Myślałam, że spóźnię się na ekonomię. Znowu. Nie wiem czemu, ale ZAWSZE w czwartki wychodzę zdecydowanie za późno z domu, co zawsze kończy się sprintem przez zaśnieżony Nowy Świat. Ale i tym razem zdążyłam! Przez to, że nie byłam w zeszłym tygodniu na ćwiczeniach i nie uzupełniłam notatek, dzisiaj nie wiedziałam co robimy. Dosłownie. Mechanicznie przepisywałam tylko niezrozumiałe wykresy z tablicy. Do tego mam katar i załzawione oczy.
Profesor na prawie powiedział, że właściwie zrobiliśmy cały materiał (i więcej), więc dzisiaj są tylko konsultacje. Świetnie, szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej! Wpisałam tylko na kartce, jakie prawo wybieram na egzaminie i wyszłam. Ku mojemu zaskoczeniu dzisiaj pojawił się T.! Też wpisał swoje nazwisko (dosyć dziwny ma charakter pisma - ściśnięte i małe litery) po czym wyszedł.
Siedziałam pod salą do ekonomii więcej niż 1,3h! Nie miałam co ze sobą zrobić. Doroty miało dzisiaj nie być, Maria gdzieś mi zniknęła, Alek został na tych konsultacjach, Małgosia na ten wykład nie chodzi, Ewa ma egzamin z angielskiego. W drugim końcu korytarza zobaczyłam, że siedzieli inni ludzie z mojego roku, w tym T., ale nie było koło nich już miejsca, więc zostały mi schody i samotne siedzenie, z widokiem na T. Pewnie pomyślał, ze jestem jakimś odludkiem, ale gdyby nie zajęli całej ławki, to bym siedziała koło niego! Dobrze, że chociaż dzisiaj wzięłam ze sobą Cobena i słuchawki. Jednak po 20 minutach zaczęło mnie to nużyć i zostałam zmuszona do tego, żeby napisać sms do Alka, żeby przyszedł, bo tak samej głupio mi siedzieć. I przyszedł, usiadł obok mnie na schodach, trochę z nim rozmawiałam, oczywiście opowiadał o tych swoich "melanżach" i jak to super będzie po sesji. Nie wiem co gorsze siedzenie samej czy słuchanie Alka? Na szczęście niedługo potem przyszła Maria, to chociaż z nią normalnie porozmawiałam.
A wykład, taki jak zawsze. Nudny i nie słuchałam.
Później wps. Ciąg dalszy kwestii ubóstwa. W ławce przed mną siedział T. Idealny widok jak dla mnie. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nie przeszkadzał mi katar...
Miałam nie iść na administrację, ale ostatecznie zdecydowałam, że pójdę. Pomyślałam, że może będzie coś mówił o naszych pracach, a nawet jeśli nie, to poczytam książkę. Siedziałam obok Małgosi i Alka. Nie jestem w stanie go słuchać. Cały czas powtarza to samo albo pieprzy od rzeczy. Małgosia tez już chyba wytrzymać nie mogła, bo bez przerwy patrzyła na zegarek. T. już nie było na administracji.
Nudny i ciężki dzień. Cały czas pada śnieg, zimno i nieprzyjemnie. A w sobotę Skierniewice! Przed intensywną nauką należy się wybawić dużą ekipą!
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz