piątek, 28 września 2012

25.09.2012

Gdy jechałam pociągiem do Warszawy, kompletnie nic, żadnego mrowienia w żołądku, strachu czy czegokolwiek podobnego. Wsłuchana w Michaela Bubla, którego ciepły głos wydobywał się wprost do moich zmysłów, delikatnie łagodząc problemy, przewracałam kolejne strony Fashion Magazine. 

Nowy Świat. Krakowskie Przedmieście. I zaczęło się to dziwne uczucie. Ekscytacja i chęć poznania czegoś nowego mieszała się z zakłopotaniem i niepewnością.  Jeżeli sobie nie poradzę? Co jeśli będzie tak trudno, że odniosę porażkę? A jeśli moją grupa będzie beznadziejna? Jeżeli nikogo nie poznam? Jeżeli teraz JEGO nie poznam, to kiedy? Z wielkim przerażeniem mijałam bramę Uniwersytetu Warszawskiego.

Chciałam zacząć ten nowy etap w życiu (podobno najpiękniejszy, najcudowniejszy) - jakoś dobrze. Ładnie się ubrałam, klasycznie, żeby nie przesadzić, ani w jedną, ani w druga stronę. Uznałam, że biały t-shirt, jeansy, marynarka w paski i  baleriny (nie, tym razem nie szpilki, bo odcisk na stopie nie pozwolił mi założyć podstawowego elementu mojej garderoby) są odpowiednie na moje pierwsze oficjalne zajęcia studenckie.

Do Audytorium Maximum trafiłam za tłumem, usiadłam w jednej z ław. Sama. Czekałam. Fakt, przyszłam trochę wcześniej, nietaktem byłoby spóźnienie się na wykład z przedmiotu podstawy ochrony własności intelektualnej, to takie ważne ;) Rozglądałam się po sali, po ludziach już przybyłych. Widać kto z Warszawy, a kto nie. Widać po zachowaniu, po wyglądzie zewnętrznym. Niektórzy też z przerażeniem na twarzach, kompletnie zagubieni, trochę jak ja. Jednak nie podeszłam do nikogo, o nic nie zapytałam, po prostu czekałam. Godzina 0.00, zaczął się wykład. Ja wciąż sama sobie siedzę, nikt się nie dosiadł. No cóż - myślę - bywa i tak, że nikt się nie dosiada.

Co chwilę wchodzili jacyś spóźnialscy. Oj, denerwujące to, i to bardzo. Jednym z takich spóźnialskich był chłopak, który usiadł obok mnie, wcześniej pytając się czy może. Oczywiście, z lekkim uśmiechem na twarzy zgodziłam się. Co miałam się nie zgodzić, skoro to był przystojny i bardzo porządny chłopak. Koszula w paski biało czerwone nieco wystawała zza idealnie wyprasowanego czerwonego swetra. Chwila zastanowienia: to zasługa mamy czy dziewczyny? Pozostawiłam tę myśl dla dalszego podziwiania jego wyglądu. Zegarek, na skórzanym pasku, o ile się nie mylę Omegi (uuu, nie bieda! Ale może podróbka, moje oko nie jest jeszcze tak wprawione w odróżnianiu oryginalnych zegarków, ale to był porządny zegarek). Torba beżowa, ładny brązowy notes. Mały minus za spodnie, wydawały się być ze sztruksu. Ale chłopak zadbany, paznokcie i dłonie jak najbardziej w porządku. Idealny dla mnie, jeszcze ten dwudniowy, seksowny zarost... Po chwili przysiadła się do nas kolejna spóźnialska, z czerwonym nosem od kataru. Dzisiaj nie stanowisz dla mnie konkurencji, Droga Koleżanko. 

Chciałam ściągnąć trochę od chłopaka obok mnie, po rozdaniu nam arkuszy z zaliczeniem dzisiejszych wykładów. Zobaczywszy pytania, nieco się wystraszyłam. Nie był to test abcd, tylko samemu trzeba było udzielić odpowiedzi, a pytania były tak skonstruowane, że nie wiedziałam co właściwie mam tam napisać. Dlatego w trakcie prawie 4-godzinnego monologu wykładowcy, chciałam podpatrzeć jakich odpowiedzi udzielił chłopak, jednak jego pismo było małe i trochę niewyraźne. Musiałam zdać się na siebie. Zdołałam zobaczyć jego imię K., z kierunku nauki o rodzinie. Damn. Zawsze pod górkę, rzadko będziemy się widywali, a właściwie znając moje szczęście, nie zobaczymy się nigdy.

Spotkałam E. z liceum, z klasy. Chociaż jedna znana twarz. Nie byłam z nią w super przyjacielskich stosunkach  (chociaż cytrynówkę na imprezie u M. i Ś. piłyśmy z jednej butelki), ale wydaje mi się, że nie miałyśmy też problemów z dogadaniem się, po prostu taka koleżanka z klasy. Dwa słowa przy wyjściu z nią zamieniłam, zapoznałam się z niejaką M. i A. z polityki społecznej, oddałam zaliczenie, ściągając jedną odpowiedź od E. i grzecznie pomaszerowałam na pociąg.

A na drogę powrotną
http://www.youtube.com/watch?v=5ry_WozkBAk


M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz