Wprowadzenie do polityki społecznej, ocena końcowa: 4.
Jestem naprawdę bardzo zadowolona z siebie, do tego stopnia, że aż nie chce mi się uczyć na jutrzejszą filozofię. Wiem, wiem - nie można spocząć na laurach, ale po raz kolejny nawet nie wiem z czego i co dokładnie jest wymagane na test. Filozofia, to największa porażka na tych studniach, przedmiot kompletnie nie uczący niczego. Po co mam wiedzieć o jakiś cnotach czy badaniach transcendentalnych? Nie potrzebne kompletnie. Może gdyby byłoby to dostosowane do naszego kierunku studiów, miałoby to jakiś sens. Ale w przypadku uczenia się o metodach formowania się bytu (?), przedmiot ten, mija się z celem.
Już miałam siadać do czytania tego czegoś, ale zrobiłam się głodna. Przyrządziłam pysznego łososia z dużą ilością sałaty i grzankami. Pyszności. Najadłam się tak bardzo, że teraz przydałaby się odpoczynek, bo nie jestem w stanie wykonać żadnego innego ruchu ;)
Może zadzwonię jeszcze do Doroty, sprawdzić jak jej idzie. Jutro mamy siedzieć koło siebie, więc muszę się zorientować jaki jest jej stan wiedzy (choć przypuszczam, że niewiele lepszy od mojego).
Przepiszę się do grupy w której jest T. Ada i Magda powiedziały żebym tego nie robiła, ale jak powszechnie wiadomo - jestem nienormalna. Co z tego, że narażam się na ciągłe odpytywanie, małą grupę (choć dzisiaj jak sprawdzałam jest w niej 10 osób) i ewentualnie brak pożyczenia od kogokolwiek notatek, w razie jakiejś nieobecności? Co ja poradzę, że On mnie tak fascynuje i zwyczajnie pociąga? Nic. Zostaje mi tylko przepisać się do II grupy.
A niech spróbuje nie chodzić, to nie wiem co mu zrobię...
M.
czwartek, 31 stycznia 2013
środa, 30 stycznia 2013
30.01.2013
Uczyłam się i uczyłam, i uczyłam tak do 4.30. Oczywiście nie nauczyłam się wszystkiego, bo to sama pamięciówka, a u mnie wkuwanie na pamięć o godzinie 2.00 w nocy nie wychodzi najlepiej. Ba, w ogóle nie wychodzi. Co ja robię na takim "pamięciowym" kierunku?! Mówię uczciwie - tęsknię za matematyką! Tu jest pełno wskaźników, definicji, norm, modeli, klasyfikacji, instrumentów, nurtów, teorii, uwarunkowań czegoś tam, nazwisk cudownych uczonych, których nie umiem nawet bezbłędnie zapisać, co dopiero wymówić? Sporo tego i wszystko takie podobne, a jednak inne, bo różni się tylko jednym znaczącym słowem (którego i tak nie jestem w stanie zapamiętać).
Egzamin o 10.00, więc zostały mi 3 godziny snu. Bardzo, ale to bardzo nie chciało mi się podnieść, rozważałam nawet konsekwencje pozostania w ten szary, deszczowy dzień w łóżku. Jednak zdrowy rozsądek wygrał! Wszystkie czynności wykonywałam sprawnie - jedzenie, mycie zębów, piękny strój wybrałam już wczoraj (czarne krótkie spodenki, czarne rajstopy, beżowa jedwabna koszula, marynarka Ady, płaszczyk Ady, buty Ady - nie ma jej, więc ja korzystam) i wreszcie makijaż. Niechcący włożyłam sobie pędzelek eyelinera do oka, zaczęły mi lecieć łzy, idealna kreska się rozmazała i musiałam wszystko poprawiać i później znowu poprawiać, bo nie wychodziło już tak ładnie... Jaki problem!
Godzina 9.05 a ja jeszcze w domu. Na złość tramwaj jechał bardzoooo wolno, coś w nim trzeszczało, gruchotało i przy palmie byłam o 9.47. Może nie stresowałabym się tak bardzo, że nie zdążę, gdyby nie to, że dzisiaj ten nieszczęsny egzamin. Chciałam sobie wcześniej pogadać z ludźmi, pochwalić się moim "idealnie dopasowanym ubiorem", jednak dziś nie było mi to dane. Wbiegłam do sali w ostatniej chwili. Usiadłam w pierwszym rzędzie. Zauważyłam T. siedzącego 2 ławki ode mnie. Miejsc w audytorium jest ok. 200, piszących około 80, a my znów siedzimy blisko siebie. Czyż to nie wspaniałe?
Zadanie 1. to opis definicji, należało wpisać tę definicję. 2/3
Zadanie 2. to skróty jakiś instytucji, należało rozszyfrować skrót i go wpisać. (PIP - sądziłam, że wymyśliłam rozwinięcie tego skrótu, ale jak się okazało, to jest dobrze) 4/4
Zadanie 3. to napisać definicję 3 pojęć (naturalny przyrost ludności, zabezpieczenie społeczne, minimum egzystencji). 3/3
Zadanie 4. w jaki sposób są wyznaczane wskaźniki HDI i liczba reprodukcji ludności. W HDI się pomyliłam o jedną kwestię, a reprodukcję napisałam źle 0,5/2
Zadanie 5. Pytania, na które trzeba było odpowiedzieć tak/nie. Myślę, że tutaj większość zrobiłam dobrze.
Zadanie 6. Scharakteryzować jeden z modeli polityki społecznej i podać jego autora. Nazwisko autora napisałam oczywiście z błędem, a samo zadanie ciekawe jak mi oceni, bo nie wyczerpałam tematu i nie jestem pewna czy w ogóle dobrze to napisałam.
Szybko się z tym uwinęłam. Czekałam aż T. odda swoją pracę, żebym mogła zaraz po nim wyjść i aby mógł zobaczyć mój "idealnie dopasowany ubiór". Jednak tak czekałam aż czekanie mi się znudziło, więc oddałam swój egzamin i wyszłam, ostatni raz spoglądając na Niego. Marynarka, koszula i okulary. Seksownie. I ten czarny tunel w uchu. Mmmm.
Dobrze, że wyszłam, bo spotkałam Ewę i Olę, więc jeszcze porozmawiałyśmy. Gadamy, gadamy, po czym widzę, że T. skończył pisać i właśnie idzie na autobus. Więc co robię ja? Jakżeby inaczej, też wychodzę z dziewczynami.
Pada i pada, a ja mam tylko płaszczyk bez kaptura i zamszowe buty (ale to nie moje, więc nie rozpaczam tak bardzo). Jechaliśmy oczywiście 175. Mogę jeździć każdym innym autobusem, ale akurat, ta linia podoba mi się najbardziej ;)
Ewa wspomniała o jakiejś imprezie z okazji zakończenia sesji, oczywiście w Parku, w środę. Ma być sporo ludzi z mojej licealnej klasy, trochę ludzi z roku i znajomi, znajomych. Miałam zamiar pojechać w niedzielę do Żyrardowa, ale w tym wypadku chyba zostanę do czwartku. Poza tym Szarfi wczoraj odpisał na naszą pracę zaliczeniową. Dobre są wywiady (akurat to ja je redagowałam), nudny budżet (Dorota) i jakże by inaczej, kultura Alka jest cała do poprawki. Tak czy inaczej w Warszawie muszę jeszcze posiedzieć, bo w Żyrardowie laptopy nie działają i nie miałbym jak pracować.
Jutro rzekomo obowiązkowy wykład z ochrony własności intelektualnej. Nie wiem czy mam na to iść, nikt nie wie. Skoro byliśmy na tym we wrześniu, pisaliśmy później z tego "test" to czy teraz znów musimy tracić na to 3 godziny? Przez pół roku nie dowiedziałam się też czy ten egzamin zaliczyłam. Wpis w usosie miał się pojawić już dawno, jednak nic nie ma na ten temat. Nie chce mi się na to iść. Przecież przez ten czas mogę pouczyć się filozofii (sarkazm). Nikt nic nie wie...
Do dzisiaj także muszę się zastanowić czy przepisać się do grupy, w której jest T. i niestety tylko 7 innych osób, w tym Alek. Grupa do której jestem obecnie zapisana liczy 26 osób! Boję się, że będę tego później żałowała, że ciągle by nas brali do odpowiedzi lub coś podobnego, a T. będzie chodził tak jak chodzi na wykłady, czyli prawie wcale. Więcej go nie ma niż jest i nie zaliczył logiki, i ma zaliczyć także administrację z powodu nieobecności. Co robić? Teraz i tak go nie wyrzucą (chyba, że sam zrezygnuje), bo rozliczenie jest roczne, a nie semestralne. Więc to może być ostatnia okazja do zapoznania się z nim, bo na II rok mogę go już nie zobaczyć. Przepisać się? Na pewno jest większe prawdopodobieństwo*, że pojawi się na ćwiczeniach niż na wykładzie. Więc przepisać się czy nie?
* "prawdopodobieństwo" jak to ładnie matematycznie brzmi. Aż policzyłabym prawdopodobieństwo dwukrotnego wyrzucenia liczby 3 w sześciennej kostce do gry, wiedząc, że rzucający rzuca kostką 4 razy. To były zadania...
M.
Egzamin o 10.00, więc zostały mi 3 godziny snu. Bardzo, ale to bardzo nie chciało mi się podnieść, rozważałam nawet konsekwencje pozostania w ten szary, deszczowy dzień w łóżku. Jednak zdrowy rozsądek wygrał! Wszystkie czynności wykonywałam sprawnie - jedzenie, mycie zębów, piękny strój wybrałam już wczoraj (czarne krótkie spodenki, czarne rajstopy, beżowa jedwabna koszula, marynarka Ady, płaszczyk Ady, buty Ady - nie ma jej, więc ja korzystam) i wreszcie makijaż. Niechcący włożyłam sobie pędzelek eyelinera do oka, zaczęły mi lecieć łzy, idealna kreska się rozmazała i musiałam wszystko poprawiać i później znowu poprawiać, bo nie wychodziło już tak ładnie... Jaki problem!
Godzina 9.05 a ja jeszcze w domu. Na złość tramwaj jechał bardzoooo wolno, coś w nim trzeszczało, gruchotało i przy palmie byłam o 9.47. Może nie stresowałabym się tak bardzo, że nie zdążę, gdyby nie to, że dzisiaj ten nieszczęsny egzamin. Chciałam sobie wcześniej pogadać z ludźmi, pochwalić się moim "idealnie dopasowanym ubiorem", jednak dziś nie było mi to dane. Wbiegłam do sali w ostatniej chwili. Usiadłam w pierwszym rzędzie. Zauważyłam T. siedzącego 2 ławki ode mnie. Miejsc w audytorium jest ok. 200, piszących około 80, a my znów siedzimy blisko siebie. Czyż to nie wspaniałe?
Zadanie 1. to opis definicji, należało wpisać tę definicję. 2/3
Zadanie 2. to skróty jakiś instytucji, należało rozszyfrować skrót i go wpisać. (PIP - sądziłam, że wymyśliłam rozwinięcie tego skrótu, ale jak się okazało, to jest dobrze) 4/4
Zadanie 3. to napisać definicję 3 pojęć (naturalny przyrost ludności, zabezpieczenie społeczne, minimum egzystencji). 3/3
Zadanie 4. w jaki sposób są wyznaczane wskaźniki HDI i liczba reprodukcji ludności. W HDI się pomyliłam o jedną kwestię, a reprodukcję napisałam źle 0,5/2
Zadanie 5. Pytania, na które trzeba było odpowiedzieć tak/nie. Myślę, że tutaj większość zrobiłam dobrze.
Zadanie 6. Scharakteryzować jeden z modeli polityki społecznej i podać jego autora. Nazwisko autora napisałam oczywiście z błędem, a samo zadanie ciekawe jak mi oceni, bo nie wyczerpałam tematu i nie jestem pewna czy w ogóle dobrze to napisałam.
Szybko się z tym uwinęłam. Czekałam aż T. odda swoją pracę, żebym mogła zaraz po nim wyjść i aby mógł zobaczyć mój "idealnie dopasowany ubiór". Jednak tak czekałam aż czekanie mi się znudziło, więc oddałam swój egzamin i wyszłam, ostatni raz spoglądając na Niego. Marynarka, koszula i okulary. Seksownie. I ten czarny tunel w uchu. Mmmm.
Dobrze, że wyszłam, bo spotkałam Ewę i Olę, więc jeszcze porozmawiałyśmy. Gadamy, gadamy, po czym widzę, że T. skończył pisać i właśnie idzie na autobus. Więc co robię ja? Jakżeby inaczej, też wychodzę z dziewczynami.
Pada i pada, a ja mam tylko płaszczyk bez kaptura i zamszowe buty (ale to nie moje, więc nie rozpaczam tak bardzo). Jechaliśmy oczywiście 175. Mogę jeździć każdym innym autobusem, ale akurat, ta linia podoba mi się najbardziej ;)
Ewa wspomniała o jakiejś imprezie z okazji zakończenia sesji, oczywiście w Parku, w środę. Ma być sporo ludzi z mojej licealnej klasy, trochę ludzi z roku i znajomi, znajomych. Miałam zamiar pojechać w niedzielę do Żyrardowa, ale w tym wypadku chyba zostanę do czwartku. Poza tym Szarfi wczoraj odpisał na naszą pracę zaliczeniową. Dobre są wywiady (akurat to ja je redagowałam), nudny budżet (Dorota) i jakże by inaczej, kultura Alka jest cała do poprawki. Tak czy inaczej w Warszawie muszę jeszcze posiedzieć, bo w Żyrardowie laptopy nie działają i nie miałbym jak pracować.
Jutro rzekomo obowiązkowy wykład z ochrony własności intelektualnej. Nie wiem czy mam na to iść, nikt nie wie. Skoro byliśmy na tym we wrześniu, pisaliśmy później z tego "test" to czy teraz znów musimy tracić na to 3 godziny? Przez pół roku nie dowiedziałam się też czy ten egzamin zaliczyłam. Wpis w usosie miał się pojawić już dawno, jednak nic nie ma na ten temat. Nie chce mi się na to iść. Przecież przez ten czas mogę pouczyć się filozofii (sarkazm). Nikt nic nie wie...
Do dzisiaj także muszę się zastanowić czy przepisać się do grupy, w której jest T. i niestety tylko 7 innych osób, w tym Alek. Grupa do której jestem obecnie zapisana liczy 26 osób! Boję się, że będę tego później żałowała, że ciągle by nas brali do odpowiedzi lub coś podobnego, a T. będzie chodził tak jak chodzi na wykłady, czyli prawie wcale. Więcej go nie ma niż jest i nie zaliczył logiki, i ma zaliczyć także administrację z powodu nieobecności. Co robić? Teraz i tak go nie wyrzucą (chyba, że sam zrezygnuje), bo rozliczenie jest roczne, a nie semestralne. Więc to może być ostatnia okazja do zapoznania się z nim, bo na II rok mogę go już nie zobaczyć. Przepisać się? Na pewno jest większe prawdopodobieństwo*, że pojawi się na ćwiczeniach niż na wykładzie. Więc przepisać się czy nie?
* "prawdopodobieństwo" jak to ładnie matematycznie brzmi. Aż policzyłabym prawdopodobieństwo dwukrotnego wyrzucenia liczby 3 w sześciennej kostce do gry, wiedząc, że rzucający rzuca kostką 4 razy. To były zadania...
M.
29.01.2013
Wczoraj do 2:00 siedziałam nad przyrodą. W międzyczasie oczywiście krótka drzemka. Miałam w planach szybko się tego nauczyć (przeczytać 2 razy) i zabrać się za wps, którego też jest bardzo dużo, a na który nie umiem kompletnie nic, a teoretycznie jest ważniejszym przedmiotem. Po raz kolejny mi nie wyszło i tak męczyłam tę przyrodę do późna.
Martynie też przesłałam odpowiedzi, te które otrzymałam od nieznajomej mi dziewczyny dzień wcześniej. Obie zastanawiałyśmy się nad tym, czy faktycznie będą te pytania i czy będzie ich tak dużo.
Zaraz na wejściu wykładowczyni poinformowała nas o ścisłych zasadach tego egzaminu. Do sali wchodzimy pojedynczo, torby i plecaki mamy zostawić w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu, w ręku tylko długopis, żadnych rozmów. Test był już rozłożony na stanowiskach, a miejsca mamy zajmować po kolei, a nie te ostatnie rzędy. Zaczynamy, gdy powie magiczne słowo: start. Śmieszna forma, zważywszy na to, że wczoraj, gdy pisałam prawo, każdy siedział jak chciał, nawet bez odstępów między osobami.
Pytań (łatwiusieńkich według profesor) było 25. Zaliczenie jest od 60%. Część zadań pokrywała się z tym co dostałam od dziewczyny, część była inna. Dla mnie to nie było takie banalne. W którym roku (!) odbył się pierwszy wykład z ochrony przyrody na Uniwersytecie Jagiellońskim i kto go poprowadził; jaki akt prawny tworzy rezerwaty przyrody i kto może tego dokonać; jakie formy ochrony może powołać Rada Gminy; kto powołuje Dyrektora PK położonego na obszarze kilku województw? Aby to wszystko wiedzieć Ustawę o Ochronie Środowiska trzeba mieć w małym paluszku. Więc musiałam trochę pokombinować i domyślać się czy RDOŚ jest na tyle odpowiedzialnym stanowiskiem, że powołuje PK? A może wojewoda? Zdecydowanie zbyt szczegółowe pytania.
W domu byłam już o 11.00. Postanowiłam, że szybko coś zjem i zacznę się czytać miliard stron notatek z polityki. Jednak wcześniej weszłam na facebooka, później zobaczyłam, co robią pandy, żubry, pingwiny i jak rośnie trawa i w końcu zajrzałam do notatek o godzinie 17.30!!! Oooj bardzo ciężko idzie mi nauka, a jeszcze naprawdę nic nie umiem!
M.
Martynie też przesłałam odpowiedzi, te które otrzymałam od nieznajomej mi dziewczyny dzień wcześniej. Obie zastanawiałyśmy się nad tym, czy faktycznie będą te pytania i czy będzie ich tak dużo.
Zaraz na wejściu wykładowczyni poinformowała nas o ścisłych zasadach tego egzaminu. Do sali wchodzimy pojedynczo, torby i plecaki mamy zostawić w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu, w ręku tylko długopis, żadnych rozmów. Test był już rozłożony na stanowiskach, a miejsca mamy zajmować po kolei, a nie te ostatnie rzędy. Zaczynamy, gdy powie magiczne słowo: start. Śmieszna forma, zważywszy na to, że wczoraj, gdy pisałam prawo, każdy siedział jak chciał, nawet bez odstępów między osobami.
Pytań (łatwiusieńkich według profesor) było 25. Zaliczenie jest od 60%. Część zadań pokrywała się z tym co dostałam od dziewczyny, część była inna. Dla mnie to nie było takie banalne. W którym roku (!) odbył się pierwszy wykład z ochrony przyrody na Uniwersytecie Jagiellońskim i kto go poprowadził; jaki akt prawny tworzy rezerwaty przyrody i kto może tego dokonać; jakie formy ochrony może powołać Rada Gminy; kto powołuje Dyrektora PK położonego na obszarze kilku województw? Aby to wszystko wiedzieć Ustawę o Ochronie Środowiska trzeba mieć w małym paluszku. Więc musiałam trochę pokombinować i domyślać się czy RDOŚ jest na tyle odpowiedzialnym stanowiskiem, że powołuje PK? A może wojewoda? Zdecydowanie zbyt szczegółowe pytania.
W domu byłam już o 11.00. Postanowiłam, że szybko coś zjem i zacznę się czytać miliard stron notatek z polityki. Jednak wcześniej weszłam na facebooka, później zobaczyłam, co robią pandy, żubry, pingwiny i jak rośnie trawa i w końcu zajrzałam do notatek o godzinie 17.30!!! Oooj bardzo ciężko idzie mi nauka, a jeszcze naprawdę nic nie umiem!
M.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
28.01.2013
Sesja, sesja, sesja...
Na pierwszy ogień poszło prawo. Całe szczęście był to tylko test a,b,c,d, więc mogłam strzelać. A strzelałam w większości odpowiedzi. Około 70 naprawdę szczegółowych pytań, do których odpowiedzi były sformułowane w niemal identyczny sposób i różniły się tylko jednym słowem (synonimem). Nie sposób było się tego wszystkiego wykuć na pamięć. A jeśli nawet, to nie wiedziałam czego dokładnie miałam się nauczyć. Na wykładach mówiliśmy o czym innym - tak ogólnie o wszystkim i o niczym, chaotycznie, a na ostatnich zajęciach wykładowca podał nam 6 rozdziałów, które musimy umieć z podręcznika. Nie liczę też tego, że każdy musiał wybrać sobie jedną gałąź prawa, z której miał dodatkowe 30 pytań. Wybrałam prawo rodzinne i opiekuńcze, bo większość ludzi to wybierała i wydawało mi się to na pewno łatwiejsze niż prawo cywilne czy administracyjne. Ale zagadnień do tego nam nie podał. Żadnych. Więc tak naprawdę nie wiedziałam czego mam się uczyć. Przeczytałam tylko moje notatki, vademecum z liceum i skrypt podręcznika, który ktoś wrzucił na facebooka. Maciej dodał także taki link do ogólnych zagadnień z prawa rodzinnego. Nie wiedziałam oczywiście ile z tego będzie wymagane, czego dokładnie się nauczyć. Więc tylko przeczytałam te 50 stron (dzisiaj w drodze na egzamin skończyłam :)) i modliłam się o nagły przypływ wiedzy. Liczę na szczęście takie jak na administracji.
Po raz kolejny siedziałam obok T. Razem weszliśmy do sali, jednak ja go wyminęłam i zajęłam miejsce (żeby nie było, że tak za nim chodzę :), po czym patrzę On stoi nade mną i chce usiąść obok mnie. Ubrany był w białą koszulę i marynarkę. Wyglądał tak jak zawsze, czyli idealnie! Co ja mam z tym zrobić, że On tak mi się podoba?
Razem wracaliśmy 175, ale już nie staliśmy obok siebie. A szkoda, bo już nawet skłonna byłabym coś do Niego zagadać, egzamin byłby idealnym pretekstem, widziałam, że też się głowił z pytaniami. Jednak nic z tego. Weszliśmy innymi drzwiami do autobusu...
Za chwilę czeka mnie nauka do ochrony przyrody. Od samego patrzenia na notatki chce mi się spać. Pewnie przeczytam wszystko raz i na tym się zakończy moje wielkie uczenie się, bo tu też miliardy szczegółów, których nie da się przyswoić.
Mam ściągę od jakiejś dziewczyny, która wysłała maila do wszystkich ludzi z ochrony, że posiada gotowca i odpowiedzi do niego z ubiegłego roku i w razie potrzeby może go wysłać. Nie jest pewne, że w tym roku będzie to samo, zważywszy na to, że na wykłady chodzą ci co muszą (z kierunku biologia) i ci co chcą (w ramach ogunu). Więc nie wiem czy akurat ten gotowiec jest dla ogunu czy dla biologii. To co mi ta dziewczyna przesłała, to 150 najróżniejszych pytań, np. o to kto może wydawać zgodę na sypanie soli w czasie zimy na chodniki na drogach powiatowych albo na mocy jakiego aktu prawnego cis w XV wieku został objęty ochroną. Poważnie, mam to wszystko wiedzieć? Ogólnie to czuję, że nie obędzie się bez strzelania.
M.
Na pierwszy ogień poszło prawo. Całe szczęście był to tylko test a,b,c,d, więc mogłam strzelać. A strzelałam w większości odpowiedzi. Około 70 naprawdę szczegółowych pytań, do których odpowiedzi były sformułowane w niemal identyczny sposób i różniły się tylko jednym słowem (synonimem). Nie sposób było się tego wszystkiego wykuć na pamięć. A jeśli nawet, to nie wiedziałam czego dokładnie miałam się nauczyć. Na wykładach mówiliśmy o czym innym - tak ogólnie o wszystkim i o niczym, chaotycznie, a na ostatnich zajęciach wykładowca podał nam 6 rozdziałów, które musimy umieć z podręcznika. Nie liczę też tego, że każdy musiał wybrać sobie jedną gałąź prawa, z której miał dodatkowe 30 pytań. Wybrałam prawo rodzinne i opiekuńcze, bo większość ludzi to wybierała i wydawało mi się to na pewno łatwiejsze niż prawo cywilne czy administracyjne. Ale zagadnień do tego nam nie podał. Żadnych. Więc tak naprawdę nie wiedziałam czego mam się uczyć. Przeczytałam tylko moje notatki, vademecum z liceum i skrypt podręcznika, który ktoś wrzucił na facebooka. Maciej dodał także taki link do ogólnych zagadnień z prawa rodzinnego. Nie wiedziałam oczywiście ile z tego będzie wymagane, czego dokładnie się nauczyć. Więc tylko przeczytałam te 50 stron (dzisiaj w drodze na egzamin skończyłam :)) i modliłam się o nagły przypływ wiedzy. Liczę na szczęście takie jak na administracji.
Po raz kolejny siedziałam obok T. Razem weszliśmy do sali, jednak ja go wyminęłam i zajęłam miejsce (żeby nie było, że tak za nim chodzę :), po czym patrzę On stoi nade mną i chce usiąść obok mnie. Ubrany był w białą koszulę i marynarkę. Wyglądał tak jak zawsze, czyli idealnie! Co ja mam z tym zrobić, że On tak mi się podoba?
Razem wracaliśmy 175, ale już nie staliśmy obok siebie. A szkoda, bo już nawet skłonna byłabym coś do Niego zagadać, egzamin byłby idealnym pretekstem, widziałam, że też się głowił z pytaniami. Jednak nic z tego. Weszliśmy innymi drzwiami do autobusu...
Za chwilę czeka mnie nauka do ochrony przyrody. Od samego patrzenia na notatki chce mi się spać. Pewnie przeczytam wszystko raz i na tym się zakończy moje wielkie uczenie się, bo tu też miliardy szczegółów, których nie da się przyswoić.
Mam ściągę od jakiejś dziewczyny, która wysłała maila do wszystkich ludzi z ochrony, że posiada gotowca i odpowiedzi do niego z ubiegłego roku i w razie potrzeby może go wysłać. Nie jest pewne, że w tym roku będzie to samo, zważywszy na to, że na wykłady chodzą ci co muszą (z kierunku biologia) i ci co chcą (w ramach ogunu). Więc nie wiem czy akurat ten gotowiec jest dla ogunu czy dla biologii. To co mi ta dziewczyna przesłała, to 150 najróżniejszych pytań, np. o to kto może wydawać zgodę na sypanie soli w czasie zimy na chodniki na drogach powiatowych albo na mocy jakiego aktu prawnego cis w XV wieku został objęty ochroną. Poważnie, mam to wszystko wiedzieć? Ogólnie to czuję, że nie obędzie się bez strzelania.
M.
sobota, 26 stycznia 2013
24.01.2013
Nie byłam w stanie podnieść się o godzinie 6.00 i wyjść na ten mróź, więc nie poszłam na ćwiczenia z ekonomii. Zła studentka! Później mieliśmy mieć okienko, to tym bardziej nie chciało mi się iść, a następnie wykład z ekonomii, na którym i tak nic się nie dzieje. Więc pojechałam dopiero na 13.15 na wykład z WPS. Jednak jak się dowiedziałam na ekonomii po raz pierwszy zrobiła listę obecności, było 15 osób. Upsss...
Na WPS profesor przedstawił nam zagadnienia na egzamin. Oby tylko tego wymagał co podał, a będzie dobrze. Chociaż wiem, że ten przedmiot będzie ciężko zaliczyć, same definicje, skróty, jakieś wskaźniki. Dużo tego.
Wczorajsze kolokwium zaliczone ;) Nie była to jakaś olbrzymia ilość punktów, ale udało się, a to najważniejsze. Ponad połowa grupy kolokwium oblała, w tym Alek. Jak smutno... A on uczył się podobno od tygodnia, ale razem z Małgosią uważamy, że jego nie zaliczenie wynika z braku logicznego myślenia i wnioskowania. Wyuczył się wszystkiego na pamięć, wszystkiego co było na zajęciach, ale studnia polegają tez na samodzielnym myśleniu, którego u niego definitywnie brak.
A dzisiaj znowu za namową Magdy i Ali, wybieram się do klubu z całą ekipą z AONu. Jeżeli chodzi o kwestię imprezowania, to chyba nie nauczę się mówić nie. Ale z drugiej strony co mam robić w ten czwartkowy wieczór, wszystko co miałam zaliczyć, zaliczyłam w pierwszym terminie, a do sesji jeszcze kilka dni.
M.
Na WPS profesor przedstawił nam zagadnienia na egzamin. Oby tylko tego wymagał co podał, a będzie dobrze. Chociaż wiem, że ten przedmiot będzie ciężko zaliczyć, same definicje, skróty, jakieś wskaźniki. Dużo tego.
Wczorajsze kolokwium zaliczone ;) Nie była to jakaś olbrzymia ilość punktów, ale udało się, a to najważniejsze. Ponad połowa grupy kolokwium oblała, w tym Alek. Jak smutno... A on uczył się podobno od tygodnia, ale razem z Małgosią uważamy, że jego nie zaliczenie wynika z braku logicznego myślenia i wnioskowania. Wyuczył się wszystkiego na pamięć, wszystkiego co było na zajęciach, ale studnia polegają tez na samodzielnym myśleniu, którego u niego definitywnie brak.
A dzisiaj znowu za namową Magdy i Ali, wybieram się do klubu z całą ekipą z AONu. Jeżeli chodzi o kwestię imprezowania, to chyba nie nauczę się mówić nie. Ale z drugiej strony co mam robić w ten czwartkowy wieczór, wszystko co miałam zaliczyć, zaliczyłam w pierwszym terminie, a do sesji jeszcze kilka dni.
M.
23.01.2013
Logikę napisałam bardzo dobrze. Tak jak przypuszczałam, za zadanie pierwsze dostałam tylko 2 na 10, ale za pozostałe zadania uzyskałam maksymalną ilość punktów. Tym samym ocena końcowa z logiki: 5. Jestem zadowolona, bo wiem, że wiele osób ma trudności ze zrozumieniem tego przedmiotu.
Wczoraj do kolokwium z polityki społecznej uczyłam się do 3:00 (jednocześnie siedząc na facebooku, więc nauka nie była aż tak efektywna). Nie stresowałam się, przed egzaminami w ogóle nie czuję stresu. Choć powinnam. Spałam 2 godziny, na końcowe tematy tylko rzuciłam okiem, pierwsze 3 (o potrzebach, wartościach i kwestiach) były dla mnie i tak nie zrozumiałe. Nie wiedziałam co z tego będzie, a mimo wszystko byłam dobrej myśli.
Kolokwium nie było ani łatwe ani trudne. Pierwsze zadanko opisać współczesną kwestię mieszkaniową, później narzędzia rozwiązywania problemów tejże kwestii, i jednego z tych narzędzi plusy i minusy. Tutaj rozpisałam się, choć po wyjściu z sali przypomniało mi się jeszcze wiele podpunktów, które mogłam uwzględnić. Zadanko 2. omówić czym jest kwestia społeczna według J. Danieckiego. To było jedno z tych pierwszych trzech tematów, ale napisałam o tym też sporo. Zadanie 3 to podać przykład potrzeby obiektywno-niesubiektywnej i wyjaśnić dlaczego akurat tę potrzebę się wybrało. Głowiłam się o co w tym zadaniu chodzi, ale nic nie wymyśliłam. NIC. Zadanie 4. Wyjaśnić pojęcia NEET i stopa ubóstwa. Zadanie 5. scharakteryzować model indywidualny niepełnosprawności, podać wady i zalety takiego ujęcia. Tutaj musiałam sama coś wywnioskować, zanalizować, bo na lekcji tylko o tym wspomnieliśmy. Napisałam wszystko (z wyjątkiem tej potrzeby), myślę, że zaliczę.
Z testu z angielskiego uzyskałam 76,67%. Ocena końcowa 81,65%, czyli 4. Nie jest źle, ale postaram się o więcej.
M.
Wczoraj do kolokwium z polityki społecznej uczyłam się do 3:00 (jednocześnie siedząc na facebooku, więc nauka nie była aż tak efektywna). Nie stresowałam się, przed egzaminami w ogóle nie czuję stresu. Choć powinnam. Spałam 2 godziny, na końcowe tematy tylko rzuciłam okiem, pierwsze 3 (o potrzebach, wartościach i kwestiach) były dla mnie i tak nie zrozumiałe. Nie wiedziałam co z tego będzie, a mimo wszystko byłam dobrej myśli.
Kolokwium nie było ani łatwe ani trudne. Pierwsze zadanko opisać współczesną kwestię mieszkaniową, później narzędzia rozwiązywania problemów tejże kwestii, i jednego z tych narzędzi plusy i minusy. Tutaj rozpisałam się, choć po wyjściu z sali przypomniało mi się jeszcze wiele podpunktów, które mogłam uwzględnić. Zadanko 2. omówić czym jest kwestia społeczna według J. Danieckiego. To było jedno z tych pierwszych trzech tematów, ale napisałam o tym też sporo. Zadanie 3 to podać przykład potrzeby obiektywno-niesubiektywnej i wyjaśnić dlaczego akurat tę potrzebę się wybrało. Głowiłam się o co w tym zadaniu chodzi, ale nic nie wymyśliłam. NIC. Zadanie 4. Wyjaśnić pojęcia NEET i stopa ubóstwa. Zadanie 5. scharakteryzować model indywidualny niepełnosprawności, podać wady i zalety takiego ujęcia. Tutaj musiałam sama coś wywnioskować, zanalizować, bo na lekcji tylko o tym wspomnieliśmy. Napisałam wszystko (z wyjątkiem tej potrzeby), myślę, że zaliczę.
Z testu z angielskiego uzyskałam 76,67%. Ocena końcowa 81,65%, czyli 4. Nie jest źle, ale postaram się o więcej.
M.
wtorek, 22 stycznia 2013
22.01.2013
Wczoraj robiłam zadania z logiki i prawie przy tym zasypiałam. Nie znalazłam żadnego trudnego ćwiczenia dla siebie, każde rozwiązałam bez problemu! Taki ze mnie mistrz!
Dzisiejsze kolokwium oddałam jako jedna z pierwszych, po 30 minutach z dwukrotnym sprawdzeniem. Może za zadanie pierwsze odejmie mi kilka punktów, bo nie umiałam rozpisać poprawności wnioskowania dedukcyjnego. Gdyby były 3 przesłanki, można by było sprawdzić czy zdania są tautologią, ale przesłanki były 2, więc tylko napisałam relacje zdań i to wywnioskowałam. Reszta wydaje mi się, że jest dobrze i kolokwium zaliczę.
Na ochronę nie poszłam. Postanowiłam, że jak tylko przyjadę po logice (11.15 byłam w domu), wezmę się za naukę do jutrzejszego kolokwium z polityki społecznej. Jest godzina 16.10 i dotychczas położyłam zeszyt na biurku. Nie mogę się przemóc. Tego jest bardzo dużo i niestety trudne. Na egzaminie nie będę mogła wymyślać albo czegoś koloryzować, ma być czysta wiedza. Co prawda przeczytałam prawie wszystkie obowiązkowe teksty, uważnie robiłam notatki, ale muszę to sobie wszystko przypomnieć. I tu zaczynają się trudności, bo moje lenistwo dzisiaj jest ogromne, a kawa się kończy i czekoladowych ciastek w domu brak!
A śniegu po kolana. I wciąż pada i pada. Ja chcę założyć już baleriny i skórzaną kurtkę!
M.
Dzisiejsze kolokwium oddałam jako jedna z pierwszych, po 30 minutach z dwukrotnym sprawdzeniem. Może za zadanie pierwsze odejmie mi kilka punktów, bo nie umiałam rozpisać poprawności wnioskowania dedukcyjnego. Gdyby były 3 przesłanki, można by było sprawdzić czy zdania są tautologią, ale przesłanki były 2, więc tylko napisałam relacje zdań i to wywnioskowałam. Reszta wydaje mi się, że jest dobrze i kolokwium zaliczę.
Na ochronę nie poszłam. Postanowiłam, że jak tylko przyjadę po logice (11.15 byłam w domu), wezmę się za naukę do jutrzejszego kolokwium z polityki społecznej. Jest godzina 16.10 i dotychczas położyłam zeszyt na biurku. Nie mogę się przemóc. Tego jest bardzo dużo i niestety trudne. Na egzaminie nie będę mogła wymyślać albo czegoś koloryzować, ma być czysta wiedza. Co prawda przeczytałam prawie wszystkie obowiązkowe teksty, uważnie robiłam notatki, ale muszę to sobie wszystko przypomnieć. I tu zaczynają się trudności, bo moje lenistwo dzisiaj jest ogromne, a kawa się kończy i czekoladowych ciastek w domu brak!
A śniegu po kolana. I wciąż pada i pada. Ja chcę założyć już baleriny i skórzaną kurtkę!
M.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
21.01.2013
'Final test' z angielskiego. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Czy będzie słuchanie, jakieś wypracowanie do napisania? Przezornie wczoraj wieczorem uczyłam się jakiś dwustu słówek. I dobrze! Na egzaminie były 2 zadania ze słownictwa i gdyby nie wczorajsze wkuwanie, musiałabym dzisiaj strzelać. Test ogólnie nie był zbyt trudny. Szkoda, że nie powtórzyłam dokładnie używania czasów, bo w zadaniu ze wstawieniem odpowiedniego czasownika, w odpowiedniej formie, miałam wątpliwości.
Dzisiaj weszłam na usosa i zobaczyłam, że T. wreszcie się zarejestrował na przedmioty. Bylibyśmy w jednej grupie na kwestiach społecznych i na psychologii społecznej, ale 2 dni wcześniej to ja przepisałam się do innej grupy. I teraz właśnie nie wiem - czy zostać w grupie 1. z Dorotą, czy powrócić do grupy 2. z T. (i z Alkiem!)?
Nauka do jutrzejszego kolokwium z logiki wre!
Nie wierzę w to co ludzie wygadują i co robią po alkoholu... czasem to boli, choć wiem, że kompletnie nie mam się czym przejmować.
M.
Dzisiaj weszłam na usosa i zobaczyłam, że T. wreszcie się zarejestrował na przedmioty. Bylibyśmy w jednej grupie na kwestiach społecznych i na psychologii społecznej, ale 2 dni wcześniej to ja przepisałam się do innej grupy. I teraz właśnie nie wiem - czy zostać w grupie 1. z Dorotą, czy powrócić do grupy 2. z T. (i z Alkiem!)?
Nauka do jutrzejszego kolokwium z logiki wre!
Nie wierzę w to co ludzie wygadują i co robią po alkoholu... czasem to boli, choć wiem, że kompletnie nie mam się czym przejmować.
M.
17.01.2013
Myślałam, że spóźnię się na ekonomię. Znowu. Nie wiem czemu, ale ZAWSZE w czwartki wychodzę zdecydowanie za późno z domu, co zawsze kończy się sprintem przez zaśnieżony Nowy Świat. Ale i tym razem zdążyłam! Przez to, że nie byłam w zeszłym tygodniu na ćwiczeniach i nie uzupełniłam notatek, dzisiaj nie wiedziałam co robimy. Dosłownie. Mechanicznie przepisywałam tylko niezrozumiałe wykresy z tablicy. Do tego mam katar i załzawione oczy.
Profesor na prawie powiedział, że właściwie zrobiliśmy cały materiał (i więcej), więc dzisiaj są tylko konsultacje. Świetnie, szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej! Wpisałam tylko na kartce, jakie prawo wybieram na egzaminie i wyszłam. Ku mojemu zaskoczeniu dzisiaj pojawił się T.! Też wpisał swoje nazwisko (dosyć dziwny ma charakter pisma - ściśnięte i małe litery) po czym wyszedł.
Siedziałam pod salą do ekonomii więcej niż 1,3h! Nie miałam co ze sobą zrobić. Doroty miało dzisiaj nie być, Maria gdzieś mi zniknęła, Alek został na tych konsultacjach, Małgosia na ten wykład nie chodzi, Ewa ma egzamin z angielskiego. W drugim końcu korytarza zobaczyłam, że siedzieli inni ludzie z mojego roku, w tym T., ale nie było koło nich już miejsca, więc zostały mi schody i samotne siedzenie, z widokiem na T. Pewnie pomyślał, ze jestem jakimś odludkiem, ale gdyby nie zajęli całej ławki, to bym siedziała koło niego! Dobrze, że chociaż dzisiaj wzięłam ze sobą Cobena i słuchawki. Jednak po 20 minutach zaczęło mnie to nużyć i zostałam zmuszona do tego, żeby napisać sms do Alka, żeby przyszedł, bo tak samej głupio mi siedzieć. I przyszedł, usiadł obok mnie na schodach, trochę z nim rozmawiałam, oczywiście opowiadał o tych swoich "melanżach" i jak to super będzie po sesji. Nie wiem co gorsze siedzenie samej czy słuchanie Alka? Na szczęście niedługo potem przyszła Maria, to chociaż z nią normalnie porozmawiałam.
A wykład, taki jak zawsze. Nudny i nie słuchałam.
Później wps. Ciąg dalszy kwestii ubóstwa. W ławce przed mną siedział T. Idealny widok jak dla mnie. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nie przeszkadzał mi katar...
Miałam nie iść na administrację, ale ostatecznie zdecydowałam, że pójdę. Pomyślałam, że może będzie coś mówił o naszych pracach, a nawet jeśli nie, to poczytam książkę. Siedziałam obok Małgosi i Alka. Nie jestem w stanie go słuchać. Cały czas powtarza to samo albo pieprzy od rzeczy. Małgosia tez już chyba wytrzymać nie mogła, bo bez przerwy patrzyła na zegarek. T. już nie było na administracji.
Nudny i ciężki dzień. Cały czas pada śnieg, zimno i nieprzyjemnie. A w sobotę Skierniewice! Przed intensywną nauką należy się wybawić dużą ekipą!
M.
Profesor na prawie powiedział, że właściwie zrobiliśmy cały materiał (i więcej), więc dzisiaj są tylko konsultacje. Świetnie, szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej! Wpisałam tylko na kartce, jakie prawo wybieram na egzaminie i wyszłam. Ku mojemu zaskoczeniu dzisiaj pojawił się T.! Też wpisał swoje nazwisko (dosyć dziwny ma charakter pisma - ściśnięte i małe litery) po czym wyszedł.
Siedziałam pod salą do ekonomii więcej niż 1,3h! Nie miałam co ze sobą zrobić. Doroty miało dzisiaj nie być, Maria gdzieś mi zniknęła, Alek został na tych konsultacjach, Małgosia na ten wykład nie chodzi, Ewa ma egzamin z angielskiego. W drugim końcu korytarza zobaczyłam, że siedzieli inni ludzie z mojego roku, w tym T., ale nie było koło nich już miejsca, więc zostały mi schody i samotne siedzenie, z widokiem na T. Pewnie pomyślał, ze jestem jakimś odludkiem, ale gdyby nie zajęli całej ławki, to bym siedziała koło niego! Dobrze, że chociaż dzisiaj wzięłam ze sobą Cobena i słuchawki. Jednak po 20 minutach zaczęło mnie to nużyć i zostałam zmuszona do tego, żeby napisać sms do Alka, żeby przyszedł, bo tak samej głupio mi siedzieć. I przyszedł, usiadł obok mnie na schodach, trochę z nim rozmawiałam, oczywiście opowiadał o tych swoich "melanżach" i jak to super będzie po sesji. Nie wiem co gorsze siedzenie samej czy słuchanie Alka? Na szczęście niedługo potem przyszła Maria, to chociaż z nią normalnie porozmawiałam.
A wykład, taki jak zawsze. Nudny i nie słuchałam.
Później wps. Ciąg dalszy kwestii ubóstwa. W ławce przed mną siedział T. Idealny widok jak dla mnie. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nie przeszkadzał mi katar...
Miałam nie iść na administrację, ale ostatecznie zdecydowałam, że pójdę. Pomyślałam, że może będzie coś mówił o naszych pracach, a nawet jeśli nie, to poczytam książkę. Siedziałam obok Małgosi i Alka. Nie jestem w stanie go słuchać. Cały czas powtarza to samo albo pieprzy od rzeczy. Małgosia tez już chyba wytrzymać nie mogła, bo bez przerwy patrzyła na zegarek. T. już nie było na administracji.
Nudny i ciężki dzień. Cały czas pada śnieg, zimno i nieprzyjemnie. A w sobotę Skierniewice! Przed intensywną nauką należy się wybawić dużą ekipą!
M.
środa, 16 stycznia 2013
16.01.2013
Jak miło obudzić się o 14.00 w ten środowy poranek, mając na telefonie 7 nieprzeczytanych smsów, w tym 3 od nieznanych numerów. Jak nie lubić klubów, przypadkowych spotkań znajomych z liceum, powrotów całą ekipą na centralny i tej radości, gdy nie przegapisz przystanku i wysiądziesz na właściwym, nie dojeżdżając na samą pętlę!?
Zaliczyłam wszystko, co miałam do zaliczenia na wps, także nie musiałam dzisiaj jechać na zajęcia, które były tylko dla jakiś niedobitków, którzy mają jakieś zaległości. A filozofia to i tak strata czasu, więc cały mroźny dzień spędzam w domu i się cieszę!
M.
Zaliczyłam wszystko, co miałam do zaliczenia na wps, także nie musiałam dzisiaj jechać na zajęcia, które były tylko dla jakiś niedobitków, którzy mają jakieś zaległości. A filozofia to i tak strata czasu, więc cały mroźny dzień spędzam w domu i się cieszę!
M.
15.01.2013
Logika - stawianie 0 lub 1 w odpowiednich kolumnach, nic nadzwyczajnego.
Wypożyczyłam z biblioteki "wstęp do prawoznawstwa". Chyba będę musiała się trochę pouczyć.
Ostatnie jak dla mnie zajęcia pilatesu. Przedmiot zaliczony. Gdybym jeszcze raz miała możliwość chodzenia na te zajęcia, z wielką przyjemnością bym to robiła. Może na drugim roku ponownie się skuszę. A na drugi semestr wybrałam body art. Też ćwiczenia maja być w podobnym typie. Trochę jogi, trochę rozciągana, relaksacyjna muzyka. Mam nadzieję, że uda mi się zarejestrować na ten przedmiot w usosie już 2.02.2013!
Jako, że śnieg i plucha, i impreza w Parku, na ochronę przyrody nie poszłam.
M.
Wypożyczyłam z biblioteki "wstęp do prawoznawstwa". Chyba będę musiała się trochę pouczyć.
Ostatnie jak dla mnie zajęcia pilatesu. Przedmiot zaliczony. Gdybym jeszcze raz miała możliwość chodzenia na te zajęcia, z wielką przyjemnością bym to robiła. Może na drugim roku ponownie się skuszę. A na drugi semestr wybrałam body art. Też ćwiczenia maja być w podobnym typie. Trochę jogi, trochę rozciągana, relaksacyjna muzyka. Mam nadzieję, że uda mi się zarejestrować na ten przedmiot w usosie już 2.02.2013!
Jako, że śnieg i plucha, i impreza w Parku, na ochronę przyrody nie poszłam.
M.
niedziela, 13 stycznia 2013
10.01.2013
Wczoraj podczas godzinnej rozmowy o 24.00 z Dorotą ustaliłyśmy, że nie opuściłyśmy ani jednych ćwiczeń z ekonomii, teraz musimy je poświęcić, aby poprawiać to co schrzanił Alek. Wczoraj także miał wysłać podsumowanie swojego cudownego rozdziału o kulturze, bo my nawet nie wiedziałyśmy jakie wnioski mamy z tego wyciągnąć. Nie dość, że wysłał to o 2.00 w nocy (czekałam do tej godziny!) to jeszcze zamiast podsumowania jego wątku, przysłał mi 4 zdania o planach budżetowych na 2013 rok! To nic, że cały projekt był o latach 2011/12, to nic, że po raz kolejny dostaję pracę nie na temat, to nic, że znowu trzeba to poprawić. Co więcej, jeszcze wmawiał mi, że to jest dobre, pokazuje plany przyszłościowe, jest to po prostu genialne i niezbędne. Niech do jasnej cholery zajmie się tym o co go prosiłyśmy i nie wtrąca do niczego innego!
Frustracja, złość, byłam bliska płaczu. Nie poszłam z Dorotą ani na ćwiczenia, ani na wykład z ekonomii. Dlaczego ja przez tego człowieka mam tracić cenne zajęcia, bo on nie jest w stanie skleić do kupy dwóch zdań?!
Przed prawem znowu mnie męczył, nie bacząc na to, że w tym samym czasie rozmawiałam z dziewczynami. Podszedł i zaczął wyrzucać z siebie wszystkie aluzje i uwagi, przy nich, dotknął mojego ramienia po raz kolejny, uspokajając ("Okej, wszystko naprawdę jest dobrze") jeszcze raz to zrobi, a go uderzę. Nie widzi, że jestem na niego zła i go celowo unikam?
Tyle ile się dało przerobiłyśmy. A było tego naprawdę sporo, bo Alek zrobił coś czego nie powinien, coś co należało do mnie i do Doroty. Zajął się redagowaniem wywiadów (jego wcale z nami nie było podczas przeprowadzania nich, nie wiedział jakie otrzymałyśmy odpowiedzi, a uzupełnił pytania, oczywiście wpisując nieprawdę). Jedna wielka paranoja! Na administracji też się wykłócał o swoje, chciał swoje podsumowanie.
Z Doris byłyśmy bardziej sprytne. Zrobiłyśmy 2 ostateczne wersje. 1 wysłana dla Alka - zawierała jego podsumowanie. 2 wersję otrzymał Szarfi - bez końcówki o budżecie i, jako że trzeba było umieścić w podsumowaniu podział pracy, sobie przypisałyśmy więcej zasług (co akurat jest prawdą), a kulturę, którą zajmował się Aleksander podkreśliłyśmy na czerwono. Nie wiem jak zareaguje Szarfi otrzymując taki chłam, jakim jest kultura, więc ubezpieczyłyśmy się zwalając to na Alka (co akurat też jest prawdą).
Profesor ma tydzień na sprawdzenie tego. Po tym czasie ma albo ocenić pracę, albo wskazać co jest do poprawienia. W naszym przypadku poprawki będą sprawą oczywistą, bo ta praca w dalszym ciągu nie wygląda perfekcyjnie i tak naprawdę niczego nie analizuje.
Okropny dzień: śnieg, deszcz, niewyspanie, zmęczenie, ból głowy. Jedyny pozytyw - T. pojawił się na administracji. Daleko od niego siedziałam, ale i tak podpatrywałam co robi. Prawie całe zajęcia zajmował się swoim telefonem. Ambitnie. Niestety dzisiaj nie wracaliśmy tym samym autobusem.
M.
Frustracja, złość, byłam bliska płaczu. Nie poszłam z Dorotą ani na ćwiczenia, ani na wykład z ekonomii. Dlaczego ja przez tego człowieka mam tracić cenne zajęcia, bo on nie jest w stanie skleić do kupy dwóch zdań?!
Przed prawem znowu mnie męczył, nie bacząc na to, że w tym samym czasie rozmawiałam z dziewczynami. Podszedł i zaczął wyrzucać z siebie wszystkie aluzje i uwagi, przy nich, dotknął mojego ramienia po raz kolejny, uspokajając ("Okej, wszystko naprawdę jest dobrze") jeszcze raz to zrobi, a go uderzę. Nie widzi, że jestem na niego zła i go celowo unikam?
Tyle ile się dało przerobiłyśmy. A było tego naprawdę sporo, bo Alek zrobił coś czego nie powinien, coś co należało do mnie i do Doroty. Zajął się redagowaniem wywiadów (jego wcale z nami nie było podczas przeprowadzania nich, nie wiedział jakie otrzymałyśmy odpowiedzi, a uzupełnił pytania, oczywiście wpisując nieprawdę). Jedna wielka paranoja! Na administracji też się wykłócał o swoje, chciał swoje podsumowanie.
Z Doris byłyśmy bardziej sprytne. Zrobiłyśmy 2 ostateczne wersje. 1 wysłana dla Alka - zawierała jego podsumowanie. 2 wersję otrzymał Szarfi - bez końcówki o budżecie i, jako że trzeba było umieścić w podsumowaniu podział pracy, sobie przypisałyśmy więcej zasług (co akurat jest prawdą), a kulturę, którą zajmował się Aleksander podkreśliłyśmy na czerwono. Nie wiem jak zareaguje Szarfi otrzymując taki chłam, jakim jest kultura, więc ubezpieczyłyśmy się zwalając to na Alka (co akurat też jest prawdą).
Profesor ma tydzień na sprawdzenie tego. Po tym czasie ma albo ocenić pracę, albo wskazać co jest do poprawienia. W naszym przypadku poprawki będą sprawą oczywistą, bo ta praca w dalszym ciągu nie wygląda perfekcyjnie i tak naprawdę niczego nie analizuje.
Okropny dzień: śnieg, deszcz, niewyspanie, zmęczenie, ból głowy. Jedyny pozytyw - T. pojawił się na administracji. Daleko od niego siedziałam, ale i tak podpatrywałam co robi. Prawie całe zajęcia zajmował się swoim telefonem. Ambitnie. Niestety dzisiaj nie wracaliśmy tym samym autobusem.
M.
czwartek, 10 stycznia 2013
9.01.2013
Skończyliśmy już ćwiczenia z WPS, teraz tylko zaliczyć kolokwium za 2 tygodnie i koniec. Nie były to najgorsze zajęcia, choć za każdym razem przed wejściem do sali ogarniał mnie stres i panika, że weźmie do odpowiedzi albo zrobi kartkówkę. Nieprzyjemne uczucie. Podsumowała też naszą aktywność - dostałam 1 pkt na 4 możliwe i uważam, że całkowicie sprawiedliwie.
Tak okręciłyśmy Alka, że dzięki bogu, spotkałam się tylko z Dorotą i naszą administracją w starbucks. Praca jest nie do oddania. Starałyśmy się znowu cokolwiek poprawiać, ale miałyśmy tylko 1.30h. Tak się wstydzę naszej pracy, tak bardzo nie podoba mi się rozdział wzięty z kosmosu o kulturze, ale jednocześnie nie damy rady teraz wszystkiego zmieniać, tym bardziej, że to nie należało w naszej gestii. Najgorsze jest chyba to, że Alek kompletnie nie widzi swoich błędów, nie czyta tego co napisał. U niego kolejne zdanie, nie wynika z poprzedniego, jest pełno literówek, zupełny brak spacji lub 2 spacje jednocześnie, nie używa wielkich liter kiedy to konieczne, brak przecinków, a za dużo myślników, źle oznaczone przypisy i za dużo tych przypisów. W jego pracy jest coś albo zerżnięte z Wikipedii lub z innego niezbyt wiarygodnego źródła, albo napisane językiem, tak banalnym i tak fleksyjnie niepoprawnym, że aż razi i nie wiadomo co autor miał na myśli. Dla niego wszystko jest dobrze, według niego powinniśmy już to tydzień temu przesłać, bo jest świetne. Załamuję ręce i płaczę. Nie wiem co z tym zrobić. Nigdy, żadna moja praca, pod którą się odpisuję nie wyglądała w ten sposób. A co by było, gdybyśmy z Dorotą oddały tak jak jest, nie sprawdzając tego co napisał? Naprawdę nie można mieć zaufania do ludzi? Wszystko trzeba sprawdzić po kimś, poprawiać jego błędy. Zero odpowiedzialności.
I ten jego wyraz twarzy... Nie mogę na niego patrzeć, nie chcę go słuchać. Niech mnie zostawi w spokoju, nie odzywa się, nie przebywa w moim towarzystwie, nie rusza (zauważyłam, że co jakiś czas mnie dotyka po ramieniu, ja się odsuwam, a on: "spoko, będzie dobrze". O co mu chodzi?). Doprowadza mnie to do szaleństwa, w negatywnym znaczeniu tego słowa.
Na szczęście mogłam odreagować stres dzisiejszego dnia na Imielinie. Pyszne krokiety będę wspominać jeszcze długo, tak jak rozlane piwo w torbie, mecz, Zbigniewa Hajzera (!), słodkiego Nemanja. Miło się spotkać i porozmawiać o czymś normalnym.
Powrót do domu i znów administracja:(
M.
Tak okręciłyśmy Alka, że dzięki bogu, spotkałam się tylko z Dorotą i naszą administracją w starbucks. Praca jest nie do oddania. Starałyśmy się znowu cokolwiek poprawiać, ale miałyśmy tylko 1.30h. Tak się wstydzę naszej pracy, tak bardzo nie podoba mi się rozdział wzięty z kosmosu o kulturze, ale jednocześnie nie damy rady teraz wszystkiego zmieniać, tym bardziej, że to nie należało w naszej gestii. Najgorsze jest chyba to, że Alek kompletnie nie widzi swoich błędów, nie czyta tego co napisał. U niego kolejne zdanie, nie wynika z poprzedniego, jest pełno literówek, zupełny brak spacji lub 2 spacje jednocześnie, nie używa wielkich liter kiedy to konieczne, brak przecinków, a za dużo myślników, źle oznaczone przypisy i za dużo tych przypisów. W jego pracy jest coś albo zerżnięte z Wikipedii lub z innego niezbyt wiarygodnego źródła, albo napisane językiem, tak banalnym i tak fleksyjnie niepoprawnym, że aż razi i nie wiadomo co autor miał na myśli. Dla niego wszystko jest dobrze, według niego powinniśmy już to tydzień temu przesłać, bo jest świetne. Załamuję ręce i płaczę. Nie wiem co z tym zrobić. Nigdy, żadna moja praca, pod którą się odpisuję nie wyglądała w ten sposób. A co by było, gdybyśmy z Dorotą oddały tak jak jest, nie sprawdzając tego co napisał? Naprawdę nie można mieć zaufania do ludzi? Wszystko trzeba sprawdzić po kimś, poprawiać jego błędy. Zero odpowiedzialności.
I ten jego wyraz twarzy... Nie mogę na niego patrzeć, nie chcę go słuchać. Niech mnie zostawi w spokoju, nie odzywa się, nie przebywa w moim towarzystwie, nie rusza (zauważyłam, że co jakiś czas mnie dotyka po ramieniu, ja się odsuwam, a on: "spoko, będzie dobrze". O co mu chodzi?). Doprowadza mnie to do szaleństwa, w negatywnym znaczeniu tego słowa.
Na szczęście mogłam odreagować stres dzisiejszego dnia na Imielinie. Pyszne krokiety będę wspominać jeszcze długo, tak jak rozlane piwo w torbie, mecz, Zbigniewa Hajzera (!), słodkiego Nemanja. Miło się spotkać i porozmawiać o czymś normalnym.
Powrót do domu i znów administracja:(
M.
środa, 9 stycznia 2013
8.01.2013
Wszystko układa mi się jakoś dobrze. Taki mały uśmiech pojawia się na moich ustach, kiedy Rafał napisze. Pięknie jest i żaden Alek nie ma prawa mi tego zepsuć - coraz bardziej mnie denerwuje. Jak tylko otworzy buzię, żeby coś powiedzieć, mam ochotę zamknąć go raz na zawsze. Nie mogę go słuchać, a on jak na złość, cały czas przebywa w moim towarzystwie. Gada, żeby gadać. Nie ważne, że ciągle się powtarza i ciągle się emocjonuje jakimiś "melanżami" (tak naprawdę wspomina tylko 3 osobowy sylwester, spędzonym z parą zakochanych i nim - żałosne). Podśmiewuje się z moich rozmów z Rafałem, ale tak naprawdę wiem, że jest zazdrosny. Dziwny z niego człowiek, którego serdecznie mam dość.
Jeszcze jeden pilates w następnym tygodniu i zaliczę wf w tym semestrze na całe 0,5 pkt ECTS!
Na ochronie przyrody cudownie się wynudziłam. Wykład o lasach, z czego 3/4 to statystyki, dane, jakieś procenty wypalonych gleb w poszczególnych województwach, na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Mam nadzieję, że nie będzie to aż tak wymagane na egzaminie, bo nie zapisałam z tego ani słowa.
A tak poza tym, to szkoda mi Martyny. Prawie się przy mnie popłakała. Żałuje decyzji, że poszła na chemię, że straciła tyle czasu i energii. A studnia na kierunkach ścisłych są naprawdę ciężkie. Mówiła, że nie było tygodnia bez żadnej kartkówki, kolokwium, sprawozdań, trzygodzinnych laboratoriów. Ale to nie jest dla niej najgorsze, bo przede wszystkim ona nie odnalazła się na tych studiach, nie interesuje ją chemia na tyle, żeby przetrwać 3 lata, a później kolejne 3. Będzie poprawiać maturę i idzie na farmację albo fizykę. Dobrze, życzę jej tego, bo miła dziewczyna.
Love is in the air! (niestety dzisiejszy śnieg też)
M.
Jeszcze jeden pilates w następnym tygodniu i zaliczę wf w tym semestrze na całe 0,5 pkt ECTS!
Na ochronie przyrody cudownie się wynudziłam. Wykład o lasach, z czego 3/4 to statystyki, dane, jakieś procenty wypalonych gleb w poszczególnych województwach, na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Mam nadzieję, że nie będzie to aż tak wymagane na egzaminie, bo nie zapisałam z tego ani słowa.
A tak poza tym, to szkoda mi Martyny. Prawie się przy mnie popłakała. Żałuje decyzji, że poszła na chemię, że straciła tyle czasu i energii. A studnia na kierunkach ścisłych są naprawdę ciężkie. Mówiła, że nie było tygodnia bez żadnej kartkówki, kolokwium, sprawozdań, trzygodzinnych laboratoriów. Ale to nie jest dla niej najgorsze, bo przede wszystkim ona nie odnalazła się na tych studiach, nie interesuje ją chemia na tyle, żeby przetrwać 3 lata, a później kolejne 3. Będzie poprawiać maturę i idzie na farmację albo fizykę. Dobrze, życzę jej tego, bo miła dziewczyna.
Love is in the air! (niestety dzisiejszy śnieg też)
M.
wtorek, 8 stycznia 2013
7.01.2013
Nowy rok, nowe postanowienia, nowe nadzieje. 2012 zakończył się dla mnie wyjątkowo uroczo; pewną odmianą. Oby ten pozytyw przeniósł się na resztę miesięcy, a może w końcu odnajdę szczęście.
Na razie wszystko układa się dobrze, prócz tego, że niestety muszę od nowa napisać 4 wypracowania na angielski. To wszystko przez cudowną technologię i psujące się laptopy.
Do Warszawy musiałam wrócić dzisiaj. Kochany projekt na administrację. Ile było z tym komplikacji, konspiracji, niedomówień - chcę to jak najszybciej zapomnieć. Zrobić to wszystko jak najszybciej, poprawić błędy i literówki, które w niemożliwych ilościach robi Dorota i Alek, i oddać to. Nawet na 3. I tak na więcej nie liczę. Gdzie tam... nie ma mowy, żeby było i 3. Czuję, że będziemy musieli to poprawiać miliard razy. Sama nie jestem w stanie tego ogarnąć, Dorota chyba ma to gdzieś, a z Alkiem w tej kwestii mogłabym się tylko kłócić.
Mówiłam już, że nienawidzę pracy w grupach? Z całego serca nienawidzę!
A na angielski dzisiaj nie poszłam. Upss...
M.
Na razie wszystko układa się dobrze, prócz tego, że niestety muszę od nowa napisać 4 wypracowania na angielski. To wszystko przez cudowną technologię i psujące się laptopy.
Do Warszawy musiałam wrócić dzisiaj. Kochany projekt na administrację. Ile było z tym komplikacji, konspiracji, niedomówień - chcę to jak najszybciej zapomnieć. Zrobić to wszystko jak najszybciej, poprawić błędy i literówki, które w niemożliwych ilościach robi Dorota i Alek, i oddać to. Nawet na 3. I tak na więcej nie liczę. Gdzie tam... nie ma mowy, żeby było i 3. Czuję, że będziemy musieli to poprawiać miliard razy. Sama nie jestem w stanie tego ogarnąć, Dorota chyba ma to gdzieś, a z Alkiem w tej kwestii mogłabym się tylko kłócić.
Mówiłam już, że nienawidzę pracy w grupach? Z całego serca nienawidzę!
A na angielski dzisiaj nie poszłam. Upss...
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)