Dzisiejszy mój piękny wygląd "poszedł na marne", bo T. nie było na zajęciach. A kiedy wiem, że jest prawdopodobieństwo zobaczenia go, staram się wyglądać jeszcze lepiej. Eh, myślałam, że chociaż na ćwiczeniach się pojawi. Nic z tego.
Na pierwszych ćwiczeniach z kwestii społecznych mieliśmy zastępstwo, czyli tak naprawdę nie dowiedziałam się niczego, bo mimo że program mamy zrealizować taki sam, to każdy z profesorów inaczej prowadzi zajęcia i inaczej ocenia. Dowiedziałam się kilku ogólników, będą obowiązkowe prezentacje, który każdy musi przygotować i sporo literatury do czytania.
Psychologia społeczna z panią bardzo poprawną. Chyba tak bym ją określiła. Poprawnie wygląda, poprawnie się wypowiada, poprawnie akcentuje sylaby. Jest taka spokojna i taka nudna. Oczywiście prezentacje dla chętnych.
Pojechałam do domu na 3 godziny. Beznadziejne okienka.
Gdyby nie Dorota, nie wiedziałabym jak dojść do Wydziału Informatyki. Spotkałam ją na Banacha, ona właśnie skończyła swoje zajęcia, a ja dopiero na nie szłam. Mniej więcej mnie pokierowała jak dojść do budynku, ale później jak dojść do sali, to będę musiała się kogoś zapytać, bo dużo skrętów, schodów, przejść i ludzi. Na szczęście, gdy weszłam zobaczyłam Ewę, która kupowała kawę, także poszłyśmy razem.
Zajęcia - nic specjalnego. Było 7 osób. Ze starszym panem, który ma swój świat. Czy każdy informatyk taki musi być? Swój świat, gdzie komputer jest bogiem. Gadałam, niezbyt uważałam, a z rzutnika nic nie widziałam, Ewa też nie, więc nawet nie wiedziałyśmy co mamy robić. Obok siedziała Ola, byłyśmy zdane na nią. Właściwie, to nawet nie pamiętam co robiliśmy. Wiem, że trzeba było spakować plik i wysłać go do profesora na maila. Później wspomniał o jakiś prezentacjach na temat króli polskich (?), które mamy mu przesłać, ale naprawdę nie wiem do kiedy i jak mają one wyglądać. Powiedziałam, że przygotuję o Janie III Sobieskim, ale co dalej mam z tym uczynić, to zielonego pojęcia nie mam. Nie pracujemy na Microsofcie Office, tylko na Libre Office. Pierwszy raz coś takiego słyszę.
Wracałam z Ewą, Olą i Asią na przystanek. Ewa zaliczyła swój czwarty upadek w ciągu ostatnich kilku godzin, a nas to niesamowicie bawiło.
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz