Zabłysnęłam na WPS. Chyba tylko ja przeczytałam "Migrację ostatnią?" bo nikt nie był w stanie wymienić województw z których najwięcej osób wyrusza za granicę. Boję się, że na następnych zajęciach zrobi nam karną kartkóweczkę z tego powodu, że ludzie nie czytają obowiązkowej lektury. Mi się zdarzyło to tylko raz: na pierwszych zajęciach i nie przeczytałam tych nieszczęsnych bezrobotnych z Marienthalu, ale inni wydaje się, że notorycznie przychodzą nieprzygotowani.
Przed filozofią umówiłam się z Olą. Chciałyśmy kupić zaległy prezent urodzinowy dla Ewy. Wybrałyśmy ładną i ciepłą beżową czapkę z pomponem. Mam nadzieję, że jej się spodoba.
A na samej filozofii oczywiście T. nie było. Wielka szkoda, bo naprawę ładnie wyglądałam, świeżo po farbowaniu włosów, z ładnym makijażem, nawet spódnicę założyłam, ale jego i tak nie było.
Czekaliśmy przepisowe 15 minut na panią profesor. Po tym czasie uradowani kierowaliśmy się do wyjścia. Niestety, po drodze spotkaliśmy wykładowczynię, która wróciła nas na zajęcia. Powinno się wcześniej wychodzić z domu, pani profesor! Standardowo i tak nie słuchałam, tym razem uczyłam się na ekonomię, ale i tak nie mogłam się skupić. Nic, nic kompletnie nie umiem. A tak dużo definicji, wzorów, sposobów obliczania dochodowej elastyczności, wszystko jest takie podobne, skomplikowane i nie lubię uczyć się formułek na pamięć.
Ostatecznie zaczęłam się uczyć o 20.00 (po otworzeniu zeszytu momentalnie oczy mi się zamykały i nie mogłam się powstrzymać od ziewania - krótka drzemka obowiązkowa), skończyłam o 2.30 w nocy, o 6.00 muszę wstać wypoczęta. Ciężko będzie..
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz