poniedziałek, 11 marca 2013

25.02.2013

Dziś uzbrojona w puder do twarzy i wodę poszłam na koszykówkę. Ledwo żyję, ale daję radę i cieszę się, że mogę się wyżyć fizycznie, tak na samym początku tygodnia. Choć lepiej by było gdybym nie miała później wykładu; spokojnie pojechać do domu, wziąć prysznic i chwilkę odpocząć, a niestety tym sposobem pozostaje szybki bieg na przystanek.

Na socjologii nie słuchałam, bo mówiliśmy o jakichś teoriach rozwoju biologicznego, wcześniej o historii socjologii. Oj nie, nie mam na to siły. Uzupełnię notatki w domu, a teraz zapiszę tylko zagadnienia.
Wbiegając szybko do sali zauważyłam T. siedzącego 3 ławki za mną. Nie zdążyłam mu się przyjrzeć, ale słyszałam jego głos. Ma taki męski, niski, piękny głos. Już w samym tym dźwięku można się zakochać! Dodając do tego jeszcze osobowość i oszałamiający wygląd... brak słów.

Na ćwiczeniach niemiłosiernie nudno i przygnębiająco. Dziewczyny na początku wygłosiły swoje referaty, a później był dłuuugi monolog naszego profesora. Powinniśmy także uczestniczyć w dyskusji, zadawać pytania, współpracować, ale ewidentnie nikt (poza Alkiem, który jak zawsze ma do dorzucenia swoje niepotrzebne i kompletnie oderwane od kontekstu zdania) nie miał na to ochoty. Dlatego też wszyscy wpatrzeni byli tylko w zegarki odmierzające dłużące się minuty.
Dałam do podpisu moje podanie o przyjęcie na monograf - zgodził się bez problemu.

T. na prawo cywilne wszedł zaraz przed zamknięciem drzwi. Pewnym krokiem, z kubkiem kawy z COSTY w ręku, usiał w tym samym rzędzie co ja. Zauważyłam, że chyba skrócił włosy, założył okulary. W ciągu całego konwersatorium zajęty był swoim telefonem. Mam nadzieję, że nie pisał smsów do swojej dziewczyny;)
A na zajęciach nie mogłam się skupić. Z resztą nie tylko ja, bo kilkoro osób z tyłu rozmawiało i chyba niezbyt uważało. Cudowna pani profesor brała ich do odpowiedzi każąc cytować kodeks cywilny. Ci, którzy nic nie wiedzieli, skreślała z listy obecności. 
Niezły pogrom. Dobrze, że siedziałam w trzecim rzędzie i udawałam, że słucham prezentacji Justyny i Kasi, bo dla mnie także mogło się to źle skończyć.
Aha, za tydzień powiedziała, że może zrobić krótki sprawdzian z dzisiejszego tematu o osobach fizycznych. Marzyłam o tym!

Czekałam 2 godziny na wykład z prawa rodzinnego. Słuchawki na uszach, gazeta w jednej dłoni, kanapka w drugiej i samotne siedzenie na kanapach w starym BUWie, jakoś upłynęło. Niestety Dorota w tym samym czasie ma coś na swoim kierunku i nie możemy nawet razem pójść na kawę.
Profesor zgodził się, abym dopisała się do tego monografu. Dzięki temu mam 2 podania, które jutro zaniosę do dziekanatu i wszystko będzie już unormowane (przynajmniej na to liczę).

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz