym wszystko, ale te pytania trafiły się Marii.
Na filozofii, jak na filozofii. Działał mikrofon i działał rzutnik! T. nie było.
15 zadań z ekonomii leży na biurku od kilku dni, a mi ani się myśli na nie spojrzeć. Są takie skomplikowane...
M.
Marysia weszła pierwsza, wyszła z uśmiechem na twarzy. Okej, pomyślałam - ja też to zaliczę. Zaliczyłam, ale akurat pytała mnie o Marienthal, trochę improwizowałam, coś tam zmyśliłam, w czymś się pomyliłam, ale najważniejsze, że nie mam już tej kartkówki na sumieniu. Szkoda, że nie pytała o Gabi z "Pamiętników bezrobotnych", wiedziałabym wszystko, ale te pytania trafiły się Marii.
Na filozofii, jak na filozofii. Działał mikrofon i działał rzutnik! T. nie było.
15 zadań z ekonomii leży na biurku od kilku dni, a mi ani się myśli na nie spojrzeć. Są takie skomplikowane...
M.
4.12.12
Kolokwium jakoś poszło. Nie było to łatwe, ani bardzo bardzo trudne. Dzięki bogu, nie było żadnych definicji do wyjaśnienia. Napisałam wszystko, nie jestem oczywiście pewna czy dobrze, ale nie miałam możliwości zweryfikować odpowiedzi, bo nikt kto wyszedł ze mną wcześniej nie miał grupy 1.4. Także czekam do wyników.
Napisałam w 20 minut, kolejne 15 minut sprawdzałam i wyszłam przed czasem. Nie wiedziałam co mam robić przez ponad 1.30h. Nie lubię takich okienek. Na szczęście miałam przy sobie teksty na WPS, także czytałam.
Dzisiejszy pilates był inny. Bardzo inny. Miałyśmy zastępstwo z panią od TBC. Szalona na oko pięćdziesięcioletnia wariatka, z energią nastolatki. "Nie chcę was zmęczyć, poza tym mam kontuzję, jestem po trzech godzinach zajęć i dowiedziałam się, że teraz muszę z wami poprowadzić pilates." Ledwo żyłam! Jeżeli to miały być leciutkie ćwiczonka na poprawę sylwetki, to co znaczą normalne ćwiczonka, gdy jest wypoczęta i bez kontuzji? Razem z innymi dziewczynami nie wiedziałyśmy jak się zachowywać, chciało nam się śmiać, przyzwyczajone do statycznych i spokojnych zajęć przy chilloutowej muzyce, przy latino i energicznym wymachiwaniu rękoma, nogami i wszystkim czym się da - zmęczyłyśmy się jak staruszki. I te jej okrzyki: "hop, hop i hop-hop-hop. Tempo, tempo, cała sala się bawi (my już ledwo zipiemy), wyżej noga i hop, hop, druga ręka, hop!!!" Naprawdę wesoło, jutro wydaje mi się, że nie podniosę się z łóżka. O, a co więcej, na naszym treningu był jeden chłopak, który nie wyrobił dostatecznej ilości godzin obecności na soich zajęciach z basenu - miał niezły ubaw.
Na ochronie środowiska dowiedziałam się, że muszę znać prawie całą Ustawę o Ochronie Przyrody z 2004r, włącznie z definicjami, gatunkami roślinek i wyspecjalizowanymi artykułami. Oj, ciekawe czy przez to przebrnę.
M.
Napisałam w 20 minut, kolejne 15 minut sprawdzałam i wyszłam przed czasem. Nie wiedziałam co mam robić przez ponad 1.30h. Nie lubię takich okienek. Na szczęście miałam przy sobie teksty na WPS, także czytałam.
Dzisiejszy pilates był inny. Bardzo inny. Miałyśmy zastępstwo z panią od TBC. Szalona na oko pięćdziesięcioletnia wariatka, z energią nastolatki. "Nie chcę was zmęczyć, poza tym mam kontuzję, jestem po trzech godzinach zajęć i dowiedziałam się, że teraz muszę z wami poprowadzić pilates." Ledwo żyłam! Jeżeli to miały być leciutkie ćwiczonka na poprawę sylwetki, to co znaczą normalne ćwiczonka, gdy jest wypoczęta i bez kontuzji? Razem z innymi dziewczynami nie wiedziałyśmy jak się zachowywać, chciało nam się śmiać, przyzwyczajone do statycznych i spokojnych zajęć przy chilloutowej muzyce, przy latino i energicznym wymachiwaniu rękoma, nogami i wszystkim czym się da - zmęczyłyśmy się jak staruszki. I te jej okrzyki: "hop, hop i hop-hop-hop. Tempo, tempo, cała sala się bawi (my już ledwo zipiemy), wyżej noga i hop, hop, druga ręka, hop!!!" Naprawdę wesoło, jutro wydaje mi się, że nie podniosę się z łóżka. O, a co więcej, na naszym treningu był jeden chłopak, który nie wyrobił dostatecznej ilości godzin obecności na soich zajęciach z basenu - miał niezły ubaw.
Na ochronie środowiska dowiedziałam się, że muszę znać prawie całą Ustawę o Ochronie Przyrody z 2004r, włącznie z definicjami, gatunkami roślinek i wyspecjalizowanymi artykułami. Oj, ciekawe czy przez to przebrnę.
M.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
3.12.2012
To już grudzień, dzisiaj spadł śnieg, zapowiadają przymrozki. Zimę lubię tylko przez tydzień. Nie cierpię wychodzić z ciepłego mieszkania na zimno, które panuje na dworze. Dlatego też, po raz kolejny, zrobiłam sobie dzisiaj wolne z angielskiego. Właściwie 3/4 ludzi nie chodzi na te ćwiczenia, to dlaczego ja miałabym chodzić? Poza tym jak pomyślałam o tych prawie 4 straconych godzinach, to naprawdę odechciało mi się wszelkiej nauki angielskiego. Zważywszy, że na zajęciach nie uczymy się za wiele, tylko rozmówki między kolegą obok. Ale kolega obok nie poprawi mojej gramatyki czy wymowy, sam też się często myli. Więcej nauczę się robiąc te ćwiczenia w internecie.
Teraz powinnam uczyć się logiki, ale... No właśnie, zasypiam jak tylko otworzę notatki. Nie mam żadnych ćwiczeń do powtórzenia, żadnej książki (w podanym przez naszą profesor podręczniku wszystko jest tłumaczone inaczej, innymi symbolami się posługują i nie ma połowy rzeczy, które robiliśmy na zajęciach), tylko moje notatki z zajęć. Boję się, że jutro da nam coś trudnego, coś czego nie omawialiśmy, jakieś skomplikowane zdania. Profesorowie mają tak w zwyczaju, że na lekcjach łatwe przykłady, do domu o wiele trudniejsze, a na kolokwium to zadania nierozwiązalne. A ja mam tylko moje notatki, a co jeśli coś źle zapisałam? Nauczę się błędnie, ale nie mam gdzie tego zweryfikować!
Ach, oby jutro to jakoś poszło...
M.
Teraz powinnam uczyć się logiki, ale... No właśnie, zasypiam jak tylko otworzę notatki. Nie mam żadnych ćwiczeń do powtórzenia, żadnej książki (w podanym przez naszą profesor podręczniku wszystko jest tłumaczone inaczej, innymi symbolami się posługują i nie ma połowy rzeczy, które robiliśmy na zajęciach), tylko moje notatki z zajęć. Boję się, że jutro da nam coś trudnego, coś czego nie omawialiśmy, jakieś skomplikowane zdania. Profesorowie mają tak w zwyczaju, że na lekcjach łatwe przykłady, do domu o wiele trudniejsze, a na kolokwium to zadania nierozwiązalne. A ja mam tylko moje notatki, a co jeśli coś źle zapisałam? Nauczę się błędnie, ale nie mam gdzie tego zweryfikować!
Ach, oby jutro to jakoś poszło...
M.
piątek, 30 listopada 2012
29.11.2012
Nie będzie to już nic oryginalnego, jak powiem, że cały dzień był senny i dłużący się. Na ekonomii trochę gubiłam się w obliczeniach i pokręconych strukturach, nie wiem jak napiszę kolokwium, sporo uczenia się mnie czeka. Dzisiaj dostaliśmy 2 karki z zadaniami. Trudne! Wiem, że 2 i 3 grupa sprawdzian miała wczoraj i nie przeżyli tego najlepiej.
Na zajęciach z prawa siedziałam prawie, prawie obok T. dzielił nas jedynie Alek. Jakoś się tak składa, że jak już T. pojawi się na wykładach, to mam miejsce w pobliżu niego. Ciekawe czy on też to zauważył i czy mu to przeszkadza. Dziś nie plątał się jak zawsze nie wiadomo gdzie, jak to miał w zwyczaju wcześniej, tylko zaraz po papierosie wchodził do budynku i czekał przed salą.
Za to ja spóźniłam się na WPS, bo kolejka w sklepie za długa. Profesor powiedział, że trochę irytują go spóźnialscy więc zajęcia zaczynamy 5 minut później, żebyśmy zdążyli dojść na ze starego BUWu. I dobrze. Zajęłam miejsce w ostatnich ławkach. Co robiłam? Nie notowałam - i tak nic nie widziałam na tablicy. Rysowałam baletnice, 3 razy złożyłam mój szalik w równiutką kosteczkę, później przyszła kolej na składanie swetra. Przejrzałam wszystko co mam w torebce, pomalowałam się, uczesałam, przypomniałam sobie o istnieniu żelu antybakteryjnego i chusteczek odświeżających, trzeba było też nakremować ręce. Ach, intensywny wykład.
Administrację mieliśmy w nowoczesnej, ładniejszej sali. Idealnej na półtorej godzinną drzemkę. T. już nie było.
Szybko do domu, poprawić makijaż, wybrać ubranie i na urodzinową imprezę do Parku. Szkoda tylko, że się rozpadało.
Było miło, spotkałam Magdę, Ninę i Asię. Razem też trochę tańczyłyśmy. Nawet nie wiem kiedy poszła solenizantka i inni ludzie, ja wyszłam z dziewczynami. Droga powrotna była niesamowita - nie dość, że jechałyśmy bardzo, bardzo starym autobusem, Magda się przewracała na zakrętach, a chłopak, z którym tańczyłam wcześniej śpiewał nam "ona tańczy dla mnie" w jezzowej interpretacji Cezika! Wariactwo.
Jutro zapowiada mi się upojna noc z administracyjnym projektem. Ale jak bardzo mi się nie chce...
Taka moja nowa mini miłość.
http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60
The xx - Islands
M.
Na zajęciach z prawa siedziałam prawie, prawie obok T. dzielił nas jedynie Alek. Jakoś się tak składa, że jak już T. pojawi się na wykładach, to mam miejsce w pobliżu niego. Ciekawe czy on też to zauważył i czy mu to przeszkadza. Dziś nie plątał się jak zawsze nie wiadomo gdzie, jak to miał w zwyczaju wcześniej, tylko zaraz po papierosie wchodził do budynku i czekał przed salą.
Za to ja spóźniłam się na WPS, bo kolejka w sklepie za długa. Profesor powiedział, że trochę irytują go spóźnialscy więc zajęcia zaczynamy 5 minut później, żebyśmy zdążyli dojść na ze starego BUWu. I dobrze. Zajęłam miejsce w ostatnich ławkach. Co robiłam? Nie notowałam - i tak nic nie widziałam na tablicy. Rysowałam baletnice, 3 razy złożyłam mój szalik w równiutką kosteczkę, później przyszła kolej na składanie swetra. Przejrzałam wszystko co mam w torebce, pomalowałam się, uczesałam, przypomniałam sobie o istnieniu żelu antybakteryjnego i chusteczek odświeżających, trzeba było też nakremować ręce. Ach, intensywny wykład.
Administrację mieliśmy w nowoczesnej, ładniejszej sali. Idealnej na półtorej godzinną drzemkę. T. już nie było.
Szybko do domu, poprawić makijaż, wybrać ubranie i na urodzinową imprezę do Parku. Szkoda tylko, że się rozpadało.
Było miło, spotkałam Magdę, Ninę i Asię. Razem też trochę tańczyłyśmy. Nawet nie wiem kiedy poszła solenizantka i inni ludzie, ja wyszłam z dziewczynami. Droga powrotna była niesamowita - nie dość, że jechałyśmy bardzo, bardzo starym autobusem, Magda się przewracała na zakrętach, a chłopak, z którym tańczyłam wcześniej śpiewał nam "ona tańczy dla mnie" w jezzowej interpretacji Cezika! Wariactwo.
Jutro zapowiada mi się upojna noc z administracyjnym projektem. Ale jak bardzo mi się nie chce...
Taka moja nowa mini miłość.
http://www.youtube.com/watch?v=PElhV8z7I60
The xx - Islands
M.
środa, 28 listopada 2012
28.11.2012
Jakaż była moja radość, gdy zostałam wyczytana wśród tych osób, które zaliczyły kartkówkę z WPS. Na 30 osób, zaliczyło 8, wśród nich ja! Jak miło. Ale została mi do poprawienia jeszcze ta wcześniejsza kartkóweczka Miałam w planach dzisiaj pójść na dyżur, ale na planowaniu się skończyło, bo nie przeczytałam tych szalonych dwustu stron, nawet na to nie spojrzałam. Za tydzień koniecznie!
Wczoraj wieczorem przeglądałam wykaz OGunów, które mogę wybrać w semestrze letnim. Wśród dziesiątek kompletnie mnie nie interesujących znalazłam 14 godnych uwagi. Większość dotyczy albo poprawnej polszczyzny, albo zagadnień geograficznych, globalnych, ale znalazłam także ciekawe wykłady z archeoastronomii lub kryminologii, niestety są one tylko w soboty i niedziele, więc będę musiała się zastanowić jeszcze 3 razy zanim podejmę decyzję. Ogólnie nie podoba mi się, ze mam do "wyrobienia" chyba 10 ECTS, a większość OGunów jest za 2 ECTS. Sporo pracy mnie czeka w nadchodzącym semestrze.
Umówiłam się z D., że ona też przejrzy listy OGunowe i może razem uda nam się na coś zapisać.
Za chwilę wychodzę na filozofię. Za jakie grzechy? Nie mogę prosić wciąż ludzi, żeby mnie wpisywali na listę, trzeba się pojawiać od czasu do czasu nawet na tak nudnych wykładach. I wciąż się zastanawiam: na jakiej zasadzie będzie się odbywało zaliczenie tego przedmiotu?
EDIT: Dobrze, dobrze, dzisiejszy wykład standardowo nudny, ale pojawił się T.!!! Co więcej siedziałam koło niego!! Prawdziwe szczęście. Zawsze tak jest, że jak wyglądam średnio lub kompletnie beznadziejnie, to go spotykam. Dzisiaj moje włosy nie były w najlepszej kondycji, było mi niesamowicie gorąco i czułam jak płonie mi twarz (nawet w drodze do domu miałam czerwone policzki), mój strój też nie zaliczał się do tych najbardziej udanych. No cóż, jakby miał zwrócić uwagę to i tak zwrócił, a jeżeli w ogóle mu się nie podobam, to chyba bez znaczenia jak wyglądam. Grał w angry birds przez chwilę, a później zajmował się czymś na telefonie. Wszystko byłoby okej, gdyby nie było czuć tak od niego papierosów. Właściwie nie wiem dlaczego On mi się tak podoba. Zamknięty, odezwał się dzisiaj tylko do jednego chłopaka, z innym się tylko przywitał, stał sobie odizolowany, szybko wyszedł z zajęć i te papierosy i kilka krost na twarzy. No dobrze, wymyślam ;) Ma to "coś". Tajemniczość dodaje mu charyzmy, na pewno jest niegrzeczny, do tego obłędny uśmiech, i oczy, i wzrost, i to że jeszcze chodzi w skórzanej kurtce, mimo, że mamy koniec listopada.
Jutro pewnie go nie będzie.
M.
Wczoraj wieczorem przeglądałam wykaz OGunów, które mogę wybrać w semestrze letnim. Wśród dziesiątek kompletnie mnie nie interesujących znalazłam 14 godnych uwagi. Większość dotyczy albo poprawnej polszczyzny, albo zagadnień geograficznych, globalnych, ale znalazłam także ciekawe wykłady z archeoastronomii lub kryminologii, niestety są one tylko w soboty i niedziele, więc będę musiała się zastanowić jeszcze 3 razy zanim podejmę decyzję. Ogólnie nie podoba mi się, ze mam do "wyrobienia" chyba 10 ECTS, a większość OGunów jest za 2 ECTS. Sporo pracy mnie czeka w nadchodzącym semestrze.
Umówiłam się z D., że ona też przejrzy listy OGunowe i może razem uda nam się na coś zapisać.
Za chwilę wychodzę na filozofię. Za jakie grzechy? Nie mogę prosić wciąż ludzi, żeby mnie wpisywali na listę, trzeba się pojawiać od czasu do czasu nawet na tak nudnych wykładach. I wciąż się zastanawiam: na jakiej zasadzie będzie się odbywało zaliczenie tego przedmiotu?
EDIT: Dobrze, dobrze, dzisiejszy wykład standardowo nudny, ale pojawił się T.!!! Co więcej siedziałam koło niego!! Prawdziwe szczęście. Zawsze tak jest, że jak wyglądam średnio lub kompletnie beznadziejnie, to go spotykam. Dzisiaj moje włosy nie były w najlepszej kondycji, było mi niesamowicie gorąco i czułam jak płonie mi twarz (nawet w drodze do domu miałam czerwone policzki), mój strój też nie zaliczał się do tych najbardziej udanych. No cóż, jakby miał zwrócić uwagę to i tak zwrócił, a jeżeli w ogóle mu się nie podobam, to chyba bez znaczenia jak wyglądam. Grał w angry birds przez chwilę, a później zajmował się czymś na telefonie. Wszystko byłoby okej, gdyby nie było czuć tak od niego papierosów. Właściwie nie wiem dlaczego On mi się tak podoba. Zamknięty, odezwał się dzisiaj tylko do jednego chłopaka, z innym się tylko przywitał, stał sobie odizolowany, szybko wyszedł z zajęć i te papierosy i kilka krost na twarzy. No dobrze, wymyślam ;) Ma to "coś". Tajemniczość dodaje mu charyzmy, na pewno jest niegrzeczny, do tego obłędny uśmiech, i oczy, i wzrost, i to że jeszcze chodzi w skórzanej kurtce, mimo, że mamy koniec listopada.
Jutro pewnie go nie będzie.
M.
27.11.2012
Dziś na logice COŚ ZROZUMIAŁAM. Przychodzi mi to z trudem. Byłoby zapewne łatwiej, gdyby to chociaż odrobinę przydałoby się w życiu, uczyłabym się ze świadomością, że kiedyś to wykorzystam, ale w tym przypadku poćwiczę do kolokwium i za 3 miesiące całkowicie to zapomnę. Skomplikowane nazwy, zagmatwane definicje i zdania, które niby logicznie są poprawne, ale nie są prawdziwe. Ciężko to zrozumieć.
Naiwna liczyłam, że spotkam T. między moją a jego logiką. Nic z tego. Nawet jechałam 175, ale było tak pełne ludzi, że zdołałam tylko spojrzeć w bok czy może nie stoi obok mnie. Nie widziałam go. Szkoda, bo dzisiaj, w moim przekonaniu, dobrze wyglądałam i nie mogłam się oprzeć ponownemu założeniu mojej skórzanej kurtki:) Nie zmarzłabym gdyby nie zaczął padać deszcz.
Na ochronie przyrody oczy same mi się zamykały. To wszystko przez Martynę, która także ziewała i pokładała się na krześle, mimo, że siedziałyśmy w trzecim rzędzie, blisko wykładowczyni. Chłopak przed nami również spał. Naprawdę spał! Zerwał się na równe nogi, oszołomiony, gdy wszyscy zaczęli wychodzić.
Mam dylemat. Na jutro umówiłam się z Magdą i resztą dziewczyn do klubu Park. Wczoraj dostałam zaproszenie na urodziny Ewy też w klubie Park, na czwartek. Stawia nam bilety, ale dobrze by było gdybym kupiła jej prezent (choć nie mam pojęcia co by ją zadowoliło). Zadzwoniła też Sylwia czy nie poszłabym z nią i Anią w piątek na ich otrzęsiny do Freedom. Nie ma mowy o trzech dniach imprezowania, zważywszy na to, że podzieliliśmy się pracą na administrację i muszę zająć się wstępem i historią szkolnictwa na Ursynowie w naszym projekcie. Z czegoś będę musiała zrezygnować. Tylko z czego?
http://www.youtube.com/watch?v=zflzZ_Clv54
Hey - Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan
M.
Naiwna liczyłam, że spotkam T. między moją a jego logiką. Nic z tego. Nawet jechałam 175, ale było tak pełne ludzi, że zdołałam tylko spojrzeć w bok czy może nie stoi obok mnie. Nie widziałam go. Szkoda, bo dzisiaj, w moim przekonaniu, dobrze wyglądałam i nie mogłam się oprzeć ponownemu założeniu mojej skórzanej kurtki:) Nie zmarzłabym gdyby nie zaczął padać deszcz.
Na ochronie przyrody oczy same mi się zamykały. To wszystko przez Martynę, która także ziewała i pokładała się na krześle, mimo, że siedziałyśmy w trzecim rzędzie, blisko wykładowczyni. Chłopak przed nami również spał. Naprawdę spał! Zerwał się na równe nogi, oszołomiony, gdy wszyscy zaczęli wychodzić.
Mam dylemat. Na jutro umówiłam się z Magdą i resztą dziewczyn do klubu Park. Wczoraj dostałam zaproszenie na urodziny Ewy też w klubie Park, na czwartek. Stawia nam bilety, ale dobrze by było gdybym kupiła jej prezent (choć nie mam pojęcia co by ją zadowoliło). Zadzwoniła też Sylwia czy nie poszłabym z nią i Anią w piątek na ich otrzęsiny do Freedom. Nie ma mowy o trzech dniach imprezowania, zważywszy na to, że podzieliliśmy się pracą na administrację i muszę zająć się wstępem i historią szkolnictwa na Ursynowie w naszym projekcie. Z czegoś będę musiała zrezygnować. Tylko z czego?
http://www.youtube.com/watch?v=zflzZ_Clv54
Hey - Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan
M.
wtorek, 27 listopada 2012
26.11.2012
Dziś tylko półtorej godziny języka angielskiego. Powinno być 30 pilnych studentów, było 10 - i dobrze, przy mniejszej ilości osób się skompromitowałam. Robiliśmy ćwiczenie, pani zadawała mi pytania, a ja kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi. Zestresowałam się, nie zrozumiałam pytań, zrobiłam się czerwona i w końcu wyszło na to, że kupuję w TESCO, bo mają świeże i dobrej jakości jedzenie. Porażka, ale co tam, mam nadzieję, że nikt tego nie będzie pamiętał.
Zaś będzie pamiętał mój dzisiejszy rockowy strój :) Słoneczny dzień wykorzystałam na założenie (pewnie po raz ostatni w tym sezonie) skórzanej kurtki, skórzanych legginsów, motocyklowych botków i okularów słonecznych. Nie powiem, chyba przyciągałam spojrzenia ;)
M.
Zaś będzie pamiętał mój dzisiejszy rockowy strój :) Słoneczny dzień wykorzystałam na założenie (pewnie po raz ostatni w tym sezonie) skórzanej kurtki, skórzanych legginsów, motocyklowych botków i okularów słonecznych. Nie powiem, chyba przyciągałam spojrzenia ;)
M.
czwartek, 22 listopada 2012
22.11.2012
Chyba ostatecznie muszę pożegnać się z rozpisywaniem na temat T. Nie chodzi na wykłady, nie widuję go. Co oczywiście nie zmienia faktu, że o nim czasem nie myślę. Ale cóż mam na to poradzić?
Zajęcia jak zawsze w czwartki nudne i niemiłosiernie dłużące się. 15 minutowe przerwy między wykładami są zdecydowanie za krótkie, a należy do tego doliczyć jeszcze 5-10 minut na dojście do innego budynku. Za mało. Śmiejemy się, że biedny student w czwartki przechodzi na dietę, bo nie zdąży nawet zjeść kanapki, ale dzisiaj postanowiłam to zmienić z Dorotą i zrobić sobie odpoczynek. Nie poszłyśmy na wykład z WPS, a do KFC, a później na kawę do Costy. To, że była nie dobra, mimo że podlega pod CH, to inna sprawa. Ważne, że mogłyśmy odpocząć po ekonomii i przed administracją. A notatki z WPS jutro mam mieć przesłane na maila od Marysi :)
Co się robi w ostatnich rzędach na administracji? Rozmawia, podnieca się ślicznym długopisem z kryształkiem Svarowskiego, rysuje, śmieje się z zasypiających ludzi, chamsko robi zdjęcia zeszłotygodniowych notatek jak profesor patrzy, czyta Levego albo rozporządzenia urzędowe po litewsku (należały do Doroty z jej drugiego kierunku - prawa). Jak zawsze milion rzeczy, tylko aby nie słuchać Szarfiego ;)
Ach, dowiedziałam się, że w najbliższy poniedziałek musimy odpracować lekcję z angielskiego, tę która nam przepadła, bo nauczycielka nie przyszła. Szkoda, bo chciałam dłużej zostać w Żyrardowie.
Zapowiada się świetny weekend. Weronika nie poddaje się i wciąż próbuje zintegrować nasz rok. Fakt - słabo się znamy, więc jutro zainteresowani wybierają się do Univeru. Chciałabym pójść, ale wstępnie umówiłam się z Anią P. i ani Dorota ani Ewa nie są pewne czy idą. Jeżeli okaże się, że jakimś cudem w piątek zostanę w domu to i tak na sobotę jestem umówiona z dziewczynami na Skierniewice! Studenckie, imprezowe życie!
M.
Zajęcia jak zawsze w czwartki nudne i niemiłosiernie dłużące się. 15 minutowe przerwy między wykładami są zdecydowanie za krótkie, a należy do tego doliczyć jeszcze 5-10 minut na dojście do innego budynku. Za mało. Śmiejemy się, że biedny student w czwartki przechodzi na dietę, bo nie zdąży nawet zjeść kanapki, ale dzisiaj postanowiłam to zmienić z Dorotą i zrobić sobie odpoczynek. Nie poszłyśmy na wykład z WPS, a do KFC, a później na kawę do Costy. To, że była nie dobra, mimo że podlega pod CH, to inna sprawa. Ważne, że mogłyśmy odpocząć po ekonomii i przed administracją. A notatki z WPS jutro mam mieć przesłane na maila od Marysi :)
Co się robi w ostatnich rzędach na administracji? Rozmawia, podnieca się ślicznym długopisem z kryształkiem Svarowskiego, rysuje, śmieje się z zasypiających ludzi, chamsko robi zdjęcia zeszłotygodniowych notatek jak profesor patrzy, czyta Levego albo rozporządzenia urzędowe po litewsku (należały do Doroty z jej drugiego kierunku - prawa). Jak zawsze milion rzeczy, tylko aby nie słuchać Szarfiego ;)
Ach, dowiedziałam się, że w najbliższy poniedziałek musimy odpracować lekcję z angielskiego, tę która nam przepadła, bo nauczycielka nie przyszła. Szkoda, bo chciałam dłużej zostać w Żyrardowie.
Zapowiada się świetny weekend. Weronika nie poddaje się i wciąż próbuje zintegrować nasz rok. Fakt - słabo się znamy, więc jutro zainteresowani wybierają się do Univeru. Chciałabym pójść, ale wstępnie umówiłam się z Anią P. i ani Dorota ani Ewa nie są pewne czy idą. Jeżeli okaże się, że jakimś cudem w piątek zostanę w domu to i tak na sobotę jestem umówiona z dziewczynami na Skierniewice! Studenckie, imprezowe życie!
M.
środa, 21 listopada 2012
21.11.2012
Tak, nie żyję. Wstałam na zajęcia, chyba nie trzeba tłumaczyć w jakim stanie. Żołądek krzyczy: nieee! Nigdy więcej alkoholu.
Na sam początek dnia, o 8.00 rano - niezapowiedziana kartkówka! A co?! Od teraz zawsze będą wejściówki i zawsze mamy czytać teksty. Wcześniejszą kartkówkę na 30 osób, zaliczyły 4, reszta ma przyjść odpowiadać ustnie na dyżurze. Znajomość literatury obowiązkowa. A ja tak nie chcę czytać tych dwustu nudnych stron o sytuacji bezrobotnych po zamknięciu fabryki w Marienthalu. Pewnie dzisiejszej wejściówki też nie zaliczę, bo napisałam tylko jedno zdanie w odpowiedzi na drugie pytanie, zabrakło mi czasu.
Jak można się domyślić, powyżej moich możliwości była dzisiejsza filozofia. Alek miał mnie wpisać na listę. Wiem tylko, ze ominęła mnie wiekopomna chwila - zadziałał mikrofon! Inna sprawa, że nie zadziałało jej "machinerium" czyli rzutnik, ale że mikrofon!!! Jestem pełna podziwu.
M.
Na sam początek dnia, o 8.00 rano - niezapowiedziana kartkówka! A co?! Od teraz zawsze będą wejściówki i zawsze mamy czytać teksty. Wcześniejszą kartkówkę na 30 osób, zaliczyły 4, reszta ma przyjść odpowiadać ustnie na dyżurze. Znajomość literatury obowiązkowa. A ja tak nie chcę czytać tych dwustu nudnych stron o sytuacji bezrobotnych po zamknięciu fabryki w Marienthalu. Pewnie dzisiejszej wejściówki też nie zaliczę, bo napisałam tylko jedno zdanie w odpowiedzi na drugie pytanie, zabrakło mi czasu.
Jak można się domyślić, powyżej moich możliwości była dzisiejsza filozofia. Alek miał mnie wpisać na listę. Wiem tylko, ze ominęła mnie wiekopomna chwila - zadziałał mikrofon! Inna sprawa, że nie zadziałało jej "machinerium" czyli rzutnik, ale że mikrofon!!! Jestem pełna podziwu.
M.
20.11.2012
Na logice siedziałam z otwartymi oczami i tylko przepisywałam machinalnie definicje z tablicy. Nie wiem o co chodzi w zdaniach logicznych, zupełnie nie wiem. Żadnych przykładów, żadnego tłumaczenia, brak jakichkolwiek wyjaśnień, spowodował, że po 1.30 godzinie wyszłam jak zahipnotyzowana ;) A kwadrat logiczny wcale nie jest taki logiczny i nie ułatwia rozpoznawania stosunku zdań kategorycznych. Powoli zaczynam wątpić w moje zdolności na zbliżającym się kolokwium. Tego jest tak dużo...
Nie pojechałam do domu na 40 minut pomiędzy pilatesem a ochroną. Postanowiłam, że w tym czasie dokończę czytania tekstów na jutrzejsze WPS. Teraz do przeczytania było blisko 70 stron. Przez jeden tekst nie przebrnęłam: wielowymiarowa deprywacja. Nic dziwnego, że nie dałam rady tego przeczytać - jak widzę nazwisko "Szarfiego" (nasz wykładowca od administracji), zaczynam zastanawiać sie czy znam język polski, bo 3/4 słów jest takie niezrozumiałe.
Wieczorem umówiłam się z M., A., A., N. do klubu park. Piwo w cenie biletu i muzyka lat '80 - '90. Było wesoło, oczywiście potańczyłyśmy, oczywiście poznałyśmy jakiś chłopaków, ale razem z M. przez niektórych mężczyzn musiałyśmy udawać lesbijki:) Wylałam na siebie pół szklanki piwa. Miałam wrócić o 1.00, a położyłam się spać o 4.00. O 6.00 MUSZĘ wstać!
Nauka na dziś: całowanie się z facetem, który pali, to jak całowanie się z popielniczką. Obrzydlistwo. Nienawidzę papierosów. A szkoda, bo chłopak ładny i wysoki :)
M.
Nie pojechałam do domu na 40 minut pomiędzy pilatesem a ochroną. Postanowiłam, że w tym czasie dokończę czytania tekstów na jutrzejsze WPS. Teraz do przeczytania było blisko 70 stron. Przez jeden tekst nie przebrnęłam: wielowymiarowa deprywacja. Nic dziwnego, że nie dałam rady tego przeczytać - jak widzę nazwisko "Szarfiego" (nasz wykładowca od administracji), zaczynam zastanawiać sie czy znam język polski, bo 3/4 słów jest takie niezrozumiałe.
Wieczorem umówiłam się z M., A., A., N. do klubu park. Piwo w cenie biletu i muzyka lat '80 - '90. Było wesoło, oczywiście potańczyłyśmy, oczywiście poznałyśmy jakiś chłopaków, ale razem z M. przez niektórych mężczyzn musiałyśmy udawać lesbijki:) Wylałam na siebie pół szklanki piwa. Miałam wrócić o 1.00, a położyłam się spać o 4.00. O 6.00 MUSZĘ wstać!
Nauka na dziś: całowanie się z facetem, który pali, to jak całowanie się z popielniczką. Obrzydlistwo. Nienawidzę papierosów. A szkoda, bo chłopak ładny i wysoki :)
M.
19.11.2012
Nie poszłam na angielski, za to miło rozmawiało mi się z mamą przy kawie i szarlotce. Poza tym sobotnia domówka nie dawała o sobie zapomnieć.
M.
M.
czwartek, 15 listopada 2012
15.11.2012
Na ćwiczeniach z ekonomii powoli zaczynają się trudności. Wykresy już nie wystarczą, dochodzą do tego niezrozumiałe obliczenia i funkcje.
T. najwyraźniej doszedł do wniosku, że wykłady nie są mu potrzebne i zwyczajnie na nie nie chodzi. Dzięki T.! Przecież mogę tęsknić za Twoim spojrzeniem, uśmiechem, wciąż być przygnębiona. I po co ten perfekcyjny dzisiaj makijaż, kobaltowa spódnica, obcasy? Komplementy koleżanek mi nie wystarczą. Tak naprawdę mój wygląd, strój jest dla mężczyzn, aby w końcu zwrócili na mnie uwagę, a w szczególności aby jeden zwrócił.
Oj Mela, Mela.
http://www.youtube.com/watch?v=h3I13QUmWxA
M.
T. najwyraźniej doszedł do wniosku, że wykłady nie są mu potrzebne i zwyczajnie na nie nie chodzi. Dzięki T.! Przecież mogę tęsknić za Twoim spojrzeniem, uśmiechem, wciąż być przygnębiona. I po co ten perfekcyjny dzisiaj makijaż, kobaltowa spódnica, obcasy? Komplementy koleżanek mi nie wystarczą. Tak naprawdę mój wygląd, strój jest dla mężczyzn, aby w końcu zwrócili na mnie uwagę, a w szczególności aby jeden zwrócił.
Oj Mela, Mela.
http://www.youtube.com/watch?v=h3I13QUmWxA
M.
środa, 14 listopada 2012
14.11.2012
Mało kto przeczytał tekst na dzisiejszy WPS, poskutkowało to niezapowiedzianą kartkóweczką. Aj, wymyślałam co się dało. Wiem, że część na pewno nie jest dobrze, część może mi uzna i może będzie plusik; oby, bo jak nie zaliczę, to coś czuję, że trzeba będzie przeczytać te 200 stron i pójść odpowiadać z tego na dyżurze.
Miałam pisać tylko o uczelni i funkcjonowaniu na studiach, ale coś we mnie siedzi i nie mam gdzie, i komu tego powiedzieć, a jako, że na tego bloga zagląda jedynie moja A., mogę podzielić się tutaj moimi wewnętrznym przeżyciami. Smutkiem, jaki dzisiaj mnie ogarnął. Nawet nie chce mi się uśmiechać, chcę się gdzieś schować i popłakać, po prostu.
Chcę być szczęśliwa, ale nie mam ku temu podstaw. Czuję, że prawdziwe szczęście osiągnę tylko z ukochaną osobą, której nie mam. To jest główny powód frustracji, wiem, że cokolwiek by się nie wydarzyło, cokolwiek wspaniałego bym nie przeżyła, nie będę w stu procentach szczęśliwa, bo brak mi prawdziwej miłości. Dzisiaj w nocy przebudzona koszmarnym snem, pomyślałam - jak dobrze, by było gdyby ten ukochany leżał obok mnie, pocałował, przytulił i powiedział : "Kochanie to tylko sen."
Nie chcę udawać, że wszystko jest w porządku, bo nic nie jest w porządku. Jestem smutna i zmartwiona. Cieszę się szczęściem innych, naprawdę, życzę im jak najlepiej, ale jednocześnie zazdroszczę. Zazdroszczę i to bardzo. Wiem, jak cudownie by było gdybym po prostu miała kogoś. Wiem - miłość przychodzi znienacka, niektórzy mówią, że jest kwestią przypadku. Wiem - czekać, czekać, czekaaać, tylko ile jeszcze? Te kilka lat nie wystarczy?
Powoli nadzieja we mnie umiera. Nie wiem co się dzieje ze mną. Dlaczego tak trudno mi kogoś znaleźć, KOGOKOLWIEK? Mam dobry kontakt z dziewczynami, do chłopaków także bez większego problemu się odzywam. Staram się uśmiechać, mam pasje, zainteresowania, umiem gotować, lubię to, sprzątam, prasuję, kocham zabawy i imprezy, i noce z książką i ciepłą herbatą. Uczę się, nie jestem głupia, ani brzydka (w mojej subiektywnej ocenie) i chyba najważniejsze - chcę kogoś kochać. Więc w czy problem?
M.
Miałam pisać tylko o uczelni i funkcjonowaniu na studiach, ale coś we mnie siedzi i nie mam gdzie, i komu tego powiedzieć, a jako, że na tego bloga zagląda jedynie moja A., mogę podzielić się tutaj moimi wewnętrznym przeżyciami. Smutkiem, jaki dzisiaj mnie ogarnął. Nawet nie chce mi się uśmiechać, chcę się gdzieś schować i popłakać, po prostu.
Chcę być szczęśliwa, ale nie mam ku temu podstaw. Czuję, że prawdziwe szczęście osiągnę tylko z ukochaną osobą, której nie mam. To jest główny powód frustracji, wiem, że cokolwiek by się nie wydarzyło, cokolwiek wspaniałego bym nie przeżyła, nie będę w stu procentach szczęśliwa, bo brak mi prawdziwej miłości. Dzisiaj w nocy przebudzona koszmarnym snem, pomyślałam - jak dobrze, by było gdyby ten ukochany leżał obok mnie, pocałował, przytulił i powiedział : "Kochanie to tylko sen."
Nie chcę udawać, że wszystko jest w porządku, bo nic nie jest w porządku. Jestem smutna i zmartwiona. Cieszę się szczęściem innych, naprawdę, życzę im jak najlepiej, ale jednocześnie zazdroszczę. Zazdroszczę i to bardzo. Wiem, jak cudownie by było gdybym po prostu miała kogoś. Wiem - miłość przychodzi znienacka, niektórzy mówią, że jest kwestią przypadku. Wiem - czekać, czekać, czekaaać, tylko ile jeszcze? Te kilka lat nie wystarczy?
Powoli nadzieja we mnie umiera. Nie wiem co się dzieje ze mną. Dlaczego tak trudno mi kogoś znaleźć, KOGOKOLWIEK? Mam dobry kontakt z dziewczynami, do chłopaków także bez większego problemu się odzywam. Staram się uśmiechać, mam pasje, zainteresowania, umiem gotować, lubię to, sprzątam, prasuję, kocham zabawy i imprezy, i noce z książką i ciepłą herbatą. Uczę się, nie jestem głupia, ani brzydka (w mojej subiektywnej ocenie) i chyba najważniejsze - chcę kogoś kochać. Więc w czy problem?
M.
wtorek, 13 listopada 2012
13.11.2012
W sobotę odwiedziłam pierwszy raz akademik u A. Byłam bardzo zaskoczona, nie tak sobie wyobrażałam ten budynek i życie tam. Akademiki raczej kojarzyły mi się ze starociami, brudem i latającymi studentami po korytarzach, a tu o: nienaganna czystość, cisza, spokój, wszystko nowe i białe.
Robiliśmy projekt na administrację. Przypuszczam, że łatwo i szybko nam z tym nie pójdzie. Pracy i pomysłów od groma, tekstu do napisania też nie mało. Nie we wszystkim możemy się zgodzić, każdy ma swoją wersję i chce podążać według niej. A poza tym czas nam szybko uciekał, bo zajmowaliśmy się jakimiś bzdetami i gadaliśmy.
A dzień dzisiejszy, wyglądał jak każdy inny. Pani od logiki w końcu zapowiedziała nam pierwsze kolokwium! Za 3 tygodnie, z całego dotąd opracowanego materiału. Nie powiem, trochę tego jest, ale liczę, że sobie poradzę ;) Cóż, póki co nie opuszcza mnie pozytywne myślenie. Poza tym, chciałam już mieć jakiś sprawdzian. Wszyscy na około mają klasówki, kartkówki, panikują, że tyle uczenia, a ja tak naprawdę uczenia jako takiego nie mam w ogóle. Cieszę się, ale jestem też trochę zmartwiona, bo jak przyjdzie sesja, to nauki będzie mnóstwo, a skoro teraz nie uczę się "na bieżąco", bo nie czuję takiej presji, później będę załamana.
Na ochronie przyrody wyjątkowe nudy, choć to już kolejne zajęcia, na których nie mogę znaleźć dla siebie interesującego tematu. Tym razem omawialiśmy najważniejsze fakty z historii ochrony przyrody. A ja jako, że bardzo, bardzo nie lubię historii, to zarządzenia Bolesława Chrobrego o ochronie bobrów i opieka nad ich żeremiami nie bardzo mnie fascynowały. Albo sytuacja siedliskowa mikołajka nadmorskiego w czasie zaborów. Oj, to naprawdę nie dla mnie.
A poza tym to nienawidzę autobusów odjeżdżających z Foksal - zawsze pełne ludzi i 3 lub 4 przystanki muszę iść pieszo.
Oczywiście muszę to dodać... minęłam się z T. na logice! Moja grupa kończy zajęcia, a jego zaczyna, zaraz po naszej. Szedł sobie sam, z kapturem na głowie, zamyślony, nie uśmiechnięty. Ważne, że żyje i jeszcze uczęszcza na ćwiczenia, bo po tym miesiącu nie widywania go, aż się bałam, że zrezygnował lub coś podobnego ;)
http://www.youtube.com/watch?v=SO8kTqS7jXs
M.
Robiliśmy projekt na administrację. Przypuszczam, że łatwo i szybko nam z tym nie pójdzie. Pracy i pomysłów od groma, tekstu do napisania też nie mało. Nie we wszystkim możemy się zgodzić, każdy ma swoją wersję i chce podążać według niej. A poza tym czas nam szybko uciekał, bo zajmowaliśmy się jakimiś bzdetami i gadaliśmy.
A dzień dzisiejszy, wyglądał jak każdy inny. Pani od logiki w końcu zapowiedziała nam pierwsze kolokwium! Za 3 tygodnie, z całego dotąd opracowanego materiału. Nie powiem, trochę tego jest, ale liczę, że sobie poradzę ;) Cóż, póki co nie opuszcza mnie pozytywne myślenie. Poza tym, chciałam już mieć jakiś sprawdzian. Wszyscy na około mają klasówki, kartkówki, panikują, że tyle uczenia, a ja tak naprawdę uczenia jako takiego nie mam w ogóle. Cieszę się, ale jestem też trochę zmartwiona, bo jak przyjdzie sesja, to nauki będzie mnóstwo, a skoro teraz nie uczę się "na bieżąco", bo nie czuję takiej presji, później będę załamana.
Na ochronie przyrody wyjątkowe nudy, choć to już kolejne zajęcia, na których nie mogę znaleźć dla siebie interesującego tematu. Tym razem omawialiśmy najważniejsze fakty z historii ochrony przyrody. A ja jako, że bardzo, bardzo nie lubię historii, to zarządzenia Bolesława Chrobrego o ochronie bobrów i opieka nad ich żeremiami nie bardzo mnie fascynowały. Albo sytuacja siedliskowa mikołajka nadmorskiego w czasie zaborów. Oj, to naprawdę nie dla mnie.
A poza tym to nienawidzę autobusów odjeżdżających z Foksal - zawsze pełne ludzi i 3 lub 4 przystanki muszę iść pieszo.
Oczywiście muszę to dodać... minęłam się z T. na logice! Moja grupa kończy zajęcia, a jego zaczyna, zaraz po naszej. Szedł sobie sam, z kapturem na głowie, zamyślony, nie uśmiechnięty. Ważne, że żyje i jeszcze uczęszcza na ćwiczenia, bo po tym miesiącu nie widywania go, aż się bałam, że zrezygnował lub coś podobnego ;)
http://www.youtube.com/watch?v=SO8kTqS7jXs
M.
sobota, 10 listopada 2012
8.11.2012
Umówiona na wyznaczoną godzinę, stawiłam się pod rotundą. A. i E. już są. Jest także O., bardzo miła dziewczyna, z którą miałam możliwość się zapoznać. Staliśmy, marzliśmy i czekaliśmy na resztę ekipy, która się sporo spóźniała. Ale dochodzili powoli. S., O., O. (ale, każe się nazywać K. :) Poszliśmy do jakiegoś baru, gdzie małe piwo kosztowało 8zł. Tak jak szybko weszliśmy tak i szybko wyszliśmy. To nie na nasze studenckie portfele. Następny kierunek: "między wódką a zakąską" - cudowna nazwa! Piwo po 4 zł. Od każdego chciano dowód, a ja dowód zostawiłam niechcący u A., trzeba było coś szybko wymyślić. Dałam legitymację szkolną, studencką i udało mi się, miałam piwo :)
Poszliśmy potem do klubu. Obecność A., widziałam, że wszystkich denerwowała, mnie też! Jego komentarze i przechwałki naprawdę działają na nerwy. Szatnia - a jakże płatna 2 zł. Dobrze chociaż, że dostaliśmy darmowy kupon na piwo.
Klub 55 mały i ciasny. Muzyka na początku tragiczna, nie za bardzo wiedziałam jak mam się przy tym bawić. Ni to techo, dubstep, ni to remixy remixów - w każdym razie, na pewno nie do tańczenia. Z kuponu skorzystałyśmy zaraz na wejściu, później z palarni i tak czekałyśmy aż się trochę rozkręci. Było jeszcze kilkoro ludzi od nas z kierunku, między innymi D., z którym się wcześniej nie znałam, a który przywitał się ze mną buziaczkiem. Ogólnie wariat, myślałam, że to typ takiego chłopca spod bloku, ale nie - uśmiechnięty, wszędzie go pełno, sympatyczny.
Podczas jednego z wypadów do palarni z E. poznałyśmy W. od nas z kierunku. Trzyma się z D. Wydawała mi się niezbyt towarzyska, głupia i z denerwującym poczuciem humoru. Jaka jest naprawdę? Wydaje się fałszywa, dziwna, ale gadała jak nakręcona, o tym jakich ma super przyjaciół, jaka jest szalona i jak było w Chorwacji, Bułgarii i innych super wypadach ze znajomymi. Stałyśmy, gadałyśmy, paliłyśmy, gadałyśmy, paliłyśmy, później poszłyśmy po jeszcze jedno piwo. Potańczyłyśmy chwilę w grupie. Gadałyśmy i znowu paliłyśmy. Później nawet nie wiem kiedy, zrobiło nas się mniej i na parkiecie o 2.00 w nocy zostałam ja i E. i jakaś jej koleżanka z koleżanką. Tańczyłyśmy wśród ścisku, muzyka była lepsza, ale nie było dostatecznie miejsca na tańczenie w parach. Wgramoliłam się nawet na scenę i nie chciałam zejść, dopóki do tańca nie poprosił mnie jakiś chłopak.
Siedząc z nim przy barze i kolejnym już dla mnie piwie, dowiedziałam się, że ma na imię A., pochodzi z Anglii, do Polski przyjechał robić magisterkę z amerykańskiego biznesu (czy jakoś tak), nurkuje, jest miły i wygląda jak Michel Telo. Naprawdę miło się rozmawiało, wymieniliśmy się numerami telefonów, komplementował mnie, a ja się uśmiechałam:) Wiem, że i tak nic z tego nie będzie. Mam nadzieję, że nie zadzwoni, a ja dzięki temu nie będę musiała mu odmawiać.
Wyszłam z E., A., A. i jej koleżanką po 3.00. Doszłam na przystanek 5 minut później i przez to spóźniłam się na autobus. Nikt ze mną w moim kierunku nie wracał, a mi do kolejnego autobusu zostało 35 minut. Pomyślałam, że nie będę siedzieć jak wariatka na ławeczce, bo za zimno, więc szłam w stronę Okęcia. Po drodze cały czas śmiałam się do siebie. Ilość alkoholu działała mocno. Poza tym byłam szczęśliwa, że w końcu wpadłam jakiemuś chłopkowi w oko, a że on mi się nie spodobał to inna sprawa. Jak gdyby tego było mało idąc środkiem ulicy, nawet nie kwapiąc się, żeby zejść podziemiami w centrum, jakiś dwóch chłopaków spontanicznie powiedziało mi, że mam ładne perfumy. Lubię was chłopcy! Ubóstwiam cię Dior! Kocham j'adore! Szczęśliwa doszłam na piechotę aż do Och-teatru. A dopiero później zorientowałam się, że nie mam paska przy moim płaszczu i wyglądam w nim teraz jak w worku, cóż jutro trzeba będzie wrócić do klubu.
Nie wiedziałam, że o 4.00 rano trwają tak intensywne prace na torach tramwajowych, ludzie czyszczą jezdnie i przeprowadzają wszelkie naprawy, abyśmy my mogli o 8.00 rano "spokojnie" dojechać na uczelnię. Pełen szacunek dla nich.
Mój autobus dojechał tylko do Hynka, znów miałam kawałek do przejścia. Dobrze, że byłam jeszcze trochę pijana, bo na trzeźwo nie dałabym rady przejść o 4.00 rano tyle kilometrów ;)
Marzy mi się w przyszłości!
http://www.youtube.com/watch?v=UWb5Qc-fBvk
M.
Poszliśmy potem do klubu. Obecność A., widziałam, że wszystkich denerwowała, mnie też! Jego komentarze i przechwałki naprawdę działają na nerwy. Szatnia - a jakże płatna 2 zł. Dobrze chociaż, że dostaliśmy darmowy kupon na piwo.
Klub 55 mały i ciasny. Muzyka na początku tragiczna, nie za bardzo wiedziałam jak mam się przy tym bawić. Ni to techo, dubstep, ni to remixy remixów - w każdym razie, na pewno nie do tańczenia. Z kuponu skorzystałyśmy zaraz na wejściu, później z palarni i tak czekałyśmy aż się trochę rozkręci. Było jeszcze kilkoro ludzi od nas z kierunku, między innymi D., z którym się wcześniej nie znałam, a który przywitał się ze mną buziaczkiem. Ogólnie wariat, myślałam, że to typ takiego chłopca spod bloku, ale nie - uśmiechnięty, wszędzie go pełno, sympatyczny.
Podczas jednego z wypadów do palarni z E. poznałyśmy W. od nas z kierunku. Trzyma się z D. Wydawała mi się niezbyt towarzyska, głupia i z denerwującym poczuciem humoru. Jaka jest naprawdę? Wydaje się fałszywa, dziwna, ale gadała jak nakręcona, o tym jakich ma super przyjaciół, jaka jest szalona i jak było w Chorwacji, Bułgarii i innych super wypadach ze znajomymi. Stałyśmy, gadałyśmy, paliłyśmy, gadałyśmy, paliłyśmy, później poszłyśmy po jeszcze jedno piwo. Potańczyłyśmy chwilę w grupie. Gadałyśmy i znowu paliłyśmy. Później nawet nie wiem kiedy, zrobiło nas się mniej i na parkiecie o 2.00 w nocy zostałam ja i E. i jakaś jej koleżanka z koleżanką. Tańczyłyśmy wśród ścisku, muzyka była lepsza, ale nie było dostatecznie miejsca na tańczenie w parach. Wgramoliłam się nawet na scenę i nie chciałam zejść, dopóki do tańca nie poprosił mnie jakiś chłopak.
Siedząc z nim przy barze i kolejnym już dla mnie piwie, dowiedziałam się, że ma na imię A., pochodzi z Anglii, do Polski przyjechał robić magisterkę z amerykańskiego biznesu (czy jakoś tak), nurkuje, jest miły i wygląda jak Michel Telo. Naprawdę miło się rozmawiało, wymieniliśmy się numerami telefonów, komplementował mnie, a ja się uśmiechałam:) Wiem, że i tak nic z tego nie będzie. Mam nadzieję, że nie zadzwoni, a ja dzięki temu nie będę musiała mu odmawiać.
Wyszłam z E., A., A. i jej koleżanką po 3.00. Doszłam na przystanek 5 minut później i przez to spóźniłam się na autobus. Nikt ze mną w moim kierunku nie wracał, a mi do kolejnego autobusu zostało 35 minut. Pomyślałam, że nie będę siedzieć jak wariatka na ławeczce, bo za zimno, więc szłam w stronę Okęcia. Po drodze cały czas śmiałam się do siebie. Ilość alkoholu działała mocno. Poza tym byłam szczęśliwa, że w końcu wpadłam jakiemuś chłopkowi w oko, a że on mi się nie spodobał to inna sprawa. Jak gdyby tego było mało idąc środkiem ulicy, nawet nie kwapiąc się, żeby zejść podziemiami w centrum, jakiś dwóch chłopaków spontanicznie powiedziało mi, że mam ładne perfumy. Lubię was chłopcy! Ubóstwiam cię Dior! Kocham j'adore! Szczęśliwa doszłam na piechotę aż do Och-teatru. A dopiero później zorientowałam się, że nie mam paska przy moim płaszczu i wyglądam w nim teraz jak w worku, cóż jutro trzeba będzie wrócić do klubu.
Nie wiedziałam, że o 4.00 rano trwają tak intensywne prace na torach tramwajowych, ludzie czyszczą jezdnie i przeprowadzają wszelkie naprawy, abyśmy my mogli o 8.00 rano "spokojnie" dojechać na uczelnię. Pełen szacunek dla nich.
Mój autobus dojechał tylko do Hynka, znów miałam kawałek do przejścia. Dobrze, że byłam jeszcze trochę pijana, bo na trzeźwo nie dałabym rady przejść o 4.00 rano tyle kilometrów ;)
Marzy mi się w przyszłości!
http://www.youtube.com/watch?v=UWb5Qc-fBvk
M.
8.11.2012
Długi dzień, oj długi. Zaczęliśmy od ekonomii, na której zasypiałam. Chodzenie spać o 1.30 w nocy, nie jest najlepszym pomysłem. Obudziłam się nieco na prawie, gdyż tam trzeba szybko pisać i zapamiętywać jednocześnie jak najwięcej rzeczy. Dziś było o spadkach i testamentach, także ciekawe. Na wykładzie z ekonomii zaś zbuntowałam się i nie zapisałam nic poza datą. Usiadłam za daleko, nie widziałam za wiele, było duszno, a poza tym i tak nic nie rozumiałam co mówiła wykładowczyni, więc robienie notatek sobie odpuściłam.
Przed zajęciami, rozmawiałam z E., która także wybiera się na otrzęsiny. Dzięki bogu, nie będę musiała iść tylko z A. Ona umówiła się już z dziewczynami z swojej grupy, których nie znam, przy rotundzie, godzinę wcześniej, aby wiadomo - napić się przed. Powiedziała, abyśmy do nich dołączyli, a później pójdziemy razem. O wiele lepiej zrobiło mi się na sercu. Wyprawa sam na sam z A. nie zbyt mnie satysfakcjonowała.
Później WPS, na którym traciłam resztki sił. Usiadłam z E. za filarem-ścianą i znów darowałam sobie robienie jakichkolwiek notatek. Cóż, najwyżej się uzupełni, przecież granie na telefonie jest o wiele ważniejsze :)
Doszłam także do wniosku, że pójście na administrację, przy moim obecnym sennym stanie nie ma kompletnie sensu. Już E. w razie czego miała mnie wpisywać na listę, po czy wyszło tak, że namówiła mnie na pójście. Ah, żałuję, bo obecność nie była sprawdzana. Ale chociaż pogadałam z E. w ostatnim rzędzie. Naprawdę miło siedzi się na samym końcu, nie wiedziałam nawet, że tak fajnie. Co prawda profesor zwrócił nam uwagę za rozmowy, ale trudno. Oczywiście muszę pamiętać uzupełnić jakieś notatki z administracji :)
Dlaczego mi to robisz T.? Znowu go nie było. To już miesiąc, nie wiem jak będę wytrzymywała to, że On nie będzie chodził na wykłady, a ja nie będę miała jak się nacieszyć się Jego widokiem. Jest mi to po prostu potrzebne! Potrzebne!
M.
Przed zajęciami, rozmawiałam z E., która także wybiera się na otrzęsiny. Dzięki bogu, nie będę musiała iść tylko z A. Ona umówiła się już z dziewczynami z swojej grupy, których nie znam, przy rotundzie, godzinę wcześniej, aby wiadomo - napić się przed. Powiedziała, abyśmy do nich dołączyli, a później pójdziemy razem. O wiele lepiej zrobiło mi się na sercu. Wyprawa sam na sam z A. nie zbyt mnie satysfakcjonowała.
Później WPS, na którym traciłam resztki sił. Usiadłam z E. za filarem-ścianą i znów darowałam sobie robienie jakichkolwiek notatek. Cóż, najwyżej się uzupełni, przecież granie na telefonie jest o wiele ważniejsze :)
Doszłam także do wniosku, że pójście na administrację, przy moim obecnym sennym stanie nie ma kompletnie sensu. Już E. w razie czego miała mnie wpisywać na listę, po czy wyszło tak, że namówiła mnie na pójście. Ah, żałuję, bo obecność nie była sprawdzana. Ale chociaż pogadałam z E. w ostatnim rzędzie. Naprawdę miło siedzi się na samym końcu, nie wiedziałam nawet, że tak fajnie. Co prawda profesor zwrócił nam uwagę za rozmowy, ale trudno. Oczywiście muszę pamiętać uzupełnić jakieś notatki z administracji :)
Dlaczego mi to robisz T.? Znowu go nie było. To już miesiąc, nie wiem jak będę wytrzymywała to, że On nie będzie chodził na wykłady, a ja nie będę miała jak się nacieszyć się Jego widokiem. Jest mi to po prostu potrzebne! Potrzebne!
M.
środa, 7 listopada 2012
7.11.2012
Na WPS czas dłużył się i dłużył. Za oknem padał deszcz, usiadłam za koleżanką, która mnie sprawnie zasłaniała swoim ciałem, a ja dzięki temu mogłam wpatrywać się w cieknące strugi wody po oknie. Szara, smutna Warszawa.
Omawialiśmy problemy kryzysu demograficznego. Do przeczytania były 4 teksty, około 70 stron. Boję się, że nie przeczytam literatury na kolejne zajęcia, bo o bezrobociu mamy 200 stron, a tylko jedna książka w bibliotece. Czarno to widzę.
Od trzech osób dostałam pochwałę za dzisiejszy wygląd. Spodnie w wężowy deseń, jedwabna koszula, marynarka i wysokie botki plus ładny makijaż i nieco potargane przez wiatr włosy. Nic specjalnego, a poprawia humor.
Na dzisiejszej filozofii D. nie wytrzymała i wyszła po 40 minutach. Tak, naprawdę nie da się słuchać tych dyrdymałów. "Ręka, która mnie boli, jest moją ręką". Doprawdy? Niemożliwe. A wykład był prawie o 30 min. krótszy, bo profesor się spóźniła (10 min.), a później krzątała się przez następne 15 min. Niemożliwością jest wysiedzenie 1.30h! Narysowałam duże akwarium pełne rybek i zagrałam w angry birds ;)
Razem z O. kupiliśmy bilety na jutrzejsze otrzęsiny. D. nie idzie, bo ma zajęcia o 8.00 w piątek. Ciekawe jak będzie; pierwszy raz idę na imprezę tylko z chłopakami, żadnej dziewczyny obok mnie, bo wstępnie umówiłam się właśnie z O. i M.
Nie widziałam T. dokładnie od trzech tygodni i dzisiaj też go nie zobaczyłam. Nie ma dnia, w którym chociaż przez chwilę nie pomyślałabym o nim. Nie ma dnia, w którym nie przypomniałabym sobie jego spojrzenia, sposobu odgarniania włosów. Zauroczenie. Chyba tak mogę to nazwać.
Wiem, że dzisiaj ma urodziny, nie wiem ile lat kończy, ale i tak wszystkiego najlepszego T.!
My feelings to you are true!
http://www.youtube.com/watch?v=5_S4j503V-M
M.
Omawialiśmy problemy kryzysu demograficznego. Do przeczytania były 4 teksty, około 70 stron. Boję się, że nie przeczytam literatury na kolejne zajęcia, bo o bezrobociu mamy 200 stron, a tylko jedna książka w bibliotece. Czarno to widzę.
Od trzech osób dostałam pochwałę za dzisiejszy wygląd. Spodnie w wężowy deseń, jedwabna koszula, marynarka i wysokie botki plus ładny makijaż i nieco potargane przez wiatr włosy. Nic specjalnego, a poprawia humor.
Na dzisiejszej filozofii D. nie wytrzymała i wyszła po 40 minutach. Tak, naprawdę nie da się słuchać tych dyrdymałów. "Ręka, która mnie boli, jest moją ręką". Doprawdy? Niemożliwe. A wykład był prawie o 30 min. krótszy, bo profesor się spóźniła (10 min.), a później krzątała się przez następne 15 min. Niemożliwością jest wysiedzenie 1.30h! Narysowałam duże akwarium pełne rybek i zagrałam w angry birds ;)
Razem z O. kupiliśmy bilety na jutrzejsze otrzęsiny. D. nie idzie, bo ma zajęcia o 8.00 w piątek. Ciekawe jak będzie; pierwszy raz idę na imprezę tylko z chłopakami, żadnej dziewczyny obok mnie, bo wstępnie umówiłam się właśnie z O. i M.
Nie widziałam T. dokładnie od trzech tygodni i dzisiaj też go nie zobaczyłam. Nie ma dnia, w którym chociaż przez chwilę nie pomyślałabym o nim. Nie ma dnia, w którym nie przypomniałabym sobie jego spojrzenia, sposobu odgarniania włosów. Zauroczenie. Chyba tak mogę to nazwać.
Wiem, że dzisiaj ma urodziny, nie wiem ile lat kończy, ale i tak wszystkiego najlepszego T.!
My feelings to you are true!
http://www.youtube.com/watch?v=5_S4j503V-M
M.
6.11.2012
Klasyfikacja i stosunki między zakresami nazw czy graficzne metody rozpoznawania nazw nadrzędnych, kiedykolwiek mi się przydadzą? A może, związek wykluczony, przeciwny między nie-kobietą a nie-mężczyzną będzie bardziej przydatny? Zapewne wykorzystam to w życiu!
Niby, dla mnie nie jest to trudne, ale robi wodę z mózgu i maksymalnie trzeba się skupić. A broń boże opuścić jakieś zajęcia. Logika, eh.
Na samym początku zajęć z pilatesu poszło mi oczko w legginsach. Co więcej, było sporo ćwiczeń na nogi, rozciągania i bałam się, że dziura będzie widoczna. Na szczęście to małe pęknięcie, ale i tak jestem zmartwiona, bo spodnie są nowe i dobrze mi się w nich ćwiczy. Coś trzeba będzie z tym wymyślić.
A na ochronie, jak na ochronie. Wykładowczyni rozwala mnie swoimi powiedzonkami. Zabawna, konkretna, ma wiedzę i jest przygotowana na każde zajęcia, pokazuje prezentację, co wszystko ułatwia. Tylko nie wiem, jak zaliczę tan przedmiot, bo wiadomości i skomplikowanych nazw roślin jest pełno. Ale naprawdę z przyjemnością chodzę na wykłady.
M.
Niby, dla mnie nie jest to trudne, ale robi wodę z mózgu i maksymalnie trzeba się skupić. A broń boże opuścić jakieś zajęcia. Logika, eh.
Na samym początku zajęć z pilatesu poszło mi oczko w legginsach. Co więcej, było sporo ćwiczeń na nogi, rozciągania i bałam się, że dziura będzie widoczna. Na szczęście to małe pęknięcie, ale i tak jestem zmartwiona, bo spodnie są nowe i dobrze mi się w nich ćwiczy. Coś trzeba będzie z tym wymyślić.
A na ochronie, jak na ochronie. Wykładowczyni rozwala mnie swoimi powiedzonkami. Zabawna, konkretna, ma wiedzę i jest przygotowana na każde zajęcia, pokazuje prezentację, co wszystko ułatwia. Tylko nie wiem, jak zaliczę tan przedmiot, bo wiadomości i skomplikowanych nazw roślin jest pełno. Ale naprawdę z przyjemnością chodzę na wykłady.
M.
5.11.2012
Nie zdążyłam na autobus, nie zdążyłabym też na angielski. Cóż, będę musiała spytać, któregoś z chłopaków na filozofii, co było.
Za to wieczór upłynął w towarzystwie A. i naszego mini-karaoke!
EDIT: jak się dowiedziałam, nie było angielskiego. Profesor po prostu nie przyszła. Ja to mam szczęście!
Love. Accidentally in love.
http://www.youtube.com/watch?v=22bK0C2obFc
M.
Za to wieczór upłynął w towarzystwie A. i naszego mini-karaoke!
EDIT: jak się dowiedziałam, nie było angielskiego. Profesor po prostu nie przyszła. Ja to mam szczęście!
Love. Accidentally in love.
http://www.youtube.com/watch?v=22bK0C2obFc
M.
środa, 31 października 2012
31.10.2012
Powinnam być bardziej aktywna. Większość ludzi na WPS udziela się, mówi, wypowiada własne opinie. Tylko ja, nie umiem wyrazić swojego zdania publicznie. Dzisiaj poruszany był temat rodziny, gospodarstw domowych i małżeństw. Zdecydowanie jest to lepsze i przyjemniejsze niż wartości, kwestie czy problemy społeczne, a mimo to nie powiedziałam dzisiaj nic więcej prócz "jestem". Muszę to zmienić i zacząć dyskutować publicznie.
Pierwszy raz wypożyczyłam książki z naszej biblioteki. Dobrze, że poszłam z D., bo sama bym nie trafiła. Nie są to jakieś bardzo, bardzo ważne podręczniki, ale myślę, że mimo wszystko się przydadzą i chyba je skseruję, żeby mieć na wszelki wypadek.
Filozofia zaczyna się za 2 godziny. Nie mam co się spodziewać jakiegoś interesującego wykładu, więc biorę ze sobą notes od rysunków. Mam tylko cichą nadzieję, że będzie T. Ostatni raz chcę go zobaczyć przed świętami. Poza tym zżera mnie ciekawość, czy założy dziś swoją skórzaną kurtkę, jak zwykle, czy może przyjdzie w czymś cieplejszym... Tak, wiem - moje fantazje są takie bezsensowne :)
Słucham w kółko.
http://www.youtube.com/watch?v=Ys7-6_t7OEQ
M.
Pierwszy raz wypożyczyłam książki z naszej biblioteki. Dobrze, że poszłam z D., bo sama bym nie trafiła. Nie są to jakieś bardzo, bardzo ważne podręczniki, ale myślę, że mimo wszystko się przydadzą i chyba je skseruję, żeby mieć na wszelki wypadek.
Filozofia zaczyna się za 2 godziny. Nie mam co się spodziewać jakiegoś interesującego wykładu, więc biorę ze sobą notes od rysunków. Mam tylko cichą nadzieję, że będzie T. Ostatni raz chcę go zobaczyć przed świętami. Poza tym zżera mnie ciekawość, czy założy dziś swoją skórzaną kurtkę, jak zwykle, czy może przyjdzie w czymś cieplejszym... Tak, wiem - moje fantazje są takie bezsensowne :)
Słucham w kółko.
http://www.youtube.com/watch?v=Ys7-6_t7OEQ
M.
wtorek, 30 października 2012
30.10.2012
Zimno i nieprzyjemnie. Tyle o aurze na zewnątrz. Mało brakowało, a bym zamarzła. Na logice nic szczególnego. Według mnie uczymy się zupełnie niepotrzebnych rzeczy, takich jak rodzaje i podział nazw. Jak mniemam, przyda mi się to w życiu, bardzo.
Jako, że ziąb na dworze, od razu po logice pojechałam na Twardą. Mam 1.15h przerwy, więc spokojnie doszłam. Posiedziałam na schodach, już wewnątrz budynku i czytałam teksty na WPS.
Pilates dzisiaj zaczął się szybko. Szybkie ćwiczenia, szybka zmiana na kolejne ćwiczenie, dopiero później zwolniliśmy tempo. Dużo rozciągania i coś mi się wydaje, że jutro to poczuje w mięśniach.
Na ochronie nie było M., ja sama spóźniłam się chwilkę. Chciałam skrócić sobie drogę, a wyszło tak, że poszłam na około. I znów się powtórzę: ładny i nowy mają Wydział Biologii. Ciepło i przytulnie. U nas jest albo za duszno, albo za zimno.
Miłe, na jesienny wieczór z herbatą i WPS.
http://www.youtube.com/watch?v=bF4d8BUeOy8&feature=autoplay&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-&playnext=16
M.
Jako, że ziąb na dworze, od razu po logice pojechałam na Twardą. Mam 1.15h przerwy, więc spokojnie doszłam. Posiedziałam na schodach, już wewnątrz budynku i czytałam teksty na WPS.
Pilates dzisiaj zaczął się szybko. Szybkie ćwiczenia, szybka zmiana na kolejne ćwiczenie, dopiero później zwolniliśmy tempo. Dużo rozciągania i coś mi się wydaje, że jutro to poczuje w mięśniach.
Na ochronie nie było M., ja sama spóźniłam się chwilkę. Chciałam skrócić sobie drogę, a wyszło tak, że poszłam na około. I znów się powtórzę: ładny i nowy mają Wydział Biologii. Ciepło i przytulnie. U nas jest albo za duszno, albo za zimno.
Miłe, na jesienny wieczór z herbatą i WPS.
http://www.youtube.com/watch?v=bF4d8BUeOy8&feature=autoplay&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-&playnext=16
M.
poniedziałek, 29 października 2012
29.10.2012
Spadł śnieg, a ja do Żyrardowa wybrałam się w balerinkach. Na szczęście siostra uratowała mnie z opresji ;)
Angielski - przyjemnie, choć kompletnie nie chciało mi się pracować. Trafiłam tym razem na kolegę z mojego roku i z mojego kierunku! M. jest w trzeciej grupie i dlatego w ogóle go nie kojarzyłam, nawet z widzenia. Ale pogadaliśmy trochę, po polsku, na co wkurzała się nauczycielka. M. także nie jest mistrzem z angielskiego, dlatego razem udawaliśmy, że pracujemy ciężko nad ćwiczeniami.
Później pojechałam do BUW-u, gdzie umówiona już byłam z D. i O. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, oczywiście dostaliśmy także upomnienie o ciszę i spokój. Omówiliśmy naszą pracę na administrację, a przy okazji zarejestrowałam się do Biblioteki i już mogę wypożyczać książki. Tyle, że wszystkie lektury na WPS, które są na razie potrzebne, dobre osoby robią skany i wrzucają na facebooka. Ale tak czy siak, dobrze mieć konto.
I dziś czeka mnie upojna noc z czterema, a jakże interesującymi tekstami na WPS. Niestety w drukarce skończył się tusz i muszę czytać z laptopa, tak bardzo tego nie lubię! Jak zdążę, to uzupełnię też notatki na ochronę przyrody.
I znów Lena.
http://www.youtube.com/watch?v=cZ9DPrWoxcI&feature=bf_prev&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-
M.
Angielski - przyjemnie, choć kompletnie nie chciało mi się pracować. Trafiłam tym razem na kolegę z mojego roku i z mojego kierunku! M. jest w trzeciej grupie i dlatego w ogóle go nie kojarzyłam, nawet z widzenia. Ale pogadaliśmy trochę, po polsku, na co wkurzała się nauczycielka. M. także nie jest mistrzem z angielskiego, dlatego razem udawaliśmy, że pracujemy ciężko nad ćwiczeniami.
Później pojechałam do BUW-u, gdzie umówiona już byłam z D. i O. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, oczywiście dostaliśmy także upomnienie o ciszę i spokój. Omówiliśmy naszą pracę na administrację, a przy okazji zarejestrowałam się do Biblioteki i już mogę wypożyczać książki. Tyle, że wszystkie lektury na WPS, które są na razie potrzebne, dobre osoby robią skany i wrzucają na facebooka. Ale tak czy siak, dobrze mieć konto.
I dziś czeka mnie upojna noc z czterema, a jakże interesującymi tekstami na WPS. Niestety w drukarce skończył się tusz i muszę czytać z laptopa, tak bardzo tego nie lubię! Jak zdążę, to uzupełnię też notatki na ochronę przyrody.
I znów Lena.
http://www.youtube.com/watch?v=cZ9DPrWoxcI&feature=bf_prev&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-
M.
sobota, 27 października 2012
25.10.2012
Cały dzień nie było T. Nie powiem, byłam smutna z tego powodu, ale może to i dobrze, potrzeba odpoczynku i oderwania od rutyny wpatrywania się w niego, podczas każdej nadarzającej się okazji. Ale z drugiej strony widzę go tylko 2 razy w tygodniu.
Zauważyłam, że 3/4 postów to opis właśnie T. Co robi T., jak się T. zachowuje i co ja myślę o T., a inicjał jego imienia, jest przypisany tylko do niego. Cóż poradzę... opanował mój umysł.
Prócz nudnych wykładów i zimna na zewnątrz, nie wydarzyło się nic szczególnego dzisiaj. Byłam 30 min. (skończyliśmy wcześniej wykłady z prawa) z E. na papierosie, tzn. ona paliła, ja jadłam bułkę. Pogadałyśmy sobie i też wybiera się na nasze otrzęsiny. Mamy się jakoś umówić i pójść razem. Opowiedziała mi o ostatniej imprezie u M. Też zostałam zaproszona, ale pracowałam w weekend. Mało brakowało, a zamarzłabym.
Na WPS tradycyjnie już - umierałam z bezczynności i kompletnego braku zrozumienia profesora Ż. Jak można tak prowadzić zajęcia, że połowa ludzi rozwiązuje krzyżówki, a druga połowa kładzie głowy na ławkach i śpi? Ja niby starałam się coś zanotować, ale nie byłam w stanie wychwycić nic szczególnego, godnego miejsca w moim zeszycie.
I kolejna godzina tego samego przedmiotu nie była wcale przyjemniejsza. Ale jakie było nasze uradowanie, gdy profesor skończył o wartościach w polityce społecznej i powiedział, że nie chciałby zaczynać kolejnego tematu, ale jak bardzo chcemy to oczywiście może to zrobić. Wow, dał nam pole wyboru, ale mieliśmy też jeszcze jedną możliwość; mogliśmy z nim podyskutować o wartościach. Genialnie, to zawsze było moim marzeniem! Jeden chłopak, który na każdych zajęciach ma coś do powiedzenia (3 rok prawa) widać było, że ma chęci, ale my go skutecznie uprzedziliśmy "Ł. zastanów się porządnie, bo wiesz...!" dochodziły głosy z tyłu sali. I tym samym wybraliśmy opcję nr 1 i skończyliśmy wykład 30 min. wcześniej!
Poszłam z D. na gorącą czekoladę z bitą śmietaną, poparzyłam sobie język i jeszcze na administracji go czułam;)
Charlie, Charliehttp://www.youtube.com/watch?v=8BxqLLqv49A
M.
Zauważyłam, że 3/4 postów to opis właśnie T. Co robi T., jak się T. zachowuje i co ja myślę o T., a inicjał jego imienia, jest przypisany tylko do niego. Cóż poradzę... opanował mój umysł.
Prócz nudnych wykładów i zimna na zewnątrz, nie wydarzyło się nic szczególnego dzisiaj. Byłam 30 min. (skończyliśmy wcześniej wykłady z prawa) z E. na papierosie, tzn. ona paliła, ja jadłam bułkę. Pogadałyśmy sobie i też wybiera się na nasze otrzęsiny. Mamy się jakoś umówić i pójść razem. Opowiedziała mi o ostatniej imprezie u M. Też zostałam zaproszona, ale pracowałam w weekend. Mało brakowało, a zamarzłabym.
Na WPS tradycyjnie już - umierałam z bezczynności i kompletnego braku zrozumienia profesora Ż. Jak można tak prowadzić zajęcia, że połowa ludzi rozwiązuje krzyżówki, a druga połowa kładzie głowy na ławkach i śpi? Ja niby starałam się coś zanotować, ale nie byłam w stanie wychwycić nic szczególnego, godnego miejsca w moim zeszycie.
I kolejna godzina tego samego przedmiotu nie była wcale przyjemniejsza. Ale jakie było nasze uradowanie, gdy profesor skończył o wartościach w polityce społecznej i powiedział, że nie chciałby zaczynać kolejnego tematu, ale jak bardzo chcemy to oczywiście może to zrobić. Wow, dał nam pole wyboru, ale mieliśmy też jeszcze jedną możliwość; mogliśmy z nim podyskutować o wartościach. Genialnie, to zawsze było moim marzeniem! Jeden chłopak, który na każdych zajęciach ma coś do powiedzenia (3 rok prawa) widać było, że ma chęci, ale my go skutecznie uprzedziliśmy "Ł. zastanów się porządnie, bo wiesz...!" dochodziły głosy z tyłu sali. I tym samym wybraliśmy opcję nr 1 i skończyliśmy wykład 30 min. wcześniej!
Poszłam z D. na gorącą czekoladę z bitą śmietaną, poparzyłam sobie język i jeszcze na administracji go czułam;)
Charlie, Charliehttp://www.youtube.com/watch?v=8BxqLLqv49A
M.
24.10.2012
Jak nie trudno się domyślić, nie udało mi się wstać o godzinie 6.00 rano, a także ani o 9.00, ani o 11.00 czy o 12.00. Spałam jak zabita, co chwilę budząc się tylko na łyk wody ;) Ale niestety trzeba było się ubrać, umalować i wykonać wszystkie niezbędne czynności, żeby wyglądać jak człowiek, bo w końcu dzisiaj jest filozofia i możliwość zobaczenia T.
Usiadłam na moim ulubionym miejscu, po środku, w 3 rzędzie obok D. Na szczęście T. dzisiaj się tylko spóźnił, bo już myślałam, że go nie będzie, co byłoby moim powodem do smutku, ale tylko się spóźnił. Usiadł w 1 rzędzie, obok chłopaka, z którym ostatnio ciągle go widuję, też chyba cudzoziemcem, bo nie rozmawiają ze sobą po polsku, a jak się dowiedziałam ów chłopak ma bardzo oryginale imię H. Oczywiście na wykładzie, razem z D. wzdychałyśmy do zegarka i jak upływała kolejna minuta cieszyłyśmy się jak małe dzieci, ale żeby sobie umilić czas, przeglądałyśmy profil T. na facebooku. Powiedziałam jej już dawno, że on mi się podoba i tak sobie rozmawiamy o chłopakach. Ona ma go w znajomych, więc miała dostęp do jego zdjęć. Świetnie! Przeglądałyśmy profil szybko i po kryjomu, żeby jakiś wścibski człowiek nie zobaczył co robimy, ale podtrzymuję - jest śliczny i zdjęcia też ma ładne. Muszę wymyślić sposób, żeby mieć jego zdjęcia na swoim (lub A.) laptopie bez zapraszania go do znajomych. Nie chce wychodzić na jakoś wariatkę, która zaprasza ludzi na facebooku, których zna tylko z widzenia. D. tak zrobiła, ale to w tym przypadku dla mnie bardzo dobrze ;)
A notatki z WPS już uzupełniłam.
Przypuszczałam, że T. będzie wracał 175, więc ja też grzecznie pomaszerowałam na ten autobus. I tym razem się nie myliłam. Niby przypadkiem wracam tym samym autobusem ;) Weszłam pierwsza, niby mi nie zależy, czy wchodzi i którymi drzwiami, taka strategia. Ale on znów stanął blisko mnie. Bardzo blisko na następnym przystanku, gdy weszło więcej ludzi, stałam wręcz za nim, mogłam mu się dokładnie przyjrzeć... Jednak ktoś mnie zaczepia z drugiej strony. To D.! Matko tak byłam wpatrzona w jego stronę, że nie zauważyłam, że stoję dosłownie obok D. Śmiałyśmy się. Pożegnała mnie na przystanku centrum, a ja dalej jechałam obok T. teraz dosłownie staliśmy koło siebie, naprawdę, jak nigdy tak blisko. Dziwiło mnie, że nie poszedł do H. Stał od niego 2 metry, a mimo to został w swojej pozycji - obok mnie. Był bardzo duży korek i jechaliśmy w żółwim tempie. Na pl. Starynkiewicza miedzy nas wepchnęła się jakaś babka. T. wyjął swoje słuchawki i zaczął słuchać muzyki. Mi też nic lepszego nie pozostało i zrobiłam to samo co on. Na Zawiszy wysiadłam ja, chyba delikatnie dotykając jego skórzanej kurtki. On pojechał dalej.
Ładnie byłam wtedy ubrana: białe spodnie, sweter oversize w kolorze burgunda, beżowe balerinki i skórzana kurtka, a także mój nowy nabytek - granatowa torba. Z makijażem było trochę gorzej, bo co prawda kreskę zrobiłam sobie ładną, to chyba nałożyłam za dużo pudru, ale to tylko żeby ukryć wczorajsze zmęczenie. Później tłumaczyłam sobie to, że do niego nie zagadałam, tym, że miałam zły makijaż. Wiem, to nie ma najmniejszego sensu, ale nie wiem, jak mam to zrobić i czy się nie zbłaźnię. To wszystko jest takie trudne. Mam okazję i jej nie wykorzystuję, a później płaczę po nocach.
Świat krąży wokół miłości i jej braku.
http://www.youtube.com/watch?v=76Mbnuwk2d4&feature=BFa&list=PL9ytB7rLvCX6fGgBa4qPyj99SORB5SGM4
M.
Usiadłam na moim ulubionym miejscu, po środku, w 3 rzędzie obok D. Na szczęście T. dzisiaj się tylko spóźnił, bo już myślałam, że go nie będzie, co byłoby moim powodem do smutku, ale tylko się spóźnił. Usiadł w 1 rzędzie, obok chłopaka, z którym ostatnio ciągle go widuję, też chyba cudzoziemcem, bo nie rozmawiają ze sobą po polsku, a jak się dowiedziałam ów chłopak ma bardzo oryginale imię H. Oczywiście na wykładzie, razem z D. wzdychałyśmy do zegarka i jak upływała kolejna minuta cieszyłyśmy się jak małe dzieci, ale żeby sobie umilić czas, przeglądałyśmy profil T. na facebooku. Powiedziałam jej już dawno, że on mi się podoba i tak sobie rozmawiamy o chłopakach. Ona ma go w znajomych, więc miała dostęp do jego zdjęć. Świetnie! Przeglądałyśmy profil szybko i po kryjomu, żeby jakiś wścibski człowiek nie zobaczył co robimy, ale podtrzymuję - jest śliczny i zdjęcia też ma ładne. Muszę wymyślić sposób, żeby mieć jego zdjęcia na swoim (lub A.) laptopie bez zapraszania go do znajomych. Nie chce wychodzić na jakoś wariatkę, która zaprasza ludzi na facebooku, których zna tylko z widzenia. D. tak zrobiła, ale to w tym przypadku dla mnie bardzo dobrze ;)
A notatki z WPS już uzupełniłam.
Przypuszczałam, że T. będzie wracał 175, więc ja też grzecznie pomaszerowałam na ten autobus. I tym razem się nie myliłam. Niby przypadkiem wracam tym samym autobusem ;) Weszłam pierwsza, niby mi nie zależy, czy wchodzi i którymi drzwiami, taka strategia. Ale on znów stanął blisko mnie. Bardzo blisko na następnym przystanku, gdy weszło więcej ludzi, stałam wręcz za nim, mogłam mu się dokładnie przyjrzeć... Jednak ktoś mnie zaczepia z drugiej strony. To D.! Matko tak byłam wpatrzona w jego stronę, że nie zauważyłam, że stoję dosłownie obok D. Śmiałyśmy się. Pożegnała mnie na przystanku centrum, a ja dalej jechałam obok T. teraz dosłownie staliśmy koło siebie, naprawdę, jak nigdy tak blisko. Dziwiło mnie, że nie poszedł do H. Stał od niego 2 metry, a mimo to został w swojej pozycji - obok mnie. Był bardzo duży korek i jechaliśmy w żółwim tempie. Na pl. Starynkiewicza miedzy nas wepchnęła się jakaś babka. T. wyjął swoje słuchawki i zaczął słuchać muzyki. Mi też nic lepszego nie pozostało i zrobiłam to samo co on. Na Zawiszy wysiadłam ja, chyba delikatnie dotykając jego skórzanej kurtki. On pojechał dalej.
Ładnie byłam wtedy ubrana: białe spodnie, sweter oversize w kolorze burgunda, beżowe balerinki i skórzana kurtka, a także mój nowy nabytek - granatowa torba. Z makijażem było trochę gorzej, bo co prawda kreskę zrobiłam sobie ładną, to chyba nałożyłam za dużo pudru, ale to tylko żeby ukryć wczorajsze zmęczenie. Później tłumaczyłam sobie to, że do niego nie zagadałam, tym, że miałam zły makijaż. Wiem, to nie ma najmniejszego sensu, ale nie wiem, jak mam to zrobić i czy się nie zbłaźnię. To wszystko jest takie trudne. Mam okazję i jej nie wykorzystuję, a później płaczę po nocach.
Świat krąży wokół miłości i jej braku.
http://www.youtube.com/watch?v=76Mbnuwk2d4&feature=BFa&list=PL9ytB7rLvCX6fGgBa4qPyj99SORB5SGM4
M.
23.10.2012
Jakże mi było przykro, gdy A. musiała się zrywać z samego rana i pędzić na uczelnię, a ja dalej mogłam milutko i długo pospać ;) Moje dłuższe lenistwo było spowodowane wyjazdem służbowym pani od logiki, także miałam dzisiaj tylko pilates i ochronę przyrody. A jako, że pomyliły mi się godziny zajęć, na pilates nie poszłam. A szkoda, bo kupiłam sobie nowe legginsy i chciałam je wypróbować i ogólnie miałam ochotę poćwiczyć. Byłam święcie przekonana, że wf zaczyna się o 14.00, a on o tej się kończy! Dobrze, że w ogóle spojrzałam na plan, bo bym się bardzo wkurzyła, gdybym tam pojechała na marne. No cóż, musiałam poczekać jeszcze 2 godziny do wyjścia na wykład.
Na ochronie nic szczególnego, znów dużo pisania i znów mieliśmy o konwencjach dotyczących przyrody w Europie. Jednak myślami byłam gdzie indziej...
Mianowicie o 21.00 zaczynały się otrzęsiny AON-u w Explosion. Pojechałam tam razem z M., przyjaciółką z gimnazjum i jej nową koleżanką A. Miałyśmy problem ze znalezieniem klubu, a to dlatego, że chłopak A. źle nas pokierował. Bardzo źle. Wysiadłyśmy jakieś 10 przystanków dalej niż powinnyśmy. Szybki telefon do mojej siostry i po 40 min. byłyśmy już w kolejce do wejścia do klubu.
Miałyśmy bardzo dobre humory. Mi wystarczy niewielka ilość alkoholu, a już jestem wesolutka, na miejscu wypiłyśmy jeszcze dwa piwa, wcześniej cytrynówkę, to mi wystarczyło do końca imprezy. Chłopcy koło nas wciąż krążyli, tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się bawiłam. Nie mogę zapomnieć o tym, że był także zespół Weekend. Nie wierzę, że bawiłam się przy disco polo! A swój hit "ona tańczy dla mnie" śpiewali chyba 3 razy i za każdym razem w trakcie jego trwania byłam podnoszona przez jakiegoś chłopaka. Wariactwo.
Jeszcze większym wariactwem był powrót do domu, dochodziła 3.00, a my nie wiedziałyśmy jak wrócić. Dziewczyny jechały na Rembertów, a ja na moje Okęcie, ale i tak razem musiałyśmy dojechać do centrum. Telefon do siostry i już mniej więcej wiedziałyśmy. Szybki bieg na czerwonym świetle, przez trawnik i krzyki za autobusem nic nie dały, bo na nas nie poczekał. Do następnego miałyśmy 30 min. Zimno, nogi nas bolały, zmęczone, czekałyśmy. Po chwili przychodziło coraz więcej imprezowiczów na przystanek, wśród nich zobaczyłam K.T. z podstawówki! Nie widziałyśmy się tyle lat, ale to było miłe spotkanie. Gadałyśmy do przyjazdu autobusu, a później jeszcze w autobusie. Była ze swoim sympatycznym chłopakiem, którego imienia nie pamiętam i z koleżankami. Dowiedziałam się trochę co tam u niej i u innych naszych znajomych z podstawówki. Opowiedziałam jej też co u mnie i u A., z którą jako jedyną utrzymuję kontakt od tylu lat.
Powtórzę się, ale naprawdę to był cudownie spędzony wieczór. Zaproponowałam dziewczynom wyjście 8.11 na moje otrzęsiny, bo okazało się, że na moim wydziale też będą! W domu byłam po 4.00.
Jutro o 8.00 ćwiczenia WPS! Nastawię budzik na 6.00, ale wiem, że i tak nie dam rady wstać.
Cóż innego mogę dodać po dzisiejszej nocy? :)
http://www.youtube.com/watch?v=JvxG3zl_WhU
M.
Na ochronie nic szczególnego, znów dużo pisania i znów mieliśmy o konwencjach dotyczących przyrody w Europie. Jednak myślami byłam gdzie indziej...
Mianowicie o 21.00 zaczynały się otrzęsiny AON-u w Explosion. Pojechałam tam razem z M., przyjaciółką z gimnazjum i jej nową koleżanką A. Miałyśmy problem ze znalezieniem klubu, a to dlatego, że chłopak A. źle nas pokierował. Bardzo źle. Wysiadłyśmy jakieś 10 przystanków dalej niż powinnyśmy. Szybki telefon do mojej siostry i po 40 min. byłyśmy już w kolejce do wejścia do klubu.
Miałyśmy bardzo dobre humory. Mi wystarczy niewielka ilość alkoholu, a już jestem wesolutka, na miejscu wypiłyśmy jeszcze dwa piwa, wcześniej cytrynówkę, to mi wystarczyło do końca imprezy. Chłopcy koło nas wciąż krążyli, tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się bawiłam. Nie mogę zapomnieć o tym, że był także zespół Weekend. Nie wierzę, że bawiłam się przy disco polo! A swój hit "ona tańczy dla mnie" śpiewali chyba 3 razy i za każdym razem w trakcie jego trwania byłam podnoszona przez jakiegoś chłopaka. Wariactwo.
Jeszcze większym wariactwem był powrót do domu, dochodziła 3.00, a my nie wiedziałyśmy jak wrócić. Dziewczyny jechały na Rembertów, a ja na moje Okęcie, ale i tak razem musiałyśmy dojechać do centrum. Telefon do siostry i już mniej więcej wiedziałyśmy. Szybki bieg na czerwonym świetle, przez trawnik i krzyki za autobusem nic nie dały, bo na nas nie poczekał. Do następnego miałyśmy 30 min. Zimno, nogi nas bolały, zmęczone, czekałyśmy. Po chwili przychodziło coraz więcej imprezowiczów na przystanek, wśród nich zobaczyłam K.T. z podstawówki! Nie widziałyśmy się tyle lat, ale to było miłe spotkanie. Gadałyśmy do przyjazdu autobusu, a później jeszcze w autobusie. Była ze swoim sympatycznym chłopakiem, którego imienia nie pamiętam i z koleżankami. Dowiedziałam się trochę co tam u niej i u innych naszych znajomych z podstawówki. Opowiedziałam jej też co u mnie i u A., z którą jako jedyną utrzymuję kontakt od tylu lat.
Powtórzę się, ale naprawdę to był cudownie spędzony wieczór. Zaproponowałam dziewczynom wyjście 8.11 na moje otrzęsiny, bo okazało się, że na moim wydziale też będą! W domu byłam po 4.00.
Jutro o 8.00 ćwiczenia WPS! Nastawię budzik na 6.00, ale wiem, że i tak nie dam rady wstać.
Cóż innego mogę dodać po dzisiejszej nocy? :)
http://www.youtube.com/watch?v=JvxG3zl_WhU
M.
15.10.2012
I nadszedł najdłuższy dzień tygodnia. Załamana, ledwo podniosłam się z łóżka i pobiegłam na ćwiczenia z ekonomii. Później prawo i znów 3 godziny wykładów z ekonomii. Profesor z WPS jest chory, stąd ta zamiana, a za tydzień mamy mieć 3 godziny wykładów WPS, nie wiem jak to przeżyję. A koniec dnia wcale nie lepszy, administracja jak zwykle usypiająca najbardziej.
I tak, T. pali. Widziałam, że w ciągu przerwy wypalił co najmniej 2 papierosy, jeden za drugim. Nie jestem zwolennikiem tego nałogu. Widziałam też, jak siedział z kolegami przed starym BUWem, podeszły do nich chyba 3 dziewczyny, przywitały się czule i rozmawiały chwilę. Ja wtedy siedziałam sama po przeciwnej stronie ławek. Była ładna pogoda, więc czemu nie, czekałam na D. Nie usiadłam dlatego, że go zobaczyłam, wręcz przeciwnie siedziałam tam pierwsza, oni usiedli później.
W domu cicho i spokojnie. A. pojechała do M., a mnie ogarnął przytłaczający, jesienny nastrój. Smutna muzyka i wiersze wbrew pozorom, okazały się lekarstwem.
http://www.youtube.com/watch?v=0LETadzDGOs
M.
I tak, T. pali. Widziałam, że w ciągu przerwy wypalił co najmniej 2 papierosy, jeden za drugim. Nie jestem zwolennikiem tego nałogu. Widziałam też, jak siedział z kolegami przed starym BUWem, podeszły do nich chyba 3 dziewczyny, przywitały się czule i rozmawiały chwilę. Ja wtedy siedziałam sama po przeciwnej stronie ławek. Była ładna pogoda, więc czemu nie, czekałam na D. Nie usiadłam dlatego, że go zobaczyłam, wręcz przeciwnie siedziałam tam pierwsza, oni usiedli później.
W domu cicho i spokojnie. A. pojechała do M., a mnie ogarnął przytłaczający, jesienny nastrój. Smutna muzyka i wiersze wbrew pozorom, okazały się lekarstwem.
http://www.youtube.com/watch?v=0LETadzDGOs
M.
14.10.2012
Wiedziałam, że nadejdzie taki dzień, że na WPS mnie weźmie do odpowiedzi. I wzięła. Udało mi się z tego częściowo wybrnąć, coś powiedziałam, ale jak dopytywała o szczegóły, nie umiałam wywnioskować nic więcej. Nie lubię tego przedmiotu ani kobiety, która go uczy. Pieprzenie o niczym, teksty do czytania beznadziejne i niezrozumiałe. Czytam i nie wiem co czytam...
Specjalnie dziś na filozofię ładnie się ubrałam, umalowałam. Wiedziałam, że będzie T. i nie pomyliłam się. Nawet teraz, gdy to piszę mam skurcz w brzuchu... Stałam pod ścianą, czekając na najgorsze 1.30h dzisiejszego dnia, sama, bo nie mogłam znaleźć nikogo znajomego. Po chwili pojawił się T. stanął także sam naprzeciwko mnie, bardzo blisko. Od razu zaczęłam się zachowywać jak idiotka, bo odwracałam głowę, to w jedną to w drugą stronę, niby kompletnie nie zainteresowana jego obecnością (choć oczywiście wewnątrz, czułam coś zupełnie innego). On zresztą także rozglądał się na boki, obserwował ludzi i w końcu trafiło na mnie. Od stóp, aż w końcu poniósł oczy wprost na mnie. Wtedy też mu się przyglądałam i nasze spojrzenia spotkały się. Trwało to nie więcej niż sekundę, bo speszona szybko odwróciłam wzrok. Głupio się czułam, nie wiem czemu, ale On po prostu tak na mnie działa! Pani profesor spóźniała się, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie lubię tak czekać i mieć przed sobą mój obiekt westchnień.
Usiadłam po środku, w 3 rządzie, chciałam dać ostatnią szansę naszej wykładowczyni i dzisiaj jej naprawdę posłuchać. Dodam, że T. zajął miejsce w następnej ławce i siedział za mną, ale... jakiś chłopak go zawołał i powiedział, żeby usiadł koło niego i tym samym T. siedział prawie koło mnie, bo dzieliło nas jedynie puste krzesło. Pani profesor, jak zwykle, krzątała się, próbowała podłączyć rzutnik, mikrofon i inne sprzęt, których standardowo nie umiała uruchomić. Chamsko się śmieliśmy i nie kwapiliśmy się do tego, żeby jej pomóc. Szkoda mi jej, ale ta kobieta jest taka... przygnębiająca i uczy filozofii, to też jest smutne. T. także się śmiał pod nosem, co mi sprawiało jeszcze większą radość.
Pani profesor wypuściła nas 40 min. wcześniej, bo ją oko bolało. Dzięki Bogu, bo nie wytrzymałabym dłużej i nadal twierdzę, że ten przedmiot jest jednym z najbardziej beznadziejnych i niepotrzebnych na tych studiach. Jedne co robię na zajęciach to wypisywanie słowa "nuda" w różnych językach lub pisanie sms-ów o niczym do siostry i do innych ludzi lub po prostu wpatruję się w zegarek. Czasem przepisuję z prezentacji nazwiska "wielkich filozofów i myślicieli", których obowiązkowo musimy znać, bo to "wielcy filozofowie i myśliciele".
Wracałam z T. 175, ja wysiadłam na pl. Zawiszy, a on pojechał dalej. Pewnie mieszka gdzieś na Ochocie. To całkiem blisko mnie! ;)
http://www.youtube.com/watch?v=sBFA7k5eXmc
Przypomniał mi się stary, dobry hit.
M.
Specjalnie dziś na filozofię ładnie się ubrałam, umalowałam. Wiedziałam, że będzie T. i nie pomyliłam się. Nawet teraz, gdy to piszę mam skurcz w brzuchu... Stałam pod ścianą, czekając na najgorsze 1.30h dzisiejszego dnia, sama, bo nie mogłam znaleźć nikogo znajomego. Po chwili pojawił się T. stanął także sam naprzeciwko mnie, bardzo blisko. Od razu zaczęłam się zachowywać jak idiotka, bo odwracałam głowę, to w jedną to w drugą stronę, niby kompletnie nie zainteresowana jego obecnością (choć oczywiście wewnątrz, czułam coś zupełnie innego). On zresztą także rozglądał się na boki, obserwował ludzi i w końcu trafiło na mnie. Od stóp, aż w końcu poniósł oczy wprost na mnie. Wtedy też mu się przyglądałam i nasze spojrzenia spotkały się. Trwało to nie więcej niż sekundę, bo speszona szybko odwróciłam wzrok. Głupio się czułam, nie wiem czemu, ale On po prostu tak na mnie działa! Pani profesor spóźniała się, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie lubię tak czekać i mieć przed sobą mój obiekt westchnień.
Usiadłam po środku, w 3 rządzie, chciałam dać ostatnią szansę naszej wykładowczyni i dzisiaj jej naprawdę posłuchać. Dodam, że T. zajął miejsce w następnej ławce i siedział za mną, ale... jakiś chłopak go zawołał i powiedział, żeby usiadł koło niego i tym samym T. siedział prawie koło mnie, bo dzieliło nas jedynie puste krzesło. Pani profesor, jak zwykle, krzątała się, próbowała podłączyć rzutnik, mikrofon i inne sprzęt, których standardowo nie umiała uruchomić. Chamsko się śmieliśmy i nie kwapiliśmy się do tego, żeby jej pomóc. Szkoda mi jej, ale ta kobieta jest taka... przygnębiająca i uczy filozofii, to też jest smutne. T. także się śmiał pod nosem, co mi sprawiało jeszcze większą radość.
Pani profesor wypuściła nas 40 min. wcześniej, bo ją oko bolało. Dzięki Bogu, bo nie wytrzymałabym dłużej i nadal twierdzę, że ten przedmiot jest jednym z najbardziej beznadziejnych i niepotrzebnych na tych studiach. Jedne co robię na zajęciach to wypisywanie słowa "nuda" w różnych językach lub pisanie sms-ów o niczym do siostry i do innych ludzi lub po prostu wpatruję się w zegarek. Czasem przepisuję z prezentacji nazwiska "wielkich filozofów i myślicieli", których obowiązkowo musimy znać, bo to "wielcy filozofowie i myśliciele".
Wracałam z T. 175, ja wysiadłam na pl. Zawiszy, a on pojechał dalej. Pewnie mieszka gdzieś na Ochocie. To całkiem blisko mnie! ;)
http://www.youtube.com/watch?v=sBFA7k5eXmc
Przypomniał mi się stary, dobry hit.
M.
środa, 24 października 2012
13.10.2012
Dzisiaj znowu walczyłam z sekretariatem. D. powiedziała, że przyjmują od 11.00 do 15.00, więc czym prędzej po niezwykle interesujących zajęciach z logiki pobiegłam na KP3. Przed wejściem, o dziwo były tylko 2 dziewczyny. Zapytałam czy czekają do 205. Tak, a one, że są dwa stanowiska i jedno jest wolne, a ja jako, że jestem z polityki społecznej to mogę wejść, bo po prawo jest polityka, a po lewo nauki o rodzinie. Więc weszłam do środka. Jednak pani mi powiedziała, że ona przyjmuje od 14.00 i teraz nie załatwi mojej sprawy. Damn! Wyszłam. Patrze, na drzwiach jest napisane, że zaczyna pracę od 11.00! Ale dobrze, nie będę się z nią kłóciła, wrócę po pilatesie!
Na pilatesie znowu bardzo mi się podobało. To są jedne z moich ulubionych zajęć. Zrelaksowałam się, odpoczęłam i przez chwilę przestałam myśleć o T., który nieustannie siedzi mi w głowie.
I znowu na KP3. Kolejka większa, ale znów pytam o szczegóły. Kto ostatni i do którego stanowiska. Połowa ludzi nic nie wie, inni mówią, że po lewo jest moje stanowisko, a nie po prawo! Uff, po co takie rzeczy robią? Albo czy nie można wyraźnie napisać gdzie kto przyjmuje? Ale ostatecznie udaje mi się załatwić zaświadczenie. Stanowisko po lewo, pokój 205, KP3. Zapamiętam.
Na ochronie przyrody omawialiśmy konwencje światowe o ochronie fauny i flory. Nudne bardzo, dużo pisania i mało ciekawych rzeczy. Ale razem z M. to przeżyłyśmy.
M.
Na pilatesie znowu bardzo mi się podobało. To są jedne z moich ulubionych zajęć. Zrelaksowałam się, odpoczęłam i przez chwilę przestałam myśleć o T., który nieustannie siedzi mi w głowie.
I znowu na KP3. Kolejka większa, ale znów pytam o szczegóły. Kto ostatni i do którego stanowiska. Połowa ludzi nic nie wie, inni mówią, że po lewo jest moje stanowisko, a nie po prawo! Uff, po co takie rzeczy robią? Albo czy nie można wyraźnie napisać gdzie kto przyjmuje? Ale ostatecznie udaje mi się załatwić zaświadczenie. Stanowisko po lewo, pokój 205, KP3. Zapamiętam.
Na ochronie przyrody omawialiśmy konwencje światowe o ochronie fauny i flory. Nudne bardzo, dużo pisania i mało ciekawych rzeczy. Ale razem z M. to przeżyłyśmy.
M.
12.10.2012
Miałam dziś tylko angielski, a nie było mnie w domu cały dzień. Postanowiłam, że pójdę do sekretariatu po zaświadczenie i będę miała to z głowy, a mama nie będzie się już czepiać, że tyle czasu mi to zajmuje. I wyczekałam się ponad godzinę nie pod swoim sekretariatem! Dopiero po tym czasie zapytałam się jakiegoś chłopaka czy tutaj jest tylko sekretariat filozofii. Niestety usłyszałam twierdzącą odpowiedź. Powiedział, że reszta sekretariatów znajduje się na drugim piętrze. Wkurzona pomaszerowałam na górę.
Tam znalazłam aż cztery pokoje do załatwiania tylko spraw studenckich dla WDiNP! I jak tu się nie pogubić. Stanęłam pod 207, bo z ogłoszeń na drzwiach wywnioskowałam, że jest akurat do załatwienia mojej sprawy. Ale dziś zaczynali pracę od godziny 14.00 do 18.00, a była 12.00. Nie zostało mi nic innego, jak przyjechać po angielskim.
Przez te 2 godziny pochodziłam po sklepach i w końcu na 14.00 pojechałam na "Ksawerów".
Przed wejściem była już B. z biologii i J., który pożerał ją wzrokiem. Zaraz weszliśmy do sali i usiadłam właśnie pomiędzy B. i A. - chłopakiem z samorządu regionalnego (?). Krótkie zapoznanie z organizacją zajęć i chwilę potem dostaliśmy nasze pierwsze zadanie. Nie będę tłumaczyła dokładnie o co w nim chodziło, bo było nieco skomplikowane, ale dodam tylko, że współpracowałam właśnie z A. Później parami trzeba było się zamienić i teraz byłam z A. z III roku dziennikarstwa, który wyraźnie mi się przyglądał od początku zajęć, a gdy usłyszał o zmianie par, szybciutko podbiegł do mnie :)
Angielski minął mi bardzo przyjemnie, pani profesor także wydaje się sympatyczna i ogólnie taka forma zajęć mi pasuje. Trzeba będzie tylko pamiętać o terminowym oddawaniu prac na platformie...
Pod sekretariatem takiej kolejki to ja nigdy nie widziałam. W wąskim korytarzu kłębiło się milion ludzi, duszno, ciasno, nie było jak się dopchać pod właściwe drzwi. Wkurzona jeszcze bardziej,wyszłam z dziekanatu i pomaszerowałam do BUWu, gdzie na 17.00 byłam umówiona z D. i O. na omawianie naszego projektu na administrację.
Zapytałam D. czy wie, gdzie mogę załatwić potrzebne mi zaświadczenie - czy w 205, 206, 207, 208. Powiedziała, że na 100% w 205, bo tam jest nasz główny sekretariat. Dzięki bogu, dobrze, że nie stanęłam dzisiaj w kolejce do 207! Skończyliśmy nasze spotkanie o 18.30, trochę nam się zeszło, ale ustaliliśmy już o czym piszemy i jak się dzielimy pracą. Uznaliśmy, że oświata na Ursynowie będzie najlepszym pomysłem i właśnie o tym napiszemy nasze 20 stron.
Później najszybciej jak się dało dotarłam do domu. W biegu zjadłam, przebrałam się i wyszłam z A. na otrzęsiny Fizyków z Politechniki. Po drodze miałyśmy problemy z tramwajem, który się zepsuł, później naprawił, ale w efekcie i tak udało nam się dotrzeć do Medyka.
Wybory miss i mistera były zabawne i żenujące jednocześnie, ale i tak bawiłam się przy tym dobrze. Razem z A. kradłyśmy kanapki i paluszki z miejsc VIPów, bo byłyśmy niesamowicie głodne. Muzyka spoko, trochę potańczyłam, trochę wypiłam, poznałam nowych ludzi i w domu byłam około 2.00, a rano trzeba wstać!
M.
Tam znalazłam aż cztery pokoje do załatwiania tylko spraw studenckich dla WDiNP! I jak tu się nie pogubić. Stanęłam pod 207, bo z ogłoszeń na drzwiach wywnioskowałam, że jest akurat do załatwienia mojej sprawy. Ale dziś zaczynali pracę od godziny 14.00 do 18.00, a była 12.00. Nie zostało mi nic innego, jak przyjechać po angielskim.
Przez te 2 godziny pochodziłam po sklepach i w końcu na 14.00 pojechałam na "Ksawerów".
Przed wejściem była już B. z biologii i J., który pożerał ją wzrokiem. Zaraz weszliśmy do sali i usiadłam właśnie pomiędzy B. i A. - chłopakiem z samorządu regionalnego (?). Krótkie zapoznanie z organizacją zajęć i chwilę potem dostaliśmy nasze pierwsze zadanie. Nie będę tłumaczyła dokładnie o co w nim chodziło, bo było nieco skomplikowane, ale dodam tylko, że współpracowałam właśnie z A. Później parami trzeba było się zamienić i teraz byłam z A. z III roku dziennikarstwa, który wyraźnie mi się przyglądał od początku zajęć, a gdy usłyszał o zmianie par, szybciutko podbiegł do mnie :)
Angielski minął mi bardzo przyjemnie, pani profesor także wydaje się sympatyczna i ogólnie taka forma zajęć mi pasuje. Trzeba będzie tylko pamiętać o terminowym oddawaniu prac na platformie...
Pod sekretariatem takiej kolejki to ja nigdy nie widziałam. W wąskim korytarzu kłębiło się milion ludzi, duszno, ciasno, nie było jak się dopchać pod właściwe drzwi. Wkurzona jeszcze bardziej,wyszłam z dziekanatu i pomaszerowałam do BUWu, gdzie na 17.00 byłam umówiona z D. i O. na omawianie naszego projektu na administrację.
Zapytałam D. czy wie, gdzie mogę załatwić potrzebne mi zaświadczenie - czy w 205, 206, 207, 208. Powiedziała, że na 100% w 205, bo tam jest nasz główny sekretariat. Dzięki bogu, dobrze, że nie stanęłam dzisiaj w kolejce do 207! Skończyliśmy nasze spotkanie o 18.30, trochę nam się zeszło, ale ustaliliśmy już o czym piszemy i jak się dzielimy pracą. Uznaliśmy, że oświata na Ursynowie będzie najlepszym pomysłem i właśnie o tym napiszemy nasze 20 stron.
Później najszybciej jak się dało dotarłam do domu. W biegu zjadłam, przebrałam się i wyszłam z A. na otrzęsiny Fizyków z Politechniki. Po drodze miałyśmy problemy z tramwajem, który się zepsuł, później naprawił, ale w efekcie i tak udało nam się dotrzeć do Medyka.
Wybory miss i mistera były zabawne i żenujące jednocześnie, ale i tak bawiłam się przy tym dobrze. Razem z A. kradłyśmy kanapki i paluszki z miejsc VIPów, bo byłyśmy niesamowicie głodne. Muzyka spoko, trochę potańczyłam, trochę wypiłam, poznałam nowych ludzi i w domu byłam około 2.00, a rano trzeba wstać!
M.
niedziela, 14 października 2012
11.10.2012
Dzisiejszy dzień minął stosunkowo szybko. Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Myślałam, że będzie gorzej, bo ekonomia głównie kojarzy mi się ze wzorami, liczeniem i wykresami. Owszem wykres były, ale niezbyt trudne.
Na prawie słuchałam uważnie i starałam się jak najwięcej zapamiętać i jak najszybciej notować. Profesor prowadził zajęcia w dosyć ekspresowym tempie, choć nie było to to samo co przeżyłam na historii w liceum, to mimo wszystko były to intensywne zajęcia. Dobrze, wolę to niż zasypianie z bezczynności.
Na ekonomii, w tej klasie bez ławek, siedziałam między dwoma chłopakami. Jeden z nich przez 1h 30min siedział "noga na nogę". Naprawdę, przez cały wykład siedział w ten sposób! Doprawdy, godne podziwu. A sam wykład? Na początku profesorskie pleplenie o niczym, później nieco się ożywiło, gdy pani profesor zaczęła wśród nas robić "ankiety". Zadawała pytania, na które sami mieliśmy sobie odpowiedzieć, a później poprosiła o podniesienie ręki, z tym jak kto twierdzi. Dowiedziałam się, że T. woli model życia adekwatny do naszych czasów, czyli: najpierw kariera, praca, związki partnerskie, krótkie, dzieci później. Właściwie poniekąd też tak uważam, ale nie podniosłam ręki, bo nie ze wszystkim się zgadzam.
Na WPS było beznadziejnie nudno. Moje słownictwo nie jest zbyt bogate, ale nie wiem jak ładniej i poprawniej mogłabym opisać bezsens nudnych zajęć, więc piszę po prostu - beznadziejna nuda. Nie wiem czy mam zapamiętać ten spis nazwisk, przy każdej teorii, bo w większości tyle wyniosłam z dzisiejszego wykładu. Nazwiska twórców jakiś idei. I po co mi to?
Na administracji publicznej było jeszcze gorzej niż na WPS. Wykład o 16.00, prowadzony monotonnym głosem przy zasłoniętych żaluzjach nie jest najlepszym pomysłem dla studentów, którzy mają zajęcia od 8.00 rano. Jak można się domyśleć - spałam. Co więcej, nawet tego nie ukrywałam, oczy same mi się zamykały. Obok, także znużona D., grała w angry birds, K. starała się coś notować, ale jak jej powiedziałam, że notatki z tej lekcji znajdzie na jego stronie internetowej, także pogrążyła się w słodką drzemkę.
T. nie było na dwóch ostatnich najnudniejszych wykładach. Widziałam jak wchodził do naszego dziekanatu. Też powinnam iść po zaświadczenie, ale kolejki są tak długie, że brakuje mi do tego cierpliwości i czasu. Niestety sekretariat jest zamknięty w środy i piątki, a w ciągu tych 3 dni otwarty 4 godziny. Zapewne jednak i tak będę musiała pójść w poniedziałek z samego rana. Skandal.
http://www.youtube.com/watch?v=UQOSsEA-TF4&list=PL9ytB7rLvCX4P5NNdaGZLGJffS1N5XMPG&index=13&feature=plpp_video
M.
Na prawie słuchałam uważnie i starałam się jak najwięcej zapamiętać i jak najszybciej notować. Profesor prowadził zajęcia w dosyć ekspresowym tempie, choć nie było to to samo co przeżyłam na historii w liceum, to mimo wszystko były to intensywne zajęcia. Dobrze, wolę to niż zasypianie z bezczynności.
Na ekonomii, w tej klasie bez ławek, siedziałam między dwoma chłopakami. Jeden z nich przez 1h 30min siedział "noga na nogę". Naprawdę, przez cały wykład siedział w ten sposób! Doprawdy, godne podziwu. A sam wykład? Na początku profesorskie pleplenie o niczym, później nieco się ożywiło, gdy pani profesor zaczęła wśród nas robić "ankiety". Zadawała pytania, na które sami mieliśmy sobie odpowiedzieć, a później poprosiła o podniesienie ręki, z tym jak kto twierdzi. Dowiedziałam się, że T. woli model życia adekwatny do naszych czasów, czyli: najpierw kariera, praca, związki partnerskie, krótkie, dzieci później. Właściwie poniekąd też tak uważam, ale nie podniosłam ręki, bo nie ze wszystkim się zgadzam.
Na WPS było beznadziejnie nudno. Moje słownictwo nie jest zbyt bogate, ale nie wiem jak ładniej i poprawniej mogłabym opisać bezsens nudnych zajęć, więc piszę po prostu - beznadziejna nuda. Nie wiem czy mam zapamiętać ten spis nazwisk, przy każdej teorii, bo w większości tyle wyniosłam z dzisiejszego wykładu. Nazwiska twórców jakiś idei. I po co mi to?
Na administracji publicznej było jeszcze gorzej niż na WPS. Wykład o 16.00, prowadzony monotonnym głosem przy zasłoniętych żaluzjach nie jest najlepszym pomysłem dla studentów, którzy mają zajęcia od 8.00 rano. Jak można się domyśleć - spałam. Co więcej, nawet tego nie ukrywałam, oczy same mi się zamykały. Obok, także znużona D., grała w angry birds, K. starała się coś notować, ale jak jej powiedziałam, że notatki z tej lekcji znajdzie na jego stronie internetowej, także pogrążyła się w słodką drzemkę.
T. nie było na dwóch ostatnich najnudniejszych wykładach. Widziałam jak wchodził do naszego dziekanatu. Też powinnam iść po zaświadczenie, ale kolejki są tak długie, że brakuje mi do tego cierpliwości i czasu. Niestety sekretariat jest zamknięty w środy i piątki, a w ciągu tych 3 dni otwarty 4 godziny. Zapewne jednak i tak będę musiała pójść w poniedziałek z samego rana. Skandal.
http://www.youtube.com/watch?v=UQOSsEA-TF4&list=PL9ytB7rLvCX4P5NNdaGZLGJffS1N5XMPG&index=13&feature=plpp_video
M.
10.10.2012
Ćwiczenia z wprowadzenia do polityki społecznej były dla mnie stresujące. Nie przeczytałam obowiązkowych lektur i nie przygotowałam się solidnie, a pani profesor wyrywała do odpowiedzi i pytała z znajomości tekstu, a ja nawet go nie miałam! Chyba w pewnym momencie chciała mnie wziąć do odpowiedzi, ale w porę P. z tylnej ławki się udzielił i mi się upiekło.
Na filozofii zobaczyłam wolne miejsce obok T. Nie mogłam się powstrzymać i szybko pobiegłam usiąść obok niego. Znów mnie sobą oczarował. Nosi okulary do czytania i cholernie mu pasują. Rockowy chłopak i delikatne oprawki, to w tym przypadku połączenie idealne. Rozmawiał z kolegą obok niego po rosyjsku lub litewsku (tak mi się wydaje). Ładnie brzmiało, mimo, że nie rozumiałam ani słowa. Rozglądał się po sali i pisał smsy na swoim samsungu. Ma telefon bardzo podobny do mojego, tylko chyba nowszy. I tez blokuje wyświetlacz hasłem, jak ja ;) W pewnym momencie chciał zacząć słuchać muzyki, bo wyjął swoje białe słuchawki, jednak przyjście szalonej pani profesor mu to uniemożliwiło.
Szalona pani profesor po raz kolejny nie umiała podłączyć mikrofonu i mimo, że siedziałam w trzeciej ławce, słyszałam co drugie słowo. Gdy pokazała spis lektur na rzutniku, z których będziemy korzystać, nie widziałam nic. T. chyba też nie widział za wiele, bo zrobił zdjęcie telefonem. To raczej tez nie pomogło. Wykład był tak strasznie nudny... i jeszcze ci przeszkadzający ludzie, którzy gadali, nad którymi profesor nie potrafiła zapanować.
http://www.youtube.com/watch?v=nVjsGKrE6E8
M.
Na filozofii zobaczyłam wolne miejsce obok T. Nie mogłam się powstrzymać i szybko pobiegłam usiąść obok niego. Znów mnie sobą oczarował. Nosi okulary do czytania i cholernie mu pasują. Rockowy chłopak i delikatne oprawki, to w tym przypadku połączenie idealne. Rozmawiał z kolegą obok niego po rosyjsku lub litewsku (tak mi się wydaje). Ładnie brzmiało, mimo, że nie rozumiałam ani słowa. Rozglądał się po sali i pisał smsy na swoim samsungu. Ma telefon bardzo podobny do mojego, tylko chyba nowszy. I tez blokuje wyświetlacz hasłem, jak ja ;) W pewnym momencie chciał zacząć słuchać muzyki, bo wyjął swoje białe słuchawki, jednak przyjście szalonej pani profesor mu to uniemożliwiło.
Szalona pani profesor po raz kolejny nie umiała podłączyć mikrofonu i mimo, że siedziałam w trzeciej ławce, słyszałam co drugie słowo. Gdy pokazała spis lektur na rzutniku, z których będziemy korzystać, nie widziałam nic. T. chyba też nie widział za wiele, bo zrobił zdjęcie telefonem. To raczej tez nie pomogło. Wykład był tak strasznie nudny... i jeszcze ci przeszkadzający ludzie, którzy gadali, nad którymi profesor nie potrafiła zapanować.
http://www.youtube.com/watch?v=nVjsGKrE6E8
M.
wtorek, 9 października 2012
9.10.2012
Damn! T. szukał chętnych do grupy z nim do projektu z administracji publicznej, tej w której niestety jestem już z A. i D. Czemu mi to od razu zaproponowali? I czemu tak od razu się na to zgodziłam? Z chęcią bym zrezygnowała i szybko pobiegła do grupy z T., ale wiem przecież, że tak się nie robi. Ale jak pomyślę, o współpracy z T., możliwe, że razem spędzonych godzinach, ślęcząc nad wspólną pracą, to aż mnie ciarki przechodzą...
A tymczasem wracam do rzeczywistości. Wykład z ochrony przyrody zacznie się za godzinę.
Konwersatorium z logiki przebiegło bez większych zakłóceń. Tylko coś podejrzliwie syczało w rurach. P., o ile dobrze pamiętam jego imię, powiedział, że "to tylko gaz". ;) Zajęcia z pilatesu ciekawe, nie zmęczyłam się, ale poczułam chyba większość moich mięśni.
http://www.youtube.com/watch?v=msvvdTPXjtk&sns=fb
M.
A tymczasem wracam do rzeczywistości. Wykład z ochrony przyrody zacznie się za godzinę.
Konwersatorium z logiki przebiegło bez większych zakłóceń. Tylko coś podejrzliwie syczało w rurach. P., o ile dobrze pamiętam jego imię, powiedział, że "to tylko gaz". ;) Zajęcia z pilatesu ciekawe, nie zmęczyłam się, ale poczułam chyba większość moich mięśni.
http://www.youtube.com/watch?v=msvvdTPXjtk&sns=fb
M.
niedziela, 7 października 2012
4.10.2012
Zaspałam i to porządnie. Nie zjadłam śniadania, makijaż na szybko, włosy bardzo słabo się ułożyły, ale zdążyłam.
Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Nic szczególnego się nie działo, wiem tylko, że będę z tą panią miała zajęcia także w następnym semestrze i na II roku finanse publiczne. Nie wiem jak mi pójdzie z tym przedmiotem, bo jest dosyć nudny i uczenie się definicji też nie sprawia mi przyjemności. 5 minut przerwy w czasie zajęć było czymś nowym.
Musieliśmy się przetransportować z Krakowskiego 67 do starego BUW-u. Po drodze rozmawiałam z D. Przed salą zdążyłam zjeść nawet jogurt. Gdy jadłam i stałam z grupką ludzi, co prawda nie rozmawialiśmy jakoś zawzięcie, zauważyłam, że obok mnie stoi T. Miał karmelową kurtkę, czarny, rockowy t-shirt, jeansy, odpowiednio dobrane buty i torbę. Nie myliłam się co do niego wcześniej, jest przystojny, taki jak lubię. Wysoki. Szczupły. Idealny. Spostrzegłam, że w uchu nie ma kolczyka, a tunel. Bosko.
Weszłam szybko do sali, przezornie usiadłam w trzecim rzędzie. Konwersatorium z podstaw prawa okazało się dosyć ciekawe, właściwie było to przypomnienie kilku zagadnień z liceum. Pan profesor, pewny siebie. Widać, że ma pieniądze, wygląda jak idealny prawnik wyciągnięty z kalendarza, pracuje w kancelarii, a pracę na UW traktuje zapewne jako odskocznię, swego rodzaju rozrywkę. T. usiadł gdzieś z tyłu. Szkoda.
Zajęcia skończyły się chwilę wcześniej niż było zaplanowane. Musieliśmy się ponownie przetransportować. Tym razem do budynku dawnego Centrum Informatycznego. Jednak zostało mniej więcej 40 minut do następnego wykładu, więc poszłam pospacerować. Sama. Widziałam jak T. też wychodzi główną bramą.
Pod salą zobaczyłam J. Modliłam się, aby on mnie nie zauważył, bo nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Jednak nie udało się. Zauważył mnie. Zamienił dwa słowa i zaraz weszliśmy do klasy. Zapewne myślał, że usiądę obok niego, ale ja wolałam zająć miejsce w następnym rzędzie. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu obok mnie usiadł T.!!! Nie ja obok niego, tylko on obok mnie. Sam się przysiadł.
Starałam się zachowywać jak najbardziej naturalnie, jednak słabo sobie z tym radziłam. Bo jak miałam się zachowywać, gdy na miejscu obok siedział On? I gdybym dzisiaj nie zaspała, ładnie ułożyła włosy, zapewne czułabym się pewniej. Cóż, pech. Wyczułam dym papierosowy. Pali. Nie tak sobie wyobrażałam, że pachnie, ale dzisiaj to przeżyłam. Choć mam cichą nadzieję, że może ten zapach był od drugiego kolegi z boku. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, bo moje Versace Versence przyćmiło nieco zapach dymu.
W jego prawym uchu, pomiędzy jego dłuższymi włosami dostrzegłam srebrny kolczyk. Nie taki zwykły, gejowski. Przypominał kolczyk, do piercingu, taki jaki wkłada się w pępek albo język, bo był nieco skręcony. Zapisał coś w notesie, który dostaliśmy podczas dni adaptacyjnych. Nie mam pojęcia, co dokładnie, bo tak trzymał rękę, że nie byłam w stanie odczytać (a nie chciałam nachalnie zaglądać mu w zeszyt, poza tym nie interesowało mnie to tak bardzo), ale to słowo poprawiał kilkakrotnie, tak jak ja robię, gdy mi się nudzi. Starałam się na niego nie patrzeć, ale nie mogłam się powstrzymać. Kilka razy, niby przypadkiem, rozglądając się po sali, spojrzałam na niego, tak przez ułamek sekundy.
Na następnym wykładzie z wprowadzenia do polityki społecznej, widziałam T., który siedział 2 ławki przede mną. Seksownie dotykał swojego karku...
A zajęcia bardzo nudne. Nadal nie wiem, co profesor wygłaszający wykład miał na myśli, o czym mówił. Bo dochodzę do wniosku, że te wszystkie wykłady są takie bez sensu, takie pleplenie o niczym konkretnym. Miało być o genezie polityki społecznej, a nie dowiedziałam się niczego szczególnego, poza trzema datami, które nic mi nie mówią. Profesor szalenie poważny, w garniturze i krawacie, wydaje się, że ma olbrzymią wiedzę, której nie umie przekazać. Dodam, że zajęcia odbywały się w cudownej, filozoficznej sali 335 na Krakowskim i aby cokolwiek usłyszeć trzeba się maksymalnie skupić. Choć dziś nie przeszkadzała mi w widoczności ściana, to aby zobaczyć coś napisane na tablicy, także należy wytężyć wzrok. Męczące.
Aha, za każdym razem w moim najbliższym pobliżu siedzi M., chłopak, który nie szczędził wulgaryzmów i chamskim odzywek na facebooku, i którego nie polubiłam od razu. Za jego wyższość i nadmierną pewność. Siedzi albo przede mną, za mną lub obok mnie i co gorsza, chodzi do mojej grupy.
Miałam nadzieję, że chociaż pan od administracji publicznej będzie człowiekiem wyluzowanym, wesołym, może troszeczkę zabawnym, bo już zazdroszczę A., która chodzi na Politechnikę, że ma takich normalnych wykładowców. Niestety nie. Mi takowi się nie trafili. A pan od administracji, jest... co najmniej dziwny. Śmieje się - owszem, ale ze swoich wypowiedzi, które ani trochę nie są zabawne. "Pokazałbym wam folder z artykułami pana X., ale go nie mam. Haha"; "Na pierwszym roku będziecie musieli napisać pracę semestralną, ale nie będzie łatwa. Haha"; "Trzeba będzie stworzyć trzy osobowe zespoły, bo praca w pojedynkę wychodzi słabo. Haha". Pan od administracji i jego żarciki. I tak, zadał już pracę semestralną o funkcjonowaniu dowolnej placówki administracyjnej. "Myślę, że w 30 stronach się zmieścicie. Haha". Tworzę grupę z D. i A. (chłopakiem ze szkolenia bibliotecznego).
Po żarciku profesora, sala w końcu się zaśmiała. Było to związane z wypowiedzią jakiegoś chłopaka, który siedział w końcowych rzędach, a profesor coś mu odpowiedział i było to zabawne! Machinalnie odwróciłam się do tyłu. Zauważyłam T. i jego cudowny uśmiech. To co najbardziej lubię w wyglądzie zewnętrznym mężczyzn to przede wszystkim piękny uśmiech i oczy. Trwało to nie dłużej niż sekundę, ale wiem, że boski On będzie śnił mi się po nocach.
Ogólnie ten dzień zaliczam do jednych z lepszych, mimo że wynudziłam się niemiłosiernie i nie miałam co robić ze sobą w trakcie przerw, to mimo wszystko widok T. sprawiał, że czułam się zdecydowanie lepiej i mam o kim myśleć przez najbliższy weekend, najbliższe dni i pewnie najbliższe tygodnie. Nie mogę się doczekać aż zobaczę go znowu.
Napisałabym więcej o tym jak On na mnie działa, jaki jest przystojny i co już sobie w myślach wyobrażam, ale wyszłabym na idiotkę, więc niech to zostanie póki co tajemnicą, choć jego obecność wpływa na mnie hipnotyzująco...
Rozmarzyłam się.
http://www.youtube.com/watch?v=bXOUGZRLYGw
M.
Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Nic szczególnego się nie działo, wiem tylko, że będę z tą panią miała zajęcia także w następnym semestrze i na II roku finanse publiczne. Nie wiem jak mi pójdzie z tym przedmiotem, bo jest dosyć nudny i uczenie się definicji też nie sprawia mi przyjemności. 5 minut przerwy w czasie zajęć było czymś nowym.
Musieliśmy się przetransportować z Krakowskiego 67 do starego BUW-u. Po drodze rozmawiałam z D. Przed salą zdążyłam zjeść nawet jogurt. Gdy jadłam i stałam z grupką ludzi, co prawda nie rozmawialiśmy jakoś zawzięcie, zauważyłam, że obok mnie stoi T. Miał karmelową kurtkę, czarny, rockowy t-shirt, jeansy, odpowiednio dobrane buty i torbę. Nie myliłam się co do niego wcześniej, jest przystojny, taki jak lubię. Wysoki. Szczupły. Idealny. Spostrzegłam, że w uchu nie ma kolczyka, a tunel. Bosko.
Weszłam szybko do sali, przezornie usiadłam w trzecim rzędzie. Konwersatorium z podstaw prawa okazało się dosyć ciekawe, właściwie było to przypomnienie kilku zagadnień z liceum. Pan profesor, pewny siebie. Widać, że ma pieniądze, wygląda jak idealny prawnik wyciągnięty z kalendarza, pracuje w kancelarii, a pracę na UW traktuje zapewne jako odskocznię, swego rodzaju rozrywkę. T. usiadł gdzieś z tyłu. Szkoda.
Zajęcia skończyły się chwilę wcześniej niż było zaplanowane. Musieliśmy się ponownie przetransportować. Tym razem do budynku dawnego Centrum Informatycznego. Jednak zostało mniej więcej 40 minut do następnego wykładu, więc poszłam pospacerować. Sama. Widziałam jak T. też wychodzi główną bramą.
Pod salą zobaczyłam J. Modliłam się, aby on mnie nie zauważył, bo nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Jednak nie udało się. Zauważył mnie. Zamienił dwa słowa i zaraz weszliśmy do klasy. Zapewne myślał, że usiądę obok niego, ale ja wolałam zająć miejsce w następnym rzędzie. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu obok mnie usiadł T.!!! Nie ja obok niego, tylko on obok mnie. Sam się przysiadł.
Starałam się zachowywać jak najbardziej naturalnie, jednak słabo sobie z tym radziłam. Bo jak miałam się zachowywać, gdy na miejscu obok siedział On? I gdybym dzisiaj nie zaspała, ładnie ułożyła włosy, zapewne czułabym się pewniej. Cóż, pech. Wyczułam dym papierosowy. Pali. Nie tak sobie wyobrażałam, że pachnie, ale dzisiaj to przeżyłam. Choć mam cichą nadzieję, że może ten zapach był od drugiego kolegi z boku. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, bo moje Versace Versence przyćmiło nieco zapach dymu.
W jego prawym uchu, pomiędzy jego dłuższymi włosami dostrzegłam srebrny kolczyk. Nie taki zwykły, gejowski. Przypominał kolczyk, do piercingu, taki jaki wkłada się w pępek albo język, bo był nieco skręcony. Zapisał coś w notesie, który dostaliśmy podczas dni adaptacyjnych. Nie mam pojęcia, co dokładnie, bo tak trzymał rękę, że nie byłam w stanie odczytać (a nie chciałam nachalnie zaglądać mu w zeszyt, poza tym nie interesowało mnie to tak bardzo), ale to słowo poprawiał kilkakrotnie, tak jak ja robię, gdy mi się nudzi. Starałam się na niego nie patrzeć, ale nie mogłam się powstrzymać. Kilka razy, niby przypadkiem, rozglądając się po sali, spojrzałam na niego, tak przez ułamek sekundy.
Na następnym wykładzie z wprowadzenia do polityki społecznej, widziałam T., który siedział 2 ławki przede mną. Seksownie dotykał swojego karku...
A zajęcia bardzo nudne. Nadal nie wiem, co profesor wygłaszający wykład miał na myśli, o czym mówił. Bo dochodzę do wniosku, że te wszystkie wykłady są takie bez sensu, takie pleplenie o niczym konkretnym. Miało być o genezie polityki społecznej, a nie dowiedziałam się niczego szczególnego, poza trzema datami, które nic mi nie mówią. Profesor szalenie poważny, w garniturze i krawacie, wydaje się, że ma olbrzymią wiedzę, której nie umie przekazać. Dodam, że zajęcia odbywały się w cudownej, filozoficznej sali 335 na Krakowskim i aby cokolwiek usłyszeć trzeba się maksymalnie skupić. Choć dziś nie przeszkadzała mi w widoczności ściana, to aby zobaczyć coś napisane na tablicy, także należy wytężyć wzrok. Męczące.
Aha, za każdym razem w moim najbliższym pobliżu siedzi M., chłopak, który nie szczędził wulgaryzmów i chamskim odzywek na facebooku, i którego nie polubiłam od razu. Za jego wyższość i nadmierną pewność. Siedzi albo przede mną, za mną lub obok mnie i co gorsza, chodzi do mojej grupy.
Miałam nadzieję, że chociaż pan od administracji publicznej będzie człowiekiem wyluzowanym, wesołym, może troszeczkę zabawnym, bo już zazdroszczę A., która chodzi na Politechnikę, że ma takich normalnych wykładowców. Niestety nie. Mi takowi się nie trafili. A pan od administracji, jest... co najmniej dziwny. Śmieje się - owszem, ale ze swoich wypowiedzi, które ani trochę nie są zabawne. "Pokazałbym wam folder z artykułami pana X., ale go nie mam. Haha"; "Na pierwszym roku będziecie musieli napisać pracę semestralną, ale nie będzie łatwa. Haha"; "Trzeba będzie stworzyć trzy osobowe zespoły, bo praca w pojedynkę wychodzi słabo. Haha". Pan od administracji i jego żarciki. I tak, zadał już pracę semestralną o funkcjonowaniu dowolnej placówki administracyjnej. "Myślę, że w 30 stronach się zmieścicie. Haha". Tworzę grupę z D. i A. (chłopakiem ze szkolenia bibliotecznego).
Po żarciku profesora, sala w końcu się zaśmiała. Było to związane z wypowiedzią jakiegoś chłopaka, który siedział w końcowych rzędach, a profesor coś mu odpowiedział i było to zabawne! Machinalnie odwróciłam się do tyłu. Zauważyłam T. i jego cudowny uśmiech. To co najbardziej lubię w wyglądzie zewnętrznym mężczyzn to przede wszystkim piękny uśmiech i oczy. Trwało to nie dłużej niż sekundę, ale wiem, że boski On będzie śnił mi się po nocach.
Ogólnie ten dzień zaliczam do jednych z lepszych, mimo że wynudziłam się niemiłosiernie i nie miałam co robić ze sobą w trakcie przerw, to mimo wszystko widok T. sprawiał, że czułam się zdecydowanie lepiej i mam o kim myśleć przez najbliższy weekend, najbliższe dni i pewnie najbliższe tygodnie. Nie mogę się doczekać aż zobaczę go znowu.
Napisałabym więcej o tym jak On na mnie działa, jaki jest przystojny i co już sobie w myślach wyobrażam, ale wyszłabym na idiotkę, więc niech to zostanie póki co tajemnicą, choć jego obecność wpływa na mnie hipnotyzująco...
Rozmarzyłam się.
http://www.youtube.com/watch?v=bXOUGZRLYGw
M.
piątek, 5 października 2012
3.10.2012
Zaczęłam dzień od zajęć o wprowadzeniu po polityki społecznej. Pani profesor młoda, zorganizowana, poważna wydaje się wymagająca. Od razu powiedziała, że na każdej lekcji będą omawiane nowe lektury, co mnie trochę przeraża, bo podobno nie są one łatwe. Zajęcia trwały nie dłużej niż 40 min.
O 15.00 zaczął się wykład z filozofii. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie skomentowała, a do komentowania w tym przypadku jest dużo. Spóźniłam się 3 minuty i musiałam zająć miejsce na samym końcu, nic wcześniej nie było wolnego. Nic nie słyszałam, bo pani nie umiała podłączyć mikrofonu lub też go nie było, nie wiem, nie widziałam. Nie widziałam dlatego, że sala ma pełno słupów i filarów, prócz tego jest na poddaszu, także ma słabe oświetlenie i sufit ze skosem, i fragment jakiejś ściany po środku, nie wiadomo po co, w każdym razie skutecznie uniemożliwia widoczność tablicy. Dodatek stanowi zepsuty rzutnik. Pani mówiła cicho, zaciskając zęby, dolatywało do mnie co 10 słowo, więc musiałam zająć się czym innym. W tym przypadku była to Tess Gerritsen, a ludzie wokół mnie rozwiązywali sudoku i krzyżówki. Wykład z jakże ciekawej filozofii, powiedzmy, że mnie ominął, choć na listę obecności się wpisałam ;)
Na naszym forum na facebooku wszyscy się śmieją z dzisiejszej formy filozofii. Chcą wprowadzić sprzedaż biletów na miejsca z widokiem centralnie na babkę. Tańsze bilety będą po bokach, a "tanie premium" za filarem. Zabawnie.
A wieczorkiem moje pierwsze studenckie piwko z A.
http://www.youtube.com/watch?v=zvpeBPxyZAY
Dziwię się, że mi się to podoba, ale zwrotki świetne.
M.
O 15.00 zaczął się wykład z filozofii. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie skomentowała, a do komentowania w tym przypadku jest dużo. Spóźniłam się 3 minuty i musiałam zająć miejsce na samym końcu, nic wcześniej nie było wolnego. Nic nie słyszałam, bo pani nie umiała podłączyć mikrofonu lub też go nie było, nie wiem, nie widziałam. Nie widziałam dlatego, że sala ma pełno słupów i filarów, prócz tego jest na poddaszu, także ma słabe oświetlenie i sufit ze skosem, i fragment jakiejś ściany po środku, nie wiadomo po co, w każdym razie skutecznie uniemożliwia widoczność tablicy. Dodatek stanowi zepsuty rzutnik. Pani mówiła cicho, zaciskając zęby, dolatywało do mnie co 10 słowo, więc musiałam zająć się czym innym. W tym przypadku była to Tess Gerritsen, a ludzie wokół mnie rozwiązywali sudoku i krzyżówki. Wykład z jakże ciekawej filozofii, powiedzmy, że mnie ominął, choć na listę obecności się wpisałam ;)
Na naszym forum na facebooku wszyscy się śmieją z dzisiejszej formy filozofii. Chcą wprowadzić sprzedaż biletów na miejsca z widokiem centralnie na babkę. Tańsze bilety będą po bokach, a "tanie premium" za filarem. Zabawnie.
A wieczorkiem moje pierwsze studenckie piwko z A.
http://www.youtube.com/watch?v=zvpeBPxyZAY
Dziwię się, że mi się to podoba, ale zwrotki świetne.
M.
2.10.2012
Spóźniłam się chwilkę na ćwiczenia z logiki, ale pośpiesznie zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie. Pani profesor trochę nudna i poważna, choć młoda, wyciągnięta z lat '00. Dzwony, golifk z cekinami, buty po starszej siostrze. Na szczęście zajęcia upłynęły szybko, zrobiliśmy kilka zadań, dwa zadała do domu, jednak nie umiem ich zrobić ;( Takie logiczne myślenie nigdy nie było moją mocną stroną.
Poszłam do sekretariatu, chcąc załatwić pewną sprawę, ale pani niezbyt miło wytłumaczyła mi, że to nie tutaj, bo ona nie zajmuje się sprawami studenckimi. I co z tego, że na drzwiach napisane jest sekretariat instytutu polityki społecznej? Poszłam do innego sekretariatu, na Krakowskim Przedmieściu 3, ale tam kolejka była niesamowicie długa i obawiałam się, że nie zdążę na pilates, więc wyszłam.
Budynek studia taneczno-aktorskiego znalazłam bez problemu, dzięki temu, że narysowałam sobie dokładną mapkę, jak dojechać i się nie zgubić. Byłam przed czasem jakieś 40 minut, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc chodziłam trochę, usiadłam na barierkach, zjadłam bułkę, poczytałam książkę i w końcu weszłam na 4 piętro. Salka mała, przytulna. Na wejściu pan poprosił o moją legitymację i wskazał szatnię, w której nie było miejsca, poszłam na górę, gdzie były 4 dziewczyny, zapytałam czy mogę się tu przebrać, nic nie odpowiedziały. Ok i tak się przebrałam. Podsłuchałam, że nie trzeba zakładać butów, więc śmigałam w białych skarpetkach. Poznałam K., ale nie zamieniłyśmy ze sobą żadnego słowa, bo się śpieszyłyśmy.
Zajęcia przyjemne. Na początku zapoznanie z ogólnymi informacjami, zasadami. Później wykonałyśmy kilka ćwiczeń na oddychanie. Niby nie trudne, ale trzeba się skupić.
Miałam 2 godziny czekania na następne zajęcia. Pogoda ładna, więc przeszłam się w stronę centrum, weszłam do kilku sklepów i tak została mi ponad godzina. Posiedziałam, poczytałam i pół godziny przed czasem znalazłam się na wydziale biologii.
Mają bardzo ładny budynek. Zielony, czysty, pełno kwiatów i roślin, u nas tak nie ma. Sala wykładowa również nowa i zadbana. Siedziałam obok M. z chemii, z którą zapoznałam się przed wejściem. Pani profesor też miła, zabawna, na samym wstępnie zapowiedziała egzamin. Wykład na początku ciekawy, jednak gdy zaczęła rozmawiać o wymarłych gatunkach zwierząt i roślin, powoli zasypiałam. Ale notowałam rzetelnie. I tak upłynęło mi 1.30 h ochrony przyrody.
http://www.youtube.com/watch?v=gte3BoXKwP0
Idealne na ciepłą jesienną pogodę.
M.
Poszłam do sekretariatu, chcąc załatwić pewną sprawę, ale pani niezbyt miło wytłumaczyła mi, że to nie tutaj, bo ona nie zajmuje się sprawami studenckimi. I co z tego, że na drzwiach napisane jest sekretariat instytutu polityki społecznej? Poszłam do innego sekretariatu, na Krakowskim Przedmieściu 3, ale tam kolejka była niesamowicie długa i obawiałam się, że nie zdążę na pilates, więc wyszłam.
Budynek studia taneczno-aktorskiego znalazłam bez problemu, dzięki temu, że narysowałam sobie dokładną mapkę, jak dojechać i się nie zgubić. Byłam przed czasem jakieś 40 minut, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc chodziłam trochę, usiadłam na barierkach, zjadłam bułkę, poczytałam książkę i w końcu weszłam na 4 piętro. Salka mała, przytulna. Na wejściu pan poprosił o moją legitymację i wskazał szatnię, w której nie było miejsca, poszłam na górę, gdzie były 4 dziewczyny, zapytałam czy mogę się tu przebrać, nic nie odpowiedziały. Ok i tak się przebrałam. Podsłuchałam, że nie trzeba zakładać butów, więc śmigałam w białych skarpetkach. Poznałam K., ale nie zamieniłyśmy ze sobą żadnego słowa, bo się śpieszyłyśmy.
Zajęcia przyjemne. Na początku zapoznanie z ogólnymi informacjami, zasadami. Później wykonałyśmy kilka ćwiczeń na oddychanie. Niby nie trudne, ale trzeba się skupić.
Miałam 2 godziny czekania na następne zajęcia. Pogoda ładna, więc przeszłam się w stronę centrum, weszłam do kilku sklepów i tak została mi ponad godzina. Posiedziałam, poczytałam i pół godziny przed czasem znalazłam się na wydziale biologii.
Mają bardzo ładny budynek. Zielony, czysty, pełno kwiatów i roślin, u nas tak nie ma. Sala wykładowa również nowa i zadbana. Siedziałam obok M. z chemii, z którą zapoznałam się przed wejściem. Pani profesor też miła, zabawna, na samym wstępnie zapowiedziała egzamin. Wykład na początku ciekawy, jednak gdy zaczęła rozmawiać o wymarłych gatunkach zwierząt i roślin, powoli zasypiałam. Ale notowałam rzetelnie. I tak upłynęło mi 1.30 h ochrony przyrody.
http://www.youtube.com/watch?v=gte3BoXKwP0
Idealne na ciepłą jesienną pogodę.
M.
czwartek, 4 października 2012
1.10.2012
Siedziałam sobie na ławeczce, bo przyjechałam 40 min. przed czasem (kochane pociągi, nie mogą się dostosować do mnie). Czytałam moją ukochaną Tess Gerritsen i słuchałam muzyki, gdy nagle podszedł do mnie chłopak. Spytał czy przypadkiem nie czekam na angielski na 14.00? Zszokowana, że zapytał mnie, bo wokół kręciło się sporo osób, a ja czytałam książkę przed budynkiem, odparłam szybko, że tak, czekam.
- Jesteś z polityki społecznej?
- Tak. Jesteś z I roku?
- Tak.
- M.
- J.
I tak musiałam porzucić lekturę i pogadać z nowo poznanym. Nie sądziłam, że ktoś z mojego kierunku i tym bardziej z mojego roku będzie chodził ze mną na lektorat, jednak się myliłam.
Chłopak okazał się raczej miły, ułożony i grzeczny. Powiedział, że na pierwszym roku nie będzie imprezować, a na pewno nie w I semestrze. Ha ha. Ale jak to? Kompletnie nie w moim typie i z wyglądu, i z rozmowy, wywnioskowałam, że nie jest dla mnie. A przede wszystkim mój przyszły facet nie będzie miał takiej koziej bródki, jaką ma J., bo wygląda to brzydko. Tak sobie gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Rozpadało się. Zaproponowałam, abyśmy szybko wbiegli do budynku, bo zaczęło lać jak z cebra. Pod drzewem nie było tak czuć, ale dochodziła 13.45. Starałam zasłonić głowę rękoma (prostowanie włosów poszłoby na marne), a on chciał mnie osłonić swoją mini reklamóweczką :) brr.. speszył się, gdy zaczęłam się śmiać. Szybko biegłam, a on jeszcze szybciej, aby otworzyć mi drzwi. Może i ładnie z jego strony.
Znaleźliśmy salę. Stoimy. Nie wiem o czym z nim rozmawiać. On ciągle się na mnie patrzy. Ja specjalnie się odwracam. Dziwnie się czuję. Przychodzi dziewczyna. Pyta czy my też na angielski. Zapoznajemy się. B. z biologii, jest miła, a do tego bardzo ładna. Ma ciemną oprawę oczu, co bardzo lubię zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, z tym że u mężczyzn bardziej :)
Stoimy. Rozglądamy się na boki. Zbiera się większa grupka ludzi, ok. 8 osób. 14.00, 14.05, 14.10, 14.15. Dochodzimy do wniosku, że dalsze czekanie nie ma sensu i pewnie zajęć dzisiaj nie będzie. Gadamy jeszcze chwilkę. Poznaję dziewczynę z dziennikarstwa, zarządzania, stosunków międzynarodowych i oczywiście B. z biologii. Dziewczyny wymieniły się numerami telefonów, ale umawiamy się, że widzimy się za dwa tygodnie.
Spławiłam J. Powiedziałam mu, że jadę jeszcze do koleżanki, bo on miał jechać metrem, ja w sumie też powinnam, aby dostać się do śródmieścia, ale poszłam na autobus, aby uniknąć niezręcznej ciszy lub beznadziejnych rozmów. Ale odprowadził mnie na przystanek, zapytał nawet czy może mi towarzyszyć.
Straciłam dzień.
http://www.youtube.com/watch?v=s6y-58gLnjs
M.
- Jesteś z polityki społecznej?
- Tak. Jesteś z I roku?
- Tak.
- M.
- J.
I tak musiałam porzucić lekturę i pogadać z nowo poznanym. Nie sądziłam, że ktoś z mojego kierunku i tym bardziej z mojego roku będzie chodził ze mną na lektorat, jednak się myliłam.
Chłopak okazał się raczej miły, ułożony i grzeczny. Powiedział, że na pierwszym roku nie będzie imprezować, a na pewno nie w I semestrze. Ha ha. Ale jak to? Kompletnie nie w moim typie i z wyglądu, i z rozmowy, wywnioskowałam, że nie jest dla mnie. A przede wszystkim mój przyszły facet nie będzie miał takiej koziej bródki, jaką ma J., bo wygląda to brzydko. Tak sobie gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Rozpadało się. Zaproponowałam, abyśmy szybko wbiegli do budynku, bo zaczęło lać jak z cebra. Pod drzewem nie było tak czuć, ale dochodziła 13.45. Starałam zasłonić głowę rękoma (prostowanie włosów poszłoby na marne), a on chciał mnie osłonić swoją mini reklamóweczką :) brr.. speszył się, gdy zaczęłam się śmiać. Szybko biegłam, a on jeszcze szybciej, aby otworzyć mi drzwi. Może i ładnie z jego strony.
Znaleźliśmy salę. Stoimy. Nie wiem o czym z nim rozmawiać. On ciągle się na mnie patrzy. Ja specjalnie się odwracam. Dziwnie się czuję. Przychodzi dziewczyna. Pyta czy my też na angielski. Zapoznajemy się. B. z biologii, jest miła, a do tego bardzo ładna. Ma ciemną oprawę oczu, co bardzo lubię zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, z tym że u mężczyzn bardziej :)
Stoimy. Rozglądamy się na boki. Zbiera się większa grupka ludzi, ok. 8 osób. 14.00, 14.05, 14.10, 14.15. Dochodzimy do wniosku, że dalsze czekanie nie ma sensu i pewnie zajęć dzisiaj nie będzie. Gadamy jeszcze chwilkę. Poznaję dziewczynę z dziennikarstwa, zarządzania, stosunków międzynarodowych i oczywiście B. z biologii. Dziewczyny wymieniły się numerami telefonów, ale umawiamy się, że widzimy się za dwa tygodnie.
Spławiłam J. Powiedziałam mu, że jadę jeszcze do koleżanki, bo on miał jechać metrem, ja w sumie też powinnam, aby dostać się do śródmieścia, ale poszłam na autobus, aby uniknąć niezręcznej ciszy lub beznadziejnych rozmów. Ale odprowadził mnie na przystanek, zapytał nawet czy może mi towarzyszyć.
Straciłam dzień.
http://www.youtube.com/watch?v=s6y-58gLnjs
M.
poniedziałek, 1 października 2012
28.09.2012
Tradycyjnie miałam problem ze znalezieniem sali. Krakowskie Przedmieście 3 z zewnątrz przypomina niepozorny budynek, jednak za skromnymi drzwiami kryje się 100 innych drzwi, schodów, windy i dużego holu i korytarzy. Spanikowana stanęłam gdzieś z boku. Nawet nie wiedziałam kogo mam się zapytać o kierunek. Szczęśliwie dla mnie, 2 minuty po mnie weszła E. Razem udało nam się znaleźć salę 3.
Chwila dla naszych wykładowców, opiekunów, profesorów, nie pamiętam dokładnie z kim miałam do czynienia. Podpisałam umowę z uniwersytetem, odebrałam legitymację i papierową torbę z długopisem, informatorem, mapą Warszawy w środku, stertą ulotek. W międzyczasie przyglądałam się chłopakom. Odnalazłam jednego, który już podczas pierwszego i trzeciego dnia dni adaptacyjnych przykuł moją uwagę. Modliłam się w duchu, aby był z polityki społecznej i żeby był w mojej grupie. I tak, jest z polityki, ale nie w mojej grupie. Ma na imię T. czarny kolczyk w lewym uchu i cudowny lewy profil, wysoki, szczupły, brunet. Trochę zadziorny i rockowy, tak myślę. Fajnie ubrany i najprawdopodobniej ma dziewczynę.
Ale dziewczyna nie ściana, da się przesunąć ;)
Dzisiaj impreza w klubie h2o, dla pierwszorocznych i ogólnie dla UW. Chciałam pójść, nawet zabrać ze sobą A., jednak jak się okazało na 7.00 do pracy. I integrację trafił szlag.
http://www.youtube.com/watch?v=_p_MvePxC4w
http://www.youtube.com/watch?v=daoY5iPorMc
I wciąż nieustanie zastanawiam się, która wersja jest lepsza, chociaż jako pierwszy usłyszałam remix i chyba on bardziej do mnie przemawia.
A ten utwór na zawsze będzie mi się kojarzył z powieścią "Ptasiek", bo gdy ją czytałam, miałam fazę na tę piosenkę.
M.
Chwila dla naszych wykładowców, opiekunów, profesorów, nie pamiętam dokładnie z kim miałam do czynienia. Podpisałam umowę z uniwersytetem, odebrałam legitymację i papierową torbę z długopisem, informatorem, mapą Warszawy w środku, stertą ulotek. W międzyczasie przyglądałam się chłopakom. Odnalazłam jednego, który już podczas pierwszego i trzeciego dnia dni adaptacyjnych przykuł moją uwagę. Modliłam się w duchu, aby był z polityki społecznej i żeby był w mojej grupie. I tak, jest z polityki, ale nie w mojej grupie. Ma na imię T. czarny kolczyk w lewym uchu i cudowny lewy profil, wysoki, szczupły, brunet. Trochę zadziorny i rockowy, tak myślę. Fajnie ubrany i najprawdopodobniej ma dziewczynę.
Ale dziewczyna nie ściana, da się przesunąć ;)
Dzisiaj impreza w klubie h2o, dla pierwszorocznych i ogólnie dla UW. Chciałam pójść, nawet zabrać ze sobą A., jednak jak się okazało na 7.00 do pracy. I integrację trafił szlag.
http://www.youtube.com/watch?v=_p_MvePxC4w
http://www.youtube.com/watch?v=daoY5iPorMc
I wciąż nieustanie zastanawiam się, która wersja jest lepsza, chociaż jako pierwszy usłyszałam remix i chyba on bardziej do mnie przemawia.
A ten utwór na zawsze będzie mi się kojarzył z powieścią "Ptasiek", bo gdy ją czytałam, miałam fazę na tę piosenkę.
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)