Kolokwium jakoś poszło. Nie było to łatwe, ani bardzo bardzo trudne. Dzięki bogu, nie było żadnych definicji do wyjaśnienia. Napisałam wszystko, nie jestem oczywiście pewna czy dobrze, ale nie miałam możliwości zweryfikować odpowiedzi, bo nikt kto wyszedł ze mną wcześniej nie miał grupy 1.4. Także czekam do wyników.
Napisałam w 20 minut, kolejne 15 minut sprawdzałam i wyszłam przed czasem. Nie wiedziałam co mam robić przez ponad 1.30h. Nie lubię takich okienek. Na szczęście miałam przy sobie teksty na WPS, także czytałam.
Dzisiejszy pilates był inny. Bardzo inny. Miałyśmy zastępstwo z panią od TBC. Szalona na oko pięćdziesięcioletnia wariatka, z energią nastolatki. "Nie chcę was zmęczyć, poza tym mam kontuzję, jestem po trzech godzinach zajęć i dowiedziałam się, że teraz muszę z wami poprowadzić pilates." Ledwo żyłam! Jeżeli to miały być leciutkie ćwiczonka na poprawę sylwetki, to co znaczą normalne ćwiczonka, gdy jest wypoczęta i bez kontuzji? Razem z innymi dziewczynami nie wiedziałyśmy jak się zachowywać, chciało nam się śmiać, przyzwyczajone do statycznych i spokojnych zajęć przy chilloutowej muzyce, przy latino i energicznym wymachiwaniu rękoma, nogami i wszystkim czym się da - zmęczyłyśmy się jak staruszki. I te jej okrzyki: "hop, hop i hop-hop-hop. Tempo, tempo, cała sala się bawi (my już ledwo zipiemy), wyżej noga i hop, hop, druga ręka, hop!!!" Naprawdę wesoło, jutro wydaje mi się, że nie podniosę się z łóżka. O, a co więcej, na naszym treningu był jeden chłopak, który nie wyrobił dostatecznej ilości godzin obecności na soich zajęciach z basenu - miał niezły ubaw.
Na ochronie środowiska dowiedziałam się, że muszę znać prawie całą Ustawę o Ochronie Przyrody z 2004r, włącznie z definicjami, gatunkami roślinek i wyspecjalizowanymi artykułami. Oj, ciekawe czy przez to przebrnę.
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz