Wykład z ekonomii o 9.45 w czwartek. Moje marzenie. Pół dnia stracone na jedne, jedyne zajęcia. Standardowo - nic ciekawego się nie działo. Jakieś wykresy, nic nie wykazujące rysunki. Czy będą kiedyś takie wykłady, na których będę słuchała z zaciekawieniem prowadzącego, a nie odmierzała czas do końca?
T. nie było. Może jeszcze nie wrócił z Litwy po feriach? Chyba nie zrezygnował?
Właściwie powinnam być na zajęciach ze źródeł prawnych zjednoczonej Europy, w ramach ogunu, na który się zapisałam, ale nie chce mi się na to chodzić, bo budynek jest na Dobrej, jestem w domu około godzinę, a historia i prawo to niemiłe połączenie jak dla mnie. Zapisałam się, bo Dorota mnie o to prosiła i miałyśmy wcześniej chodzić na jeszcze jeden ciekawszy wykład, na który mi się nie udało zarejestrować, a jej tak. Więc niestety będę musiała z tego zrezygnować, a zapisać się na prawo rodzinne w praktyce w poniedziałki (czekam na to 2h na Krakowskim). Jak będę zanosiła podanie o dopisanie mnie do socjologii stanów nadzwyczajnych, to zaniosę też podanie o dopisanie do tego wykładu. Mam nadzieję, że się uda. Chociaż to niezłe kombinowanie, bo co 2 tygodnie w poniedziałki mam angielski i godziny się nakładają. Więc czasem będę na prawie, czasem na angielskim. I tu, i tu lista obecności jest sprawdzana. 2 nieobecności są dopuszczalne, muszę to dobrze rozplanować, a będzie dobrze. Wolę takie rozwiązanie niż te źródła prawne w czwartki, które zaburzają mi plan i marnują cały dzień.
W ten sposób będę miała od rana do wieczora zapełniony poniedziałek, wtorek i środę, do połowy wolny czwartek i całkowicie wolny piątek. Nie wiem czy to dobre połączenie, ale lepiej nie umiałam tego rozplanować.
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz