czwartek, 4 października 2012

1.10.2012

Siedziałam sobie na ławeczce, bo przyjechałam 40 min. przed czasem (kochane pociągi, nie mogą się dostosować do mnie). Czytałam moją ukochaną Tess Gerritsen i słuchałam muzyki, gdy nagle podszedł do mnie chłopak. Spytał czy przypadkiem nie czekam na angielski na 14.00? Zszokowana, że zapytał mnie, bo wokół kręciło się sporo osób, a ja czytałam książkę przed budynkiem, odparłam szybko, że tak, czekam.
- Jesteś z polityki społecznej?
- Tak. Jesteś z I roku?
- Tak. 

- M.
- J.
I tak musiałam porzucić lekturę i pogadać z nowo poznanym. Nie sądziłam, że ktoś z mojego kierunku i tym bardziej z mojego roku będzie chodził ze mną na lektorat, jednak się myliłam.

Chłopak okazał się raczej miły, ułożony i grzeczny. Powiedział, że na pierwszym roku nie będzie imprezować, a na pewno nie w I semestrze. Ha ha. Ale jak to? Kompletnie nie w moim typie i z wyglądu, i z rozmowy, wywnioskowałam, że nie jest dla mnie. A przede wszystkim mój przyszły facet nie będzie miał takiej koziej bródki, jaką ma J., bo wygląda to brzydko. Tak sobie gadaliśmy o wszystkim i o niczym.

Rozpadało się. Zaproponowałam, abyśmy szybko wbiegli do budynku, bo zaczęło lać jak z cebra. Pod drzewem nie było tak czuć, ale dochodziła 13.45. Starałam zasłonić głowę rękoma (prostowanie włosów poszłoby na marne), a on chciał mnie osłonić swoją mini reklamóweczką :) brr.. speszył się, gdy zaczęłam się śmiać. Szybko biegłam, a on jeszcze szybciej, aby otworzyć mi drzwi. Może i ładnie z jego strony.

Znaleźliśmy salę. Stoimy. Nie wiem o czym z nim rozmawiać. On ciągle się na mnie patrzy. Ja specjalnie się odwracam. Dziwnie się czuję. Przychodzi dziewczyna. Pyta czy my też na angielski. Zapoznajemy się. B. z biologii, jest miła, a do tego bardzo ładna. Ma ciemną oprawę oczu, co bardzo lubię zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, z tym że u mężczyzn bardziej :)

Stoimy. Rozglądamy się na boki. Zbiera się większa grupka ludzi, ok. 8 osób. 14.00, 14.05, 14.10, 14.15. Dochodzimy do wniosku, że dalsze czekanie nie ma sensu i pewnie zajęć dzisiaj nie będzie. Gadamy jeszcze chwilkę. Poznaję dziewczynę z dziennikarstwa, zarządzania, stosunków międzynarodowych i oczywiście B. z biologii. Dziewczyny wymieniły się numerami telefonów, ale umawiamy się, że widzimy się za dwa tygodnie.

Spławiłam J. Powiedziałam mu, że jadę jeszcze do koleżanki, bo on miał jechać metrem, ja w sumie też powinnam, aby dostać się do śródmieścia, ale poszłam na autobus, aby uniknąć niezręcznej ciszy lub beznadziejnych rozmów. Ale odprowadził mnie na przystanek, zapytał nawet czy może mi towarzyszyć.

Straciłam dzień.
http://www.youtube.com/watch?v=s6y-58gLnjs

M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz