Nowy rok, nowe postanowienia, nowe nadzieje. 2012 zakończył się dla mnie wyjątkowo uroczo; pewną odmianą. Oby ten pozytyw przeniósł się na resztę miesięcy, a może w końcu odnajdę szczęście.
Na razie wszystko układa się dobrze, prócz tego, że niestety muszę od nowa napisać 4 wypracowania na angielski. To wszystko przez cudowną technologię i psujące się laptopy.
Do Warszawy musiałam wrócić dzisiaj. Kochany projekt na administrację. Ile było z tym komplikacji, konspiracji, niedomówień - chcę to jak najszybciej zapomnieć. Zrobić to wszystko jak najszybciej, poprawić błędy i literówki, które w niemożliwych ilościach robi Dorota i Alek, i oddać to. Nawet na 3. I tak na więcej nie liczę. Gdzie tam... nie ma mowy, żeby było i 3. Czuję, że będziemy musieli to poprawiać miliard razy. Sama nie jestem w stanie tego ogarnąć, Dorota chyba ma to gdzieś, a z Alkiem w tej kwestii mogłabym się tylko kłócić.
Mówiłam już, że nienawidzę pracy w grupach? Z całego serca nienawidzę!
A na angielski dzisiaj nie poszłam. Upss...
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz