Powinnam być bardziej aktywna. Większość ludzi na WPS udziela się, mówi, wypowiada własne opinie. Tylko ja, nie umiem wyrazić swojego zdania publicznie. Dzisiaj poruszany był temat rodziny, gospodarstw domowych i małżeństw. Zdecydowanie jest to lepsze i przyjemniejsze niż wartości, kwestie czy problemy społeczne, a mimo to nie powiedziałam dzisiaj nic więcej prócz "jestem". Muszę to zmienić i zacząć dyskutować publicznie.
Pierwszy raz wypożyczyłam książki z naszej biblioteki. Dobrze, że poszłam z D., bo sama bym nie trafiła. Nie są to jakieś bardzo, bardzo ważne podręczniki, ale myślę, że mimo wszystko się przydadzą i chyba je skseruję, żeby mieć na wszelki wypadek.
Filozofia zaczyna się za 2 godziny. Nie mam co się spodziewać jakiegoś interesującego wykładu, więc biorę ze sobą notes od rysunków. Mam tylko cichą nadzieję, że będzie T. Ostatni raz chcę go zobaczyć przed świętami. Poza tym zżera mnie ciekawość, czy założy dziś swoją skórzaną kurtkę, jak zwykle, czy może przyjdzie w czymś cieplejszym... Tak, wiem - moje fantazje są takie bezsensowne :)
Słucham w kółko.
http://www.youtube.com/watch?v=Ys7-6_t7OEQ
M.
środa, 31 października 2012
wtorek, 30 października 2012
30.10.2012
Zimno i nieprzyjemnie. Tyle o aurze na zewnątrz. Mało brakowało, a bym zamarzła. Na logice nic szczególnego. Według mnie uczymy się zupełnie niepotrzebnych rzeczy, takich jak rodzaje i podział nazw. Jak mniemam, przyda mi się to w życiu, bardzo.
Jako, że ziąb na dworze, od razu po logice pojechałam na Twardą. Mam 1.15h przerwy, więc spokojnie doszłam. Posiedziałam na schodach, już wewnątrz budynku i czytałam teksty na WPS.
Pilates dzisiaj zaczął się szybko. Szybkie ćwiczenia, szybka zmiana na kolejne ćwiczenie, dopiero później zwolniliśmy tempo. Dużo rozciągania i coś mi się wydaje, że jutro to poczuje w mięśniach.
Na ochronie nie było M., ja sama spóźniłam się chwilkę. Chciałam skrócić sobie drogę, a wyszło tak, że poszłam na około. I znów się powtórzę: ładny i nowy mają Wydział Biologii. Ciepło i przytulnie. U nas jest albo za duszno, albo za zimno.
Miłe, na jesienny wieczór z herbatą i WPS.
http://www.youtube.com/watch?v=bF4d8BUeOy8&feature=autoplay&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-&playnext=16
M.
Jako, że ziąb na dworze, od razu po logice pojechałam na Twardą. Mam 1.15h przerwy, więc spokojnie doszłam. Posiedziałam na schodach, już wewnątrz budynku i czytałam teksty na WPS.
Pilates dzisiaj zaczął się szybko. Szybkie ćwiczenia, szybka zmiana na kolejne ćwiczenie, dopiero później zwolniliśmy tempo. Dużo rozciągania i coś mi się wydaje, że jutro to poczuje w mięśniach.
Na ochronie nie było M., ja sama spóźniłam się chwilkę. Chciałam skrócić sobie drogę, a wyszło tak, że poszłam na około. I znów się powtórzę: ładny i nowy mają Wydział Biologii. Ciepło i przytulnie. U nas jest albo za duszno, albo za zimno.
Miłe, na jesienny wieczór z herbatą i WPS.
http://www.youtube.com/watch?v=bF4d8BUeOy8&feature=autoplay&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-&playnext=16
M.
poniedziałek, 29 października 2012
29.10.2012
Spadł śnieg, a ja do Żyrardowa wybrałam się w balerinkach. Na szczęście siostra uratowała mnie z opresji ;)
Angielski - przyjemnie, choć kompletnie nie chciało mi się pracować. Trafiłam tym razem na kolegę z mojego roku i z mojego kierunku! M. jest w trzeciej grupie i dlatego w ogóle go nie kojarzyłam, nawet z widzenia. Ale pogadaliśmy trochę, po polsku, na co wkurzała się nauczycielka. M. także nie jest mistrzem z angielskiego, dlatego razem udawaliśmy, że pracujemy ciężko nad ćwiczeniami.
Później pojechałam do BUW-u, gdzie umówiona już byłam z D. i O. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, oczywiście dostaliśmy także upomnienie o ciszę i spokój. Omówiliśmy naszą pracę na administrację, a przy okazji zarejestrowałam się do Biblioteki i już mogę wypożyczać książki. Tyle, że wszystkie lektury na WPS, które są na razie potrzebne, dobre osoby robią skany i wrzucają na facebooka. Ale tak czy siak, dobrze mieć konto.
I dziś czeka mnie upojna noc z czterema, a jakże interesującymi tekstami na WPS. Niestety w drukarce skończył się tusz i muszę czytać z laptopa, tak bardzo tego nie lubię! Jak zdążę, to uzupełnię też notatki na ochronę przyrody.
I znów Lena.
http://www.youtube.com/watch?v=cZ9DPrWoxcI&feature=bf_prev&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-
M.
Angielski - przyjemnie, choć kompletnie nie chciało mi się pracować. Trafiłam tym razem na kolegę z mojego roku i z mojego kierunku! M. jest w trzeciej grupie i dlatego w ogóle go nie kojarzyłam, nawet z widzenia. Ale pogadaliśmy trochę, po polsku, na co wkurzała się nauczycielka. M. także nie jest mistrzem z angielskiego, dlatego razem udawaliśmy, że pracujemy ciężko nad ćwiczeniami.
Później pojechałam do BUW-u, gdzie umówiona już byłam z D. i O. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, oczywiście dostaliśmy także upomnienie o ciszę i spokój. Omówiliśmy naszą pracę na administrację, a przy okazji zarejestrowałam się do Biblioteki i już mogę wypożyczać książki. Tyle, że wszystkie lektury na WPS, które są na razie potrzebne, dobre osoby robią skany i wrzucają na facebooka. Ale tak czy siak, dobrze mieć konto.
I dziś czeka mnie upojna noc z czterema, a jakże interesującymi tekstami na WPS. Niestety w drukarce skończył się tusz i muszę czytać z laptopa, tak bardzo tego nie lubię! Jak zdążę, to uzupełnię też notatki na ochronę przyrody.
I znów Lena.
http://www.youtube.com/watch?v=cZ9DPrWoxcI&feature=bf_prev&list=PL9ytB7rLvCX7H96ZiSZzdaM8TLt1ODha-
M.
sobota, 27 października 2012
25.10.2012
Cały dzień nie było T. Nie powiem, byłam smutna z tego powodu, ale może to i dobrze, potrzeba odpoczynku i oderwania od rutyny wpatrywania się w niego, podczas każdej nadarzającej się okazji. Ale z drugiej strony widzę go tylko 2 razy w tygodniu.
Zauważyłam, że 3/4 postów to opis właśnie T. Co robi T., jak się T. zachowuje i co ja myślę o T., a inicjał jego imienia, jest przypisany tylko do niego. Cóż poradzę... opanował mój umysł.
Prócz nudnych wykładów i zimna na zewnątrz, nie wydarzyło się nic szczególnego dzisiaj. Byłam 30 min. (skończyliśmy wcześniej wykłady z prawa) z E. na papierosie, tzn. ona paliła, ja jadłam bułkę. Pogadałyśmy sobie i też wybiera się na nasze otrzęsiny. Mamy się jakoś umówić i pójść razem. Opowiedziała mi o ostatniej imprezie u M. Też zostałam zaproszona, ale pracowałam w weekend. Mało brakowało, a zamarzłabym.
Na WPS tradycyjnie już - umierałam z bezczynności i kompletnego braku zrozumienia profesora Ż. Jak można tak prowadzić zajęcia, że połowa ludzi rozwiązuje krzyżówki, a druga połowa kładzie głowy na ławkach i śpi? Ja niby starałam się coś zanotować, ale nie byłam w stanie wychwycić nic szczególnego, godnego miejsca w moim zeszycie.
I kolejna godzina tego samego przedmiotu nie była wcale przyjemniejsza. Ale jakie było nasze uradowanie, gdy profesor skończył o wartościach w polityce społecznej i powiedział, że nie chciałby zaczynać kolejnego tematu, ale jak bardzo chcemy to oczywiście może to zrobić. Wow, dał nam pole wyboru, ale mieliśmy też jeszcze jedną możliwość; mogliśmy z nim podyskutować o wartościach. Genialnie, to zawsze było moim marzeniem! Jeden chłopak, który na każdych zajęciach ma coś do powiedzenia (3 rok prawa) widać było, że ma chęci, ale my go skutecznie uprzedziliśmy "Ł. zastanów się porządnie, bo wiesz...!" dochodziły głosy z tyłu sali. I tym samym wybraliśmy opcję nr 1 i skończyliśmy wykład 30 min. wcześniej!
Poszłam z D. na gorącą czekoladę z bitą śmietaną, poparzyłam sobie język i jeszcze na administracji go czułam;)
Charlie, Charliehttp://www.youtube.com/watch?v=8BxqLLqv49A
M.
Zauważyłam, że 3/4 postów to opis właśnie T. Co robi T., jak się T. zachowuje i co ja myślę o T., a inicjał jego imienia, jest przypisany tylko do niego. Cóż poradzę... opanował mój umysł.
Prócz nudnych wykładów i zimna na zewnątrz, nie wydarzyło się nic szczególnego dzisiaj. Byłam 30 min. (skończyliśmy wcześniej wykłady z prawa) z E. na papierosie, tzn. ona paliła, ja jadłam bułkę. Pogadałyśmy sobie i też wybiera się na nasze otrzęsiny. Mamy się jakoś umówić i pójść razem. Opowiedziała mi o ostatniej imprezie u M. Też zostałam zaproszona, ale pracowałam w weekend. Mało brakowało, a zamarzłabym.
Na WPS tradycyjnie już - umierałam z bezczynności i kompletnego braku zrozumienia profesora Ż. Jak można tak prowadzić zajęcia, że połowa ludzi rozwiązuje krzyżówki, a druga połowa kładzie głowy na ławkach i śpi? Ja niby starałam się coś zanotować, ale nie byłam w stanie wychwycić nic szczególnego, godnego miejsca w moim zeszycie.
I kolejna godzina tego samego przedmiotu nie była wcale przyjemniejsza. Ale jakie było nasze uradowanie, gdy profesor skończył o wartościach w polityce społecznej i powiedział, że nie chciałby zaczynać kolejnego tematu, ale jak bardzo chcemy to oczywiście może to zrobić. Wow, dał nam pole wyboru, ale mieliśmy też jeszcze jedną możliwość; mogliśmy z nim podyskutować o wartościach. Genialnie, to zawsze było moim marzeniem! Jeden chłopak, który na każdych zajęciach ma coś do powiedzenia (3 rok prawa) widać było, że ma chęci, ale my go skutecznie uprzedziliśmy "Ł. zastanów się porządnie, bo wiesz...!" dochodziły głosy z tyłu sali. I tym samym wybraliśmy opcję nr 1 i skończyliśmy wykład 30 min. wcześniej!
Poszłam z D. na gorącą czekoladę z bitą śmietaną, poparzyłam sobie język i jeszcze na administracji go czułam;)
Charlie, Charliehttp://www.youtube.com/watch?v=8BxqLLqv49A
M.
24.10.2012
Jak nie trudno się domyślić, nie udało mi się wstać o godzinie 6.00 rano, a także ani o 9.00, ani o 11.00 czy o 12.00. Spałam jak zabita, co chwilę budząc się tylko na łyk wody ;) Ale niestety trzeba było się ubrać, umalować i wykonać wszystkie niezbędne czynności, żeby wyglądać jak człowiek, bo w końcu dzisiaj jest filozofia i możliwość zobaczenia T.
Usiadłam na moim ulubionym miejscu, po środku, w 3 rzędzie obok D. Na szczęście T. dzisiaj się tylko spóźnił, bo już myślałam, że go nie będzie, co byłoby moim powodem do smutku, ale tylko się spóźnił. Usiadł w 1 rzędzie, obok chłopaka, z którym ostatnio ciągle go widuję, też chyba cudzoziemcem, bo nie rozmawiają ze sobą po polsku, a jak się dowiedziałam ów chłopak ma bardzo oryginale imię H. Oczywiście na wykładzie, razem z D. wzdychałyśmy do zegarka i jak upływała kolejna minuta cieszyłyśmy się jak małe dzieci, ale żeby sobie umilić czas, przeglądałyśmy profil T. na facebooku. Powiedziałam jej już dawno, że on mi się podoba i tak sobie rozmawiamy o chłopakach. Ona ma go w znajomych, więc miała dostęp do jego zdjęć. Świetnie! Przeglądałyśmy profil szybko i po kryjomu, żeby jakiś wścibski człowiek nie zobaczył co robimy, ale podtrzymuję - jest śliczny i zdjęcia też ma ładne. Muszę wymyślić sposób, żeby mieć jego zdjęcia na swoim (lub A.) laptopie bez zapraszania go do znajomych. Nie chce wychodzić na jakoś wariatkę, która zaprasza ludzi na facebooku, których zna tylko z widzenia. D. tak zrobiła, ale to w tym przypadku dla mnie bardzo dobrze ;)
A notatki z WPS już uzupełniłam.
Przypuszczałam, że T. będzie wracał 175, więc ja też grzecznie pomaszerowałam na ten autobus. I tym razem się nie myliłam. Niby przypadkiem wracam tym samym autobusem ;) Weszłam pierwsza, niby mi nie zależy, czy wchodzi i którymi drzwiami, taka strategia. Ale on znów stanął blisko mnie. Bardzo blisko na następnym przystanku, gdy weszło więcej ludzi, stałam wręcz za nim, mogłam mu się dokładnie przyjrzeć... Jednak ktoś mnie zaczepia z drugiej strony. To D.! Matko tak byłam wpatrzona w jego stronę, że nie zauważyłam, że stoję dosłownie obok D. Śmiałyśmy się. Pożegnała mnie na przystanku centrum, a ja dalej jechałam obok T. teraz dosłownie staliśmy koło siebie, naprawdę, jak nigdy tak blisko. Dziwiło mnie, że nie poszedł do H. Stał od niego 2 metry, a mimo to został w swojej pozycji - obok mnie. Był bardzo duży korek i jechaliśmy w żółwim tempie. Na pl. Starynkiewicza miedzy nas wepchnęła się jakaś babka. T. wyjął swoje słuchawki i zaczął słuchać muzyki. Mi też nic lepszego nie pozostało i zrobiłam to samo co on. Na Zawiszy wysiadłam ja, chyba delikatnie dotykając jego skórzanej kurtki. On pojechał dalej.
Ładnie byłam wtedy ubrana: białe spodnie, sweter oversize w kolorze burgunda, beżowe balerinki i skórzana kurtka, a także mój nowy nabytek - granatowa torba. Z makijażem było trochę gorzej, bo co prawda kreskę zrobiłam sobie ładną, to chyba nałożyłam za dużo pudru, ale to tylko żeby ukryć wczorajsze zmęczenie. Później tłumaczyłam sobie to, że do niego nie zagadałam, tym, że miałam zły makijaż. Wiem, to nie ma najmniejszego sensu, ale nie wiem, jak mam to zrobić i czy się nie zbłaźnię. To wszystko jest takie trudne. Mam okazję i jej nie wykorzystuję, a później płaczę po nocach.
Świat krąży wokół miłości i jej braku.
http://www.youtube.com/watch?v=76Mbnuwk2d4&feature=BFa&list=PL9ytB7rLvCX6fGgBa4qPyj99SORB5SGM4
M.
Usiadłam na moim ulubionym miejscu, po środku, w 3 rzędzie obok D. Na szczęście T. dzisiaj się tylko spóźnił, bo już myślałam, że go nie będzie, co byłoby moim powodem do smutku, ale tylko się spóźnił. Usiadł w 1 rzędzie, obok chłopaka, z którym ostatnio ciągle go widuję, też chyba cudzoziemcem, bo nie rozmawiają ze sobą po polsku, a jak się dowiedziałam ów chłopak ma bardzo oryginale imię H. Oczywiście na wykładzie, razem z D. wzdychałyśmy do zegarka i jak upływała kolejna minuta cieszyłyśmy się jak małe dzieci, ale żeby sobie umilić czas, przeglądałyśmy profil T. na facebooku. Powiedziałam jej już dawno, że on mi się podoba i tak sobie rozmawiamy o chłopakach. Ona ma go w znajomych, więc miała dostęp do jego zdjęć. Świetnie! Przeglądałyśmy profil szybko i po kryjomu, żeby jakiś wścibski człowiek nie zobaczył co robimy, ale podtrzymuję - jest śliczny i zdjęcia też ma ładne. Muszę wymyślić sposób, żeby mieć jego zdjęcia na swoim (lub A.) laptopie bez zapraszania go do znajomych. Nie chce wychodzić na jakoś wariatkę, która zaprasza ludzi na facebooku, których zna tylko z widzenia. D. tak zrobiła, ale to w tym przypadku dla mnie bardzo dobrze ;)
A notatki z WPS już uzupełniłam.
Przypuszczałam, że T. będzie wracał 175, więc ja też grzecznie pomaszerowałam na ten autobus. I tym razem się nie myliłam. Niby przypadkiem wracam tym samym autobusem ;) Weszłam pierwsza, niby mi nie zależy, czy wchodzi i którymi drzwiami, taka strategia. Ale on znów stanął blisko mnie. Bardzo blisko na następnym przystanku, gdy weszło więcej ludzi, stałam wręcz za nim, mogłam mu się dokładnie przyjrzeć... Jednak ktoś mnie zaczepia z drugiej strony. To D.! Matko tak byłam wpatrzona w jego stronę, że nie zauważyłam, że stoję dosłownie obok D. Śmiałyśmy się. Pożegnała mnie na przystanku centrum, a ja dalej jechałam obok T. teraz dosłownie staliśmy koło siebie, naprawdę, jak nigdy tak blisko. Dziwiło mnie, że nie poszedł do H. Stał od niego 2 metry, a mimo to został w swojej pozycji - obok mnie. Był bardzo duży korek i jechaliśmy w żółwim tempie. Na pl. Starynkiewicza miedzy nas wepchnęła się jakaś babka. T. wyjął swoje słuchawki i zaczął słuchać muzyki. Mi też nic lepszego nie pozostało i zrobiłam to samo co on. Na Zawiszy wysiadłam ja, chyba delikatnie dotykając jego skórzanej kurtki. On pojechał dalej.
Ładnie byłam wtedy ubrana: białe spodnie, sweter oversize w kolorze burgunda, beżowe balerinki i skórzana kurtka, a także mój nowy nabytek - granatowa torba. Z makijażem było trochę gorzej, bo co prawda kreskę zrobiłam sobie ładną, to chyba nałożyłam za dużo pudru, ale to tylko żeby ukryć wczorajsze zmęczenie. Później tłumaczyłam sobie to, że do niego nie zagadałam, tym, że miałam zły makijaż. Wiem, to nie ma najmniejszego sensu, ale nie wiem, jak mam to zrobić i czy się nie zbłaźnię. To wszystko jest takie trudne. Mam okazję i jej nie wykorzystuję, a później płaczę po nocach.
Świat krąży wokół miłości i jej braku.
http://www.youtube.com/watch?v=76Mbnuwk2d4&feature=BFa&list=PL9ytB7rLvCX6fGgBa4qPyj99SORB5SGM4
M.
23.10.2012
Jakże mi było przykro, gdy A. musiała się zrywać z samego rana i pędzić na uczelnię, a ja dalej mogłam milutko i długo pospać ;) Moje dłuższe lenistwo było spowodowane wyjazdem służbowym pani od logiki, także miałam dzisiaj tylko pilates i ochronę przyrody. A jako, że pomyliły mi się godziny zajęć, na pilates nie poszłam. A szkoda, bo kupiłam sobie nowe legginsy i chciałam je wypróbować i ogólnie miałam ochotę poćwiczyć. Byłam święcie przekonana, że wf zaczyna się o 14.00, a on o tej się kończy! Dobrze, że w ogóle spojrzałam na plan, bo bym się bardzo wkurzyła, gdybym tam pojechała na marne. No cóż, musiałam poczekać jeszcze 2 godziny do wyjścia na wykład.
Na ochronie nic szczególnego, znów dużo pisania i znów mieliśmy o konwencjach dotyczących przyrody w Europie. Jednak myślami byłam gdzie indziej...
Mianowicie o 21.00 zaczynały się otrzęsiny AON-u w Explosion. Pojechałam tam razem z M., przyjaciółką z gimnazjum i jej nową koleżanką A. Miałyśmy problem ze znalezieniem klubu, a to dlatego, że chłopak A. źle nas pokierował. Bardzo źle. Wysiadłyśmy jakieś 10 przystanków dalej niż powinnyśmy. Szybki telefon do mojej siostry i po 40 min. byłyśmy już w kolejce do wejścia do klubu.
Miałyśmy bardzo dobre humory. Mi wystarczy niewielka ilość alkoholu, a już jestem wesolutka, na miejscu wypiłyśmy jeszcze dwa piwa, wcześniej cytrynówkę, to mi wystarczyło do końca imprezy. Chłopcy koło nas wciąż krążyli, tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się bawiłam. Nie mogę zapomnieć o tym, że był także zespół Weekend. Nie wierzę, że bawiłam się przy disco polo! A swój hit "ona tańczy dla mnie" śpiewali chyba 3 razy i za każdym razem w trakcie jego trwania byłam podnoszona przez jakiegoś chłopaka. Wariactwo.
Jeszcze większym wariactwem był powrót do domu, dochodziła 3.00, a my nie wiedziałyśmy jak wrócić. Dziewczyny jechały na Rembertów, a ja na moje Okęcie, ale i tak razem musiałyśmy dojechać do centrum. Telefon do siostry i już mniej więcej wiedziałyśmy. Szybki bieg na czerwonym świetle, przez trawnik i krzyki za autobusem nic nie dały, bo na nas nie poczekał. Do następnego miałyśmy 30 min. Zimno, nogi nas bolały, zmęczone, czekałyśmy. Po chwili przychodziło coraz więcej imprezowiczów na przystanek, wśród nich zobaczyłam K.T. z podstawówki! Nie widziałyśmy się tyle lat, ale to było miłe spotkanie. Gadałyśmy do przyjazdu autobusu, a później jeszcze w autobusie. Była ze swoim sympatycznym chłopakiem, którego imienia nie pamiętam i z koleżankami. Dowiedziałam się trochę co tam u niej i u innych naszych znajomych z podstawówki. Opowiedziałam jej też co u mnie i u A., z którą jako jedyną utrzymuję kontakt od tylu lat.
Powtórzę się, ale naprawdę to był cudownie spędzony wieczór. Zaproponowałam dziewczynom wyjście 8.11 na moje otrzęsiny, bo okazało się, że na moim wydziale też będą! W domu byłam po 4.00.
Jutro o 8.00 ćwiczenia WPS! Nastawię budzik na 6.00, ale wiem, że i tak nie dam rady wstać.
Cóż innego mogę dodać po dzisiejszej nocy? :)
http://www.youtube.com/watch?v=JvxG3zl_WhU
M.
Na ochronie nic szczególnego, znów dużo pisania i znów mieliśmy o konwencjach dotyczących przyrody w Europie. Jednak myślami byłam gdzie indziej...
Mianowicie o 21.00 zaczynały się otrzęsiny AON-u w Explosion. Pojechałam tam razem z M., przyjaciółką z gimnazjum i jej nową koleżanką A. Miałyśmy problem ze znalezieniem klubu, a to dlatego, że chłopak A. źle nas pokierował. Bardzo źle. Wysiadłyśmy jakieś 10 przystanków dalej niż powinnyśmy. Szybki telefon do mojej siostry i po 40 min. byłyśmy już w kolejce do wejścia do klubu.
Miałyśmy bardzo dobre humory. Mi wystarczy niewielka ilość alkoholu, a już jestem wesolutka, na miejscu wypiłyśmy jeszcze dwa piwa, wcześniej cytrynówkę, to mi wystarczyło do końca imprezy. Chłopcy koło nas wciąż krążyli, tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się bawiłam. Nie mogę zapomnieć o tym, że był także zespół Weekend. Nie wierzę, że bawiłam się przy disco polo! A swój hit "ona tańczy dla mnie" śpiewali chyba 3 razy i za każdym razem w trakcie jego trwania byłam podnoszona przez jakiegoś chłopaka. Wariactwo.
Jeszcze większym wariactwem był powrót do domu, dochodziła 3.00, a my nie wiedziałyśmy jak wrócić. Dziewczyny jechały na Rembertów, a ja na moje Okęcie, ale i tak razem musiałyśmy dojechać do centrum. Telefon do siostry i już mniej więcej wiedziałyśmy. Szybki bieg na czerwonym świetle, przez trawnik i krzyki za autobusem nic nie dały, bo na nas nie poczekał. Do następnego miałyśmy 30 min. Zimno, nogi nas bolały, zmęczone, czekałyśmy. Po chwili przychodziło coraz więcej imprezowiczów na przystanek, wśród nich zobaczyłam K.T. z podstawówki! Nie widziałyśmy się tyle lat, ale to było miłe spotkanie. Gadałyśmy do przyjazdu autobusu, a później jeszcze w autobusie. Była ze swoim sympatycznym chłopakiem, którego imienia nie pamiętam i z koleżankami. Dowiedziałam się trochę co tam u niej i u innych naszych znajomych z podstawówki. Opowiedziałam jej też co u mnie i u A., z którą jako jedyną utrzymuję kontakt od tylu lat.
Powtórzę się, ale naprawdę to był cudownie spędzony wieczór. Zaproponowałam dziewczynom wyjście 8.11 na moje otrzęsiny, bo okazało się, że na moim wydziale też będą! W domu byłam po 4.00.
Jutro o 8.00 ćwiczenia WPS! Nastawię budzik na 6.00, ale wiem, że i tak nie dam rady wstać.
Cóż innego mogę dodać po dzisiejszej nocy? :)
http://www.youtube.com/watch?v=JvxG3zl_WhU
M.
15.10.2012
I nadszedł najdłuższy dzień tygodnia. Załamana, ledwo podniosłam się z łóżka i pobiegłam na ćwiczenia z ekonomii. Później prawo i znów 3 godziny wykładów z ekonomii. Profesor z WPS jest chory, stąd ta zamiana, a za tydzień mamy mieć 3 godziny wykładów WPS, nie wiem jak to przeżyję. A koniec dnia wcale nie lepszy, administracja jak zwykle usypiająca najbardziej.
I tak, T. pali. Widziałam, że w ciągu przerwy wypalił co najmniej 2 papierosy, jeden za drugim. Nie jestem zwolennikiem tego nałogu. Widziałam też, jak siedział z kolegami przed starym BUWem, podeszły do nich chyba 3 dziewczyny, przywitały się czule i rozmawiały chwilę. Ja wtedy siedziałam sama po przeciwnej stronie ławek. Była ładna pogoda, więc czemu nie, czekałam na D. Nie usiadłam dlatego, że go zobaczyłam, wręcz przeciwnie siedziałam tam pierwsza, oni usiedli później.
W domu cicho i spokojnie. A. pojechała do M., a mnie ogarnął przytłaczający, jesienny nastrój. Smutna muzyka i wiersze wbrew pozorom, okazały się lekarstwem.
http://www.youtube.com/watch?v=0LETadzDGOs
M.
I tak, T. pali. Widziałam, że w ciągu przerwy wypalił co najmniej 2 papierosy, jeden za drugim. Nie jestem zwolennikiem tego nałogu. Widziałam też, jak siedział z kolegami przed starym BUWem, podeszły do nich chyba 3 dziewczyny, przywitały się czule i rozmawiały chwilę. Ja wtedy siedziałam sama po przeciwnej stronie ławek. Była ładna pogoda, więc czemu nie, czekałam na D. Nie usiadłam dlatego, że go zobaczyłam, wręcz przeciwnie siedziałam tam pierwsza, oni usiedli później.
W domu cicho i spokojnie. A. pojechała do M., a mnie ogarnął przytłaczający, jesienny nastrój. Smutna muzyka i wiersze wbrew pozorom, okazały się lekarstwem.
http://www.youtube.com/watch?v=0LETadzDGOs
M.
14.10.2012
Wiedziałam, że nadejdzie taki dzień, że na WPS mnie weźmie do odpowiedzi. I wzięła. Udało mi się z tego częściowo wybrnąć, coś powiedziałam, ale jak dopytywała o szczegóły, nie umiałam wywnioskować nic więcej. Nie lubię tego przedmiotu ani kobiety, która go uczy. Pieprzenie o niczym, teksty do czytania beznadziejne i niezrozumiałe. Czytam i nie wiem co czytam...
Specjalnie dziś na filozofię ładnie się ubrałam, umalowałam. Wiedziałam, że będzie T. i nie pomyliłam się. Nawet teraz, gdy to piszę mam skurcz w brzuchu... Stałam pod ścianą, czekając na najgorsze 1.30h dzisiejszego dnia, sama, bo nie mogłam znaleźć nikogo znajomego. Po chwili pojawił się T. stanął także sam naprzeciwko mnie, bardzo blisko. Od razu zaczęłam się zachowywać jak idiotka, bo odwracałam głowę, to w jedną to w drugą stronę, niby kompletnie nie zainteresowana jego obecnością (choć oczywiście wewnątrz, czułam coś zupełnie innego). On zresztą także rozglądał się na boki, obserwował ludzi i w końcu trafiło na mnie. Od stóp, aż w końcu poniósł oczy wprost na mnie. Wtedy też mu się przyglądałam i nasze spojrzenia spotkały się. Trwało to nie więcej niż sekundę, bo speszona szybko odwróciłam wzrok. Głupio się czułam, nie wiem czemu, ale On po prostu tak na mnie działa! Pani profesor spóźniała się, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie lubię tak czekać i mieć przed sobą mój obiekt westchnień.
Usiadłam po środku, w 3 rządzie, chciałam dać ostatnią szansę naszej wykładowczyni i dzisiaj jej naprawdę posłuchać. Dodam, że T. zajął miejsce w następnej ławce i siedział za mną, ale... jakiś chłopak go zawołał i powiedział, żeby usiadł koło niego i tym samym T. siedział prawie koło mnie, bo dzieliło nas jedynie puste krzesło. Pani profesor, jak zwykle, krzątała się, próbowała podłączyć rzutnik, mikrofon i inne sprzęt, których standardowo nie umiała uruchomić. Chamsko się śmieliśmy i nie kwapiliśmy się do tego, żeby jej pomóc. Szkoda mi jej, ale ta kobieta jest taka... przygnębiająca i uczy filozofii, to też jest smutne. T. także się śmiał pod nosem, co mi sprawiało jeszcze większą radość.
Pani profesor wypuściła nas 40 min. wcześniej, bo ją oko bolało. Dzięki Bogu, bo nie wytrzymałabym dłużej i nadal twierdzę, że ten przedmiot jest jednym z najbardziej beznadziejnych i niepotrzebnych na tych studiach. Jedne co robię na zajęciach to wypisywanie słowa "nuda" w różnych językach lub pisanie sms-ów o niczym do siostry i do innych ludzi lub po prostu wpatruję się w zegarek. Czasem przepisuję z prezentacji nazwiska "wielkich filozofów i myślicieli", których obowiązkowo musimy znać, bo to "wielcy filozofowie i myśliciele".
Wracałam z T. 175, ja wysiadłam na pl. Zawiszy, a on pojechał dalej. Pewnie mieszka gdzieś na Ochocie. To całkiem blisko mnie! ;)
http://www.youtube.com/watch?v=sBFA7k5eXmc
Przypomniał mi się stary, dobry hit.
M.
Specjalnie dziś na filozofię ładnie się ubrałam, umalowałam. Wiedziałam, że będzie T. i nie pomyliłam się. Nawet teraz, gdy to piszę mam skurcz w brzuchu... Stałam pod ścianą, czekając na najgorsze 1.30h dzisiejszego dnia, sama, bo nie mogłam znaleźć nikogo znajomego. Po chwili pojawił się T. stanął także sam naprzeciwko mnie, bardzo blisko. Od razu zaczęłam się zachowywać jak idiotka, bo odwracałam głowę, to w jedną to w drugą stronę, niby kompletnie nie zainteresowana jego obecnością (choć oczywiście wewnątrz, czułam coś zupełnie innego). On zresztą także rozglądał się na boki, obserwował ludzi i w końcu trafiło na mnie. Od stóp, aż w końcu poniósł oczy wprost na mnie. Wtedy też mu się przyglądałam i nasze spojrzenia spotkały się. Trwało to nie więcej niż sekundę, bo speszona szybko odwróciłam wzrok. Głupio się czułam, nie wiem czemu, ale On po prostu tak na mnie działa! Pani profesor spóźniała się, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie lubię tak czekać i mieć przed sobą mój obiekt westchnień.
Usiadłam po środku, w 3 rządzie, chciałam dać ostatnią szansę naszej wykładowczyni i dzisiaj jej naprawdę posłuchać. Dodam, że T. zajął miejsce w następnej ławce i siedział za mną, ale... jakiś chłopak go zawołał i powiedział, żeby usiadł koło niego i tym samym T. siedział prawie koło mnie, bo dzieliło nas jedynie puste krzesło. Pani profesor, jak zwykle, krzątała się, próbowała podłączyć rzutnik, mikrofon i inne sprzęt, których standardowo nie umiała uruchomić. Chamsko się śmieliśmy i nie kwapiliśmy się do tego, żeby jej pomóc. Szkoda mi jej, ale ta kobieta jest taka... przygnębiająca i uczy filozofii, to też jest smutne. T. także się śmiał pod nosem, co mi sprawiało jeszcze większą radość.
Pani profesor wypuściła nas 40 min. wcześniej, bo ją oko bolało. Dzięki Bogu, bo nie wytrzymałabym dłużej i nadal twierdzę, że ten przedmiot jest jednym z najbardziej beznadziejnych i niepotrzebnych na tych studiach. Jedne co robię na zajęciach to wypisywanie słowa "nuda" w różnych językach lub pisanie sms-ów o niczym do siostry i do innych ludzi lub po prostu wpatruję się w zegarek. Czasem przepisuję z prezentacji nazwiska "wielkich filozofów i myślicieli", których obowiązkowo musimy znać, bo to "wielcy filozofowie i myśliciele".
Wracałam z T. 175, ja wysiadłam na pl. Zawiszy, a on pojechał dalej. Pewnie mieszka gdzieś na Ochocie. To całkiem blisko mnie! ;)
http://www.youtube.com/watch?v=sBFA7k5eXmc
Przypomniał mi się stary, dobry hit.
M.
środa, 24 października 2012
13.10.2012
Dzisiaj znowu walczyłam z sekretariatem. D. powiedziała, że przyjmują od 11.00 do 15.00, więc czym prędzej po niezwykle interesujących zajęciach z logiki pobiegłam na KP3. Przed wejściem, o dziwo były tylko 2 dziewczyny. Zapytałam czy czekają do 205. Tak, a one, że są dwa stanowiska i jedno jest wolne, a ja jako, że jestem z polityki społecznej to mogę wejść, bo po prawo jest polityka, a po lewo nauki o rodzinie. Więc weszłam do środka. Jednak pani mi powiedziała, że ona przyjmuje od 14.00 i teraz nie załatwi mojej sprawy. Damn! Wyszłam. Patrze, na drzwiach jest napisane, że zaczyna pracę od 11.00! Ale dobrze, nie będę się z nią kłóciła, wrócę po pilatesie!
Na pilatesie znowu bardzo mi się podobało. To są jedne z moich ulubionych zajęć. Zrelaksowałam się, odpoczęłam i przez chwilę przestałam myśleć o T., który nieustannie siedzi mi w głowie.
I znowu na KP3. Kolejka większa, ale znów pytam o szczegóły. Kto ostatni i do którego stanowiska. Połowa ludzi nic nie wie, inni mówią, że po lewo jest moje stanowisko, a nie po prawo! Uff, po co takie rzeczy robią? Albo czy nie można wyraźnie napisać gdzie kto przyjmuje? Ale ostatecznie udaje mi się załatwić zaświadczenie. Stanowisko po lewo, pokój 205, KP3. Zapamiętam.
Na ochronie przyrody omawialiśmy konwencje światowe o ochronie fauny i flory. Nudne bardzo, dużo pisania i mało ciekawych rzeczy. Ale razem z M. to przeżyłyśmy.
M.
Na pilatesie znowu bardzo mi się podobało. To są jedne z moich ulubionych zajęć. Zrelaksowałam się, odpoczęłam i przez chwilę przestałam myśleć o T., który nieustannie siedzi mi w głowie.
I znowu na KP3. Kolejka większa, ale znów pytam o szczegóły. Kto ostatni i do którego stanowiska. Połowa ludzi nic nie wie, inni mówią, że po lewo jest moje stanowisko, a nie po prawo! Uff, po co takie rzeczy robią? Albo czy nie można wyraźnie napisać gdzie kto przyjmuje? Ale ostatecznie udaje mi się załatwić zaświadczenie. Stanowisko po lewo, pokój 205, KP3. Zapamiętam.
Na ochronie przyrody omawialiśmy konwencje światowe o ochronie fauny i flory. Nudne bardzo, dużo pisania i mało ciekawych rzeczy. Ale razem z M. to przeżyłyśmy.
M.
12.10.2012
Miałam dziś tylko angielski, a nie było mnie w domu cały dzień. Postanowiłam, że pójdę do sekretariatu po zaświadczenie i będę miała to z głowy, a mama nie będzie się już czepiać, że tyle czasu mi to zajmuje. I wyczekałam się ponad godzinę nie pod swoim sekretariatem! Dopiero po tym czasie zapytałam się jakiegoś chłopaka czy tutaj jest tylko sekretariat filozofii. Niestety usłyszałam twierdzącą odpowiedź. Powiedział, że reszta sekretariatów znajduje się na drugim piętrze. Wkurzona pomaszerowałam na górę.
Tam znalazłam aż cztery pokoje do załatwiania tylko spraw studenckich dla WDiNP! I jak tu się nie pogubić. Stanęłam pod 207, bo z ogłoszeń na drzwiach wywnioskowałam, że jest akurat do załatwienia mojej sprawy. Ale dziś zaczynali pracę od godziny 14.00 do 18.00, a była 12.00. Nie zostało mi nic innego, jak przyjechać po angielskim.
Przez te 2 godziny pochodziłam po sklepach i w końcu na 14.00 pojechałam na "Ksawerów".
Przed wejściem była już B. z biologii i J., który pożerał ją wzrokiem. Zaraz weszliśmy do sali i usiadłam właśnie pomiędzy B. i A. - chłopakiem z samorządu regionalnego (?). Krótkie zapoznanie z organizacją zajęć i chwilę potem dostaliśmy nasze pierwsze zadanie. Nie będę tłumaczyła dokładnie o co w nim chodziło, bo było nieco skomplikowane, ale dodam tylko, że współpracowałam właśnie z A. Później parami trzeba było się zamienić i teraz byłam z A. z III roku dziennikarstwa, który wyraźnie mi się przyglądał od początku zajęć, a gdy usłyszał o zmianie par, szybciutko podbiegł do mnie :)
Angielski minął mi bardzo przyjemnie, pani profesor także wydaje się sympatyczna i ogólnie taka forma zajęć mi pasuje. Trzeba będzie tylko pamiętać o terminowym oddawaniu prac na platformie...
Pod sekretariatem takiej kolejki to ja nigdy nie widziałam. W wąskim korytarzu kłębiło się milion ludzi, duszno, ciasno, nie było jak się dopchać pod właściwe drzwi. Wkurzona jeszcze bardziej,wyszłam z dziekanatu i pomaszerowałam do BUWu, gdzie na 17.00 byłam umówiona z D. i O. na omawianie naszego projektu na administrację.
Zapytałam D. czy wie, gdzie mogę załatwić potrzebne mi zaświadczenie - czy w 205, 206, 207, 208. Powiedziała, że na 100% w 205, bo tam jest nasz główny sekretariat. Dzięki bogu, dobrze, że nie stanęłam dzisiaj w kolejce do 207! Skończyliśmy nasze spotkanie o 18.30, trochę nam się zeszło, ale ustaliliśmy już o czym piszemy i jak się dzielimy pracą. Uznaliśmy, że oświata na Ursynowie będzie najlepszym pomysłem i właśnie o tym napiszemy nasze 20 stron.
Później najszybciej jak się dało dotarłam do domu. W biegu zjadłam, przebrałam się i wyszłam z A. na otrzęsiny Fizyków z Politechniki. Po drodze miałyśmy problemy z tramwajem, który się zepsuł, później naprawił, ale w efekcie i tak udało nam się dotrzeć do Medyka.
Wybory miss i mistera były zabawne i żenujące jednocześnie, ale i tak bawiłam się przy tym dobrze. Razem z A. kradłyśmy kanapki i paluszki z miejsc VIPów, bo byłyśmy niesamowicie głodne. Muzyka spoko, trochę potańczyłam, trochę wypiłam, poznałam nowych ludzi i w domu byłam około 2.00, a rano trzeba wstać!
M.
Tam znalazłam aż cztery pokoje do załatwiania tylko spraw studenckich dla WDiNP! I jak tu się nie pogubić. Stanęłam pod 207, bo z ogłoszeń na drzwiach wywnioskowałam, że jest akurat do załatwienia mojej sprawy. Ale dziś zaczynali pracę od godziny 14.00 do 18.00, a była 12.00. Nie zostało mi nic innego, jak przyjechać po angielskim.
Przez te 2 godziny pochodziłam po sklepach i w końcu na 14.00 pojechałam na "Ksawerów".
Przed wejściem była już B. z biologii i J., który pożerał ją wzrokiem. Zaraz weszliśmy do sali i usiadłam właśnie pomiędzy B. i A. - chłopakiem z samorządu regionalnego (?). Krótkie zapoznanie z organizacją zajęć i chwilę potem dostaliśmy nasze pierwsze zadanie. Nie będę tłumaczyła dokładnie o co w nim chodziło, bo było nieco skomplikowane, ale dodam tylko, że współpracowałam właśnie z A. Później parami trzeba było się zamienić i teraz byłam z A. z III roku dziennikarstwa, który wyraźnie mi się przyglądał od początku zajęć, a gdy usłyszał o zmianie par, szybciutko podbiegł do mnie :)
Angielski minął mi bardzo przyjemnie, pani profesor także wydaje się sympatyczna i ogólnie taka forma zajęć mi pasuje. Trzeba będzie tylko pamiętać o terminowym oddawaniu prac na platformie...
Pod sekretariatem takiej kolejki to ja nigdy nie widziałam. W wąskim korytarzu kłębiło się milion ludzi, duszno, ciasno, nie było jak się dopchać pod właściwe drzwi. Wkurzona jeszcze bardziej,wyszłam z dziekanatu i pomaszerowałam do BUWu, gdzie na 17.00 byłam umówiona z D. i O. na omawianie naszego projektu na administrację.
Zapytałam D. czy wie, gdzie mogę załatwić potrzebne mi zaświadczenie - czy w 205, 206, 207, 208. Powiedziała, że na 100% w 205, bo tam jest nasz główny sekretariat. Dzięki bogu, dobrze, że nie stanęłam dzisiaj w kolejce do 207! Skończyliśmy nasze spotkanie o 18.30, trochę nam się zeszło, ale ustaliliśmy już o czym piszemy i jak się dzielimy pracą. Uznaliśmy, że oświata na Ursynowie będzie najlepszym pomysłem i właśnie o tym napiszemy nasze 20 stron.
Później najszybciej jak się dało dotarłam do domu. W biegu zjadłam, przebrałam się i wyszłam z A. na otrzęsiny Fizyków z Politechniki. Po drodze miałyśmy problemy z tramwajem, który się zepsuł, później naprawił, ale w efekcie i tak udało nam się dotrzeć do Medyka.
Wybory miss i mistera były zabawne i żenujące jednocześnie, ale i tak bawiłam się przy tym dobrze. Razem z A. kradłyśmy kanapki i paluszki z miejsc VIPów, bo byłyśmy niesamowicie głodne. Muzyka spoko, trochę potańczyłam, trochę wypiłam, poznałam nowych ludzi i w domu byłam około 2.00, a rano trzeba wstać!
M.
niedziela, 14 października 2012
11.10.2012
Dzisiejszy dzień minął stosunkowo szybko. Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Myślałam, że będzie gorzej, bo ekonomia głównie kojarzy mi się ze wzorami, liczeniem i wykresami. Owszem wykres były, ale niezbyt trudne.
Na prawie słuchałam uważnie i starałam się jak najwięcej zapamiętać i jak najszybciej notować. Profesor prowadził zajęcia w dosyć ekspresowym tempie, choć nie było to to samo co przeżyłam na historii w liceum, to mimo wszystko były to intensywne zajęcia. Dobrze, wolę to niż zasypianie z bezczynności.
Na ekonomii, w tej klasie bez ławek, siedziałam między dwoma chłopakami. Jeden z nich przez 1h 30min siedział "noga na nogę". Naprawdę, przez cały wykład siedział w ten sposób! Doprawdy, godne podziwu. A sam wykład? Na początku profesorskie pleplenie o niczym, później nieco się ożywiło, gdy pani profesor zaczęła wśród nas robić "ankiety". Zadawała pytania, na które sami mieliśmy sobie odpowiedzieć, a później poprosiła o podniesienie ręki, z tym jak kto twierdzi. Dowiedziałam się, że T. woli model życia adekwatny do naszych czasów, czyli: najpierw kariera, praca, związki partnerskie, krótkie, dzieci później. Właściwie poniekąd też tak uważam, ale nie podniosłam ręki, bo nie ze wszystkim się zgadzam.
Na WPS było beznadziejnie nudno. Moje słownictwo nie jest zbyt bogate, ale nie wiem jak ładniej i poprawniej mogłabym opisać bezsens nudnych zajęć, więc piszę po prostu - beznadziejna nuda. Nie wiem czy mam zapamiętać ten spis nazwisk, przy każdej teorii, bo w większości tyle wyniosłam z dzisiejszego wykładu. Nazwiska twórców jakiś idei. I po co mi to?
Na administracji publicznej było jeszcze gorzej niż na WPS. Wykład o 16.00, prowadzony monotonnym głosem przy zasłoniętych żaluzjach nie jest najlepszym pomysłem dla studentów, którzy mają zajęcia od 8.00 rano. Jak można się domyśleć - spałam. Co więcej, nawet tego nie ukrywałam, oczy same mi się zamykały. Obok, także znużona D., grała w angry birds, K. starała się coś notować, ale jak jej powiedziałam, że notatki z tej lekcji znajdzie na jego stronie internetowej, także pogrążyła się w słodką drzemkę.
T. nie było na dwóch ostatnich najnudniejszych wykładach. Widziałam jak wchodził do naszego dziekanatu. Też powinnam iść po zaświadczenie, ale kolejki są tak długie, że brakuje mi do tego cierpliwości i czasu. Niestety sekretariat jest zamknięty w środy i piątki, a w ciągu tych 3 dni otwarty 4 godziny. Zapewne jednak i tak będę musiała pójść w poniedziałek z samego rana. Skandal.
http://www.youtube.com/watch?v=UQOSsEA-TF4&list=PL9ytB7rLvCX4P5NNdaGZLGJffS1N5XMPG&index=13&feature=plpp_video
M.
Na prawie słuchałam uważnie i starałam się jak najwięcej zapamiętać i jak najszybciej notować. Profesor prowadził zajęcia w dosyć ekspresowym tempie, choć nie było to to samo co przeżyłam na historii w liceum, to mimo wszystko były to intensywne zajęcia. Dobrze, wolę to niż zasypianie z bezczynności.
Na ekonomii, w tej klasie bez ławek, siedziałam między dwoma chłopakami. Jeden z nich przez 1h 30min siedział "noga na nogę". Naprawdę, przez cały wykład siedział w ten sposób! Doprawdy, godne podziwu. A sam wykład? Na początku profesorskie pleplenie o niczym, później nieco się ożywiło, gdy pani profesor zaczęła wśród nas robić "ankiety". Zadawała pytania, na które sami mieliśmy sobie odpowiedzieć, a później poprosiła o podniesienie ręki, z tym jak kto twierdzi. Dowiedziałam się, że T. woli model życia adekwatny do naszych czasów, czyli: najpierw kariera, praca, związki partnerskie, krótkie, dzieci później. Właściwie poniekąd też tak uważam, ale nie podniosłam ręki, bo nie ze wszystkim się zgadzam.
Na WPS było beznadziejnie nudno. Moje słownictwo nie jest zbyt bogate, ale nie wiem jak ładniej i poprawniej mogłabym opisać bezsens nudnych zajęć, więc piszę po prostu - beznadziejna nuda. Nie wiem czy mam zapamiętać ten spis nazwisk, przy każdej teorii, bo w większości tyle wyniosłam z dzisiejszego wykładu. Nazwiska twórców jakiś idei. I po co mi to?
Na administracji publicznej było jeszcze gorzej niż na WPS. Wykład o 16.00, prowadzony monotonnym głosem przy zasłoniętych żaluzjach nie jest najlepszym pomysłem dla studentów, którzy mają zajęcia od 8.00 rano. Jak można się domyśleć - spałam. Co więcej, nawet tego nie ukrywałam, oczy same mi się zamykały. Obok, także znużona D., grała w angry birds, K. starała się coś notować, ale jak jej powiedziałam, że notatki z tej lekcji znajdzie na jego stronie internetowej, także pogrążyła się w słodką drzemkę.
T. nie było na dwóch ostatnich najnudniejszych wykładach. Widziałam jak wchodził do naszego dziekanatu. Też powinnam iść po zaświadczenie, ale kolejki są tak długie, że brakuje mi do tego cierpliwości i czasu. Niestety sekretariat jest zamknięty w środy i piątki, a w ciągu tych 3 dni otwarty 4 godziny. Zapewne jednak i tak będę musiała pójść w poniedziałek z samego rana. Skandal.
http://www.youtube.com/watch?v=UQOSsEA-TF4&list=PL9ytB7rLvCX4P5NNdaGZLGJffS1N5XMPG&index=13&feature=plpp_video
M.
10.10.2012
Ćwiczenia z wprowadzenia do polityki społecznej były dla mnie stresujące. Nie przeczytałam obowiązkowych lektur i nie przygotowałam się solidnie, a pani profesor wyrywała do odpowiedzi i pytała z znajomości tekstu, a ja nawet go nie miałam! Chyba w pewnym momencie chciała mnie wziąć do odpowiedzi, ale w porę P. z tylnej ławki się udzielił i mi się upiekło.
Na filozofii zobaczyłam wolne miejsce obok T. Nie mogłam się powstrzymać i szybko pobiegłam usiąść obok niego. Znów mnie sobą oczarował. Nosi okulary do czytania i cholernie mu pasują. Rockowy chłopak i delikatne oprawki, to w tym przypadku połączenie idealne. Rozmawiał z kolegą obok niego po rosyjsku lub litewsku (tak mi się wydaje). Ładnie brzmiało, mimo, że nie rozumiałam ani słowa. Rozglądał się po sali i pisał smsy na swoim samsungu. Ma telefon bardzo podobny do mojego, tylko chyba nowszy. I tez blokuje wyświetlacz hasłem, jak ja ;) W pewnym momencie chciał zacząć słuchać muzyki, bo wyjął swoje białe słuchawki, jednak przyjście szalonej pani profesor mu to uniemożliwiło.
Szalona pani profesor po raz kolejny nie umiała podłączyć mikrofonu i mimo, że siedziałam w trzeciej ławce, słyszałam co drugie słowo. Gdy pokazała spis lektur na rzutniku, z których będziemy korzystać, nie widziałam nic. T. chyba też nie widział za wiele, bo zrobił zdjęcie telefonem. To raczej tez nie pomogło. Wykład był tak strasznie nudny... i jeszcze ci przeszkadzający ludzie, którzy gadali, nad którymi profesor nie potrafiła zapanować.
http://www.youtube.com/watch?v=nVjsGKrE6E8
M.
Na filozofii zobaczyłam wolne miejsce obok T. Nie mogłam się powstrzymać i szybko pobiegłam usiąść obok niego. Znów mnie sobą oczarował. Nosi okulary do czytania i cholernie mu pasują. Rockowy chłopak i delikatne oprawki, to w tym przypadku połączenie idealne. Rozmawiał z kolegą obok niego po rosyjsku lub litewsku (tak mi się wydaje). Ładnie brzmiało, mimo, że nie rozumiałam ani słowa. Rozglądał się po sali i pisał smsy na swoim samsungu. Ma telefon bardzo podobny do mojego, tylko chyba nowszy. I tez blokuje wyświetlacz hasłem, jak ja ;) W pewnym momencie chciał zacząć słuchać muzyki, bo wyjął swoje białe słuchawki, jednak przyjście szalonej pani profesor mu to uniemożliwiło.
Szalona pani profesor po raz kolejny nie umiała podłączyć mikrofonu i mimo, że siedziałam w trzeciej ławce, słyszałam co drugie słowo. Gdy pokazała spis lektur na rzutniku, z których będziemy korzystać, nie widziałam nic. T. chyba też nie widział za wiele, bo zrobił zdjęcie telefonem. To raczej tez nie pomogło. Wykład był tak strasznie nudny... i jeszcze ci przeszkadzający ludzie, którzy gadali, nad którymi profesor nie potrafiła zapanować.
http://www.youtube.com/watch?v=nVjsGKrE6E8
M.
wtorek, 9 października 2012
9.10.2012
Damn! T. szukał chętnych do grupy z nim do projektu z administracji publicznej, tej w której niestety jestem już z A. i D. Czemu mi to od razu zaproponowali? I czemu tak od razu się na to zgodziłam? Z chęcią bym zrezygnowała i szybko pobiegła do grupy z T., ale wiem przecież, że tak się nie robi. Ale jak pomyślę, o współpracy z T., możliwe, że razem spędzonych godzinach, ślęcząc nad wspólną pracą, to aż mnie ciarki przechodzą...
A tymczasem wracam do rzeczywistości. Wykład z ochrony przyrody zacznie się za godzinę.
Konwersatorium z logiki przebiegło bez większych zakłóceń. Tylko coś podejrzliwie syczało w rurach. P., o ile dobrze pamiętam jego imię, powiedział, że "to tylko gaz". ;) Zajęcia z pilatesu ciekawe, nie zmęczyłam się, ale poczułam chyba większość moich mięśni.
http://www.youtube.com/watch?v=msvvdTPXjtk&sns=fb
M.
A tymczasem wracam do rzeczywistości. Wykład z ochrony przyrody zacznie się za godzinę.
Konwersatorium z logiki przebiegło bez większych zakłóceń. Tylko coś podejrzliwie syczało w rurach. P., o ile dobrze pamiętam jego imię, powiedział, że "to tylko gaz". ;) Zajęcia z pilatesu ciekawe, nie zmęczyłam się, ale poczułam chyba większość moich mięśni.
http://www.youtube.com/watch?v=msvvdTPXjtk&sns=fb
M.
niedziela, 7 października 2012
4.10.2012
Zaspałam i to porządnie. Nie zjadłam śniadania, makijaż na szybko, włosy bardzo słabo się ułożyły, ale zdążyłam.
Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Nic szczególnego się nie działo, wiem tylko, że będę z tą panią miała zajęcia także w następnym semestrze i na II roku finanse publiczne. Nie wiem jak mi pójdzie z tym przedmiotem, bo jest dosyć nudny i uczenie się definicji też nie sprawia mi przyjemności. 5 minut przerwy w czasie zajęć było czymś nowym.
Musieliśmy się przetransportować z Krakowskiego 67 do starego BUW-u. Po drodze rozmawiałam z D. Przed salą zdążyłam zjeść nawet jogurt. Gdy jadłam i stałam z grupką ludzi, co prawda nie rozmawialiśmy jakoś zawzięcie, zauważyłam, że obok mnie stoi T. Miał karmelową kurtkę, czarny, rockowy t-shirt, jeansy, odpowiednio dobrane buty i torbę. Nie myliłam się co do niego wcześniej, jest przystojny, taki jak lubię. Wysoki. Szczupły. Idealny. Spostrzegłam, że w uchu nie ma kolczyka, a tunel. Bosko.
Weszłam szybko do sali, przezornie usiadłam w trzecim rzędzie. Konwersatorium z podstaw prawa okazało się dosyć ciekawe, właściwie było to przypomnienie kilku zagadnień z liceum. Pan profesor, pewny siebie. Widać, że ma pieniądze, wygląda jak idealny prawnik wyciągnięty z kalendarza, pracuje w kancelarii, a pracę na UW traktuje zapewne jako odskocznię, swego rodzaju rozrywkę. T. usiadł gdzieś z tyłu. Szkoda.
Zajęcia skończyły się chwilę wcześniej niż było zaplanowane. Musieliśmy się ponownie przetransportować. Tym razem do budynku dawnego Centrum Informatycznego. Jednak zostało mniej więcej 40 minut do następnego wykładu, więc poszłam pospacerować. Sama. Widziałam jak T. też wychodzi główną bramą.
Pod salą zobaczyłam J. Modliłam się, aby on mnie nie zauważył, bo nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Jednak nie udało się. Zauważył mnie. Zamienił dwa słowa i zaraz weszliśmy do klasy. Zapewne myślał, że usiądę obok niego, ale ja wolałam zająć miejsce w następnym rzędzie. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu obok mnie usiadł T.!!! Nie ja obok niego, tylko on obok mnie. Sam się przysiadł.
Starałam się zachowywać jak najbardziej naturalnie, jednak słabo sobie z tym radziłam. Bo jak miałam się zachowywać, gdy na miejscu obok siedział On? I gdybym dzisiaj nie zaspała, ładnie ułożyła włosy, zapewne czułabym się pewniej. Cóż, pech. Wyczułam dym papierosowy. Pali. Nie tak sobie wyobrażałam, że pachnie, ale dzisiaj to przeżyłam. Choć mam cichą nadzieję, że może ten zapach był od drugiego kolegi z boku. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, bo moje Versace Versence przyćmiło nieco zapach dymu.
W jego prawym uchu, pomiędzy jego dłuższymi włosami dostrzegłam srebrny kolczyk. Nie taki zwykły, gejowski. Przypominał kolczyk, do piercingu, taki jaki wkłada się w pępek albo język, bo był nieco skręcony. Zapisał coś w notesie, który dostaliśmy podczas dni adaptacyjnych. Nie mam pojęcia, co dokładnie, bo tak trzymał rękę, że nie byłam w stanie odczytać (a nie chciałam nachalnie zaglądać mu w zeszyt, poza tym nie interesowało mnie to tak bardzo), ale to słowo poprawiał kilkakrotnie, tak jak ja robię, gdy mi się nudzi. Starałam się na niego nie patrzeć, ale nie mogłam się powstrzymać. Kilka razy, niby przypadkiem, rozglądając się po sali, spojrzałam na niego, tak przez ułamek sekundy.
Na następnym wykładzie z wprowadzenia do polityki społecznej, widziałam T., który siedział 2 ławki przede mną. Seksownie dotykał swojego karku...
A zajęcia bardzo nudne. Nadal nie wiem, co profesor wygłaszający wykład miał na myśli, o czym mówił. Bo dochodzę do wniosku, że te wszystkie wykłady są takie bez sensu, takie pleplenie o niczym konkretnym. Miało być o genezie polityki społecznej, a nie dowiedziałam się niczego szczególnego, poza trzema datami, które nic mi nie mówią. Profesor szalenie poważny, w garniturze i krawacie, wydaje się, że ma olbrzymią wiedzę, której nie umie przekazać. Dodam, że zajęcia odbywały się w cudownej, filozoficznej sali 335 na Krakowskim i aby cokolwiek usłyszeć trzeba się maksymalnie skupić. Choć dziś nie przeszkadzała mi w widoczności ściana, to aby zobaczyć coś napisane na tablicy, także należy wytężyć wzrok. Męczące.
Aha, za każdym razem w moim najbliższym pobliżu siedzi M., chłopak, który nie szczędził wulgaryzmów i chamskim odzywek na facebooku, i którego nie polubiłam od razu. Za jego wyższość i nadmierną pewność. Siedzi albo przede mną, za mną lub obok mnie i co gorsza, chodzi do mojej grupy.
Miałam nadzieję, że chociaż pan od administracji publicznej będzie człowiekiem wyluzowanym, wesołym, może troszeczkę zabawnym, bo już zazdroszczę A., która chodzi na Politechnikę, że ma takich normalnych wykładowców. Niestety nie. Mi takowi się nie trafili. A pan od administracji, jest... co najmniej dziwny. Śmieje się - owszem, ale ze swoich wypowiedzi, które ani trochę nie są zabawne. "Pokazałbym wam folder z artykułami pana X., ale go nie mam. Haha"; "Na pierwszym roku będziecie musieli napisać pracę semestralną, ale nie będzie łatwa. Haha"; "Trzeba będzie stworzyć trzy osobowe zespoły, bo praca w pojedynkę wychodzi słabo. Haha". Pan od administracji i jego żarciki. I tak, zadał już pracę semestralną o funkcjonowaniu dowolnej placówki administracyjnej. "Myślę, że w 30 stronach się zmieścicie. Haha". Tworzę grupę z D. i A. (chłopakiem ze szkolenia bibliotecznego).
Po żarciku profesora, sala w końcu się zaśmiała. Było to związane z wypowiedzią jakiegoś chłopaka, który siedział w końcowych rzędach, a profesor coś mu odpowiedział i było to zabawne! Machinalnie odwróciłam się do tyłu. Zauważyłam T. i jego cudowny uśmiech. To co najbardziej lubię w wyglądzie zewnętrznym mężczyzn to przede wszystkim piękny uśmiech i oczy. Trwało to nie dłużej niż sekundę, ale wiem, że boski On będzie śnił mi się po nocach.
Ogólnie ten dzień zaliczam do jednych z lepszych, mimo że wynudziłam się niemiłosiernie i nie miałam co robić ze sobą w trakcie przerw, to mimo wszystko widok T. sprawiał, że czułam się zdecydowanie lepiej i mam o kim myśleć przez najbliższy weekend, najbliższe dni i pewnie najbliższe tygodnie. Nie mogę się doczekać aż zobaczę go znowu.
Napisałabym więcej o tym jak On na mnie działa, jaki jest przystojny i co już sobie w myślach wyobrażam, ale wyszłabym na idiotkę, więc niech to zostanie póki co tajemnicą, choć jego obecność wpływa na mnie hipnotyzująco...
Rozmarzyłam się.
http://www.youtube.com/watch?v=bXOUGZRLYGw
M.
Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Nic szczególnego się nie działo, wiem tylko, że będę z tą panią miała zajęcia także w następnym semestrze i na II roku finanse publiczne. Nie wiem jak mi pójdzie z tym przedmiotem, bo jest dosyć nudny i uczenie się definicji też nie sprawia mi przyjemności. 5 minut przerwy w czasie zajęć było czymś nowym.
Musieliśmy się przetransportować z Krakowskiego 67 do starego BUW-u. Po drodze rozmawiałam z D. Przed salą zdążyłam zjeść nawet jogurt. Gdy jadłam i stałam z grupką ludzi, co prawda nie rozmawialiśmy jakoś zawzięcie, zauważyłam, że obok mnie stoi T. Miał karmelową kurtkę, czarny, rockowy t-shirt, jeansy, odpowiednio dobrane buty i torbę. Nie myliłam się co do niego wcześniej, jest przystojny, taki jak lubię. Wysoki. Szczupły. Idealny. Spostrzegłam, że w uchu nie ma kolczyka, a tunel. Bosko.
Weszłam szybko do sali, przezornie usiadłam w trzecim rzędzie. Konwersatorium z podstaw prawa okazało się dosyć ciekawe, właściwie było to przypomnienie kilku zagadnień z liceum. Pan profesor, pewny siebie. Widać, że ma pieniądze, wygląda jak idealny prawnik wyciągnięty z kalendarza, pracuje w kancelarii, a pracę na UW traktuje zapewne jako odskocznię, swego rodzaju rozrywkę. T. usiadł gdzieś z tyłu. Szkoda.
Zajęcia skończyły się chwilę wcześniej niż było zaplanowane. Musieliśmy się ponownie przetransportować. Tym razem do budynku dawnego Centrum Informatycznego. Jednak zostało mniej więcej 40 minut do następnego wykładu, więc poszłam pospacerować. Sama. Widziałam jak T. też wychodzi główną bramą.
Pod salą zobaczyłam J. Modliłam się, aby on mnie nie zauważył, bo nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Jednak nie udało się. Zauważył mnie. Zamienił dwa słowa i zaraz weszliśmy do klasy. Zapewne myślał, że usiądę obok niego, ale ja wolałam zająć miejsce w następnym rzędzie. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu obok mnie usiadł T.!!! Nie ja obok niego, tylko on obok mnie. Sam się przysiadł.
Starałam się zachowywać jak najbardziej naturalnie, jednak słabo sobie z tym radziłam. Bo jak miałam się zachowywać, gdy na miejscu obok siedział On? I gdybym dzisiaj nie zaspała, ładnie ułożyła włosy, zapewne czułabym się pewniej. Cóż, pech. Wyczułam dym papierosowy. Pali. Nie tak sobie wyobrażałam, że pachnie, ale dzisiaj to przeżyłam. Choć mam cichą nadzieję, że może ten zapach był od drugiego kolegi z boku. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, bo moje Versace Versence przyćmiło nieco zapach dymu.
W jego prawym uchu, pomiędzy jego dłuższymi włosami dostrzegłam srebrny kolczyk. Nie taki zwykły, gejowski. Przypominał kolczyk, do piercingu, taki jaki wkłada się w pępek albo język, bo był nieco skręcony. Zapisał coś w notesie, który dostaliśmy podczas dni adaptacyjnych. Nie mam pojęcia, co dokładnie, bo tak trzymał rękę, że nie byłam w stanie odczytać (a nie chciałam nachalnie zaglądać mu w zeszyt, poza tym nie interesowało mnie to tak bardzo), ale to słowo poprawiał kilkakrotnie, tak jak ja robię, gdy mi się nudzi. Starałam się na niego nie patrzeć, ale nie mogłam się powstrzymać. Kilka razy, niby przypadkiem, rozglądając się po sali, spojrzałam na niego, tak przez ułamek sekundy.
Na następnym wykładzie z wprowadzenia do polityki społecznej, widziałam T., który siedział 2 ławki przede mną. Seksownie dotykał swojego karku...
A zajęcia bardzo nudne. Nadal nie wiem, co profesor wygłaszający wykład miał na myśli, o czym mówił. Bo dochodzę do wniosku, że te wszystkie wykłady są takie bez sensu, takie pleplenie o niczym konkretnym. Miało być o genezie polityki społecznej, a nie dowiedziałam się niczego szczególnego, poza trzema datami, które nic mi nie mówią. Profesor szalenie poważny, w garniturze i krawacie, wydaje się, że ma olbrzymią wiedzę, której nie umie przekazać. Dodam, że zajęcia odbywały się w cudownej, filozoficznej sali 335 na Krakowskim i aby cokolwiek usłyszeć trzeba się maksymalnie skupić. Choć dziś nie przeszkadzała mi w widoczności ściana, to aby zobaczyć coś napisane na tablicy, także należy wytężyć wzrok. Męczące.
Aha, za każdym razem w moim najbliższym pobliżu siedzi M., chłopak, który nie szczędził wulgaryzmów i chamskim odzywek na facebooku, i którego nie polubiłam od razu. Za jego wyższość i nadmierną pewność. Siedzi albo przede mną, za mną lub obok mnie i co gorsza, chodzi do mojej grupy.
Miałam nadzieję, że chociaż pan od administracji publicznej będzie człowiekiem wyluzowanym, wesołym, może troszeczkę zabawnym, bo już zazdroszczę A., która chodzi na Politechnikę, że ma takich normalnych wykładowców. Niestety nie. Mi takowi się nie trafili. A pan od administracji, jest... co najmniej dziwny. Śmieje się - owszem, ale ze swoich wypowiedzi, które ani trochę nie są zabawne. "Pokazałbym wam folder z artykułami pana X., ale go nie mam. Haha"; "Na pierwszym roku będziecie musieli napisać pracę semestralną, ale nie będzie łatwa. Haha"; "Trzeba będzie stworzyć trzy osobowe zespoły, bo praca w pojedynkę wychodzi słabo. Haha". Pan od administracji i jego żarciki. I tak, zadał już pracę semestralną o funkcjonowaniu dowolnej placówki administracyjnej. "Myślę, że w 30 stronach się zmieścicie. Haha". Tworzę grupę z D. i A. (chłopakiem ze szkolenia bibliotecznego).
Po żarciku profesora, sala w końcu się zaśmiała. Było to związane z wypowiedzią jakiegoś chłopaka, który siedział w końcowych rzędach, a profesor coś mu odpowiedział i było to zabawne! Machinalnie odwróciłam się do tyłu. Zauważyłam T. i jego cudowny uśmiech. To co najbardziej lubię w wyglądzie zewnętrznym mężczyzn to przede wszystkim piękny uśmiech i oczy. Trwało to nie dłużej niż sekundę, ale wiem, że boski On będzie śnił mi się po nocach.
Ogólnie ten dzień zaliczam do jednych z lepszych, mimo że wynudziłam się niemiłosiernie i nie miałam co robić ze sobą w trakcie przerw, to mimo wszystko widok T. sprawiał, że czułam się zdecydowanie lepiej i mam o kim myśleć przez najbliższy weekend, najbliższe dni i pewnie najbliższe tygodnie. Nie mogę się doczekać aż zobaczę go znowu.
Napisałabym więcej o tym jak On na mnie działa, jaki jest przystojny i co już sobie w myślach wyobrażam, ale wyszłabym na idiotkę, więc niech to zostanie póki co tajemnicą, choć jego obecność wpływa na mnie hipnotyzująco...
Rozmarzyłam się.
http://www.youtube.com/watch?v=bXOUGZRLYGw
M.
piątek, 5 października 2012
3.10.2012
Zaczęłam dzień od zajęć o wprowadzeniu po polityki społecznej. Pani profesor młoda, zorganizowana, poważna wydaje się wymagająca. Od razu powiedziała, że na każdej lekcji będą omawiane nowe lektury, co mnie trochę przeraża, bo podobno nie są one łatwe. Zajęcia trwały nie dłużej niż 40 min.
O 15.00 zaczął się wykład z filozofii. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie skomentowała, a do komentowania w tym przypadku jest dużo. Spóźniłam się 3 minuty i musiałam zająć miejsce na samym końcu, nic wcześniej nie było wolnego. Nic nie słyszałam, bo pani nie umiała podłączyć mikrofonu lub też go nie było, nie wiem, nie widziałam. Nie widziałam dlatego, że sala ma pełno słupów i filarów, prócz tego jest na poddaszu, także ma słabe oświetlenie i sufit ze skosem, i fragment jakiejś ściany po środku, nie wiadomo po co, w każdym razie skutecznie uniemożliwia widoczność tablicy. Dodatek stanowi zepsuty rzutnik. Pani mówiła cicho, zaciskając zęby, dolatywało do mnie co 10 słowo, więc musiałam zająć się czym innym. W tym przypadku była to Tess Gerritsen, a ludzie wokół mnie rozwiązywali sudoku i krzyżówki. Wykład z jakże ciekawej filozofii, powiedzmy, że mnie ominął, choć na listę obecności się wpisałam ;)
Na naszym forum na facebooku wszyscy się śmieją z dzisiejszej formy filozofii. Chcą wprowadzić sprzedaż biletów na miejsca z widokiem centralnie na babkę. Tańsze bilety będą po bokach, a "tanie premium" za filarem. Zabawnie.
A wieczorkiem moje pierwsze studenckie piwko z A.
http://www.youtube.com/watch?v=zvpeBPxyZAY
Dziwię się, że mi się to podoba, ale zwrotki świetne.
M.
O 15.00 zaczął się wykład z filozofii. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie skomentowała, a do komentowania w tym przypadku jest dużo. Spóźniłam się 3 minuty i musiałam zająć miejsce na samym końcu, nic wcześniej nie było wolnego. Nic nie słyszałam, bo pani nie umiała podłączyć mikrofonu lub też go nie było, nie wiem, nie widziałam. Nie widziałam dlatego, że sala ma pełno słupów i filarów, prócz tego jest na poddaszu, także ma słabe oświetlenie i sufit ze skosem, i fragment jakiejś ściany po środku, nie wiadomo po co, w każdym razie skutecznie uniemożliwia widoczność tablicy. Dodatek stanowi zepsuty rzutnik. Pani mówiła cicho, zaciskając zęby, dolatywało do mnie co 10 słowo, więc musiałam zająć się czym innym. W tym przypadku była to Tess Gerritsen, a ludzie wokół mnie rozwiązywali sudoku i krzyżówki. Wykład z jakże ciekawej filozofii, powiedzmy, że mnie ominął, choć na listę obecności się wpisałam ;)
Na naszym forum na facebooku wszyscy się śmieją z dzisiejszej formy filozofii. Chcą wprowadzić sprzedaż biletów na miejsca z widokiem centralnie na babkę. Tańsze bilety będą po bokach, a "tanie premium" za filarem. Zabawnie.
A wieczorkiem moje pierwsze studenckie piwko z A.
http://www.youtube.com/watch?v=zvpeBPxyZAY
Dziwię się, że mi się to podoba, ale zwrotki świetne.
M.
2.10.2012
Spóźniłam się chwilkę na ćwiczenia z logiki, ale pośpiesznie zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie. Pani profesor trochę nudna i poważna, choć młoda, wyciągnięta z lat '00. Dzwony, golifk z cekinami, buty po starszej siostrze. Na szczęście zajęcia upłynęły szybko, zrobiliśmy kilka zadań, dwa zadała do domu, jednak nie umiem ich zrobić ;( Takie logiczne myślenie nigdy nie było moją mocną stroną.
Poszłam do sekretariatu, chcąc załatwić pewną sprawę, ale pani niezbyt miło wytłumaczyła mi, że to nie tutaj, bo ona nie zajmuje się sprawami studenckimi. I co z tego, że na drzwiach napisane jest sekretariat instytutu polityki społecznej? Poszłam do innego sekretariatu, na Krakowskim Przedmieściu 3, ale tam kolejka była niesamowicie długa i obawiałam się, że nie zdążę na pilates, więc wyszłam.
Budynek studia taneczno-aktorskiego znalazłam bez problemu, dzięki temu, że narysowałam sobie dokładną mapkę, jak dojechać i się nie zgubić. Byłam przed czasem jakieś 40 minut, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc chodziłam trochę, usiadłam na barierkach, zjadłam bułkę, poczytałam książkę i w końcu weszłam na 4 piętro. Salka mała, przytulna. Na wejściu pan poprosił o moją legitymację i wskazał szatnię, w której nie było miejsca, poszłam na górę, gdzie były 4 dziewczyny, zapytałam czy mogę się tu przebrać, nic nie odpowiedziały. Ok i tak się przebrałam. Podsłuchałam, że nie trzeba zakładać butów, więc śmigałam w białych skarpetkach. Poznałam K., ale nie zamieniłyśmy ze sobą żadnego słowa, bo się śpieszyłyśmy.
Zajęcia przyjemne. Na początku zapoznanie z ogólnymi informacjami, zasadami. Później wykonałyśmy kilka ćwiczeń na oddychanie. Niby nie trudne, ale trzeba się skupić.
Miałam 2 godziny czekania na następne zajęcia. Pogoda ładna, więc przeszłam się w stronę centrum, weszłam do kilku sklepów i tak została mi ponad godzina. Posiedziałam, poczytałam i pół godziny przed czasem znalazłam się na wydziale biologii.
Mają bardzo ładny budynek. Zielony, czysty, pełno kwiatów i roślin, u nas tak nie ma. Sala wykładowa również nowa i zadbana. Siedziałam obok M. z chemii, z którą zapoznałam się przed wejściem. Pani profesor też miła, zabawna, na samym wstępnie zapowiedziała egzamin. Wykład na początku ciekawy, jednak gdy zaczęła rozmawiać o wymarłych gatunkach zwierząt i roślin, powoli zasypiałam. Ale notowałam rzetelnie. I tak upłynęło mi 1.30 h ochrony przyrody.
http://www.youtube.com/watch?v=gte3BoXKwP0
Idealne na ciepłą jesienną pogodę.
M.
Poszłam do sekretariatu, chcąc załatwić pewną sprawę, ale pani niezbyt miło wytłumaczyła mi, że to nie tutaj, bo ona nie zajmuje się sprawami studenckimi. I co z tego, że na drzwiach napisane jest sekretariat instytutu polityki społecznej? Poszłam do innego sekretariatu, na Krakowskim Przedmieściu 3, ale tam kolejka była niesamowicie długa i obawiałam się, że nie zdążę na pilates, więc wyszłam.
Budynek studia taneczno-aktorskiego znalazłam bez problemu, dzięki temu, że narysowałam sobie dokładną mapkę, jak dojechać i się nie zgubić. Byłam przed czasem jakieś 40 minut, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc chodziłam trochę, usiadłam na barierkach, zjadłam bułkę, poczytałam książkę i w końcu weszłam na 4 piętro. Salka mała, przytulna. Na wejściu pan poprosił o moją legitymację i wskazał szatnię, w której nie było miejsca, poszłam na górę, gdzie były 4 dziewczyny, zapytałam czy mogę się tu przebrać, nic nie odpowiedziały. Ok i tak się przebrałam. Podsłuchałam, że nie trzeba zakładać butów, więc śmigałam w białych skarpetkach. Poznałam K., ale nie zamieniłyśmy ze sobą żadnego słowa, bo się śpieszyłyśmy.
Zajęcia przyjemne. Na początku zapoznanie z ogólnymi informacjami, zasadami. Później wykonałyśmy kilka ćwiczeń na oddychanie. Niby nie trudne, ale trzeba się skupić.
Miałam 2 godziny czekania na następne zajęcia. Pogoda ładna, więc przeszłam się w stronę centrum, weszłam do kilku sklepów i tak została mi ponad godzina. Posiedziałam, poczytałam i pół godziny przed czasem znalazłam się na wydziale biologii.
Mają bardzo ładny budynek. Zielony, czysty, pełno kwiatów i roślin, u nas tak nie ma. Sala wykładowa również nowa i zadbana. Siedziałam obok M. z chemii, z którą zapoznałam się przed wejściem. Pani profesor też miła, zabawna, na samym wstępnie zapowiedziała egzamin. Wykład na początku ciekawy, jednak gdy zaczęła rozmawiać o wymarłych gatunkach zwierząt i roślin, powoli zasypiałam. Ale notowałam rzetelnie. I tak upłynęło mi 1.30 h ochrony przyrody.
http://www.youtube.com/watch?v=gte3BoXKwP0
Idealne na ciepłą jesienną pogodę.
M.
czwartek, 4 października 2012
1.10.2012
Siedziałam sobie na ławeczce, bo przyjechałam 40 min. przed czasem (kochane pociągi, nie mogą się dostosować do mnie). Czytałam moją ukochaną Tess Gerritsen i słuchałam muzyki, gdy nagle podszedł do mnie chłopak. Spytał czy przypadkiem nie czekam na angielski na 14.00? Zszokowana, że zapytał mnie, bo wokół kręciło się sporo osób, a ja czytałam książkę przed budynkiem, odparłam szybko, że tak, czekam.
- Jesteś z polityki społecznej?
- Tak. Jesteś z I roku?
- Tak.
- M.
- J.
I tak musiałam porzucić lekturę i pogadać z nowo poznanym. Nie sądziłam, że ktoś z mojego kierunku i tym bardziej z mojego roku będzie chodził ze mną na lektorat, jednak się myliłam.
Chłopak okazał się raczej miły, ułożony i grzeczny. Powiedział, że na pierwszym roku nie będzie imprezować, a na pewno nie w I semestrze. Ha ha. Ale jak to? Kompletnie nie w moim typie i z wyglądu, i z rozmowy, wywnioskowałam, że nie jest dla mnie. A przede wszystkim mój przyszły facet nie będzie miał takiej koziej bródki, jaką ma J., bo wygląda to brzydko. Tak sobie gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Rozpadało się. Zaproponowałam, abyśmy szybko wbiegli do budynku, bo zaczęło lać jak z cebra. Pod drzewem nie było tak czuć, ale dochodziła 13.45. Starałam zasłonić głowę rękoma (prostowanie włosów poszłoby na marne), a on chciał mnie osłonić swoją mini reklamóweczką :) brr.. speszył się, gdy zaczęłam się śmiać. Szybko biegłam, a on jeszcze szybciej, aby otworzyć mi drzwi. Może i ładnie z jego strony.
Znaleźliśmy salę. Stoimy. Nie wiem o czym z nim rozmawiać. On ciągle się na mnie patrzy. Ja specjalnie się odwracam. Dziwnie się czuję. Przychodzi dziewczyna. Pyta czy my też na angielski. Zapoznajemy się. B. z biologii, jest miła, a do tego bardzo ładna. Ma ciemną oprawę oczu, co bardzo lubię zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, z tym że u mężczyzn bardziej :)
Stoimy. Rozglądamy się na boki. Zbiera się większa grupka ludzi, ok. 8 osób. 14.00, 14.05, 14.10, 14.15. Dochodzimy do wniosku, że dalsze czekanie nie ma sensu i pewnie zajęć dzisiaj nie będzie. Gadamy jeszcze chwilkę. Poznaję dziewczynę z dziennikarstwa, zarządzania, stosunków międzynarodowych i oczywiście B. z biologii. Dziewczyny wymieniły się numerami telefonów, ale umawiamy się, że widzimy się za dwa tygodnie.
Spławiłam J. Powiedziałam mu, że jadę jeszcze do koleżanki, bo on miał jechać metrem, ja w sumie też powinnam, aby dostać się do śródmieścia, ale poszłam na autobus, aby uniknąć niezręcznej ciszy lub beznadziejnych rozmów. Ale odprowadził mnie na przystanek, zapytał nawet czy może mi towarzyszyć.
Straciłam dzień.
http://www.youtube.com/watch?v=s6y-58gLnjs
M.
- Jesteś z polityki społecznej?
- Tak. Jesteś z I roku?
- Tak.
- M.
- J.
I tak musiałam porzucić lekturę i pogadać z nowo poznanym. Nie sądziłam, że ktoś z mojego kierunku i tym bardziej z mojego roku będzie chodził ze mną na lektorat, jednak się myliłam.
Chłopak okazał się raczej miły, ułożony i grzeczny. Powiedział, że na pierwszym roku nie będzie imprezować, a na pewno nie w I semestrze. Ha ha. Ale jak to? Kompletnie nie w moim typie i z wyglądu, i z rozmowy, wywnioskowałam, że nie jest dla mnie. A przede wszystkim mój przyszły facet nie będzie miał takiej koziej bródki, jaką ma J., bo wygląda to brzydko. Tak sobie gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Rozpadało się. Zaproponowałam, abyśmy szybko wbiegli do budynku, bo zaczęło lać jak z cebra. Pod drzewem nie było tak czuć, ale dochodziła 13.45. Starałam zasłonić głowę rękoma (prostowanie włosów poszłoby na marne), a on chciał mnie osłonić swoją mini reklamóweczką :) brr.. speszył się, gdy zaczęłam się śmiać. Szybko biegłam, a on jeszcze szybciej, aby otworzyć mi drzwi. Może i ładnie z jego strony.
Znaleźliśmy salę. Stoimy. Nie wiem o czym z nim rozmawiać. On ciągle się na mnie patrzy. Ja specjalnie się odwracam. Dziwnie się czuję. Przychodzi dziewczyna. Pyta czy my też na angielski. Zapoznajemy się. B. z biologii, jest miła, a do tego bardzo ładna. Ma ciemną oprawę oczu, co bardzo lubię zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, z tym że u mężczyzn bardziej :)
Stoimy. Rozglądamy się na boki. Zbiera się większa grupka ludzi, ok. 8 osób. 14.00, 14.05, 14.10, 14.15. Dochodzimy do wniosku, że dalsze czekanie nie ma sensu i pewnie zajęć dzisiaj nie będzie. Gadamy jeszcze chwilkę. Poznaję dziewczynę z dziennikarstwa, zarządzania, stosunków międzynarodowych i oczywiście B. z biologii. Dziewczyny wymieniły się numerami telefonów, ale umawiamy się, że widzimy się za dwa tygodnie.
Spławiłam J. Powiedziałam mu, że jadę jeszcze do koleżanki, bo on miał jechać metrem, ja w sumie też powinnam, aby dostać się do śródmieścia, ale poszłam na autobus, aby uniknąć niezręcznej ciszy lub beznadziejnych rozmów. Ale odprowadził mnie na przystanek, zapytał nawet czy może mi towarzyszyć.
Straciłam dzień.
http://www.youtube.com/watch?v=s6y-58gLnjs
M.
poniedziałek, 1 października 2012
28.09.2012
Tradycyjnie miałam problem ze znalezieniem sali. Krakowskie Przedmieście 3 z zewnątrz przypomina niepozorny budynek, jednak za skromnymi drzwiami kryje się 100 innych drzwi, schodów, windy i dużego holu i korytarzy. Spanikowana stanęłam gdzieś z boku. Nawet nie wiedziałam kogo mam się zapytać o kierunek. Szczęśliwie dla mnie, 2 minuty po mnie weszła E. Razem udało nam się znaleźć salę 3.
Chwila dla naszych wykładowców, opiekunów, profesorów, nie pamiętam dokładnie z kim miałam do czynienia. Podpisałam umowę z uniwersytetem, odebrałam legitymację i papierową torbę z długopisem, informatorem, mapą Warszawy w środku, stertą ulotek. W międzyczasie przyglądałam się chłopakom. Odnalazłam jednego, który już podczas pierwszego i trzeciego dnia dni adaptacyjnych przykuł moją uwagę. Modliłam się w duchu, aby był z polityki społecznej i żeby był w mojej grupie. I tak, jest z polityki, ale nie w mojej grupie. Ma na imię T. czarny kolczyk w lewym uchu i cudowny lewy profil, wysoki, szczupły, brunet. Trochę zadziorny i rockowy, tak myślę. Fajnie ubrany i najprawdopodobniej ma dziewczynę.
Ale dziewczyna nie ściana, da się przesunąć ;)
Dzisiaj impreza w klubie h2o, dla pierwszorocznych i ogólnie dla UW. Chciałam pójść, nawet zabrać ze sobą A., jednak jak się okazało na 7.00 do pracy. I integrację trafił szlag.
http://www.youtube.com/watch?v=_p_MvePxC4w
http://www.youtube.com/watch?v=daoY5iPorMc
I wciąż nieustanie zastanawiam się, która wersja jest lepsza, chociaż jako pierwszy usłyszałam remix i chyba on bardziej do mnie przemawia.
A ten utwór na zawsze będzie mi się kojarzył z powieścią "Ptasiek", bo gdy ją czytałam, miałam fazę na tę piosenkę.
M.
Chwila dla naszych wykładowców, opiekunów, profesorów, nie pamiętam dokładnie z kim miałam do czynienia. Podpisałam umowę z uniwersytetem, odebrałam legitymację i papierową torbę z długopisem, informatorem, mapą Warszawy w środku, stertą ulotek. W międzyczasie przyglądałam się chłopakom. Odnalazłam jednego, który już podczas pierwszego i trzeciego dnia dni adaptacyjnych przykuł moją uwagę. Modliłam się w duchu, aby był z polityki społecznej i żeby był w mojej grupie. I tak, jest z polityki, ale nie w mojej grupie. Ma na imię T. czarny kolczyk w lewym uchu i cudowny lewy profil, wysoki, szczupły, brunet. Trochę zadziorny i rockowy, tak myślę. Fajnie ubrany i najprawdopodobniej ma dziewczynę.
Ale dziewczyna nie ściana, da się przesunąć ;)
Dzisiaj impreza w klubie h2o, dla pierwszorocznych i ogólnie dla UW. Chciałam pójść, nawet zabrać ze sobą A., jednak jak się okazało na 7.00 do pracy. I integrację trafił szlag.
http://www.youtube.com/watch?v=_p_MvePxC4w
http://www.youtube.com/watch?v=daoY5iPorMc
I wciąż nieustanie zastanawiam się, która wersja jest lepsza, chociaż jako pierwszy usłyszałam remix i chyba on bardziej do mnie przemawia.
A ten utwór na zawsze będzie mi się kojarzył z powieścią "Ptasiek", bo gdy ją czytałam, miałam fazę na tę piosenkę.
M.
27.09.2012
Szkolenie z zakresu praw i obowiązków studenta. Dowiedziałam się trochę o funkcjonowaniu tutaj, parę spraw organizacyjnych i ogólnie jak się studiuje, choć i tak powszechnie wiadomo, że potrzeba czasu aby się zaaklimatyzować w nowym miejscu, ogarnąć to zupełnie nowe miejsce.
Prócz tego oficjalna inauguracja roku akademickiego na moim wydziale. Fajnie się poczułam jako studentka, jestem trochę wrażliwa i w momencie, gdy wchodzili najważniejsi na uczelni, ubrani w te piękne stroje, zrozumiałam jaka jestem już dorosła, jak ważne zadanie stoi przede mną, może nawet na ułamek sekundy zawilgotniały mi oczy. Być może beznadziejny kierunek, nie aż tak bardzo mnie interesujący, ale mimo wszystko chcę skończyć te studia, pokazać rodzinie na co mnie stać, udowodnić sobie, że można i się da (choć już nie raz udowadniałam to sobie, jednak wciąż mi mało). Chcę stawić czoła nowemu wyzwaniu, poza tym sama tego chciałam. Odkąd pamiętam studiowanie na UW było moim marzeniem. Już jako dziecko, gdy jeździłam z rodzicami albo ciocią na wycieczki do stolicy i akurat byliśmy na Starym Mieście, zawsze zatrzymywałam się przed uniwersytetem i podziwiałam budynek, studentów przekraczających główną bramę, wydawali się tacy dojrzali, też tak chciałam, chciałam być dorosła i chciałam studiować. Teraz jest ten czas. Czy okaże się on porażką, czy może zwycięstwem?
Siedziałam obok stosunków międzynarodowych, przede mną siedziała dziewczyna z dziennikarstwa, ode mnie nikogo nie spotkałam, tylko gdzieś tam mignęła mi E. W przerwie między szkoleniem a rozpoczęciem roku, zapoznałam się z M. z polityki społecznej, ale z drugiego stopnia. Właśnie przeprowadziła się z Zamościa, widać, że zagubiona i pełna obaw. Jak ja.
http://www.youtube.com/watch?v=iYLQXz0D9LU
M.
Prócz tego oficjalna inauguracja roku akademickiego na moim wydziale. Fajnie się poczułam jako studentka, jestem trochę wrażliwa i w momencie, gdy wchodzili najważniejsi na uczelni, ubrani w te piękne stroje, zrozumiałam jaka jestem już dorosła, jak ważne zadanie stoi przede mną, może nawet na ułamek sekundy zawilgotniały mi oczy. Być może beznadziejny kierunek, nie aż tak bardzo mnie interesujący, ale mimo wszystko chcę skończyć te studia, pokazać rodzinie na co mnie stać, udowodnić sobie, że można i się da (choć już nie raz udowadniałam to sobie, jednak wciąż mi mało). Chcę stawić czoła nowemu wyzwaniu, poza tym sama tego chciałam. Odkąd pamiętam studiowanie na UW było moim marzeniem. Już jako dziecko, gdy jeździłam z rodzicami albo ciocią na wycieczki do stolicy i akurat byliśmy na Starym Mieście, zawsze zatrzymywałam się przed uniwersytetem i podziwiałam budynek, studentów przekraczających główną bramę, wydawali się tacy dojrzali, też tak chciałam, chciałam być dorosła i chciałam studiować. Teraz jest ten czas. Czy okaże się on porażką, czy może zwycięstwem?
Siedziałam obok stosunków międzynarodowych, przede mną siedziała dziewczyna z dziennikarstwa, ode mnie nikogo nie spotkałam, tylko gdzieś tam mignęła mi E. W przerwie między szkoleniem a rozpoczęciem roku, zapoznałam się z M. z polityki społecznej, ale z drugiego stopnia. Właśnie przeprowadziła się z Zamościa, widać, że zagubiona i pełna obaw. Jak ja.
http://www.youtube.com/watch?v=iYLQXz0D9LU
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)