sobota, 16 marca 2013

6.03.2013

Promienie słońca skutecznie przedzierały się przez żaluzję i wpadały do pokoju. Ja cudownie uśmiechnięta, chcę korzystać z tego stanu jak najdłużej, jednak mimo wszystko spoglądam na zegarek. O cholera zaspałam! Na ćwiczenia już nie zdążę, więc obracam się na drugi bok i śpię dalej.

Dorota wysłała mi wiadomość, że dzisiaj po ekonomii widziała T. Dlaczego ciągle się z nim gdzieś mijam, wtedy kiedy mnie nie ma on jest, i kiedy ja jestem jego nie ma? Jak pech to pech. Doris napisała mi także, że był 
super ubrany - skórzana kurtka, bluza z kapturem, okulary. Zachęcona tym, także założyłam moją skórę i trampki, i poleciałam na zajęcia. 

Na systemie politycznym nie widziałam go. Cholera, naprawdę się mijamy.

Usiadłam obok Marii, po chwili przyszła Ewa z Olką, dosiadł się Krzysiek, do sali wpadła, jak zwykle spóźniona Aga. Tym razem nie nudziłam się. Śmieliśmy się z jakiś głupot i opychaliśmy mambami i mentosami. Nie mam pojęcia o czym był wykład, zapisałam tylko jedno słowo: "UZUPEŁNIĆ"

Na strukturze socjopolitycznej patrzyłam na ludzi. Jacy oni wszyscy są zabawni, kiedy myślą, że nikt na nich nie patrzy. Najbardziej moją uwagę przyciągał nasz prowadzący. Chyba niedawno schudł, bo marynarka zdecydowanie za duża, spodnie też mocno ścisnął paskiem, okulary na nosie, postępująca łysina. Nie podnosi nóg, tylko nimi szura, przemieszcza się takim dziwnych krokiem od tablicy do pulpitu. A poza tym to naprawdę miły człowiek, ma wiedzę, ale daje także możliwość wypowiedzenia się studentom i nie krytykuje tego co powiedzą, jak np. Szarfi i jego zadufane ego, które obraża studentów, mówiąc jacy to studenci są głupi i niedojrzali.
Jeden mały minus, mówi głosem tak monotonnym i prowadzi tak nudny przedmiot, że nie ma sposobu, żeby nie zasnąć.

Później 15 min przerwy i kolejny wykład z tym samym profesorem. Stany nadzwyczajne. Mówiliśmy o wydarzeniach towarzyszących śmierci naszego papieża. Statystyki, jak to później wpłynęło na naszą religijność i ilość osób w kościołach, na ilość odprawianych mszy i sposób integracji państwa po tym wydarzeniu. Generalnie to nie było tak odległe zdarzenie, może dlatego nie chciało mi się tego słuchać. Piotr obok mnie też próbował powstrzymać opadającą głowę.

Na kwestie społeczne nie chciałam już iść, zważywszy na to, że zostało jeszcze pół godziny, a ja już byłam głodna i śpiąca. Jednak za namową Ewy i Oli, poszłam, ale z wieeelkim bólem. Piotr powiedział, że już nie da rady i wyłamuje się, zobaczymy się na koszykówce.

O dziwo, na kwestiach wytrzymałam. Notowałam wszystko, uważnie słuchałam. Konkretny facet, który nie gada o wszystkim i o niczym. Mówi, to co jest potrzebne i zna się na tym. Oby więcej takich.

T. dzisiaj nie widziałam.

M.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz