poniedziałek, 28 stycznia 2013

28.01.2013

Sesja, sesja, sesja...
Na pierwszy ogień poszło prawo. Całe szczęście był 
to tylko test a,b,c,d, więc mogłam strzelać. A strzelałam w większości odpowiedzi. Około 70 naprawdę szczegółowych pytań, do których odpowiedzi były sformułowane w niemal identyczny sposób i różniły się tylko jednym słowem (synonimem). Nie sposób było się tego wszystkiego wykuć na pamięć. A jeśli nawet, to nie wiedziałam czego dokładnie miałam się nauczyć. Na wykładach mówiliśmy o czym innym - tak ogólnie o wszystkim i o niczym, chaotycznie, a na ostatnich zajęciach wykładowca podał nam 6 rozdziałów, które musimy umieć z podręcznika. Nie liczę też tego, że każdy musiał wybrać sobie jedną gałąź prawa, z której miał dodatkowe 30 pytań. Wybrałam prawo rodzinne i opiekuńcze, bo większość ludzi to wybierała i wydawało mi się to na pewno łatwiejsze niż prawo cywilne czy administracyjne. Ale zagadnień do tego nam nie podał. Żadnych. Więc tak naprawdę nie wiedziałam czego mam się uczyć. Przeczytałam tylko moje notatki, vademecum z liceum i skrypt podręcznika, który ktoś wrzucił na facebooka. Maciej dodał także taki link do ogólnych zagadnień z prawa rodzinnego. Nie wiedziałam oczywiście ile z tego będzie wymagane, czego dokładnie się nauczyć. Więc tylko przeczytałam te 50 stron (dzisiaj w drodze na egzamin skończyłam :)) i modliłam się o nagły przypływ wiedzy. Liczę na szczęście takie jak na administracji.

Po raz kolejny siedziałam obok T. Razem weszliśmy do sali, jednak ja go wyminęłam i zajęłam miejsce (żeby nie było, że tak za nim chodzę :), po czym patrzę On stoi nade mną i chce usiąść obok mnie. Ubrany był w białą koszulę i marynarkę. Wyglądał tak jak zawsze, czyli idealnie! Co ja mam z tym zrobić, że On tak mi się podoba?
Razem wracaliśmy 175, ale już nie staliśmy obok siebie. A szkoda, bo już nawet skłonna byłabym coś do Niego zagadać, egzamin byłby idealnym pretekstem, widziałam, że też się głowił z pytaniami. Jednak nic z tego. Weszliśmy innymi drzwiami do autobusu...

Za chwilę czeka mnie nauka do ochrony przyrody. Od samego patrzenia na notatki chce mi się spać. Pewnie przeczytam wszystko raz i na tym się zakończy moje wielkie uczenie się, bo tu też miliardy szczegółów, których nie da się przyswoić.
Mam ściągę od jakiejś dziewczyny, która wysłała maila do wszystkich ludzi z ochrony, że posiada gotowca i odpowiedzi do niego z ubiegłego roku i w razie potrzeby może go wysłać. Nie jest pewne, że w tym roku będzie to samo, zważywszy na to, że na wykłady chodzą ci co muszą (z kierunku biologia) i ci co chcą (w ramach ogunu). Więc nie wiem czy akurat ten gotowiec jest dla ogunu czy dla biologii. To co mi ta dziewczyna przesłała, to 150 
najróżniejszych pytań, np. o to kto może wydawać zgodę na sypanie soli w czasie zimy na chodniki na drogach powiatowych albo na mocy jakiego aktu prawnego cis w XV wieku został objęty ochroną. Poważnie, mam to wszystko wiedzieć? Ogólnie to czuję, że nie obędzie się bez strzelania.

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz