Zaspałam i to porządnie. Nie zjadłam śniadania, makijaż na szybko, włosy bardzo słabo się ułożyły, ale zdążyłam.
Zaczęłam od ćwiczeń z ekonomii. Nic szczególnego się nie działo, wiem tylko, że będę z tą panią miała zajęcia także w następnym semestrze i na II roku finanse publiczne. Nie wiem jak mi pójdzie z tym przedmiotem, bo jest dosyć nudny i uczenie się definicji też nie sprawia mi przyjemności. 5 minut przerwy w czasie zajęć było czymś nowym.
Musieliśmy się przetransportować z Krakowskiego 67 do starego BUW-u. Po drodze rozmawiałam z D. Przed salą zdążyłam zjeść nawet jogurt. Gdy jadłam i stałam z grupką ludzi, co prawda nie rozmawialiśmy jakoś zawzięcie, zauważyłam, że obok mnie stoi T. Miał karmelową kurtkę, czarny, rockowy t-shirt, jeansy, odpowiednio dobrane buty i torbę. Nie myliłam się co do niego wcześniej, jest przystojny, taki jak lubię. Wysoki. Szczupły. Idealny. Spostrzegłam, że w uchu nie ma kolczyka, a tunel. Bosko.
Weszłam szybko do sali, przezornie usiadłam w trzecim rzędzie. Konwersatorium z podstaw prawa okazało się dosyć ciekawe, właściwie było to przypomnienie kilku zagadnień z liceum. Pan profesor, pewny siebie. Widać, że ma pieniądze, wygląda jak idealny prawnik wyciągnięty z kalendarza, pracuje w kancelarii, a pracę na UW traktuje zapewne jako odskocznię, swego rodzaju rozrywkę. T. usiadł gdzieś z tyłu. Szkoda.
Zajęcia skończyły się chwilę wcześniej niż było zaplanowane. Musieliśmy się ponownie przetransportować. Tym razem do budynku dawnego Centrum Informatycznego. Jednak zostało mniej więcej 40 minut do następnego wykładu, więc poszłam pospacerować. Sama. Widziałam jak T. też wychodzi główną bramą.
Pod salą zobaczyłam J. Modliłam się, aby on mnie nie zauważył, bo nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Jednak nie udało się. Zauważył mnie. Zamienił dwa słowa i zaraz weszliśmy do klasy. Zapewne myślał, że usiądę obok niego, ale ja wolałam zająć miejsce w następnym rzędzie. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu obok mnie usiadł T.!!! Nie ja obok niego, tylko on obok mnie. Sam się przysiadł.
Starałam się zachowywać jak najbardziej naturalnie, jednak słabo sobie z tym radziłam. Bo jak miałam się zachowywać, gdy na miejscu obok siedział On? I gdybym dzisiaj nie zaspała, ładnie ułożyła włosy, zapewne czułabym się pewniej. Cóż, pech. Wyczułam dym papierosowy. Pali. Nie tak sobie wyobrażałam, że pachnie, ale dzisiaj to przeżyłam. Choć mam cichą nadzieję, że może ten zapach był od drugiego kolegi z boku. Nie mogłam tego jednoznacznie stwierdzić, bo moje Versace Versence przyćmiło nieco zapach dymu.
W jego prawym uchu, pomiędzy jego dłuższymi włosami dostrzegłam srebrny kolczyk. Nie taki zwykły, gejowski. Przypominał kolczyk, do piercingu, taki jaki wkłada się w pępek albo język, bo był nieco skręcony. Zapisał coś w notesie, który dostaliśmy podczas dni adaptacyjnych. Nie mam pojęcia, co dokładnie, bo tak trzymał rękę, że nie byłam w stanie odczytać (a nie chciałam nachalnie zaglądać mu w zeszyt, poza tym nie interesowało mnie to tak bardzo), ale to słowo poprawiał kilkakrotnie, tak jak ja robię, gdy mi się nudzi. Starałam się na niego nie patrzeć, ale nie mogłam się powstrzymać. Kilka razy, niby przypadkiem, rozglądając się po sali, spojrzałam na niego, tak przez ułamek sekundy.
Na następnym wykładzie z wprowadzenia do polityki społecznej, widziałam T., który siedział 2 ławki przede mną. Seksownie dotykał swojego karku...
A zajęcia bardzo nudne. Nadal nie wiem, co profesor wygłaszający wykład miał na myśli, o czym mówił. Bo dochodzę do wniosku, że te wszystkie wykłady są takie bez sensu, takie pleplenie o niczym konkretnym. Miało być o genezie polityki społecznej, a nie dowiedziałam się niczego szczególnego, poza trzema datami, które nic mi nie mówią. Profesor szalenie poważny, w garniturze i krawacie, wydaje się, że ma olbrzymią wiedzę, której nie umie przekazać. Dodam, że zajęcia odbywały się w cudownej, filozoficznej sali 335 na Krakowskim i aby cokolwiek usłyszeć trzeba się maksymalnie skupić. Choć dziś nie przeszkadzała mi w widoczności ściana, to aby zobaczyć coś napisane na tablicy, także należy wytężyć wzrok. Męczące.
Aha, za każdym razem w moim najbliższym pobliżu siedzi M., chłopak, który nie szczędził wulgaryzmów i chamskim odzywek na facebooku, i którego nie polubiłam od razu. Za jego wyższość i nadmierną pewność. Siedzi albo przede mną, za mną lub obok mnie i co gorsza, chodzi do mojej grupy.
Miałam nadzieję, że chociaż pan od administracji publicznej będzie człowiekiem wyluzowanym, wesołym, może troszeczkę zabawnym, bo już zazdroszczę A., która chodzi na Politechnikę, że ma takich normalnych wykładowców. Niestety nie. Mi takowi się nie trafili. A pan od administracji, jest... co najmniej dziwny. Śmieje się - owszem, ale ze swoich wypowiedzi, które ani trochę nie są zabawne. "Pokazałbym wam folder z artykułami pana X., ale go nie mam. Haha"; "Na pierwszym roku będziecie musieli napisać pracę semestralną, ale nie będzie łatwa. Haha"; "Trzeba będzie stworzyć trzy osobowe zespoły, bo praca w pojedynkę wychodzi słabo. Haha". Pan od administracji i jego żarciki. I tak, zadał już pracę semestralną o funkcjonowaniu dowolnej placówki administracyjnej. "Myślę, że w 30 stronach się zmieścicie. Haha". Tworzę grupę z D. i A. (chłopakiem ze szkolenia bibliotecznego).
Po żarciku profesora, sala w końcu się zaśmiała. Było to związane z wypowiedzią jakiegoś chłopaka, który siedział w końcowych rzędach, a profesor coś mu odpowiedział i było to zabawne! Machinalnie odwróciłam się do tyłu. Zauważyłam T. i jego cudowny uśmiech. To co najbardziej lubię w wyglądzie zewnętrznym mężczyzn to przede wszystkim piękny uśmiech i oczy. Trwało to nie dłużej niż sekundę, ale wiem, że boski On będzie śnił mi się po nocach.
Ogólnie ten dzień zaliczam do jednych z lepszych, mimo że wynudziłam się niemiłosiernie i nie miałam co robić ze sobą w trakcie przerw, to mimo wszystko widok T. sprawiał, że czułam się zdecydowanie lepiej i mam o kim myśleć przez najbliższy weekend, najbliższe dni i pewnie najbliższe tygodnie. Nie mogę się doczekać aż zobaczę go znowu.
Napisałabym więcej o tym jak On na mnie działa, jaki jest przystojny i co już sobie w myślach wyobrażam, ale wyszłabym na idiotkę, więc niech to zostanie póki co tajemnicą, choć jego obecność wpływa na mnie hipnotyzująco...
Rozmarzyłam się.
http://www.youtube.com/watch?v=bXOUGZRLYGw
M.
O kochana wenę to Ty twórczą masz. Jesteś moim natchnieniem można tak rzec. Ale nie wiem czy wytrwam w tym, gdyż nigdy za dobrze nie szło mi prowadzenie wszelkiego rodzaju dzienników/pamietników. Ale wierzę w jedno, że czas studiów - to będzie wyjątkowy czas w naszym życiu :)
OdpowiedzUsuń