Zaczęłam dzień od zajęć o wprowadzeniu po polityki społecznej. Pani profesor młoda, zorganizowana, poważna wydaje się wymagająca. Od razu powiedziała, że na każdej lekcji będą omawiane nowe lektury, co mnie trochę przeraża, bo podobno nie są one łatwe. Zajęcia trwały nie dłużej niż 40 min.
O 15.00 zaczął się wykład z filozofii. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym tego nie skomentowała, a do komentowania w tym przypadku jest dużo. Spóźniłam się 3 minuty i musiałam zająć miejsce na samym końcu, nic wcześniej nie było wolnego. Nic nie słyszałam, bo pani nie umiała podłączyć mikrofonu lub też go nie było, nie wiem, nie widziałam. Nie widziałam dlatego, że sala ma pełno słupów i filarów, prócz tego jest na poddaszu, także ma słabe oświetlenie i sufit ze skosem, i fragment jakiejś ściany po środku, nie wiadomo po co, w każdym razie skutecznie uniemożliwia widoczność tablicy. Dodatek stanowi zepsuty rzutnik. Pani mówiła cicho, zaciskając zęby, dolatywało do mnie co 10 słowo, więc musiałam zająć się czym innym. W tym przypadku była to Tess Gerritsen, a ludzie wokół mnie rozwiązywali sudoku i krzyżówki. Wykład z jakże ciekawej filozofii, powiedzmy, że mnie ominął, choć na listę obecności się wpisałam ;)
Na naszym forum na facebooku wszyscy się śmieją z dzisiejszej formy filozofii. Chcą wprowadzić sprzedaż biletów na miejsca z widokiem centralnie na babkę. Tańsze bilety będą po bokach, a "tanie premium" za filarem. Zabawnie.
A wieczorkiem moje pierwsze studenckie piwko z A.
http://www.youtube.com/watch?v=zvpeBPxyZAY
Dziwię się, że mi się to podoba, ale zwrotki świetne.
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz