Elegancko zaliczyłam kolokwium z ekonomii. Wynik mnie usatysfakcjonował i naprawdę się cieszę, zważywszy, że naukę zaczęłam kilka godzin przed egzaminem.
Prawo skończyliśmy 30 minut wcześniej.
Umówiłam się z Dorotą, że nie pójdziemy na wykład z ekonomii, a będziemy się solidnie uczyły do administracji. Wczoraj nie przeczytałam nawet wszystkich jego prezentacji, ona też nie.
Świąteczna, duża kawa w CH była dobra, choć słodka.
-Ciekawe czy ten stolik jest drewniany, czy tylko obklejony imitacją drewna
-Zobacz jakie mam brudne buty, to wszystko od tej soli na chodnikach!
-A ostatnio na ochronie przyrody miałam akurat o soli i jej wpływie na rośliny...Zajmowałyśmy się miliardem niepotrzebnych rzeczy, ale nie tym co trzeba.
W ramach dalszej nauki, postanowiłyśmy też nie iść na wps. 3,5 godziny na szybkie przejrzenie notatek? Wystarczy!
-Musimy się uwijać, ale to już! Nie zaliczymy tego!
-Tak dokładnie. Oni mają takie ładne świąteczne kubki w tej kawiarni.
-A mój kolega ma zestaw małych filiżaneczek..."
Nie nauczyłyśmy się nic.
T. wszedł do sali w ostatnim momencie przed zamknięciem drzwi. Czerwona bluza, czarna koszulka, już nie skóra, tylko cieplejsza kurtka, włosy ma już nieco dłuższe. Tak dawno go nie widziałam. Dlaczego on nie chodzi na te nieszczęsne wykłady? Wczoraj na facebooku też ogłaszał, czy ktoś ma zamiar nie iść na owy test. Jednak inni go przekonali, że lepiej by było gdyby przyszedł. Podejrzewam, że też niewiele umiał. Co on robi całymi dniami, jak nie chodzi na zajęcia?
Zostaliśmy porozsadzani po klasie. Siedziałam w ostatnim rządzie, ale Szarfi wciąż kontrolował.30 pytań, 30 minut. Nawet nie zdążyłam napisać do Ady, żeby mi sprawdziła odpowiedzi w internecie. Tylko szczęście i dobre strzelanie mnie ratują. Nic więcej. Moja wiedza jest szczątkowa.
Stałam na przystanku z Dorotą, Martą, Mateuszem i Alkiem, komentowaliśmy nasz fenomenalny test. Doszliśmy do wniosku, że już trzeba zbierać pieniądze na warunkowe zaliczenie przedmiotu. Kątem oka dostrzegłam T. jak rozmawiał z kolegą o tym oryginalnym imieniu H. Podjechało 175. Wszyscy ruszyliśmy do ostatnich drzwi, bo w nich było chyba najwięcej miejsca, choć ogólnie i tak tłok. Ja i T. weszliśmy jako ostatni, ściśnięci obok siebie. Gdyby kto inny stał tak blisko mnie bardzo by mi to przeszkadzało, ale koło niego... jak mogę narzekać? Oczywiście chciałam nacieszyć się tą chwilą, patrzyć na niego i zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Ach, jest po prostu niesamowity! I to jak odgarnia co chwilę włosy...
Wysiadłam w centrum razem z Doris i Matem. On pojechał dalej.
Kiedy znów go zobaczę?
Na uczelnię wracam 7.01.2013!
EDIT: 2 dni przed świętami dowiedziałam się, że zaliczyłam administrację na 3,5! Niemożliwe, staje się możliwym. Nie wiem jak, ale się udało, aż tata musiał mnie uspokajać, gdy zaczęłam skakać z radości! Uwielbiam cię Szarfi!
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz