Jakże mi było przykro, gdy A. musiała się zrywać z samego rana i pędzić na uczelnię, a ja dalej mogłam milutko i długo pospać ;) Moje dłuższe lenistwo było spowodowane wyjazdem służbowym pani od logiki, także miałam dzisiaj tylko pilates i ochronę przyrody. A jako, że pomyliły mi się godziny zajęć, na pilates nie poszłam. A szkoda, bo kupiłam sobie nowe legginsy i chciałam je wypróbować i ogólnie miałam ochotę poćwiczyć. Byłam święcie przekonana, że wf zaczyna się o 14.00, a on o tej się kończy! Dobrze, że w ogóle spojrzałam na plan, bo bym się bardzo wkurzyła, gdybym tam pojechała na marne. No cóż, musiałam poczekać jeszcze 2 godziny do wyjścia na wykład.
Na ochronie nic szczególnego, znów dużo pisania i znów mieliśmy o konwencjach dotyczących przyrody w Europie. Jednak myślami byłam gdzie indziej...
Mianowicie o 21.00 zaczynały się otrzęsiny AON-u w Explosion. Pojechałam tam razem z M., przyjaciółką z gimnazjum i jej nową koleżanką A. Miałyśmy problem ze znalezieniem klubu, a to dlatego, że chłopak A. źle nas pokierował. Bardzo źle. Wysiadłyśmy jakieś 10 przystanków dalej niż powinnyśmy. Szybki telefon do mojej siostry i po 40 min. byłyśmy już w kolejce do wejścia do klubu.
Miałyśmy bardzo dobre humory. Mi wystarczy niewielka ilość alkoholu, a już jestem wesolutka, na miejscu wypiłyśmy jeszcze dwa piwa, wcześniej cytrynówkę, to mi wystarczyło do końca imprezy. Chłopcy koło nas wciąż krążyli, tańczyłyśmy, śpiewałyśmy, śmiałyśmy się. Naprawdę dobrze się bawiłam. Nie mogę zapomnieć o tym, że był także zespół Weekend. Nie wierzę, że bawiłam się przy disco polo! A swój hit "ona tańczy dla mnie" śpiewali chyba 3 razy i za każdym razem w trakcie jego trwania byłam podnoszona przez jakiegoś chłopaka. Wariactwo.
Jeszcze większym wariactwem był powrót do domu, dochodziła 3.00, a my nie wiedziałyśmy jak wrócić. Dziewczyny jechały na Rembertów, a ja na moje Okęcie, ale i tak razem musiałyśmy dojechać do centrum. Telefon do siostry i już mniej więcej wiedziałyśmy. Szybki bieg na czerwonym świetle, przez trawnik i krzyki za autobusem nic nie dały, bo na nas nie poczekał. Do następnego miałyśmy 30 min. Zimno, nogi nas bolały, zmęczone, czekałyśmy. Po chwili przychodziło coraz więcej imprezowiczów na przystanek, wśród nich zobaczyłam K.T. z podstawówki! Nie widziałyśmy się tyle lat, ale to było miłe spotkanie. Gadałyśmy do przyjazdu autobusu, a później jeszcze w autobusie. Była ze swoim sympatycznym chłopakiem, którego imienia nie pamiętam i z koleżankami. Dowiedziałam się trochę co tam u niej i u innych naszych znajomych z podstawówki. Opowiedziałam jej też co u mnie i u A., z którą jako jedyną utrzymuję kontakt od tylu lat.
Powtórzę się, ale naprawdę to był cudownie spędzony wieczór. Zaproponowałam dziewczynom wyjście 8.11 na moje otrzęsiny, bo okazało się, że na moim wydziale też będą! W domu byłam po 4.00.
Jutro o 8.00 ćwiczenia WPS! Nastawię budzik na 6.00, ale wiem, że i tak nie dam rady wstać.
Cóż innego mogę dodać po dzisiejszej nocy? :)
http://www.youtube.com/watch?v=JvxG3zl_WhU
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz