wtorek, 12 marca 2013

26.02.2013

Pięknie się dzisiaj ubrałam. Chyba jednak za pięknie, bo stojąc na przystanku och-teatr podeszła do mnie pewna kobieta, mówiąc, że z tyłu poszło mi oczko w rajstopach. Oh! Niewiele myśląc wróciłam do domu zmienić ubranie, bo pęknięcie było za bardzo widoczne. Nie mogłam się narazić na taką gafę na uczelni. Na kwestie społeczne już nie zdążyłam.

Psychologia. Niezwykle poprawna kobieta włączyła prezentację, której slajdy przewijała zdecydowanie za szybko i tym sposobem muszę sama wszystko opracować w domu. Robiliśmy też ćwiczenie w grupach, siedziałam koło Alka, więc z przydziału trafiła mi się z nim współpraca.
Nie rozumiem go w ogóle. Niby wszystko skrupulatnie zapisuje, nawet zerka co chwilę do moich notatek, a jak przychodzi kolej wypowiedzenia się na jakiś temat, nic nie ogarnia, wszystko miesza, przekręca i mówi o tym samym: "o wartościach jakimi się kierujemy w życiu; jaki kontakt mamy z innymi ludźmi..." . Mówiąc dosadnie, jak słyszę te bzdury na każdych zajęciach, aż skręca mnie w środku i w tym momencie mam ochotę wyłączyć opcję słuchania jakimś cudownym przyciskiem.
A wracając do zadania, do którego byliśmy przydzieleni, to należało wymyślić eksperyment, w którym ustalimy zmienną niezależną, zależną, grupę kontrolną i eksperymentalną. Niby nic skomplikowanego, a Alek już zaczął wymyślać coś o podatkach, składkach emerytalnych. Chyba trochę mu się przedmioty pomyliły. Więc wszystko musiałam wymyślić ja (zrobiłam to na przykładzie kolorów pokoju, w którym przebywamy). Zaprezentować przed całą grupą, także musiałam ja. I jak się okazało, wymyśliłam dobry eksperyment.

Później kilkugodzinna przerwa i na informatykę. Byłyśmy we trzy - ja, Asia i Ada. Super blondynki za komputerami, które nawet LibreOffice nie potrafiły uruchomić.

Oby T. jutro pojawił się na zajęciach, bo tęskno mi.

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz