Pomalowałam usta intensywną bordową szminką pożyczoną od mamy i poszłam na ćwiczenia. Nie liczyłam już nawet, że zobaczę T., bo skoro do tej pory się nie pojawił to wątpiłam czy pojawi się kiedykolwiek.
Jakież było moje zdziwienie, gdy znudzona czekaniem, zauważyłam T. wbiegającego po schodach. Mała radość we mnie, której nie mogłam po sobie okazać. Siedziałam jak gdyby nigdy nic, machając nogą w rytm muzyki płynącej z moich słuchawek. Doris zaspała i nie dotarła na zajęcia. Alek siedział zajęty swoim telefonem. Gburowaty, hejtujący wszystkich Łukasz plątał się w jedną i w drugą stronę, a ja siedziała obok zakochanych, choć dzisiaj kłócących się Jacka i Marty. T. zajął samotną ławkę w drugim końcu korytarza.
Jacy wszyscy jesteśmy niezintegrowani, każdy zajmuje się swoimi sprawami i tak naprawdę nie ma do kogo się odezwać, bo wszyscy są tacy mało towarzyscy. Fakt, stworzyło się może kilka grupek, ale to wszystko jest takie puste. Nie wiem co o tym sądzić, czy wszędzie tak jest?
Zajęcia, niezbyt owocujące, bo nikt nie wybrał tego tematu prezentacji, profesor o tym nie wiedziała i nic nie przygotowała zastępczego, musiała jakoś improwizować. Spóźniło się kilka osób. Nic nadzwyczajnego. Z wyjątkiem tego zadowalającego widoku, który siedział przed mną ;) Już wiem, jak wymawia się jego skomplikowane litewskie nazwisko, i że tak naprawdę to pochodzi z Litwy, ale ma korzenie rosyjskie i polskie. Och, chciałabym się dowiedzieć o nim więcej! Ale jak?
Skończyliśmy 15 min wcześniej, do następnych ćwiczeń zostało jeszcze 30 minut. Zastanawiałam się co będę robiła tyle czasu, ale Ala zaproponowała mi i Dorocie G., abyśmy przeszły się do naszego wydziałowego baru. I tak 30 min przy kawie upłynęło błyskawicznie, przez co nawet nie zorientowałyśmy się, że już zaczęła się psychologia i spóźnione wbiegłyśmy do klasy. T. zajął moje ulubione miejsce w ostatnim rzędzie. Cóż, jemu wybaczę ;) Oczywiście nie obyło się bez ćwiczenia w grupach. Znów trafił mi się Alek i tym razem gburowaty Łukasz. Wymyśliliśmy jakieś doświadczenie i jakoś te 1,3h minęło.
Dzisiaj zajęcia z informatyki zostały odwołane, z czego oczywiście bardzo się cieszę, bo dzięki temu miałam czas pojechać podpisać moją umowę o pracę!
M.
niedziela, 24 marca 2013
sobota, 16 marca 2013
11.03.2013
Wielki powrót zimy! A miało być tak pięknie.
Po koszykówce razem z Piotrem wracałam autobusem. Dowiedziałam się, że niewiele mnie ominęło na zeszłotygodniowej ekonomii. Nigdy nie ma tam nic ciekawego.
Na socjologii oczywiście T. nie było. Za to w końcu po raz pierwszy pojawiła się Dorota, siedziałyśmy razem, trochę gadałyśmy i szybko upłynęło to 1,3h.
Ćwiczenia. Istna męka. O religijności i kościołach. Na szczęście miałam inne zajęcie. Odrabiałam pracę domową na prawo, której nie zrobiłam w domu.
Przed prawem wszyscy panikowali, bo część w ogóle nie zrobiła pracy domowej, a część bała się, że zrobi kolokwium. Mimo wszystko ja poszłam. Po doświadczeniach z ostatnich zajęć, przednie ławki były już zajęte. Na szczęście Doris zajęła mi ostatnie wolne miejsce.
Prawo przeżyliśmy. Jako że niby niektórzy prace domowe mieli na swoich komputerach, ulitowała się nad nami i zbierze je na kolejnych zajęciach. Kolokwium nie zrobiła, ale powiedziała abyśmy byli czujni, bo może je zrobić w każdej chwili. Straszna kobieta!
M.
Po koszykówce razem z Piotrem wracałam autobusem. Dowiedziałam się, że niewiele mnie ominęło na zeszłotygodniowej ekonomii. Nigdy nie ma tam nic ciekawego.
Na socjologii oczywiście T. nie było. Za to w końcu po raz pierwszy pojawiła się Dorota, siedziałyśmy razem, trochę gadałyśmy i szybko upłynęło to 1,3h.
Ćwiczenia. Istna męka. O religijności i kościołach. Na szczęście miałam inne zajęcie. Odrabiałam pracę domową na prawo, której nie zrobiłam w domu.
Przed prawem wszyscy panikowali, bo część w ogóle nie zrobiła pracy domowej, a część bała się, że zrobi kolokwium. Mimo wszystko ja poszłam. Po doświadczeniach z ostatnich zajęć, przednie ławki były już zajęte. Na szczęście Doris zajęła mi ostatnie wolne miejsce.
Prawo przeżyliśmy. Jako że niby niektórzy prace domowe mieli na swoich komputerach, ulitowała się nad nami i zbierze je na kolejnych zajęciach. Kolokwium nie zrobiła, ale powiedziała abyśmy byli czujni, bo może je zrobić w każdej chwili. Straszna kobieta!
M.
7.03.2013
Nie byłam na wykładzie z ekonomii, ale na imprezę do Parku z dziewczynami oczywiście idę.
M.
M.
6.03.2013
Promienie słońca skutecznie przedzierały się przez żaluzję i wpadały do pokoju. Ja cudownie uśmiechnięta, chcę korzystać z tego stanu jak najdłużej, jednak mimo wszystko spoglądam na zegarek. O cholera zaspałam! Na ćwiczenia już nie zdążę, więc obracam się na drugi bok i śpię dalej.
Dorota wysłała mi wiadomość, że dzisiaj po ekonomii widziała T. Dlaczego ciągle się z nim gdzieś mijam, wtedy kiedy mnie nie ma on jest, i kiedy ja jestem jego nie ma? Jak pech to pech. Doris napisała mi także, że był super ubrany - skórzana kurtka, bluza z kapturem, okulary. Zachęcona tym, także założyłam moją skórę i trampki, i poleciałam na zajęcia.
Na systemie politycznym nie widziałam go. Cholera, naprawdę się mijamy.
Usiadłam obok Marii, po chwili przyszła Ewa z Olką, dosiadł się Krzysiek, do sali wpadła, jak zwykle spóźniona Aga. Tym razem nie nudziłam się. Śmieliśmy się z jakiś głupot i opychaliśmy mambami i mentosami. Nie mam pojęcia o czym był wykład, zapisałam tylko jedno słowo: "UZUPEŁNIĆ"
Na strukturze socjopolitycznej patrzyłam na ludzi. Jacy oni wszyscy są zabawni, kiedy myślą, że nikt na nich nie patrzy. Najbardziej moją uwagę przyciągał nasz prowadzący. Chyba niedawno schudł, bo marynarka zdecydowanie za duża, spodnie też mocno ścisnął paskiem, okulary na nosie, postępująca łysina. Nie podnosi nóg, tylko nimi szura, przemieszcza się takim dziwnych krokiem od tablicy do pulpitu. A poza tym to naprawdę miły człowiek, ma wiedzę, ale daje także możliwość wypowiedzenia się studentom i nie krytykuje tego co powiedzą, jak np. Szarfi i jego zadufane ego, które obraża studentów, mówiąc jacy to studenci są głupi i niedojrzali.
Jeden mały minus, mówi głosem tak monotonnym i prowadzi tak nudny przedmiot, że nie ma sposobu, żeby nie zasnąć.
Później 15 min przerwy i kolejny wykład z tym samym profesorem. Stany nadzwyczajne. Mówiliśmy o wydarzeniach towarzyszących śmierci naszego papieża. Statystyki, jak to później wpłynęło na naszą religijność i ilość osób w kościołach, na ilość odprawianych mszy i sposób integracji państwa po tym wydarzeniu. Generalnie to nie było tak odległe zdarzenie, może dlatego nie chciało mi się tego słuchać. Piotr obok mnie też próbował powstrzymać opadającą głowę.
Na kwestie społeczne nie chciałam już iść, zważywszy na to, że zostało jeszcze pół godziny, a ja już byłam głodna i śpiąca. Jednak za namową Ewy i Oli, poszłam, ale z wieeelkim bólem. Piotr powiedział, że już nie da rady i wyłamuje się, zobaczymy się na koszykówce.
O dziwo, na kwestiach wytrzymałam. Notowałam wszystko, uważnie słuchałam. Konkretny facet, który nie gada o wszystkim i o niczym. Mówi, to co jest potrzebne i zna się na tym. Oby więcej takich.
T. dzisiaj nie widziałam.
M.
Dorota wysłała mi wiadomość, że dzisiaj po ekonomii widziała T. Dlaczego ciągle się z nim gdzieś mijam, wtedy kiedy mnie nie ma on jest, i kiedy ja jestem jego nie ma? Jak pech to pech. Doris napisała mi także, że był super ubrany - skórzana kurtka, bluza z kapturem, okulary. Zachęcona tym, także założyłam moją skórę i trampki, i poleciałam na zajęcia.
Na systemie politycznym nie widziałam go. Cholera, naprawdę się mijamy.
Usiadłam obok Marii, po chwili przyszła Ewa z Olką, dosiadł się Krzysiek, do sali wpadła, jak zwykle spóźniona Aga. Tym razem nie nudziłam się. Śmieliśmy się z jakiś głupot i opychaliśmy mambami i mentosami. Nie mam pojęcia o czym był wykład, zapisałam tylko jedno słowo: "UZUPEŁNIĆ"
Na strukturze socjopolitycznej patrzyłam na ludzi. Jacy oni wszyscy są zabawni, kiedy myślą, że nikt na nich nie patrzy. Najbardziej moją uwagę przyciągał nasz prowadzący. Chyba niedawno schudł, bo marynarka zdecydowanie za duża, spodnie też mocno ścisnął paskiem, okulary na nosie, postępująca łysina. Nie podnosi nóg, tylko nimi szura, przemieszcza się takim dziwnych krokiem od tablicy do pulpitu. A poza tym to naprawdę miły człowiek, ma wiedzę, ale daje także możliwość wypowiedzenia się studentom i nie krytykuje tego co powiedzą, jak np. Szarfi i jego zadufane ego, które obraża studentów, mówiąc jacy to studenci są głupi i niedojrzali.
Jeden mały minus, mówi głosem tak monotonnym i prowadzi tak nudny przedmiot, że nie ma sposobu, żeby nie zasnąć.
Później 15 min przerwy i kolejny wykład z tym samym profesorem. Stany nadzwyczajne. Mówiliśmy o wydarzeniach towarzyszących śmierci naszego papieża. Statystyki, jak to później wpłynęło na naszą religijność i ilość osób w kościołach, na ilość odprawianych mszy i sposób integracji państwa po tym wydarzeniu. Generalnie to nie było tak odległe zdarzenie, może dlatego nie chciało mi się tego słuchać. Piotr obok mnie też próbował powstrzymać opadającą głowę.
Na kwestie społeczne nie chciałam już iść, zważywszy na to, że zostało jeszcze pół godziny, a ja już byłam głodna i śpiąca. Jednak za namową Ewy i Oli, poszłam, ale z wieeelkim bólem. Piotr powiedział, że już nie da rady i wyłamuje się, zobaczymy się na koszykówce.
O dziwo, na kwestiach wytrzymałam. Notowałam wszystko, uważnie słuchałam. Konkretny facet, który nie gada o wszystkim i o niczym. Mówi, to co jest potrzebne i zna się na tym. Oby więcej takich.
T. dzisiaj nie widziałam.
M.
5.03.2013
Wiosna, wiosna! Pożyczyłam od Ady płaszczyk, do tego założyłam obcasy, nowa bluzka. Liczyłam, że może dzisiaj T. w końcu pojawi się na ćwiczeniach. I po co to wszystko? Nie było go!
Na psychologii kolejne ćwiczenie w grupach. Byłam z Piotrem i H(G)lebem. Zabawnie, bo Piotr chyba był "wczorajszy" i miał niezłe odchyły. Mieliśmy zaprezentować heurystykę dostępności na wybranym przykładzie. Żadne z nas nie miało zielonego pojęcia co to jest. Google też nie za bardzo chciało nam pomóc. Piotr wymyślił jakieś eksperyment z mlekiem i jego dostępnością. Myślałam, że spalę się ze wstydu. To było takie głupie. Piotr prezentuje swoją "złotą myśl", a ja z Glebem staramy się powstrzymać przed wybuchem śmiechu. Pani profesor wielkie oczy, po czy mówi "aha, zapewne chodziło wam o to, że..." po czym zaczyna to tłumaczyć własnymi słowami. Piotr siada z uśmiechem na twarzy, mówiąc "kurw*, i tak nie wiem o co w tym chodzi".
Na informatykę poszłam z uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałam, że pogoda aż tak na mnie oddziałuje. Zachodzące słońce, okulary przeciwsłoneczne na nosie. Bajecznie, do tego wracałam z rozmowy kwalifikacyjnej i mam pracę! Cieszyłam się już do końca dnia, mimo, że zadanie na informatyce mi nie za bardzo wychodziło.
M.
Na psychologii kolejne ćwiczenie w grupach. Byłam z Piotrem i H(G)lebem. Zabawnie, bo Piotr chyba był "wczorajszy" i miał niezłe odchyły. Mieliśmy zaprezentować heurystykę dostępności na wybranym przykładzie. Żadne z nas nie miało zielonego pojęcia co to jest. Google też nie za bardzo chciało nam pomóc. Piotr wymyślił jakieś eksperyment z mlekiem i jego dostępnością. Myślałam, że spalę się ze wstydu. To było takie głupie. Piotr prezentuje swoją "złotą myśl", a ja z Glebem staramy się powstrzymać przed wybuchem śmiechu. Pani profesor wielkie oczy, po czy mówi "aha, zapewne chodziło wam o to, że..." po czym zaczyna to tłumaczyć własnymi słowami. Piotr siada z uśmiechem na twarzy, mówiąc "kurw*, i tak nie wiem o co w tym chodzi".
Na informatykę poszłam z uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałam, że pogoda aż tak na mnie oddziałuje. Zachodzące słońce, okulary przeciwsłoneczne na nosie. Bajecznie, do tego wracałam z rozmowy kwalifikacyjnej i mam pracę! Cieszyłam się już do końca dnia, mimo, że zadanie na informatyce mi nie za bardzo wychodziło.
M.
4.03.2013
Wraz z marcem, przyszła piękna pogoda, słońce, już tylko niewielkie pozostałości po śniegu. Od razu przyjemniej się robi i aby tak zostało.
Na koszykówce dzisiaj to ja prowadziłam rozgrzewkę! Wymęczyłam ich, a co! Przy okazji sama się nieźle nabiegałam, co wciąż nie zmienia faktu, że mi się podobają te zajęcia.
Socjologia. "Cudowny" temat o kulturze. Aby nie zanudzić się na śmierć, wypisuję słowo "wiosna" w różnych językach na marginesie, po czym pięknie to ozdabiam kwiatuszkami. Kreatywność na wykładach dosłownie kwitnie.
Ćwiczenia z socjologii. Jak zwykle nic ciekawego. Prócz jednego małego ale... Moją uwagę przyciąga pewien niegrzeczny Ł. :) Wiem, że na pewno nie ma żadnej dziewczyny, na wykłady chodzi jeszcze rzadziej niż T., ba w ogóle nigdy go nie widziałam! Dzięki facebookowi, dowiedziałam się jeszcze kilku innych ciekawych rzeczy, ma 3-letnią siostrę, co mnie strasznie rozczula. Nic tak na mnie nie działa, jak młody chłopak z małym dzieckiem na rękach, a on właśnie ma kilka takich zdjęć, gdzie całuje swoją małą siostrę. I wytatuował sobie datę jej urodzenia na nadgarstku. Czyż to nie jest słodkie?
Ale on chyba jest jeszcze bardziej nieosiągalny niż T., chociaż na pewno bardziej otwarty i towarzyski.
Prawa rodzinnego dzisiaj nie było.
A na angielski nie chciało mi się już jechać. Za to intensywnie wyszłam korzystać z tych pierwszych wiosennych promieni słońca - biegałam.
M.
Na koszykówce dzisiaj to ja prowadziłam rozgrzewkę! Wymęczyłam ich, a co! Przy okazji sama się nieźle nabiegałam, co wciąż nie zmienia faktu, że mi się podobają te zajęcia.
Socjologia. "Cudowny" temat o kulturze. Aby nie zanudzić się na śmierć, wypisuję słowo "wiosna" w różnych językach na marginesie, po czym pięknie to ozdabiam kwiatuszkami. Kreatywność na wykładach dosłownie kwitnie.
Ćwiczenia z socjologii. Jak zwykle nic ciekawego. Prócz jednego małego ale... Moją uwagę przyciąga pewien niegrzeczny Ł. :) Wiem, że na pewno nie ma żadnej dziewczyny, na wykłady chodzi jeszcze rzadziej niż T., ba w ogóle nigdy go nie widziałam! Dzięki facebookowi, dowiedziałam się jeszcze kilku innych ciekawych rzeczy, ma 3-letnią siostrę, co mnie strasznie rozczula. Nic tak na mnie nie działa, jak młody chłopak z małym dzieckiem na rękach, a on właśnie ma kilka takich zdjęć, gdzie całuje swoją małą siostrę. I wytatuował sobie datę jej urodzenia na nadgarstku. Czyż to nie jest słodkie?
Ale on chyba jest jeszcze bardziej nieosiągalny niż T., chociaż na pewno bardziej otwarty i towarzyski.
Prawa rodzinnego dzisiaj nie było.
A na angielski nie chciało mi się już jechać. Za to intensywnie wyszłam korzystać z tych pierwszych wiosennych promieni słońca - biegałam.
M.
27.02.2013
Na ćwiczeniach z ekonomii nie mogłam wytrzymać i po prostu zamykałam oczy ze nudzenia i z nie wyspania się. Bardzo późno chodzę spać i oto są efekty. Poza tym na ekonomii mamy teraz takie dziwne i niezrozumiałe zagadnienia, że nawet jak słucham uważnie to i tak nic nie rozumiem.
Pojechałam na 1,3h do domu. Jednak moje łóżko ma niesamowicie dużą siłę przyciągania i jak zasnęłam tak zaspałam na wykład z systemu politycznego. Ups.
Na następne wykłady dojechałam, bo dostałam sygnał od Doroty, że widziała T. przed salą. Więc czym prędzej poprawiłam włosy i pognałem na tramwaj, modląc się, aby pojawił się także na kwestiach społecznych.
Złudne nadzieje, nie było go.
M.
Pojechałam na 1,3h do domu. Jednak moje łóżko ma niesamowicie dużą siłę przyciągania i jak zasnęłam tak zaspałam na wykład z systemu politycznego. Ups.
Na następne wykłady dojechałam, bo dostałam sygnał od Doroty, że widziała T. przed salą. Więc czym prędzej poprawiłam włosy i pognałem na tramwaj, modląc się, aby pojawił się także na kwestiach społecznych.
Złudne nadzieje, nie było go.
M.
wtorek, 12 marca 2013
26.02.2013
Pięknie się dzisiaj ubrałam. Chyba jednak za pięknie, bo stojąc na przystanku och-teatr podeszła do mnie pewna kobieta, mówiąc, że z tyłu poszło mi oczko w rajstopach. Oh! Niewiele myśląc wróciłam do domu zmienić ubranie, bo pęknięcie było za bardzo widoczne. Nie mogłam się narazić na taką gafę na uczelni. Na kwestie społeczne już nie zdążyłam.
Psychologia. Niezwykle poprawna kobieta włączyła prezentację, której slajdy przewijała zdecydowanie za szybko i tym sposobem muszę sama wszystko opracować w domu. Robiliśmy też ćwiczenie w grupach, siedziałam koło Alka, więc z przydziału trafiła mi się z nim współpraca.
Nie rozumiem go w ogóle. Niby wszystko skrupulatnie zapisuje, nawet zerka co chwilę do moich notatek, a jak przychodzi kolej wypowiedzenia się na jakiś temat, nic nie ogarnia, wszystko miesza, przekręca i mówi o tym samym: "o wartościach jakimi się kierujemy w życiu; jaki kontakt mamy z innymi ludźmi..." . Mówiąc dosadnie, jak słyszę te bzdury na każdych zajęciach, aż skręca mnie w środku i w tym momencie mam ochotę wyłączyć opcję słuchania jakimś cudownym przyciskiem.
A wracając do zadania, do którego byliśmy przydzieleni, to należało wymyślić eksperyment, w którym ustalimy zmienną niezależną, zależną, grupę kontrolną i eksperymentalną. Niby nic skomplikowanego, a Alek już zaczął wymyślać coś o podatkach, składkach emerytalnych. Chyba trochę mu się przedmioty pomyliły. Więc wszystko musiałam wymyślić ja (zrobiłam to na przykładzie kolorów pokoju, w którym przebywamy). Zaprezentować przed całą grupą, także musiałam ja. I jak się okazało, wymyśliłam dobry eksperyment.
Później kilkugodzinna przerwa i na informatykę. Byłyśmy we trzy - ja, Asia i Ada. Super blondynki za komputerami, które nawet LibreOffice nie potrafiły uruchomić.
Oby T. jutro pojawił się na zajęciach, bo tęskno mi.
M.
Psychologia. Niezwykle poprawna kobieta włączyła prezentację, której slajdy przewijała zdecydowanie za szybko i tym sposobem muszę sama wszystko opracować w domu. Robiliśmy też ćwiczenie w grupach, siedziałam koło Alka, więc z przydziału trafiła mi się z nim współpraca.
Nie rozumiem go w ogóle. Niby wszystko skrupulatnie zapisuje, nawet zerka co chwilę do moich notatek, a jak przychodzi kolej wypowiedzenia się na jakiś temat, nic nie ogarnia, wszystko miesza, przekręca i mówi o tym samym: "o wartościach jakimi się kierujemy w życiu; jaki kontakt mamy z innymi ludźmi..." . Mówiąc dosadnie, jak słyszę te bzdury na każdych zajęciach, aż skręca mnie w środku i w tym momencie mam ochotę wyłączyć opcję słuchania jakimś cudownym przyciskiem.
A wracając do zadania, do którego byliśmy przydzieleni, to należało wymyślić eksperyment, w którym ustalimy zmienną niezależną, zależną, grupę kontrolną i eksperymentalną. Niby nic skomplikowanego, a Alek już zaczął wymyślać coś o podatkach, składkach emerytalnych. Chyba trochę mu się przedmioty pomyliły. Więc wszystko musiałam wymyślić ja (zrobiłam to na przykładzie kolorów pokoju, w którym przebywamy). Zaprezentować przed całą grupą, także musiałam ja. I jak się okazało, wymyśliłam dobry eksperyment.
Później kilkugodzinna przerwa i na informatykę. Byłyśmy we trzy - ja, Asia i Ada. Super blondynki za komputerami, które nawet LibreOffice nie potrafiły uruchomić.
Oby T. jutro pojawił się na zajęciach, bo tęskno mi.
M.
poniedziałek, 11 marca 2013
25.02.2013
Dziś uzbrojona w puder do twarzy i wodę poszłam na koszykówkę. Ledwo żyję, ale daję radę i cieszę się, że mogę się wyżyć fizycznie, tak na samym początku tygodnia. Choć lepiej by było gdybym nie miała później wykładu; spokojnie pojechać do domu, wziąć prysznic i chwilkę odpocząć, a niestety tym sposobem pozostaje szybki bieg na przystanek.
Na socjologii nie słuchałam, bo mówiliśmy o jakichś teoriach rozwoju biologicznego, wcześniej o historii socjologii. Oj nie, nie mam na to siły. Uzupełnię notatki w domu, a teraz zapiszę tylko zagadnienia.
Wbiegając szybko do sali zauważyłam T. siedzącego 3 ławki za mną. Nie zdążyłam mu się przyjrzeć, ale słyszałam jego głos. Ma taki męski, niski, piękny głos. Już w samym tym dźwięku można się zakochać! Dodając do tego jeszcze osobowość i oszałamiający wygląd... brak słów.
Na ćwiczeniach niemiłosiernie nudno i przygnębiająco. Dziewczyny na początku wygłosiły swoje referaty, a później był dłuuugi monolog naszego profesora. Powinniśmy także uczestniczyć w dyskusji, zadawać pytania, współpracować, ale ewidentnie nikt (poza Alkiem, który jak zawsze ma do dorzucenia swoje niepotrzebne i kompletnie oderwane od kontekstu zdania) nie miał na to ochoty. Dlatego też wszyscy wpatrzeni byli tylko w zegarki odmierzające dłużące się minuty.
Dałam do podpisu moje podanie o przyjęcie na monograf - zgodził się bez problemu.
T. na prawo cywilne wszedł zaraz przed zamknięciem drzwi. Pewnym krokiem, z kubkiem kawy z COSTY w ręku, usiał w tym samym rzędzie co ja. Zauważyłam, że chyba skrócił włosy, założył okulary. W ciągu całego konwersatorium zajęty był swoim telefonem. Mam nadzieję, że nie pisał smsów do swojej dziewczyny;)
A na zajęciach nie mogłam się skupić. Z resztą nie tylko ja, bo kilkoro osób z tyłu rozmawiało i chyba niezbyt uważało. Cudowna pani profesor brała ich do odpowiedzi każąc cytować kodeks cywilny. Ci, którzy nic nie wiedzieli, skreślała z listy obecności. Niezły pogrom. Dobrze, że siedziałam w trzecim rzędzie i udawałam, że słucham prezentacji Justyny i Kasi, bo dla mnie także mogło się to źle skończyć.
Aha, za tydzień powiedziała, że może zrobić krótki sprawdzian z dzisiejszego tematu o osobach fizycznych. Marzyłam o tym!
Czekałam 2 godziny na wykład z prawa rodzinnego. Słuchawki na uszach, gazeta w jednej dłoni, kanapka w drugiej i samotne siedzenie na kanapach w starym BUWie, jakoś upłynęło. Niestety Dorota w tym samym czasie ma coś na swoim kierunku i nie możemy nawet razem pójść na kawę.
Profesor zgodził się, abym dopisała się do tego monografu. Dzięki temu mam 2 podania, które jutro zaniosę do dziekanatu i wszystko będzie już unormowane (przynajmniej na to liczę).
M.
Na socjologii nie słuchałam, bo mówiliśmy o jakichś teoriach rozwoju biologicznego, wcześniej o historii socjologii. Oj nie, nie mam na to siły. Uzupełnię notatki w domu, a teraz zapiszę tylko zagadnienia.
Wbiegając szybko do sali zauważyłam T. siedzącego 3 ławki za mną. Nie zdążyłam mu się przyjrzeć, ale słyszałam jego głos. Ma taki męski, niski, piękny głos. Już w samym tym dźwięku można się zakochać! Dodając do tego jeszcze osobowość i oszałamiający wygląd... brak słów.
Na ćwiczeniach niemiłosiernie nudno i przygnębiająco. Dziewczyny na początku wygłosiły swoje referaty, a później był dłuuugi monolog naszego profesora. Powinniśmy także uczestniczyć w dyskusji, zadawać pytania, współpracować, ale ewidentnie nikt (poza Alkiem, który jak zawsze ma do dorzucenia swoje niepotrzebne i kompletnie oderwane od kontekstu zdania) nie miał na to ochoty. Dlatego też wszyscy wpatrzeni byli tylko w zegarki odmierzające dłużące się minuty.
Dałam do podpisu moje podanie o przyjęcie na monograf - zgodził się bez problemu.
T. na prawo cywilne wszedł zaraz przed zamknięciem drzwi. Pewnym krokiem, z kubkiem kawy z COSTY w ręku, usiał w tym samym rzędzie co ja. Zauważyłam, że chyba skrócił włosy, założył okulary. W ciągu całego konwersatorium zajęty był swoim telefonem. Mam nadzieję, że nie pisał smsów do swojej dziewczyny;)
A na zajęciach nie mogłam się skupić. Z resztą nie tylko ja, bo kilkoro osób z tyłu rozmawiało i chyba niezbyt uważało. Cudowna pani profesor brała ich do odpowiedzi każąc cytować kodeks cywilny. Ci, którzy nic nie wiedzieli, skreślała z listy obecności. Niezły pogrom. Dobrze, że siedziałam w trzecim rzędzie i udawałam, że słucham prezentacji Justyny i Kasi, bo dla mnie także mogło się to źle skończyć.
Aha, za tydzień powiedziała, że może zrobić krótki sprawdzian z dzisiejszego tematu o osobach fizycznych. Marzyłam o tym!
Czekałam 2 godziny na wykład z prawa rodzinnego. Słuchawki na uszach, gazeta w jednej dłoni, kanapka w drugiej i samotne siedzenie na kanapach w starym BUWie, jakoś upłynęło. Niestety Dorota w tym samym czasie ma coś na swoim kierunku i nie możemy nawet razem pójść na kawę.
Profesor zgodził się, abym dopisała się do tego monografu. Dzięki temu mam 2 podania, które jutro zaniosę do dziekanatu i wszystko będzie już unormowane (przynajmniej na to liczę).
M.
sobota, 2 marca 2013
21.02.2013
Wykład z ekonomii o 9.45 w czwartek. Moje marzenie. Pół dnia stracone na jedne, jedyne zajęcia. Standardowo - nic ciekawego się nie działo. Jakieś wykresy, nic nie wykazujące rysunki. Czy będą kiedyś takie wykłady, na których będę słuchała z zaciekawieniem prowadzącego, a nie odmierzała czas do końca?
T. nie było. Może jeszcze nie wrócił z Litwy po feriach? Chyba nie zrezygnował?
Właściwie powinnam być na zajęciach ze źródeł prawnych zjednoczonej Europy, w ramach ogunu, na który się zapisałam, ale nie chce mi się na to chodzić, bo budynek jest na Dobrej, jestem w domu około godzinę, a historia i prawo to niemiłe połączenie jak dla mnie. Zapisałam się, bo Dorota mnie o to prosiła i miałyśmy wcześniej chodzić na jeszcze jeden ciekawszy wykład, na który mi się nie udało zarejestrować, a jej tak. Więc niestety będę musiała z tego zrezygnować, a zapisać się na prawo rodzinne w praktyce w poniedziałki (czekam na to 2h na Krakowskim). Jak będę zanosiła podanie o dopisanie mnie do socjologii stanów nadzwyczajnych, to zaniosę też podanie o dopisanie do tego wykładu. Mam nadzieję, że się uda. Chociaż to niezłe kombinowanie, bo co 2 tygodnie w poniedziałki mam angielski i godziny się nakładają. Więc czasem będę na prawie, czasem na angielskim. I tu, i tu lista obecności jest sprawdzana. 2 nieobecności są dopuszczalne, muszę to dobrze rozplanować, a będzie dobrze. Wolę takie rozwiązanie niż te źródła prawne w czwartki, które zaburzają mi plan i marnują cały dzień.
W ten sposób będę miała od rana do wieczora zapełniony poniedziałek, wtorek i środę, do połowy wolny czwartek i całkowicie wolny piątek. Nie wiem czy to dobre połączenie, ale lepiej nie umiałam tego rozplanować.
M.
T. nie było. Może jeszcze nie wrócił z Litwy po feriach? Chyba nie zrezygnował?
Właściwie powinnam być na zajęciach ze źródeł prawnych zjednoczonej Europy, w ramach ogunu, na który się zapisałam, ale nie chce mi się na to chodzić, bo budynek jest na Dobrej, jestem w domu około godzinę, a historia i prawo to niemiłe połączenie jak dla mnie. Zapisałam się, bo Dorota mnie o to prosiła i miałyśmy wcześniej chodzić na jeszcze jeden ciekawszy wykład, na który mi się nie udało zarejestrować, a jej tak. Więc niestety będę musiała z tego zrezygnować, a zapisać się na prawo rodzinne w praktyce w poniedziałki (czekam na to 2h na Krakowskim). Jak będę zanosiła podanie o dopisanie mnie do socjologii stanów nadzwyczajnych, to zaniosę też podanie o dopisanie do tego wykładu. Mam nadzieję, że się uda. Chociaż to niezłe kombinowanie, bo co 2 tygodnie w poniedziałki mam angielski i godziny się nakładają. Więc czasem będę na prawie, czasem na angielskim. I tu, i tu lista obecności jest sprawdzana. 2 nieobecności są dopuszczalne, muszę to dobrze rozplanować, a będzie dobrze. Wolę takie rozwiązanie niż te źródła prawne w czwartki, które zaburzają mi plan i marnują cały dzień.
W ten sposób będę miała od rana do wieczora zapełniony poniedziałek, wtorek i środę, do połowy wolny czwartek i całkowicie wolny piątek. Nie wiem czy to dobre połączenie, ale lepiej nie umiałam tego rozplanować.
M.
20.02.2013
Ekonomia o 8.00 rano. Zdecydowanie za wcześnie. Mało się nie spóźniłam. Właściwie to nie nowość, prawie zawsze wbiegam do sali w ostatnim momencie. Tak ciężko mi porzucić ciepłe mieszkano i wyjść na tę pluchę, która obecnie zagościła w Warszawie. Kiedy wiosna? Kiedy słońce? Kiedy założę słomiany kapelusz?
Na ćwiczeniach zasnęłam. Profesor nie zrobiła przerwy w połowie, dzięki czemu wypuściła nas 20 min wcześniej. Kierunek dom, ale tylko na 1,5h. Bez sensu jest wracać na 1,5h. do domu, ale bez sensu też jest zostawać na Krakowskim, bo nie wiem co mogłabym robić przez 3,5h. Okienka, tak kocham je. Ale inaczej nie miałam jak ułożyć sobie planu, bo chciałam być w tej grupie na ekonomii. Wiem jaka jest ta pani, znam ją, tu zaliczyłam pierwszy semestr, tu zaliczę i drugi.
Na wykładzie z systemu politycznego RP, prawie zasypiałam. Zajęcia prowadzi ten sam profesor co prowadzi socjologię. Wydaje się sympatyczny, ale i tak usypiam na wykładach, poza tym nie było Doroty i nie miałam z kim rozmawiać.
Później wykład monograficzny ze struktury socjopolitycznej Polski, znów z tym samym profesorem. To moje zajęcia w ramach ogunu, są za 4 ECTS, więc opłaca się chodzić. Zaliczenie będzie na zasadzie obecności. Masz ocenę 3 lub 4 jeżeli pojawisz się na większości zajęć, jeśli chcesz 5 należy się zgłosić do niego po temat na esej do napisania. 4 mi jak najbardziej odpowiada. Wystarczy przychodzić.
Mój kolejny monograf ze wskaźników w polityce społecznej usunęli, bo za mała grupa, a jak czegoś nie znajdę to nie będę miała obowiązkowych ECTSów. Dowiedziałam się, że znów ten sam profesor prowadzi kolejny wykład z socjologii stanów nadzwyczajnych. Cokolwiek to jest, muszę na to chodzić. Tak samo zrobiła Ewa i Ola, które także były zarejestrowane na wskaźniki. Należy jeszcze złożyć podanie do dziekanatu, podpisane wcześniej przez prowadzącego zajęcia, że wyraża zgodę na dołączenie mnie do grupy. Będę musiała tak zrobić, ale już w przyszłym tygodniu się tym zajmę.
Zajęcia oczywiście usypiające, ale trzeba chodzić, bo zaliczenie odbywa się w ten sam sposób co na wcześniejszym wykładzie. Bardzo dużo ludzi chce jeszcze dopisać się do listy, nie było już miejsc w sali. Ludzie siedzieli na podłodze, a ja ze spóźnioną dziewczyną na jednym krześle. Cudownie duszno, ciasno, sennie. Profesor ma załatwić jakąś inną salę. Oby mu się udało, bo nie wiem jak będę wytrzymywała w ten sposób każdą środę.
Wykład z kwestii społecznych odwołany, bo profesor chory. Dzięki bogu. Jest godzina 18.30, nie wiem jak co tydzień będę sobie radziła na kolejnym półtoragodzinnym wykładzie.
M.
Na ćwiczeniach zasnęłam. Profesor nie zrobiła przerwy w połowie, dzięki czemu wypuściła nas 20 min wcześniej. Kierunek dom, ale tylko na 1,5h. Bez sensu jest wracać na 1,5h. do domu, ale bez sensu też jest zostawać na Krakowskim, bo nie wiem co mogłabym robić przez 3,5h. Okienka, tak kocham je. Ale inaczej nie miałam jak ułożyć sobie planu, bo chciałam być w tej grupie na ekonomii. Wiem jaka jest ta pani, znam ją, tu zaliczyłam pierwszy semestr, tu zaliczę i drugi.
Na wykładzie z systemu politycznego RP, prawie zasypiałam. Zajęcia prowadzi ten sam profesor co prowadzi socjologię. Wydaje się sympatyczny, ale i tak usypiam na wykładach, poza tym nie było Doroty i nie miałam z kim rozmawiać.
Później wykład monograficzny ze struktury socjopolitycznej Polski, znów z tym samym profesorem. To moje zajęcia w ramach ogunu, są za 4 ECTS, więc opłaca się chodzić. Zaliczenie będzie na zasadzie obecności. Masz ocenę 3 lub 4 jeżeli pojawisz się na większości zajęć, jeśli chcesz 5 należy się zgłosić do niego po temat na esej do napisania. 4 mi jak najbardziej odpowiada. Wystarczy przychodzić.
Mój kolejny monograf ze wskaźników w polityce społecznej usunęli, bo za mała grupa, a jak czegoś nie znajdę to nie będę miała obowiązkowych ECTSów. Dowiedziałam się, że znów ten sam profesor prowadzi kolejny wykład z socjologii stanów nadzwyczajnych. Cokolwiek to jest, muszę na to chodzić. Tak samo zrobiła Ewa i Ola, które także były zarejestrowane na wskaźniki. Należy jeszcze złożyć podanie do dziekanatu, podpisane wcześniej przez prowadzącego zajęcia, że wyraża zgodę na dołączenie mnie do grupy. Będę musiała tak zrobić, ale już w przyszłym tygodniu się tym zajmę.
Zajęcia oczywiście usypiające, ale trzeba chodzić, bo zaliczenie odbywa się w ten sam sposób co na wcześniejszym wykładzie. Bardzo dużo ludzi chce jeszcze dopisać się do listy, nie było już miejsc w sali. Ludzie siedzieli na podłodze, a ja ze spóźnioną dziewczyną na jednym krześle. Cudownie duszno, ciasno, sennie. Profesor ma załatwić jakąś inną salę. Oby mu się udało, bo nie wiem jak będę wytrzymywała w ten sposób każdą środę.
Wykład z kwestii społecznych odwołany, bo profesor chory. Dzięki bogu. Jest godzina 18.30, nie wiem jak co tydzień będę sobie radziła na kolejnym półtoragodzinnym wykładzie.
M.
19.02.2013
Dzisiejszy mój piękny wygląd "poszedł na marne", bo T. nie było na zajęciach. A kiedy wiem, że jest prawdopodobieństwo zobaczenia go, staram się wyglądać jeszcze lepiej. Eh, myślałam, że chociaż na ćwiczeniach się pojawi. Nic z tego.
Na pierwszych ćwiczeniach z kwestii społecznych mieliśmy zastępstwo, czyli tak naprawdę nie dowiedziałam się niczego, bo mimo że program mamy zrealizować taki sam, to każdy z profesorów inaczej prowadzi zajęcia i inaczej ocenia. Dowiedziałam się kilku ogólników, będą obowiązkowe prezentacje, który każdy musi przygotować i sporo literatury do czytania.
Psychologia społeczna z panią bardzo poprawną. Chyba tak bym ją określiła. Poprawnie wygląda, poprawnie się wypowiada, poprawnie akcentuje sylaby. Jest taka spokojna i taka nudna. Oczywiście prezentacje dla chętnych.
Pojechałam do domu na 3 godziny. Beznadziejne okienka.
Gdyby nie Dorota, nie wiedziałabym jak dojść do Wydziału Informatyki. Spotkałam ją na Banacha, ona właśnie skończyła swoje zajęcia, a ja dopiero na nie szłam. Mniej więcej mnie pokierowała jak dojść do budynku, ale później jak dojść do sali, to będę musiała się kogoś zapytać, bo dużo skrętów, schodów, przejść i ludzi. Na szczęście, gdy weszłam zobaczyłam Ewę, która kupowała kawę, także poszłyśmy razem.
Zajęcia - nic specjalnego. Było 7 osób. Ze starszym panem, który ma swój świat. Czy każdy informatyk taki musi być? Swój świat, gdzie komputer jest bogiem. Gadałam, niezbyt uważałam, a z rzutnika nic nie widziałam, Ewa też nie, więc nawet nie wiedziałyśmy co mamy robić. Obok siedziała Ola, byłyśmy zdane na nią. Właściwie, to nawet nie pamiętam co robiliśmy. Wiem, że trzeba było spakować plik i wysłać go do profesora na maila. Później wspomniał o jakiś prezentacjach na temat króli polskich (?), które mamy mu przesłać, ale naprawdę nie wiem do kiedy i jak mają one wyglądać. Powiedziałam, że przygotuję o Janie III Sobieskim, ale co dalej mam z tym uczynić, to zielonego pojęcia nie mam. Nie pracujemy na Microsofcie Office, tylko na Libre Office. Pierwszy raz coś takiego słyszę.
Wracałam z Ewą, Olą i Asią na przystanek. Ewa zaliczyła swój czwarty upadek w ciągu ostatnich kilku godzin, a nas to niesamowicie bawiło.
M.
Na pierwszych ćwiczeniach z kwestii społecznych mieliśmy zastępstwo, czyli tak naprawdę nie dowiedziałam się niczego, bo mimo że program mamy zrealizować taki sam, to każdy z profesorów inaczej prowadzi zajęcia i inaczej ocenia. Dowiedziałam się kilku ogólników, będą obowiązkowe prezentacje, który każdy musi przygotować i sporo literatury do czytania.
Psychologia społeczna z panią bardzo poprawną. Chyba tak bym ją określiła. Poprawnie wygląda, poprawnie się wypowiada, poprawnie akcentuje sylaby. Jest taka spokojna i taka nudna. Oczywiście prezentacje dla chętnych.
Pojechałam do domu na 3 godziny. Beznadziejne okienka.
Gdyby nie Dorota, nie wiedziałabym jak dojść do Wydziału Informatyki. Spotkałam ją na Banacha, ona właśnie skończyła swoje zajęcia, a ja dopiero na nie szłam. Mniej więcej mnie pokierowała jak dojść do budynku, ale później jak dojść do sali, to będę musiała się kogoś zapytać, bo dużo skrętów, schodów, przejść i ludzi. Na szczęście, gdy weszłam zobaczyłam Ewę, która kupowała kawę, także poszłyśmy razem.
Zajęcia - nic specjalnego. Było 7 osób. Ze starszym panem, który ma swój świat. Czy każdy informatyk taki musi być? Swój świat, gdzie komputer jest bogiem. Gadałam, niezbyt uważałam, a z rzutnika nic nie widziałam, Ewa też nie, więc nawet nie wiedziałyśmy co mamy robić. Obok siedziała Ola, byłyśmy zdane na nią. Właściwie, to nawet nie pamiętam co robiliśmy. Wiem, że trzeba było spakować plik i wysłać go do profesora na maila. Później wspomniał o jakiś prezentacjach na temat króli polskich (?), które mamy mu przesłać, ale naprawdę nie wiem do kiedy i jak mają one wyglądać. Powiedziałam, że przygotuję o Janie III Sobieskim, ale co dalej mam z tym uczynić, to zielonego pojęcia nie mam. Nie pracujemy na Microsofcie Office, tylko na Libre Office. Pierwszy raz coś takiego słyszę.
Wracałam z Ewą, Olą i Asią na przystanek. Ewa zaliczyła swój czwarty upadek w ciągu ostatnich kilku godzin, a nas to niesamowicie bawiło.
M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)